Kobieta

Dowiedział się, z kim zdradzała do żona. "To był koniec tego związku"
Matematyczne wyzwanie na dobry początek dnia. Podejmiesz wyzwanie?
11 koszy do segregacji zamiast pięciu? Ministerstwo Klimatu odpowiada
Fani nachodzą dom Ewy Wachowicz. "Wypadałoby najpierw przeprosić"
Nie potrafiłam pokochać – Lilia, dziewczyna z listem od Włodka w polskim internacie, przyjaźń, pierwsze spotkania, majowe kwiaty i origami, flirty nastolatek, niepełnosprawność, miłość niespełniona, żal, list pełen emocji, przemijające lata, dorosłość, losy przyjaciół, pedagogika, miłość pokonana samotnością, powrót do matki w wiejskiej chacie
Zbudowałam dom na działce teściowej. Mąż zmarł, a ona postanowiła sprzedać wszystko dla swojej córki. Zadzwoniłam po koparkę. Kiedy poznałam męża, byliśmy młodzi, zakochani i bez grosza. Pobraliśmy się szybko, mimo ostrzeżeń. Teściowa zaoferowała nam część swojej ziemi na dom. Pracowaliśmy ciężko, cegła po cegle, przez trzy lata odkładaliśmy każdy grosz, by stworzyć dom pełen nadziei. Po śmierci męża zostałam sama, niedługo dowiedziałam się, iż jestem w ciąży. Teściowa przyszła, by mnie wyrzucić – chciała teren i dom dla swojej rozwiedzionej córki. Zaproponowała mi śmiesznie małe pieniądze, a gdy odmówiłam, kazała mi się wynosić. Zdecydowałam: skoro ja tu nie zamieszkam, nie zamieszka nikt. Rozebrałam wszystko, zabrałam, co się dało, a resztę zburzyłam koparką. Teraz czekam na córkę i uczę się żyć na nowo, wierząc, iż godność jest ważniejsza niż ściany. Czy według Ciebie miałam rację, rujnując dom, czy powinnam była odejść po cichu i zostawić wszystko?
Dwóch facetów na karku, czyli jak pozwoliłam zamienić swoje mieszkanie w męską noclegownię – a potem odzyskałam siebie i własną przestrzeń
Czyją żoną jest małżonka? Trudny quiz z języka polskiego
Poprawia krążenie, reguluje ciśnienie. Zalej wrzątkiem i pij do woli
Tak nie "spalisz" pączka po tłustym czwartku. Naukowcy nie zostawiają złudzeń
Miliony mieszkań czeka kosztowna modernizacja. Czas do końca 2026 r.
Zmiany pór roku wpływają na sen. Zimą śpimy choćby o godzinę dłużej
Co cechuje osoby empatyczne? Poznaj ich charakterystyczne cechy charakteru
Dieta owsiankowa obniża cholesterol? Badania naukowe zaskakują
Zabrałam moją szwagierkę i jej dziecko na wakacje nad Bałtykiem. Żałowałam tej decyzji tysiąc razy.
