Każdy dzień z moją teściową: jak zamieniła moje życie w piekło

twojacena.pl 8 godzin temu

Każdy dzień z moją teściową: jak zamieniła moje życie w piekło

Żaden dzień bez teściowej: jak ta kobieta zrujnowała moje życie

Giedy Krzysztof i ja wzięliśmy ślub, naszą pierwszą decyzją i jak sądziłam, najmądrzejszą było zamieszkać z dala od rodziców. On pracował jako inżynier w prestiżowej prywatnej firmie, a ja zainwestowałam swoją część spadku po babci w kredyt mieszkaniowy. Zaczęliśmy budować nasze gniazdko, marząc o spokoju, cieple i małej rodzinie. Ale kto by pomyślał, iż jego matka wprowadzi się do naszego życia

Fizycznie nie mieszkała pod naszym dachem, ale czuliśmy jej obecność wszędzie: w każdym gniazdku elektrycznym, szafce, choćby w łyżce. Żadna decyzja czy to o zakupie czajnika, zasłon, czy choćby zwykłej maty łazienkowej nie uniknęła jej ingerencji.

Gdy tylko wspomniałam o wymianie firan, pojawiała się natychmiast, uzbrojona w segregatory, katalogi i niekończące się rady. Na święta pisała scenariusze, jakbyśmy brali udział w konkursie teatralnym. Pewnego razu zaplanowaliśmy Sylwester w górskim domku z przyjaciółmi. Wszystko było zarezerwowane, zakupy zrobione, transport zorganizowany. Ale ona urządziła taką scenę, iż sam Stanisławski byłby pod wrażeniem. Łzy, wyrzuty, lamenty: Taki wyjątkowy wieczór, a wy porzucacie własną matkę!. Efekt? Zostaliśmy w domu, straciliśmy pieniądze, a ona krytykowała artystów w telewizji, rozsiadając się w fotelu jak cesarzowa.

Kiedy w końcu zaszłam w ciążę, Krzysztof i ja postanowiliśmy przerobić pokój gościnny na dziecięcy. Ledwie o tym wspomnieliśmy Następnego ranka stała w drzwiach z dwoma robotnikami i rulonami tapety pod pachą. Nie zdążyłam choćby otworzyć ust remont już się zaczynał. Według jej planów. Jej kolorów. Jej wizji. A ja stałam tam, we własnym domu, czując się jak intruz.

Sto razy mówiłam mężowi, iż to za dużo, iż nie czuję się u siebie, iż chcę sama wybierać swoje rzeczy od tapety po gąbkę do naczyń. Ale on zawsze odpowiadał to samo: Mama chce tylko pomóc. Ma dobry gust. To wszystko z miłości. A co z moją miłością? Moimi pragnieniami? Moim gustem? Czy to wszystko nic nie znaczy, tylko dlatego iż nie urodziłam takiego wspaniałego syna?

I wtedy nadszedł apogeum. Pewnego dnia zjawiła się u nas i triumfalnie oznajmiła: Krzysztof i ja jedziemy na wakacje. Do Grecji. Muszę odpocząć, dźwigam cały świat na barkach. Stałam tam, w siódmym miesiącu ciąży, oniemiała. Ani słowa. Mąż tylko wyjąkał, iż nie może jej zostawić samej. Więc postawiłam sprawę jasno: jeżeli wyjedzie z nią, może zapomnieć, iż ma żonę.

Rezultat? Wpadła do nas z krzykiem, iż jestem zazdrosna. Że to ona urodziła mojego męża i go wychowała, a ja jestem niewdzięcznicą. Że nie mogę jechać, bo mam wielki brzuch, a teraz nie pozwalam jej odetchnąć po tym niewdzięcznym życiu. W końcu, przecież ona robi wszystko dla nas, a my

Nie wiem już, co jest sprawiedliwe, a co nie. Jestem wykończona życiem we trójkę w związku dwojga. Nie chcę wojny, ale nie mogę tego dłużej znosić. Czuję, jak znikam jako kobieta, żona, przyszła matka. Boję się, iż gdy dziecko się urodzi, ona wybierze nie tylko pieluchy, ale i imię, szkołę, przyjaciół

Dziewczyny, macie jakieś rady, jak przetrwać z teściową ze złota? Czy to już przegrana sprawa i powinnam się pogodzić z faktem, iż będzie tu do końca jak cień, jak głos z offu, zawsze głośniejszy od mojego?

Powiedzcie mi wszystko. Nie wiem już, jak walczyć z tym cyrkiem.

Idź do oryginalnego materiału