12 zdań, którymi nieświadomie zawstydzasz dziecko. Po tym już nie przyjdzie do ciebie z problemem

mamotoja.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Zawstydzane dziecko trafi zaufanie do rodzica, fot. AdobeStock/Marco


W zawstydzaniu nie chodzi o wielkie awantury. Najczęściej wszystko dzieje się mimochodem, między śniadaniem a wyjściem do szkoły, w samochodzie, w kolejce do apteki, w chwili, gdy emocje dziecka są większe niż nasza cierpliwość.

Dorośli mają przewagę w słowach, tonie głosu i autorytecie. Dzieci mają tylko jedno narzędzie: wycofanie. I jeżeli uznają, iż przy nas jest im wstyd, to następnym razem problem zostawią dla siebie.

Zdania, które zawstydzają, choć brzmią „normalnie”

  1. „Nie przesadzaj, to nic takiego.”
    Dla dziecka to komunikat: „twoje uczucia są bez sensu, nie pasują, są niewygodne”. Wstyd rodzi się wtedy, gdy ktoś daje nam sygnał, iż reagujemy „nie tak”. Dziecko uczy się, iż jego przeżycia nie mają znaczenia, więc lepiej o nich nie mówić.

  2. „Zobacz, inni sobie radzą, a ty nie.”
    Porównania są jak małe drzazgi. choćby jeżeli wskazujemy wzór z najlepszych intencji, dziecko słyszy, iż jest „gorsze”. Wstyd miesza się z zazdrością i złością, a potem pojawia się myśl: „po co mam próbować, skoro i tak przegrywam w oczach rodzica”. To prosta droga do zamykania się albo do robienia wszystkiego na pokaz.

  3. „W twoim wieku już powinieneś to umieć.”
    W dorosłym świecie to brzmi jak mobilizacja, a w dziecięcym jak wyrok. Każde dziecko rozwija się w swoim rytmie i w różnych obszarach. Kiedy słyszy, iż „powinno”, czuje wstyd, iż nie nadąża. Zamiast dostać wsparcie, dostaje poczucie, iż zawsze jest o krok w tyle.

  4. „Co z tobą jest nie tak.”
    To zdanie potrafi paść choćby w wersji żartobliwej, rzuconej mimochodem. Zostaje głęboko w sercu, bo dotyka tożsamości. Nie mówi: „to zachowanie mi się nie podoba”, tylko: „ty jesteś problemem”. Pamiętam znajomego chłopca, który po takim komunikacie przestał odpowiadać na pytania w klasie. Przestał, bo uznał, iż z nim „jest coś nie tak”, więc każda próba może skończyć się kolejnym wstydem.

  5. „Znowu to samo.”
    Dla dorosłego to skrót myślowy: „jestem zmęczona tą sytuacją”. Dla dziecka to etykietka: „jestem męczące, nic się nie zmienia, nie ma sensu próbować”. Wstyd pojawia się, bo dziecko czuje się przewidywalnym problemem, a nie kimś, kto się uczy.

  6. „Nie rób ze mnie głupiej.”
    To zdanie zwykle wynika z bezsilności, ale brzmi jak oskarżenie o złe intencje. Dziecko słyszy: „kombinujesz, manipulujesz”. Wstyd miesza się z lękiem, a potem z dystansem.

  7. „Jak ty wyglądasz.”
    Nawet rzucone w pośpiechu, wiąże wartość dziecka z wyglądem. W środku zostaje przekaz: „muszę zasłużyć na akceptację tym, jak się prezentuję”. To wstyd ciała, wstyd bycia „nie dość dobrym, atrakcyjnym”.

  8. „Wszystko przez ciebie.”
    Zwykle chodzi o konkretną sytuację, ale dziecko bierze to na siebie całościowo. Słyszy: „jestem powodem kłopotów dorosłych”. To ogromny ciężar i prosty przepis na to, żeby przestało mówić o swoich potrzebach, bo tylko „dokłada” problemów.

  9. „Masz dwie lewe ręce.”
    Niby żart, niby powiedzonko, a w dziecku zostaje jako definicja. Taki komunikat mówi: „nie umiesz, nie nadajesz się”. Wstyd blokuje chęć próbowania, bo po co się wychylać, skoro i tak wyjdzie źle.

  10. „Nie wiem, co z tobą zrobić.”
    Wypowiadane z bezradności, dla dziecka może brzmieć jak odrzucenie. Ono słyszy: „jestem za trudne, nie mam miejsca w tej relacji, mama nie daje sobie rady ze mną”. Wstyd zamienia się w wycofanie albo w bunt.

  11. „Przestań się mazgaić.”
    To cios w emocje. Dziecko uczy się, iż smutek, łzy, żal są niemile widziane. Wstyd rodzi się z przeświadczenia, iż „fajne dzieci nie płaczą”, więc maluch zaczyna chować uczucia, a nie je oswajać.

  12. „No i widzisz, mówiłam.”
    Dorosły chce podkreślić, iż miał rację. Dziecko wysnuwa z tego wniosek: „kiedy mi nie wyjdzie, dostanę potwierdzenie, iż jestem do niczego”. Wstyd wiąże się z porażką, więc następnym razem dziecko nie przyjdzie po pomoc, tylko będzie udawać, iż wszystko ogarnia.

Co mówić, żeby dziecko przychodziło z problemem do rodzica

Nie jesteśmy robotami. Każdemu z nas zdarza się powiedzieć coś za ostro, szczególnie w biegu albo w nerwach. Ważne jest to, co robimy potem. Ja nauczyłam się trzech prostych rzeczy:

  • Po pierwsze, uznajcie emocje, zanim zaczniecie naprawiać sytuację. Zamiast „nie przesadzaj” spróbujcie: „widzę, iż to dla ciebie trudne, opowiedz mi”. Brzmi banalnie, a działa, bo daje dziecku przestrzeń na to, co czuje.
  • Po drugie, oddzielajcie dziecko od zachowania. Zamiast „co z tobą jest nie tak” powiedzcie: „to, co zrobiłeś, nie było ok, pogadajmy, co z tym zrobimy”. Dziecko nie czuje się wtedy „zepsute”, tylko ma szansę nauczyć się czegoś nowego.
  • Po trzecie, mówcie o sobie, nie o jego wadach. Zamiast „w twoim wieku powinieneś” wybierzcie: „martwię się, bo chcę, żebyś sobie poradził. Pomogę ci”. Taki komunikat nie zawstydza, tylko zaprasza do współpracy.

Najbardziej wzrusza mnie moment, gdy dziecko po trudnej rozmowie wraca następnego dnia i mówi: „mamo, jednak chcę ci o czymś powiedzieć”. To jest dowód, iż relacja działa. Nie potrzebujemy perfekcji. Potrzebujemy uważności na słowa, bo one tworzą dom bardziej niż ściany. jeżeli czasem zdarzy się wam wypalić coś, co zawstydza, wróćcie do dziecka i powiedzcie: „przepraszam, poniosło mnie. przez cały czas chcę cię słuchać”. Dla dziecka to sygnał, iż przy was nie musi się wstydzić siebie. I wtedy naprawdę przyjdzie z problemem, choćby tym największym.

Idź do oryginalnego materiału