Wszystko, co się dzieje, dzieje się na lepsze Jadwiga Wiktorowna – matka Wiktorii, wychowywała córkę na swoje podobieństwo, a ona słuchała jej we wszystkim. Matka uważała się za silną i zaradną kobietę, dlatego stale wymagała od córki, by bezwzględnie stosowała się do jej wskazówek. – Wiktoria – mówiła stanowczo Jadwiga Wiktorowna – jeżeli chcesz osiągnąć w życiu tyle, co ja, musisz iść tą ścieżką, którą ci pokazuję. Żadnych odstępstw! Rozumiesz to i zapamiętaj na całe życie? – Tak, mamo – odpowiadała córka. Wiktoria kochała swoją mamę, dlatego starała się jej słuchać i nigdy jej nie rozczarowywać. A matka chciała mieć z niej ideał – miss perfekcji. Im bardziej się starała, tym gorzej jej wychodziło. Dziecko to dziecko, więc Wiktoria od najmłodszych lat coś brudziła, niszczyła, przewracała się i rozbijała. Ale w szkole uczyła się świetnie, bo wiedziała, iż trójka to dla jej mamy tragedia. – Wiktoria, wstyd i hańba. Jak mogłaś dostać tróję? Czy nie szanujesz nas z tatą? Nie rób nam wstydu i popraw to szybko. – Dobrze, mamo – grzecznie odpowiadała córka, próbując się tłumaczyć – mamo, ale to tylko jedna trójka, przypadkiem… – Nieważne, córko… Musisz być najlepsza i najmądrzejsza ze wszystkich. Wiktoria bardzo to przeżywała, ale gwałtownie poprawiała stopnie na piątki. Skończyła szkołę ze złotym medalem, inaczej być nie mogło. Jadwiga Wiktorowna była dumna, gdy córka bez problemu dostała się na studia. – No, córeczko, brawo, jestem z ciebie dumna – powiedziała raz matka – powinnaś tak dalej postępować. Jadwiga Wiktorowna prowadziła firmę budowlaną – zupełnie niekobiecy interes – ale jej żelazna ręka budziła podziw choćby u mężczyzn-biznesmenów. Była pewna, iż po studiach córka dołączy do niej w biznesie. Wiktoria bardzo chciała uwolnić się spod matczynej opieki i marzyła, by pójść na studia do innego miasta. Na próżno. – Córko, musisz być pod moim nadzorem i kontrolą – oznajmiła matka – nie ma mowy o innym mieście, mamy własny uniwersytet, tu się ucz. Oczywiście Wiktoria nie miała odwagi zaprotestować. Na trzecim roku zakochała się na poważnie. Wcześniej spotykała się z chłopakami, czasem ukradkiem przed mamą, ale nigdy nic poważnego. Rafał, blondyn z niebieskimi oczami i urokiem osobistym, skradł jej serce. Studiował na równoległym kierunku, też na trzecim roku. Wiktoria uczyła się świetnie, jemu przychodziło to z trudem, szczególnie nie cierpiał prac semestralnych. Pewnego dnia zatrzymał Wiktorię na korytarzu: – Wiktoria, pomóż mi z pracą zaliczeniową, już nie wyrabiam… – Dobrze, pomogę – ucieszyła się, bo Rafał bardzo jej się podobał. Od tego czasu Wiktoria pisała dla niego prace, a on odpłacał jej miłością i pozwalał się kochać. Spotykali się, chodzili do kina i kawiarni. Jadwiga Wiktorowna coś wyczuła i zapytała wprost: – Córko, zakochałaś się? – Skąd wiesz? – zdziwiła się Wiktoria. – Masz to wypisane na czole… Przedstaw mi go, muszę wiedzieć, co to za ptaszek i „jakiego lotu”. Wiktoria zaprosiła Rafała do domu, rodzice przyjęli go dobrze, choćby Jadwiga Wiktorowna się nie czepiała. Gdy chłopak wyszedł, matka orzekła: – Jaka miłość, Wiktoria? On cię tylko wykorzystuje. Nie jest zbyt bystry, nie ma z nim o czym rozmawiać. Co w nim widzisz? – Nieprawda, mamo – pierwszy raz sprzeciwiła się córka – Rafał jest ambitny, oczytany, interesuje się historią. Ty po prostu przytłaczasz wszystkich swoją inteligencją, nie każdy musi być taki, poza tym pozostało młody. – On nie jest dla ciebie – upierała się matka. Wiktoria postanowiła być twarda: – Mamo, cokolwiek powiesz o Rafale, i tak będę z nim. Jadwiga Wiktorowna popatrzyła zdziwiona i machnęła ręką. – Zobaczysz, twój Rafał to przeciętniak. Wiktoria postawiła na swoim i po studiach wyszła za Rafała. Radowała