Dzieci przerwały milczenie. Wiemy, co zarzucają nauczycielce
Prokuratura bada oskarżenia uczniów wobec nauczycielki ze szkoły w Bychawce (woj. lubelskie), która miała stosować przemoc - dowiaduje się Wirtualna Polska. Nauczycielka jest równocześnie radną miejską z klubu burmistrz Bychawy, należącej do PiS. W tle sprawy toczy się ostry konflikt burmistrz z dyrektorem szkoły, który jest z PO.
Podstawówka w Bychawce pod Lublinem to niewielka wiejska szkoła. W sumie razem z oddziałami przedszkolnymi uczy się tu 119 dzieci. W najmniej licznej klasie trzeciej jest zaledwie siedmiu uczniów, wszyscy to chłopcy. To właśnie dzieci z tej klasy poskarżyły się na zachowanie nauczycielki.
- Myśmy wcześniej trochę bagatelizowali sytuację, bo wychowawczyni w stosunku do dorosłych jest osobą bardzo miłą. Ale dzieci zawsze miały inne wrażenie. I te sygnały coraz bardziej zaczęły do nas docierać. A to szturchnięcie, a to szarpnięcie, a to jakieś porównania, że zwierzęta są od nich mądrzejsze. Pojawił się brak chęci chodzenia do szkoły, a kiedy było zastępstwo za panią, to dzieci się z tego cieszyły - mówi WP mama jednego z uczniów. Chce pozostać anonimowa, bo jak mówi, boi się reakcji małego środowiska. A nauczycielka oskarżana przez dzieci jest równocześnie radną miejską z klubu pani burmistrz.
Czara goryczy przelała się 13 marca. - Syn po przyjściu ze szkoły powiedział mi, że wychowawczyni ich szarpała. Jego i drugiego kolegę. To nie było pierwszy raz, wcześniej też się to zdarzało. Poza tym mój starszy syn, który również chodził do tej samej szkoły, zgłaszał wcześniej podobne sytuacje - mówi WP ojciec chłopca, który poinformował o przemocy dyrektora szkoły przez dziennik elektroniczny.
Dyrektor SP w Bychawce Andrzej Ostrowski przyznaje, że wiadomość dostał rano 14 marca.
- Ojciec jednego z uczniów zgłosił, że dzieci są popychane i szturchane przez nauczycielkę. Myślałem, że może to była sytuacja jednorazowa. Zadzwoniłem więc do tego rodzica, który wszystko potwierdził i dodał, że te sytuacje zdarzały się już wcześniej. Zgodnie z procedurami ustawy o ochronie małoletnich, w tym momencie musiałem zacząć działać - relacjonuje WP Andrzej Ostrowski.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
"Nawet jeżeli są agresywni". Ostra krytyka ustawy polityka koalicji
Dyrektor jeszcze tego samego dnia powołał w szkole komisję do wyjaśnienia sprawy. Pedagodzy szkolni przeprowadzili rozmowy z uczniami klasy. Dyrektor zaznacza, że nie brał w nich udziału. Po wszystkim dostał notatkę, której treść wskazała jednoznacznie, że w klasie trzeciej nie dzieje się dobrze.
Przemoc w szkole w Bychawce? Relacje uczniów
Z relacji uczniów wynika, że 13 marca nauczycielka pociągnęła jednego z chłopców za skórę na szyi. Potwierdziło się, że nie była to jednorazowa sytuacja. Kolejny uczeń zgłosił, że pani często szarpie go za ręce, bądź bark. Następny z chłopców opowiedział, że pani miała pociągnąć go za skórę na szyi, aby wrócił na miejsce. Uczeń twierdził, że było to bardzo bolesne. Dzieci powiedziały również, że boją się swojej nauczycielki. Stwierdziły także, że wychowawczyni często podczas lekcji korzysta z telefonu komórkowego.
Dyrektor po zapoznaniu się z notatką zawiadomił policję, kuratorium oświaty oraz gminę. Zaprosił również nauczycielkę na rozmowę wyjaśniającą w obecności psychologa szkolnego.
Dyr. Ostrowski spotkał się jeszcze z rodzicami, którzy potwierdzili informacje zawarte w notatce powstałej na podstawie relacji dzieci. W kolejnych dniach dzieci zgłaszały pedagogowi, że chcą opowiedzieć jeszcze o innych sytuacjach przemocowych w ich klasie. Po tym spotkaniu i uzyskaniu dodatkowych informacji, dyrektor o sprawie poinformował również prokuraturę.
