1/350 Yamato
Deluxe Version
Very Fire – BELBV350902DX
Budowa Cz. 1

Można śmiało powiedzieć, iż po opisie zawartości pudełka z Yamato z Very Fire w skali 1/350 nie mogłem się doczekać rozpoczęcia budowy tego modelu. Dlatego tez od razu przejdźmy do konkretów. Generalnie budowę okrętów lubię rozpoczynać od kadłuba. Zrobić go na gotowo, a następnie kolejne elementy, które sukcesywnie powstają, doklejać w miarę możliwości do całości. Ze względu na to, iż zestaw Yamato jest wersją Deluxe z bogatą ilością zamienników z blaszki, jak i z żywicy, tym razem musiałem odstąpić od tej zasady, aby się nie pogubić. A sprawy nie ułatwia konieczność używania jednocześnie dwóch instrukcji: zestawu podstawowego do budowy modelu oraz osobnej opisującej montaż zamienników. Co gorsza, nie są one spójne pod względem kroków budowy. Z początku postanowiłem obrać zasadę, iż będę wykonywał kroki budowy według głównej instrukcji, konfrontując je z instrukcją zamienników.
Ale aby zbytnio nie przedłużać wstępu, zabieram się za opis budowy.
Pierwszy krok to lotnictwo pokładowe.
W związku z tym, iż postanowiłem robić wersję Yamato na rok 1945, wziąłem pod uwagę samoloty AICHI E13A “JAKE”.

Rozpocząłem od przygotowania żywicznych kokpitów i połówek kadłuba, aby przed zamknięciem pomalować części, które idą do środka.

Kokpit i wnętrze kadłuba pomalowałem kolorem Mr.Color C127.

Troszkę koloru czarnego, brązowego i wash-a interior spowodowały, iż kokpity zaczęły wyglądać całkiem przyzwoicie.

Mogłem je wkleić je do wnętrza i zamknąć połówki kadłubów.

W dalszym etapie przygotowałem resztę części, aby pomalować wszystko za jednym razem. Co mogłem, przykleiłem do kadłuba.

Malowanie rozpocząłem od powierzchni dolnych i tak samo, jak przy samolotach dużej skali, wykonałem najpierw preshadeing Mr.Color C37, a później rozjaśnienia Mr.Color C316.

Następnie pomalowałem wszystko adekwatnym kolorem, czyli w tym wypadku Mr.Color C35.

Zanim zacząłem obróbkę malarską górnych powierzchni, zamaskowałem to, co pomalowałem dotychczas.

Na górze wykonałem preshadeing z kolorów czarnego i białego.

Na to położyłem kolor Mr.Color C15, na tyle delikatnie, aby nie zakryć wcześniej przygotowanego cieniowania.

Owiewkę kokpitu zrobiłem z załączonych blaszek. Wyglądają dużo lepiej, niż plastikowa propozycja.

Na mini-samolociki nałożyłem odpowiednie kalkomanie. Powiedzieć, iż kalkomanie są złe, to nic nie powiedzieć. Są po prostu fatalne. Nałożenie ich zajęło mi więcej czasu, niż budowa całych modeli samolotów. Sztywne, grube, pękające i nie reagujące na żadne płyny. I to jest porażka przez duże P. Proponuję przed rozpoczęciem budowy zaopatrzyć się w jakieś zamienniki lub maski.

Po nierównej walce z nalepkami, kiedy osiągnąłem już w miarę satysfakcjonujący efekt, całość zabezpieczyłem lakierem bezbarwnym C46.


Następnie wykonałem małe “podrasowanie”… Na górne powierzchnie nałożyłem Paneliner pacific dust, natomiast na dolne powierzchnie Grey and blue.

Po wyschnięciu nadmiar starłem patyczkami higienicznymi.
Po tych zabiegach mogłem już wszystkie przygotowane wcześniej części samolotów pokładowych skleić w całość i nanieść lakier matowy Gx114.

Przeszklenia osłony kokpitu wykonałem produktem Mikroscale kristal klear .