się, iż matka się pomyliła. Życie pokazało, iż zwykli „trójkowi uczniowie” potrafią zajść dalej niż prymusi. Tak stało się z Rafałem. Po studiach dostał prestiżową pracę, a Wiktoria pracowała u matki. Rafał miał własne mieszkanie, które otrzymał od rodziców jeszcze na studiach, więc po ślubie Wiktoria cieszyła się z wolności, ale było to złudne. Mama znalazła jej pracę w swojej firmie. Pewnego dnia Rafał przyszedł z pracy: – Wiki, awansowałem na kierownika działu, na razie na próbę, ale dam z siebie wszystko. I faktycznie, po trzech miesiącach stanowisko dostał na stałe. Rafałowi nie podobało się, iż żona z czerwonym dyplomem siedzi pod skrzydłami matki. – Wiktoria, pracując z mamą, niczego nie osiągniesz, pora się uwolnić – upominał mąż. – Chcesz jej słuchać do końca życia? Ciągle cię kontroluje, a ty pozwalasz się gnieść. Wiktoria bolała to, iż mąż zarzuca jej brak charakteru, ale wiedziała, iż to prawda. Z czasem Rafał przestał narzekać, ale stał się chłodny i obojętny, a Wiki choćby to pasowało – przynajmniej cisza, nie ma pretensji. Najważniejsze, iż przez cały czas był obok. Minął rok i któregoś dnia Rafał wrócił do domu: – Zakochałem się w innej kobiecie. Odchodzę do niej. Ona jest zupełnie inna niż ty – prawdziwa… Wiktoria wybuchła jak nigdy w życiu. Krzyczała, rzucała rzeczami, tłukła naczynia, w końcu spakowała się i wyprowadziła. Mamie nic nie powiedziała – wiedziała, co usłyszy. Przez miesiąc udało jej się ukrywać prawdę przed Jadwigą, ale matka gwałtownie się zorientowała. – Wiktoria, co się z tobą dzieje? Masz problemy z mężem? – Nie mam problemu z mężem, bo… nie mam już męża. – Tak myślałam! Zostawił cię? Kiedy to było? – W kwietniu. – I tyle czasu milczałaś? Wiktoria westchnęła. Nie przerywała matce, słuchała jej tyrad o Rafale i samej sobie. – Wiedziałam! Przynajmniej nie będziesz jego służącą, szczęście, iż nie macie dziecka. Słuchaj mnie następnym razem – zapamiętaj to! – Mamo, co się nie dzieje, wychodzi na dobre – odpowiedziała Wiktoria, wstała i powiedziała: – Od dziś już u ciebie nie pracuję, mam dość… – wyszła z gabinetu, a Jadwiga Wiktorowna została w osłupieniu. Wiktoria postanowiła uciec jak najdalej od matki, która i tak nie dałaby jej spokoju. Jej noga utknęła w dziurze, wrzasnęła z bólu i usiadła. Podszedł do niej młody mężczyzna – przechodzień. – Co się stało? – zapytał zatroskany, bo akurat tramwaj odjechał. Pomógł jej wstać, noga bolała. – Boli? – Strasznie – zgrzytała zębami. – Trzymaj się mnie, podrzucę cię do samochodu, pojedziemy do szpitala, a nuż to coś poważnego. Nazywam się Kuba, a ty? – Wiktoria. W szpitalu okazało się, iż to tylko zwichnięcie. Kuba czekał cały czas, odwiózł ją do domu. – Daj mi swój numer, jakbyś potrzebowała pomocy – poprosił grzecznie. Wiktoria podała. Następnego dnia Kuba zadzwonił: – Co ci przynieść? Pewnie noga jeszcze boli. – Może trochę soku, owoców… i chleba nie mam. Po chwili zadzwonił dzwonek. Kuba przyniósł dwie torby zakupów. – O rety, po co tyle? – Będziemy świętować nasze poznanie, jeżeli nie masz nic przeciwko. Chętnie pomogę – a może przejdziemy od razu na ty? Wiktoria uśmiała się serdecznie. Bardzo dobrze im się rozmawiało. Kuba zorganizował kolację, podgrzał szaszłyki, rozlał sok. Uprzedził, iż nie pije alkoholu. Wieczór był wspaniały. Cztery miesiące później wzięli ślub, a po roku urodziła się córeczka, Kasia. Gdy znajomi pytali, gdzie spotkała tak super męża, śmiała się: – Znalazł mnie na ulicy… Nie wierzycie? Zapytajcie Kuby! Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i subskrypcję. Powodzenia w życiu!
Niektórzy sięgają po nie codziennie. Dietetyczka: te dwa produkty sprzyjają nowotworom
Quiz z wiedzy ogólnej dla omnibusów. Jednak 11/15 to już wstyd!
