Moja córka ma 13 lat – nastolatka, która potrafi obsłużyć pięć komunikatorów naraz, biegle korzysta z map Google i robi prezentacje na komputerze szybciej, niż ja zdążę zaparzyć herbatę. Dlatego kiedy poprosiłam ją ostatnio, by skoczyła w niedzielę do osiedlowego sklepiku o jakiś chleb paczkowany, choćby przez chwilę nie pomyślałam, iż to może być dla niej wyzwanie.
Wróciła jednak po kilku minutach, cała czerwona na twarzy, zdenerwowana. W ręku trzymała banknot dwudziestozłotowy, ten sam, który jej wcześniej dałam.
– Mamo, ja nie wiem, co mam powiedzieć. A jak pani mnie o coś zapyta? A jak nie będę wiedziała, jak zapłacić? – wyrzuciła z siebie.
Zamurowało mnie. Przecież chodzimy do sklepu tyle razy. Przecież patrzy. Przecież to bardzo proste… prawda?
Wtedy dotarło do mnie, iż ona patrzy, ale nie doświadcza. Ja zawsze robię to za nią. W dyskontach czy sklepach typu Żabka, gdzie można płacić kartą, po prostu wyjmuje telefon z kieszeni i płaci. A tutaj... tutaj trzeba zapłacić gotówką. Wejść w interakcje z drugim człowiekiem, a nie tylko wyklikać coś w kasie samoobsługowej.
Dzieci żyją obok dorosłego świata, nie w nim
Zaczęłam obserwować inne sytuacje. Znajomi mówią, iż ich nastolatki boją się zamówić jedzenie w restauracji, zadzwonić do babci, zapytać w sklepie o rozmiar bluzy. Świetnie funkcjonują w świecie ekranu – tam wiedzą wszystko, tam czują się pewnie. Ale gdy trzeba wykonać najzwyklejszą codzienną czynność, pojawia się panika.
My, rodzice, często jesteśmy przekonani, iż pomagając, wyręczając, ułatwiając życie, robimy dobrze. Że to takie „naturalne”, iż dzieci nie muszą się tym zajmować, bo przecież mają szkołę, zajęcia, obowiązki. A tak naprawdę odbieramy im szansę na oswojenie podstawowych sytuacji, które potem w dorosłości spadają na nich jak grom z jasnego nieba.
I nagle 18-latek nie potrafi umówić wizyty u lekarza. 15-latka boi się podejść do kasy. 13-latka nie wie, jak zapłacić za zakupy.
Małe kroki zmieniają wszystko
Po tej sytuacji usiadłam z córką i zapytałam, czego dokładnie się boi. Okazało się, iż nie samej czynności – tylko tego, iż zrobi coś „głupio”, iż nie zrozumie pytania, iż ktoś się zaśmieje. To lęki, które rosną w dzieciach, gdy zbyt długo żyją w naszej ochronnej bańce.
Od tamtej pory robię inaczej. Zaczęłyśmy od małych rzeczy – od zamówienia w restauracji, od pójścia po bilet na dworcu w okienku, od kupienia drobnych rzeczy w sklepie. Teraz widzę, jak z każdym razem rośnie jej pewność siebie, jak coraz śmielej wchodzi w sytuacje, które wcześniej ją paraliżowały.
Bo samodzielność nie zaczyna się od wielkich wyzwań, tylko od drobiazgów, które budują poczucie sprawczości. Tylko trzeba dziecku dać szansę je przeżyć, a nie robić wszystko za nie.
I wiem jedno – to pokolenie nie musi być bezradne. Ale musi dostać miejsce, by nauczyć się żyć także poza ekranem.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: To, co dziś widzimy w szkołach, to nie lenistwo. To wypalenie dzieciństwa

![O odległej przeszłości regionu i ciekawych znaleziskach archeologicznych w Końskich [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2025/11/O-odleglej-przeszlosci-regionu-i-ciekawych-znaleziskach-archeologicznych-w-Konskich-22.jpg)