- Zawiadomienie złożył dyrektor szkoły i dotyczy ono niewłaściwych zachowań nauczycielki wobec dzieci. Pani miała m.in. szarpać dzieci. Na razie prowadzimy postępowanie sprawdzające. Prokurator zaznajamia się z zawiadomieniem - potwierdza prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
- Rzecznik dyscyplinarny przy wojewodzie lubelskim wszczął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Pierwsze przesłuchania zaplanowano na 15 kwietnia - przekazał WP Artur Pawłowski, rzecznik prasowy lubelskiego kuratora oświaty.
- Ona powiedziała potem, że to było w ramach sytuacji, że uczniowie biegali i chciała ich zatrzymać. Ale nie ciągnie się dziecka za skórę na szyi, bo się go chce zatrzymać - oburza się matka jednego z uczniów klasy trzeciej.
Nauczycielka, którą uczniowie oskarżają o niewłaściwe zachowania, jest obecnie na zwolnieniu lekarskim. Odwiedziłem ją w jej domu, aby mogła odnieść się do stawianych zarzutów. Jej córka przekazała mi jednak, że nie chce rozmawiać z dziennikarzem.
Nauczycielka to radna z klubu burmistrz Bychawy
Bychawa to 11-tysięczna gmina miejsko-wiejska w powiecie lubelskim. Od maja ubiegłego roku rządzi nią Marta Krzyżak z Prawa i Sprawiedliwości. W ostatnich wyborach samorządowych burmistrz wygrała, startując z komitetu sygnowanego swoim nazwiskiem. Do rady miejskiej wprowadziła z tego samego komitetu również sześcioro radnych, w tym oskarżaną o przemoc przez dzieci nauczycielkę. W swoim materiale wyborczym nauczycielka pisała, że "jej praca z uczniami to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także kształtowanie wartości i empatii". Rodzice mówią, że nauczycielka-radna czuła się bardzo pewnie, właśnie z racji swojej współpracy z burmistrz. Również z tego powodu rodzice długo mieli nie poruszać tematu przemocy w klasie.
W mediach społecznościowych burmistrz Marta Krzyżak publikuje często zdjęcia z politykami PiS, m.in. posłami Przemysławem Czarnkiem i Janek Kanthakiem czy marszałkiem Jarosławem Stawiarskim. Kiedy w Lublinie w ramach kampanii pojawił się Karol Nawrocki, Marta Krzyżak zamieściła zdjęcie z nim na Facebooku. Mimo wybuchu afery Collegium Humanum, do dziś na jej profilu w mediach społecznościowych można znaleźć zdjęcie z 2020 roku, jak odbiera dyplom z rąk rektora tej uczelni.
W 2023 roku "Gazeta Wyborcza" opisywała działalność Marty Krzyżak jako urzędniczki rządzonego przez PiS starostwa lubelskiego. Tuż przed referendum zarządzonym przez rząd PiS razem z wyborami parlamentarnymi, rozwoziła po gminach banery i gazetki antyimigranckie, które agitowały za udziałem w referendum. A do wójtów wysłała SMS-y, w których domagała się rozwieszenia co najmniej 10 banerów i rozdania co najmniej 100 gazetek.
Marta Krzyżak: pan dyrektor nic nie zgłaszał
Kiedy pytam burmistrz o sytuację ze szkoły, również w kontekście tego, że oskarżana o przemoc nauczycielka jest radną z jej klubu, Marta Krzyżak przekonuje, że o niczym nie wie.
- Pan dyrektor nie zgłaszał do organu prowadzącego żadnej informacji na temat rzekomego zdarzenia. Jeżeli takowe wystąpiły, to powinien w pierwszej kolejności to uczynić. O sytuacji dowiaduję się od pana - odpowiedziała mi Marta Krzyżak.
- Pani burmistrz widocznie nie zna procedur związanych z ustawą o ochronie małoletnich. Burmistrz nie musi być informowany o sprawie przez dyrektora szkoły. Mimo to ja i tak przekazałem tego samego dnia w rozmowie telefonicznej tę informację do Wydziału Organizacyjnego i Spraw Społecznych UM w Bychawie - mówi mi Andrzej Ostrowski.