Więcej pieniędzy dla seniorów. Waloryzacja wyższa od wcześniejszych prognoz
Ten kawiorowy krem modelujący zwiotczały biust pięknie napina skórę. Ma setki dobrych opinii
Najpierw 11 st. C, później szokująca zmiana. Mkną śnieżyce i siarczysty mróz
Nie ma lepszego chleba na jelita. Idealny dla osób z chorobami układu pokarmowego
Zbudowałam dom na działce teściowej. Mąż zmarł, a ona postanowiła sprzedać ziemię dla córki. Zadzwoniłam po koparkę. Czy miałam prawo zniszczyć dom naszego życia, czy powinnam odejść po cichu i zostawić wszystko?
Gdy język pracuje szybciej niż mózg...
Moja teściowa śmiała się z tego, iż moja mama sprząta u innych… Dziś sama sprząta w moim domu.
Zwykły zimowy wieczór, Olek wraca z pracy i spotyka rudą bezdomną suczkę przy spożywczaku. Nieoczekiwana przyjaźń, która odmienia jego życie, a kiedy była właścicielka żąda psa z powrotem, na Olega czeka najtrudniejsza walka o rodzinę, którą odnalazł.
Czy kobiety po 40 są inne?
Marta Nawrocka zyska na waloryzacji emerytury. Kwota zaskakuje
Nowe Życie, Nowe Szczęście — Proszę pana, przestań mnie śledzić! Mówiłam już, iż mam żałobę po mężu. Niech pan da mi spokój! Zaczynam się pana bać! — niemal krzyczałam. — Pamiętam… Ale mam wrażenie, iż tę żałobę przeżywa pani bardziej po sobie samej. Przepraszam… — mój nachalny adorator nie odpuszczał. … Spędzałam urlop w sanatorium. Marzyłam o ciszy i śpiewie ptaków w lesie, a nie o zalotach natrętnych mężczyzn. Mąż zmarł nieoczekiwanie parę tygodni temu. Musiałam się pozbierać i przyjąć tę ogromną stratę. … Olek i ja właśnie zaczęliśmy remont mieszkania, oszczędzaliśmy każdy grosz… A tu, nagle, Olek zasłabł – drugi zawał. Pogrzebałam męża, zostałam bez drugiej połówki i bez remontu, za to z dwoma synami-nastolatkami. Ręce mi opadały. Jak to wszystko przeżyć? W pracy dali mi skierowanie do sanatorium. Nie chciałam choćby wychodzić z domu, ale koleżanki nalegały: — Nie jesteś pierwszą wdową i nie ostatnią. Masz dzieci, musisz żyć! Jedź, Marysiu, odpocznij, złap oddech. Po czterdziestu dniach żałoby wylądowałam w pokoju z pogodną dziewczyną, Wiktorią. Jej euforia potrafiła zirytować, nie chciałam dzielić się swoim smutkiem… Zresztą, po co? Wiktoria miała swojego adoratora – wodzireja z sanatorium. Znałam takich – rozwodnicy i wdowcy, żadnych złudzeń. Przestrzegałam Wiktorię przed jego wdziękiem, ale ona tylko się śmiała: — Oj, niech się pani nie martwi, Marysiu! Już mnie niejeden oszukać próbował… A wieczorami znikała na randki. Ja zaś cały tydzień przesiedziałam w pokoju z książką, której choćby nie potrafiłam zapamiętać. … Pewnego ranego obudziłam się w świetnym nastroju i pomyślałam: zajdę do lasu, posłucham ptaków. I tak spotkałam nieznajomego – tego samego, z którym mijaliśmy się w jadalni. Niski, z bezczelnym spojrzeniem. Nie spodobał mi się – ale był schludny, elegancki, zawsze uprzejmy. Podchodził do mojego stolika: — Smutno pani, prawda? – pytał głosem jak jedwab. — Nie bardzo – odpowiadałam chłodno. — Niech pani nie kłamie. Smutek widać na pani twarzy. Może pomogę? – nie poddawał się. — Dobrze pan zgadł. Smutno mi za zmarłym mężem. jeżeli to wszystko… — Przepraszam, nie wiedziałem. Ale proszę, poznajmy się. Waldek jestem. Nie chciałam rozwijać tej znajomości, ale Waldek się nie poddawał – codziennie wręczał mi bukiet dzwonków, dołączał do spacerów, do tańców, na zakupy w pobliskim mieście… W końcu zaprosił na wieczór: — Marysiu, jutro wyjazd. Może przyjdziesz na herbatę?… Zgodziłam się. Kolacja była jak z najlepszej restauracji, szampan. Waldek podniósł kieliszek: — Za miłość, Marysiu, za miłość! … Rano obudziliśmy się razem. Kochałam go – a dziś musiałam wyjechać. Pożegnałam płaczącą Wiktorię, która ledwo między łzami wyznała, iż zaszła w ciążę i nie wie, z kim… Radziłam jej zadzwonić do rodziców. Po tych wszystkich przeżyciach nie chciałam wracać do domu… Waldek przyszedł na odjazd z bukietem dzwonków. Rozstaliśmy się z czułością – serce bolało. … Pisaliśmy do siebie, a potem przyszło do mnie list – od żony Waldka. Oznajmiła mi, iż wie o wszystkim, a ja nie mam szans, bo ona ma trzydzieści lat, a ja – czterdzieści. Nie odpisałam. Po co? … Po pół roku nagle Waldek pojawił się u mnie w drzwiach. Synowie byli zaskoczeni, ale milczeli. — Waldku, przejazdem jesteś? – pytałam (marząc o: „Jestem na zawsze!”). — Albo i nie… Nie wygoni mnie Marysiu? — Przyniosłeś list od żony? – drwiłam. — Przepraszam, napisałem, a ona przechwyciła. Rozwiedliśmy się. Wybacz. — Nie wiedziałam, iż byłeś żonaty… Nic by się nie wydarzyło. Co dalej? — Wyjdź za mnie, Marysiu – powiedział niespodziewanie. Miał własną córkę — dziesięcioletnią Alę, którą chciał zabrać od matki-alkoholiczki i być jedną rodziną. — Chwileczkę, Waldku. Ja nie znam twojej córki, dzieci mam własne. Daj mi czas… Nie było łatwo, ale kochaliśmy się. Bywały kłótnie, ciche dni, różne charaktery… Minęły lata. Mój starszy syn Andrzej i Ala pobrali się – a potem wyprowadzili, mając o nas żal. Uważali, iż nie powinniśmy byli zaczynać nowych rodzin, iż Waldek nie powinien opuszczać swojej żony, a ja powinnam pozostawać wdową. Andrzej i Ala wynajęli mieszkanie. Minął rok. Dzieci nie wracały. Ala dzwoniła do Waldka tylko na urodziny. Po trzech latach zaprosili nas do siebie. Na stole świętowaliśmy narodziny naszego wspólnego wnuka. Przy stole poprosili o wybaczenie. Nazwali chłopca Mirosławem, by panował w rodzinie spokój i zgoda. Tak oto znalazło się nasze nowonarodzone szczęście… POLSKA WERSJA TYTUŁU: Nowonarodzone szczęście – historia wdowy z synami, która w sanatorium nieoczekiwanie znalazła miłość, choć musiała najpierw zmagać się z bólem po stracie, niechęcią dzieci i zazdrosną żoną ukochanego
Po pogrzebie męża przyszła do mnie nieznajoma kobieta, podała mi kopertę i powiedziała "prosił żebym ci to dała dopiero teraz" w środku były listy które pisał do niej przez 15 lat
Tyle wyniesie 13. emerytura. Oto harmonogram wypłat
Czy po latach pracy na zleceniu należy się emerytura? Eksperci nie mają wątpliwości
Podbiła internet. Piękna łyżwiarka zdobyła serca kibiców i złoty medal
Ksiądz powiedział, co dzieje się z małżeństwem, gdy umrzemy. Internauci: "to straszne"
Podczas rozwodu bogaty mąż postanowił przepisać żonie opuszczone gospodarstwo na odludziu. Rok później wydarzyło się jednak coś, co całkowicie go zaskoczyło.
Przestałam odzywać się do męża po jego żenującym wystąpieniu na moich urodzinach i po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach strach – No to co, wznosimy toast za naszą solenizantkę! Czterdzieści pięć lat – kobieta znów jak malina, choć w naszym przypadku to raczej suszona śliwka, ale na trawienie równie dobra! – głos Olka rozniósł się echem po całej sali restauracyjnej, zagłuszając choćby muzykę. Goście przy długim stole zamarli. Niektórzy nerwowo zachichotali, próbując rozładować napięcie, inni wbili wzrok w sałatkę, udając, iż akurat szukają w niej oliwki. Ela, siedząca na honorowym miejscu w swoim nowym granatowym kostiumie, który wybierała przez dwa tygodnie, poczuła jak odpływa jej krew z twarzy. Uśmiech, przyklejony od początku wieczoru, zamienił się w bolesny grymas… Po wybryku męża na urodzinach przestałam z nim rozmawiać. Nigdy wcześniej nie widziałam w jego oczach takiego strachu.
