12 marca 2023 r. Wpis w dzienniku
Moja żona, Teresa, była jasnowłosą blondynką, a ja, Aleksander, miałem ciemnobrązowe włosy, które zawsze przyciągały spojrzenia. Kochaliśmy się nad wyrost, i po dwóch latach małżeństwa na świat przyszła nasza córeczka.
Poród był trudny mała Jagoda chwilowo wplątała się w pępowinę i nie udało się jej od razu przejść przez kanał. Po narodzinach lekarz-anestezjolog podał noworodkowi dodatkowy tlen, a ja zostałem przeniesiony do innego pokoju. Dopiero po dziesięciu godzinach mogłam po raz pierwszy ujrzeć swoją córkę. Gdy Teresa zobaczyła malutką dziewczynkę, zamarła z szoku. Pielęgniarka podniosła małą, lśniącą jak lalka, i położyła ją na stole, gdzie rozwinęła kołderkę. Na blacie leżała mała, ruda dziewczynka z długimi, kręconymi włosami.
Siostro, czy na pewno nie pomyliłyśmy dziecka? zapytała nieśmiało Teresa.
Sto procent pewności, iż to Wasze dziecko. Matki od razu zabierają noworodki do pokoju, a jedynie Wasza dziewczynka leżała w komorze hiperbarycznej odparła położna, zagadując jednocześnie: Mąż Twój też musi mieć rude włosy i zniknęła za drzwiami.
Jagoda patrzyła na świat, szukając w powietrzu maminy piersi, i wydała donośny płacz, który rozległ się po całym oddziale. Teresa nieporadnie próbowała ją owinąć w pieluszkę, a dziecko krzyczało coraz głośniej, aż w końcu uspokoiło się, gdy przytuliła je do piersi.
Kiedy przyjechałem odebrać nasze dziewczynki, spojrzałem z niedowierzaniem, ale nie wypowiedziałem słowa. W domu zaczęliśmy przeglądać rodzinne drzewka, dzwonić do krewnych i w końcu odkryliśmy, iż po stronie mojego ojca prababcia była wyraźnie ruda i kręcona Polka z Bieszczad. Po niej w rodzinie nie rodziły się już rude dzieci, a ja sam byłem brunetem.
Po pierwszej kąpieli, kiedy Teresa wytrzepała Jagodę suchym ręcznikiem i podniosła ją na ręce, wykrzyknąłem:
Wygląda jak majowy dmuchawiec! i choć już mieliśmy imię w myślach Jagoda, to wszyscy zaczęliśmy ją nazywać Dmuchawiec.
Jagoda rosła wesołą dziewczynką, sąsiedzi nazywali ją śmiechotką. Płakała tylko wtedy, gdy naprawdę była smutna. W wieku czterech lat pojawiły się na jej nosku pierwsze pieguy.
Mamo, co to za plamki? zapytała niewinnie.
To pieguy, anielskie pieguy. Im ich więcej, tym więcej ludzi będziesz musiała pomóc odparła Teresa, całując ją w policzek. Jagoda nie zdawała sobie sprawy, iż te słowa zostaną w niej zakorzenione na całe życie.
Gdy bawiła się w piaskownicy i zobaczyła płaczące dziecko, porzucała zamki z piasku, podbiegając, by je uspokoić, głaszcząc włosy i mówiąc ciche słowa. Dzieci natychmiast przestawały płakać, a Jagoda coraz pewniej wierzyła, iż jest aniołem.
Kiedy małe dzieci widziały w jej rękach piękną lalkę i zaczynały nalegać na taką samą, wywołując głośne płacze, Jagoda biegła i oddawała swoją ulubioną lalkę. Po powrocie do domu znajdowała ją na miejscu, nie wiedząc, iż Teresa i jej mama wielokrotnie kupowały lalki, przekonywały, kupowały lody i podstępnie sprowadzają je z powrotem. Jagoda sądziła, iż tak właśnie powinno być, bo była aniołem.
W piątej klasie, wracając ze szkoły, zobaczyła starszego pana na chodniku, który potknął się o rozwiązały sznurówka. Próbował się schylić, by ponownie je zawiązać, a w tym samym momencie chłopiec z piątego piętra, wypuszczając łokciem doniczkę z fikusem, rozrzucił ją w dół. Jagoda nie zdążyła choćby krzyknąć podbiegła i mocno odepchnęła starszego pana. Ten stracił równowagę, a Jagoda przy nim upadła. Doniczka roztrzaskała się na kawałki przy miejscu, gdzie mężczyzna wiązał sznurówki.