Po wyschnięciu specyfiku, kiedy stał się przeźroczysty, można było uznać, iż samoloty są gotowe. Anteny, aby nie uszkodzić ich w trakcie prac, postanowiłem dokleić dopiero po tym, jak samoloty będą przytwierdzone do katapult.

Aby zamknąć temat pokładowego lotnictwa, od razu przystąpiłem do wykonania katapult. Tu również wykorzystałem katapulty z blaszek i części żywicznych z zestawu Deluxe.
Tu muszę po raz pierwszy wspomnieć, iż poszukując jednego elementu katapulty na arkuszu z blaszkami według instrukcji, nie znalazłem go. Dopiero po wgłębnej analizie stwierdziłem, iż niektóre blaszki są zupełnie inne, niż te pokazane w instrukcji na rysunkach. Części są poukładane gdzie indziej i niektórych w ogóle nie znajdziemy. Jednej blaszki w ogóle nie było. Nie wiem, co było tego przyczyną. Model dostaliśmy od producenta jako pełnowartościowy do recenzji. Być może jako jakiś testowy wypust? Na pewno w wersji seryjnej Very Fire to poprawi. Ja jednak przez cały proces niejednokrotnie borykałem się z brakiem pewnych elementów z blaszki. Muszę się przyznać bez bicia, iż kiedy robiłem przegląd zawartości pudełka, nie rzuciło mi się to w oczy. No, ale “…show must go on…”

Przed złożeniem elementów fototrawionych chciałem je wcześniej pomalować. Aby sobie to ułatwić najpierw natrysnąłem na blaszkę Mr.Metal Primer. To preparat, który powoduje, iż farba już tak łatwo nie uszkadza się na powierzchniach blaszek .

Po jego wyschnięciu pomalowałem elementy kolorem Mr.Color C608; jest to odcień ciemnoszary, specjalnie wymieszany dla japońskich okrętów.

Stopniowo składałem elementy katapult w całość.

Jak widać, warto trochę nadłożyć pracy z blaszkami, bo efekt jest nieporównywalny z częścią plastikową.

Na koniec nałożyłem delikatnego washa z firmy AK Interactive AK075 Wash for NATO vehicles.

Po wyschnięciu washa części pomalowałem lakierem matowym GX 114.

Pozostało tylko umieścić samoloty na katapulcie i tym samym temat lotnictwa pokładowego został na ten moment zamknięty.

Przeszedłem do następnego kroku w instrukcji, czyli do zabudowanych dział 127 mm .
Wykorzystałem żywiczny zamiennik, jaki proponuję wersja Deluxe, z mosiężnymi lufami i elementami fototrawionymi.

Po sklejeniu prezentują się całkiem fajnie.

Natomiast, moim zdaniem, wersja z wariantu podstawowego, czyli części plastikowe, też się bronią i wyglądają wcale nie gorzej.

Następnie wykonałem wieżyczki działek przeciwlotniczych 25 mm…

i kolejne porównanie części.

Kolejne do golenia poszły kołowroty z kablami.

Doszedłem do etapu przygotowania lornet i… tu pojawił się kolejny “zonk”. Ramki z elementami lornet, oznaczone jako “IO”, mamy dwie sztuki. Pozwala nam to na zbudowanie tylko 20 lornet. Analizując instrukcję zliczyłem je do kupy i lornet potrzebnych jest 31. Co ciekawe, teleskopów typu A z użyciem części “IO”-3 potrzebnych jest 19 sztuk. Na dwóch ramkach części “IO”-3 mamy tylko cztery sztuki – znowu VeryFire coś poszło nie tak… odłożyłem lornetki na razie na bok… Musiałem pozyskać większą ich ilość, więc kupiłem na aliexpressie lornety wydrukowane na drukarce 3D by we właściwym momencie dodać je do modelu.

Po zmarnowaniu dość dużej ilości czasu z lornetkami, zastanawiając się co “autor miał na myśli” – przeszedłem do reflektorów… no i tu znowu musiałem rozkminiać…
Mamy do wykonania reflektory – rozmiar 60 cm, których powinno być 4 sztuki. Według instrukcji możemy je wymienić na żywiczne zamienniki. Niestety, tu znowu pojawił się problem, ponieważ były tylko dwa
Reflektory – rozmiar 150 cm, których powinno być 6 sztuk, należy wykonać z głównego zestawu.
Przy takich kombinacjach i stracie czasu w analizowanie dwóch instrukcji stwierdziłem, iż będę jednak szedł według wskazań opisu z dodatkami, ponieważ łatwiej mi będzie wymieniać to, czego brakuje.

Zająłem się dwiema wieżami dział 155 mm. Okrasiłem je blaszkami; niestety przednie relingi w jednym z dział musiałem dorobić manualnie, ponieważ kolejny raz po prostu producent dał komplet tylko do jednej wieży. Żywiczne fartuchy były za szerokie i musiałem pocieniać je po bokach, żeby zmieściły się w przeznaczonych im miejscach. Zbudowałem również wieżę bez dodatków, aby dokonać porównania.


Generalnie, w tym momencie przyszło na mnie kompletne zniechęcenie. Za dużo na raz było tych wszelkich braków i niezgodności. Mnie akurat takie sytuacje mocno demotywują. Na tym etapie nie wiedziałem jeszcze, iż jest to wypust testowy (jak bym wiedział, to raczej nie zabrałbym się za jego budowę) i mocno byłem zdegustowany tym modelem. Wiele gorzkich i niecenzuralnych słów wypowiedziałem pod nosem o firmie Very Fire i ich Yamato… Szczerze… odłożyłem budowę na chwilę i musiałem podłubać coś przy innym modeliku… Ale gwałtownie wróciłem do dalszej budowy
A po tym powrocie zająłem się budową nadbudówki, w której było osadzone jedno z dział 155 m. Już na początku zobaczyłem, iż instrukcja błędnie podaje części z ramki “E” ponieważ są one na ramce F. Czyli kolejna pomyłka Very Fire…

Przygotowałem sobie odpowiednie części.

Łączyłem części w całość i dodawałem odpowiednie blaszki. Nie musiałem długo czekać, żeby zderzyć się z kolejnym brakami. Część z blaszki E – 98 – stanowiąca osłonę wywietrzników – nie istniała. Pod tym numerem na blaszce jej nie znalazłem. Według instrukcji powinny być one umiejscowione w środku osłony mostka. Niestety, nie ma ich tam, a sama osłona mostka jest na zupełnie innej blaszce. Wszystko to było mocno irytujące, a poszukiwanie części, których nie ma, to potworna strata czasu.

Czego się nie dotknąłem, to jakiś jakaś niedoróbka, przeszedłem do uchwytów kół ratunkowych…Część z blaszki C -102… No i oczywiście jej też nie było, ponieważ blaszka C kończy się na numerze – 99.

Przebrnąłem przez to wszystko i złożyłem elementy w całość.

A tak się prezentują razem z działami.

Przy działach 127 mm otwartych nie było najmniejszego problemu

I kolejne porównanie z odpowiednikiem plastikowym.

Kolejne na tapet poszły wieże artylerii głównej 460 mm. Skleiłem wszystkie główne elementy. Nauczony doświadczeniem najpierw przykleiłem żywiczne zamienniki fartuchów przeciwpodmuchowych, aby je wygodnie dopasować. Następnie przykleiłem dalmierze, które wymagały szpachlowania wokół połączenia.

Dalsze prace objęły przyklejenie stanowisk działek 25 mm i paru drobiazgów, które dodałem od siebie.

Pozostało tylko dołożyć wszystkie elementy fototrawione, które były dedykowane tym wieżom, choć oczywiście elementów E – 115 i 116 również nie znajdziemy na arkuszu z blaszkami. Musiałem wykombinować je na własną rękę.

Aby mieć temat artylerii zamknięty, zabrałem się za stanowiska trzylufowych działek 25 mm. Do luf dokleiłem celowniki, natomiast same lufy z łożem połączyłem w późniejszym czasie, ponieważ są w innych kolorach i łatwiej mi je było malować osobno. Napomknę tylko, iż części z blaszek E -107 i 111 nie odnalazłem.

Aby odpocząć trochę od drobnicy, postanowiłem zająć się bryłą kadłuba. Przygotowałem dno i burty.

W wyznaczonych miejscach wkleiłem wręgi, a w burtach nawierciłem bulaje i inne potrzebne otwory.

Skleiłem elementy w całość i zostawiłem do mocnego utwardzenia się spoiny.

Kolejnym etapem było oczyszczenie “spawów” powstałych w miejscach klejenia elementów. Na tym etapie dokleiłem również stery i wały napędowe. Póki co kadłub w tej formie odłożyłem na bok i wróciłem do dalszych drobiazgów. Śruby napędowe dokleiłem w dalszym etapie prac.

Na warsztat poszły zatem różnego rodzaju dalmierze.

Robiąc zdwojone karabiny 13 mm przekonałem się o kolejnych brakach. Części, które zaznaczyłem na kolor pomarańczowy, nie znalazłem w zestawie.

Postępując zgodnie z instrukcją zamienników, zająłem się głównym dalmierzem. Przygotowałem sobie odpowiednie części plastikowe.

Kolejno doklejałem dedykowane blaszki. Oczywiście i tu nie odbyło się bez braków. Części C – 107 zaznaczonej na pomarańczowo nie ma. Podobnie zresztą jest z częściami D -91 ; 89 ; 92 ; 90 ; 93 (pomarańczowy kolor) – po prostu nie było ich na arkuszu z blaszkami. Dodatkowo zorientowałem się przy klejeniu relingów, iż mają one inne podziały i inne wymiary, niż te przedstawione na renderach instrukcji.

Po skończonej wieży głównego dalmierza, przygotowałem elementy głównej nadbudówki. Skleiłem w całość odpowiednie części plastikowe.

Schemat identyczny, jak opisałem wyżej – do elementów plastikowych doklejałem drobne elementy z blaszek i żywicy. Nie widzę powodu, aby zanudzać Was powtarzającymi się, znanymi modelarskimi pracami. Opierało się to głównie na obrobieniu plastikowych elementów i połączeniu ich dzięki kleju, obrobieniu spoin, a później doklejaniu odpowiednio uformowanych elementów z blaszki fototrawionej. Przyklejałem je dzięki kleju cyjanoakrylowego, a jego nadmiar starałem się w miarę dokładnie usunąć cienkimi patyczkiem typu – “do uszu” firmy Tamiya, namoczonych w debonderze.

Do kształtowania i wyginania elementów fototrawionych używam głównie różnego rodzaju pęset i giętarki.

Oczywiście przy nadbudówce też były braki w częściach z blaszki – kolor pomarańczowy… ale już na tym etapie byłem przyzwyczajony…

Aby nie zanudzać identycznym opisem powiem tyle, iż następną sekcją do obróbki był komin. Schemat postępowania identyczny, jak wyżej. Ważne, aby szczegółowo analizować instrukcję dodatków i instrukcję podstawową zestawu i samemu oceniać, które części przyklejać. Instrukcje o kolejności nic nie mówią i nam tego nie pokazują a wręcz czasami mylą. Przykład w przypadku komina – relingi trzeba przyklejać od dołu, bo jak ja przykleiłem najpierw pierwszy górny reling to potem musiałem rozcinać dolne relingi, żeby przeszły. Tak samo część z blaszek C – 35 i 36 należy przykleić wcześniej niż podstawy dalmierzy. o ile zrobimy to odwrotnie, to wcześniej wspomniane podstawy nie chcą wejść, bo robi się za mało miejsca. Przy tej okazji wspomnę również, iż końcówki kominów parowych z żywicy były niedolane i nie nadawały się do niczego, oczywiście nie wszystkie, ale przez to brakło na całość i musiałem uzupełniać tymi plastikowymi. Niedodrukowania zdarzały się również w paru innych przypadkach.

W kwestii formalnej – na pomarańczowo – braki (oprócz końcówek kominów ciśnieniowych – te pomarańczowe już były )

Kolejny etap to maszt główny. Dobrze, iż jest on uwzględniony w wersji Deluxe w formie miedzianych mosiężnych pręcików, ponieważ większość części cienkich w ramkach plastikowych była popękana. Tego też niestety nie zauważyłem, opisując zawartość pudełka. Mea culpa…

Po przeanalizowaniu instrukcji zacząłem składać maszt w całość. Kompletując części zorientowałem się, iż producent zapomniał dołożyć całego jednego masztu i kilku pomniejszych wsporników. Części z blaszki, potrzebne do budowy masztu, też nie były w komplecie.

Na szczęście w szufladzie pt. “przyda się ” znalazłem cieniutkie rurki o różnych średnicach, dzięki których odtworzyłem brakujące maszty. Resztę drobiazgów pozyskałem z jakiś pozostałości i samoróbek.

Nadbudówka główna… plastik i blachy w znanym schemacie

Ciąg dalszy dłubaniny był ciut odmienny, ponieważ postanowiłem wykonać szalupy. Na początku musiałem się zmierzyć z ustaleniem, które z nich mam przygotować. Instrukcja główna modelu pokazuje tylko montaż łodzi, natomiast instrukcja dodatków przewiduje tylko motorówki 11 m w ilości dwóch sztuk. Załączone do modelu uniwersalne wypraski umożliwiają wykonanie ich wszystkich po dwa egzemplarze. Niemniej jednak, należy sięgnąć do jakiejś literatury fachowej, żeby sobie to potwierdzić. Ja sięgnąłem do książki o Yamato Janusza Skulskiego, którą mimo upływu lat uważam za doskonałą publikację.

Przygotowałem odpowiednie części z plastiku. Przez to, iż producent w dodatkach nie przewiduje zbyt głęboko idącej waloryzacji, skupiłem się głównie na malowaniu. W pierwszym etapie wszystko pokryłem kolorem Mr.Color C608 .

Następnie musiałem zaimitować drewniane pokłady. Zrobiłem to nakładając w pierwszej fazie cienkim pędzelkiem farbę AK 11115 jako podkład. Po jej wyschnięciu nałożyłem mgiełkę transparentnego koloru żółtego firmy ALCLAD 2 o numerze ALC 402, a uzyskany efekt stonowałem emalią od AK Interactive for wood o numerze AK 263. Odbojniki pomalowałem kolorem białym. Całość detali podkreśliłem washem AK 075 for nato camo vehicles.



I tradycyjnie już na koniec etapu – na pomarańczowo zaznaczone części , których nie było.

Przy składaniu pojedynczych karabinów też nie obyło się bez braków. Poza tymi w drobnych elementach dwa brakujące karabiny pozyskałem z zestawu podstawowego – czyli z plastiku.

Większość elementów, które przygotowałem, miały być doklejone do kadłuba w późniejszym czasie, więc odłożyłem je na bok. Zająłem się elementami pokładu. Zacząłem od wklejenia szyn w części rufowej.

Do tych samych elementów podoklejałem jeszcze troszkę części plastikowy i blaszek, które nie będą kolidowały z montażem do kadłuba.

I właśnie pokład rufowy – jako pierwszy – połączyłem z kadłubem. Pewne elementy wymagały szpachlowania, ale była to zwykła modelarska robota.

Dobrze, iż dźwig pokładowy można było wykonać z elementów zawartych w waloryzacji, ponieważ elementy plastikowe z zestawu podstawowego są bardzo mizerne pod względem jakości odlewów, jak i szczegółowości.

Dokleiłem pokład dziobowy, a do niego elementy, które na tym etapie nie przeszkadzały i według mnie nie uległyby uszkodzeniom przy dalszych obróbkach.

Mogłem zacząć myśleć o przyklejeniu pokładu głównego. Jednak zanim go przymocowałem, musiałem pomalować część podwodną kadłuba. Taką kolejność wymyśliłem sobie ze względu na to, iż cokoliki, na których model miał docelowo stać, chciałem przykręcić do w pełni gotowej już części podwodnej. Przytwierdziłem je przez zrobione wcześniej dziurki i skontrowałem nakrętką wewnątrz kadłuba.

A zatem, w dalszych pracach musiałem już sięgnąć po farby. I przeczytacie o tym w kolejnej części tego materiału.
Pozdrawiam
Piotr “Słoma” Słomiński