Abonament RTV? Seniorzy coraz częściej mogą go nie płacić
Pawilon Tańca otwiera drzwi dla wszystkich. To miejsce, jakiego w Warszawie nie było
W Warszawie powstał pierwszy na świecie „ptakomat”. Ma ułatwić niesienie pomocy rannym dzikim ptakom
Od ucha do ucha
Tragiczny finał zatrucia tlenkiem czadu w Krakowie. Nie żyje 14-latka
Wilki zauważone w małopolskiej gminie. Jest komunikat
Wiele osób trzyma tam wszystko. Tego absolutnie nie wolno wynosić na poddasze
Takie wieści o Kamilu Stochu. Nie wszyscy o tym wiedzieli
— Muszę na razie u was zamieszkać — oznajmiła teściowa. Odpowiedź Natalii wprawiła ją w osłupienie
Mieszkam razem z moją mamą, która ma już 86 lat – samotne życie bez męża i dzieci w wieku 57 lat, pełne wzajemnego wsparcia, codzienności, herbaty, filmowych wieczorów i weekendowych ciast wśród sąsiadów, z nadzieją na spokojną przyszłość dla nas obu
Dziewczyna mojego syna nie potrafi podstawowych rzeczy… Co powinnam zrobić? Kilka lat temu zmarła moja teściowa i po jej pogrzebie obiecałam sobie, iż zawsze będę przestrzegać zasady: dla zmarłych albo dobrze, albo wcale. Przysięgłam sobie także, iż niezależnie od tego, jaka synowa trafi do mojego domu, nigdy nie będę jak ona. Ale co innego plany, co innego życie. Mój jedyny syn, Alek, skończył 25 lat i na początku lata przyprowadził do domu dziewczynę. Trzymając się mojej decyzji, by nie wtrącać się w jego wybory, przyjęłam ją z otwartym sercem i przymkniętym okiem. Powtarzałam sobie, iż nie będę jej krytykować, wypominać wad ani pouczać – wszystko to robiła moja nieżyjąca teściowa i doprowadziło nas to do wzajemnej niechęci. Nie chcę zrażać do siebie ani Alka, ani jego dziewczyny. Przyznam szczerze, lubię szykować im kawę, wiem już co kto lubi na śniadanie i rozpieszczam ich w weekendy, bo w tygodniu nie mam czasu w takie „ekstra”. Często wtedy znikamy z mężem – jedziemy nad jezioro, do znajomych lub do mamy na robienie dżemów i kiszonek, więc zostają sami w domu. Ostatnio jednak stało się coś zabawnego, co dało mi do myślenia i postanowiłam się tym podzielić. Pewnego wieczoru dziewczyna Alka pokazała nam nową bluzkę, którą kupiła wracając z pracy. Nie była droga, a cena spadła jeszcze bardziej, bo brakowało jednego guzika. Założyła ją, pokręciła się – wyglądała naprawdę ładnie. Następnego dnia, w piątek, szłyśmy razem w gości i zapytałam, czy chce się w nią ubrać… Nie założyła jej, bo… nie umiała przyszyć guzika. „Ojej!”, wyrwało mi się – byłam naprawdę zdziwiona, iż 22-letnia dziewczyna nie ma igły, nici i guzika. A gdyby tak jutro, kochana, jak to będzie wyglądać? Jak zadbasz o dom i rodzinę, jak będziesz podejmować ważne decyzje… Zabawy rodzinne I teraz nie wiem – przyszyć jej guzik bez słowa, pokazać jak to się robi, czy zostawić – jeżeli zechce, będzie chodzić bez, a jak nie, bluzka poleży sobie bez guzika. Wiem jedno – nie chcę być złą teściową, widziałam to i mi się nie podoba.
Tajemnica starej pocztówki
Typowe objawy zbliżającej się śmierci. Jak rozpoznać ostatnie chwile?
Droga nagle runęła w przepaść. Wyrwa ma 80 metrów. Mieszkańcy są w szoku [zdjęcia]