Złość i rozdrażnienie starszego pana gwałtownie zamieniły się w wdzięczność.
Dziewczynko, jesteś aniołem, uratowałaś mi życie powiedział zdumiony, a jej wiara w anielskie pochodzenie jeszcze mocniej się umocniła.
Każdej wiosny na nosie Jagody pojawiały się kolejne piegi. Pewnego dnia, patrząc w lustro, przyglądała się swoim kręconym, rudzielcym włosom, niebieskim oczom, różowym ustom i rosnącej liczbie piegów. Powiedziała poważnym głosem:
Mamo, gdzie znajdę tyle nieszczęśliwych ludzi, którzy czekają na moją pomoc?
Zaskoczona, Teresa zapytała:
Co masz na myśli, kochanie? Nie rozumiem.
Jagoda odpowiedziała:
Spójrz na mój nos tyle piegów, a co wiosna przychodzi, ich więcej. To znak, iż pojawia się więcej ludzi, którym muszę pomóc.
Twoje piegi to pocałunki słońca, które kocha cię i zawsze cię całuje próbowała wyjaśnić Teresa, choć nie do końca pojąła własne słowa.
Może słońce naprawdę mnie całuje, ale pamiętam, co mi mówiłaś: jestem aniołem i każdy pieg to człowiek, którego mam ratować podsumowała Jagoda.
Teresa przypomniała sobie, jak odpowiedziała jej przy pierwszych piegach, i z niedowierzaniem przytuliła córkę, mówiąc:
Mój dmuchawcu, naprawdę jesteś aniołem! i pocałowała ją w złotą czelą.
W okresie nastolatkowym Jagoda codziennie pomagała starszym przechodzić przez ulicę, nosiła ich torby do domu, choćby jeżeli mieszkały po drugiej stronie miasta. W supermarketach widząc starszą panią rozważającą zakup mleka czy masła, bez wahania kupowała oba produkty i oddawała je starszej, rezygnując z własnych słodyczy.
Pewnego dnia, idąc chodnikiem, przejechała obok eleganckiej kobiety w szpilkach, otoczonej wonnym zapachem perfum. Kobieta podjechała do lśniącego Lexusa, a Jagoda, drżąc z nieśmiałości, podeszła i chwyciła ją za rękaw.
Co pan sobie pozwala, młoda damo? zrezygnowana krzyknęła kobieta.
Przepraszam, przepraszam! Nie mogłam się powstrzymać, ale ten zapach jest niezwykły i chciałam się dowiedzieć, jakiego perfumu używa pani wykrzyknęła Jagoda, zanim usłyszały odgłos hamulców i potężny huk. Samochód, prowadzony przez pijaka, wpadł w zderzenie z autrem kobiety, rozrywając drzwi i kierownicę.
Kobieta, trzęsąc się, szeptała do ucha Jagody:
Jesteś aniołem! Jesteś moim aniołem!
Dorosła już Jagoda, w głębokiej jesieni, stała pod deszczem przy wejściu do metra, nosząc czapkę z pomponem. Głos zza pleców poprosił o wskazówkę do ulicy Białostockiej. Odwróciła się i zobaczyła przystojnego chłopaka o rudych, kręconych włosach, którego piegi lśniły jak wiosna, mimo iż za oknem sypał śnieg.
Śmiech rozbrzmiał z jej ust, a on, zaskoczony, również się roześmiał. Zsunęła czapkę i dalej się śmiali, aż deszcz przestał padać.
Dwa lata później przyszedł na świat nasz mały, rudy synek, którym nadaliśmy imię Jarek nasz nowy dmuchawiec, nasz mały anioł. Gdy miał cztery lata, pojawiły się na nosie pierwsze piegi i zapytał:
Mamo, co to są?
Odpowiedziałem:
To piegi, które mają anioły. Im ich więcej, tym więcej ludzi będziesz mógł pomóc.
Patrząc na naszą rodzinę, uczę się, iż każde drobne gesty, które wydają się nieważne, potrafią stać się anielskimi skrzydłami dla kogoś w potrzebie. Najważniejsza lekcja: nie czekaj na wielkie okazje codzienne, małe dobroć kształtuje najpiękniejsze anioły.