Burmistrz z PiS, dyrektor z PO
Nieporozumienia między dyrektorem szkoły w Bychawce, a burmistrz Bychawy nie są niczym nowym. Dyrektor mówi, że problem zaczął się już od początku jego urzędowania. Andrzej Ostrowski jest dyrektorem od tego roku szkolnego. Wcześniej tu nie pracował, ale w zawodzie nauczyciela jest od 25 lat. Prócz pracy w szkołach, był również m.in. policyjnym pedagogiem nadzorującym przesłuchania nieletnich. Jak mówi, konkurs na dyrektora w Bychawce wygrał dwoma głosami z kandydatem pani burmistrz. Z rozmowy wynika, że dyrektor znalazł się na cenzurowanym z powodu jego poglądów politycznych. Andrzej Ostrowski przyznaje, że należy do PO, ale zastrzega, że w jego codziennej pracy nie ma to znaczenia.
- Kiedy jestem dyrektorem szkoły, to nie uprawiam polityki. Ale każdy z nas ma prawo mieć swoje własne poglądy i nie może być z tego tytułu dyskryminowany, jeżeli nie ma to żadnego wpływu na jego pracę zawodową. Mam też swojego prywatnego Facebooka. Bumistrz zobaczyła moje zdjęcie z Martą Wcisło i minister edukacji Barbarą Nowacką i wezwała mnie do siebie. Stwierdziła, że "pytają ją, co dyrektor w Bychawce jeszcze tu robi - relacjonuje Ostrowski. Zrozumiał to jako sugestię, że jako osoba o takich poglądach politycznych nie powinien tu już pracować.
Podobne uwagi zgłaszał mu zastępca burmistrz Krzyżak. - Zawołał mnie na bok po spotkaniu komisji oświaty. Powiedział, że w urzędzie mają ciągle pytania o ten mój Facebook. Powiedział, żebym ograniczył swoją działalność. To było żenujące - komentuje Andrzej Ostrowski.
Na profilu dyrektora szkoły rzeczywiście dużo zdjęć z politykami PO. Jest m.in. Rafał Trzaskowski, prezydent Lublina Krzysztof Żuk, a ostatnio znowu europosłanka Marta Wcisło przy okazji wizyty dyrektora w Brukseli na otwarciu w Parlamencie Europejskim wystawy Muzeum Narodowego w Lublinie.
Burmistrz Bychawy przyznaje mi, że rozmawiała z dyrektorem o jego aktywności w mediach społecznościowych.
- Rzeczywiście taka rozmowa była, ale wynikała ona ze zgłoszeń rodziców uczniów szkoły podstawowej. Pan dyrektor sprawuje funkcję dyrektora szkoły, a nie polityka i oczekiwania rodziców są takie, że powinien być neutralny. Nie zabroniłam dyrektorowi niczego, to były tylko moje sugestie po tym, jak w godzinach pracy dostałam informacje, że dyrektor właśnie zamiast być w pracy, to robi sobie zdjęcia z politykami w Lublinie - przekazała Marta Krzyżak.
Dyrektor odpowiada, że nie robił sobie zdjęć z politykami w godzinach pracy. - Poprosiłem panią burmistrz o wskazanie, które zdjęcie powstało w godzinach mojej pracy. Nie wskazała. Ja żadnych agitacji politycznych nie robię, mam po prostu takie poglądy i to jest mój prywatny Facebook - odpiera Andrzej Ostrowski.
Dyrektor opowiada mi jeszcze o bezpodstawnych jego zdaniem kontrolach czasu jego pracy, wręcz szpiegowaniu go przez gminnych urzędników, czy próbie wtargnięcia do gabinetu podczas jego pobytu w kuratorium, o czym również zawiadomił prokuraturę. W kontekście bardzo jaskrawie rysującego się konfliktu z burmistrz, pytam dyrektora, czy zarzuty wobec nauczycielki nie są częścią tego sporu.
- Ja nie postawiłem nauczycielce żadnych zarzutów. To nie ja kogokolwiek oskarżam. Informacja została zgłoszona przez rodziców, zgodnie z ustawą o ochronie małoletnich miałem obowiązek zgłosić sprawę na policję - stwierdza raz jeszcze Andrzej Ostrowski.
Rodzice, z którymi rozmawiam, podkreślają, że cenią sobie pracę dyrektora szkoły. Zaznaczają, że w całej sprawie najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo ich dzieci.
- Domagamy się wyjaśnienia wszystkich zarzutów. Chcielibyśmy, żeby nauczycielka już nie wracała do naszej klasy. Ani do żadnej innej klasy - mówi matka jednego z uczniów.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl