Ciąża

Delikatne i nowoczesne. Siedem trzyliterowych imion dla dziewczynek
Syn nie jest gotowy zostać ojcem… „Rozwiązła! Niewdzięczna świnia!” – wrzeszczała matka na Natalię, nie zważając na zaokrąglony brzuszek córki, który tylko potęgował jej złość. – Wynoś się z domu i nie wracaj! Nie chcę cię więcej widzieć! Matka naprawdę wyrzuciła Natalię z domu, jak już bywało wcześniej za mniejsze przewinienia. Teraz, kiedy dowiedziała się o ciąży, kazała córce nie wracać pod żaden pretekstem, chyba iż „wszystko się ułoży”. Zalana łzami, z małą walizką rzeczy, Natalią powędrowała do ukochanego – zdezorientowanego Kuby. Okazało się, iż Kuba choćby nie powiedział rodzicom, iż Natalię będzie miał dziecko. Matka Kuby natychmiast zapytała, czy nie jest za późno na cokolwiek. Oczywiście – było już za późno, brzuszek wystawał wyraźnie. Natalię ogarnęła taka rozpacz i strach o przyszłość, iż była gotowa na wszystko, byle tylko ktoś jej pomógł. Choć miesiąc wcześniej z całych sił sprzeciwiała się pomysłom matki, teraz była na granicy załamania. – Mój syn nie jest gotowy zostać ojcem – powiedziała stanowczo matka Kuby. – Jest młody, a ty zrujnujesz mu życie. Pomożemy, na ile się da, ale teraz poprosiłam znajomą, żeby załatwiła ci miejsce w ośrodku dla takich jak ty – niechcianych ciężarnych głupich dziewczyn. W ośrodku Natalii przydzielono pokoik. Tutaj w końcu mogła odetchnąć, odpocząć i zebrać siły. Miała wsparcie psychologa, przygotowywała się do porodu fizycznie i psychicznie, nikt jej nie dokuczał. Kiedy wreszcie w jej ramionach pojawił się mały zawinięty w kocyk skarb – córeczka Ewa – Natalię ogarnął strach i panika, a potem ciekawość: co to za cud – to małe życie, jej własna córka? Nadchodziły święta Bożego Narodzenia, ale zamiast dobrych wieści Natalię ostrzeżono – musi poszukać sobie miejsca, bo na jej pokój czeka już kolejka. Z miesięczną Ewą na rękach Natalia siedziała w szpitalnym pokoju i nie wiedziała, jak dalej żyć – skąd wziąć pieniądze, u kogo szukać schronienia. Serce matki Natalii nie zmiękło – nie chciała choćby spojrzeć na wnuczkę, wymazała obie ze swojego życia. – No popatrz, córeczko, jaki smutny mamy dziś wieczór wigilijny… – szepnęła Natalia do Ewy. Tak kochała ten czas! Co roku chodziła po kolędzie, znała wszystkie kolędy, zawsze sporo zarabiała, bo przebiegała całą dzielnicę z dzieciakami z podwórka. Tak bardzo chciała znowu poczuć tę euforia – śpiewać kolędy od drzwi do drzwi, poczuć magię świąt. „A dlaczego nie?” – pomyślała młoda mama. – Dziecko mam spokojne, ciepło je ubiorę, przyczepię do siebie i pójdę śpiewać, duszę chociaż ogarnę świąteczną radością. Kto nie otworzy drzwi – trudno, ich strata!” Nazajutrz, w drugi dzień świąt, Natalia wybrała spokojną dzielnicę z domkami jednorodzinnymi na swoje kolędowanie. Jak przeczuwała, otwierano jej niechętnie, bo tradycyjnie czekano na chłopców – kolędników. Gdzieniegdzie udawało się jednak wejść i gdy Natalia śpiewała z całego serca, gospodarze hojnie ją nagradzali – nie tylko pieniędzmi, ale i łakociami, a najbardziej rozczulał ich widok maleńkiej Ewy. Wszyscy rozumieli, iż kobieta z niemowlakiem po kolędzie nie chodzi z dobrego serca losu. Chodzenie od domu do domu było męczące. „Jeszcze tylko tamta willa – może bogaci, dadzą coś ekstra” – pomyślała Natalia, czując w kieszeni uzbieraną sumę pieniędzy, która dawała jej nareszcie namiastkę spokoju. – Pozwólcie pokolędować! – powiedziała, gdy gospodarz zaprosił ją do środka. Dalsze zachowanie mężczyzny zdziwiło Natalię. Patrzył na nią długo, potem na dziecko. Zbladł, usiadł na kanapie i wyszeptał niepewnie: – Julia? – Przepraszam? Nie, ja jestem Natalia… Chyba mnie pan z kimś pomylił… – Natalia?… Jesteś taka podobna do mojej żony… I to dziecko – to dziewczynka? – Tak. – Ja też miałem taką córkę… Ale obie zginęły w wypadku… A kilka dni temu przyśniły mi się, iż wróciły… I teraz wy… Czy to możliwe? – Ja… nie wiem, co powiedzieć… – Wejdź proszę, nie krępuj się! Opowiedz mi swoją historię… Na początku Natalia przestraszyła się nieznajomego. Był dziwnie poruszony, zbyt emocjonalny. Ale potem postanowiła zostać. Weszła do dużego domu samotnego mężczyzny. Od razu zauważyła na ścianie zdjęcie kobiety i dziecka – rzeczywiście, była do nich bardzo podobna… I wtedy zaczęła opowiadać swoją historię – ze szczegółami, bez zahamowań, jakby w końcu ktoś chciał naprawdę jej wysłuchać. Mężczyzna milczał, słuchał, łapał każde słowo, a co jakiś czas patrzył na słodko śpiącą Ewę, która najwyraźniej poczuła, iż wróciła do miejsca, które już niedługo stanie się jej prawdziwym domem…
Przyjaciel z Dzieciństwa
W Kostaryce wiedzą, iż aborcja to morderstwo
Cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz – po tych słowach postanowiłam go ukarać Jeszcze zanim wyszłam za mąż, słyszałam od przyjaciółek, iż kiedy mężczyzna bierze ślub, od razu traktuje żonę jak swoją własność i pokazuje swoją prawdziwą twarz. Ale jak każda młoda, naiwna kobieta wierzyłam, iż mój mąż taki nie będzie. choćby przed ślubem bardzo o mnie dbał, nigdy nie powiedział złego słowa, bał się mnie urazić i zawsze chciał, żebym była przy nim. Ale myliłam się, jak to bywa z wieloma kobietami. Naprawdę, kiedy facet zdobędzie serce kobiety, nagle się zmienia. Mój mąż zaczął źle mówić o mojej mamie już kilka miesięcy po ślubie. Po co tyle dzwoni, po co przychodzi co tydzień? Oczywiście przyznałam mu rację – bałam się o swoje małżeństwo, więc poprosiłam mamę, żeby nie kontaktowała się ze mną, a sama dzwoniłam, gdy byłam sama. Ale to nie był koniec. Zaszłam w ciążę i straciłam pracę. Niestety musiałam leżeć, bo ciąża była zagrożona, więc nie przedłużono mi umowy. Wtedy mój mąż zaczął mi dogadywać: “Nie, nie, nie: „Cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz.” Znowu zamilkłam – byłam w ciąży i co, jeżeli mnie zostawi? Półtora roku po narodzinach córki mąż zaczął wymagać, żebym traktowała go jak króla. Gdy wracał z pracy, miałam czekać w drzwiach, podać kapcie, wszystko miało być gotowe na stole, żeby mógł zjeść ciepły, domowy obiad. Nie musiał zajmować się dzieckiem, wszystko było na mojej głowie. Byłam wykończona. Spakowałam się i z dzieckiem wróciłam do mamy. Przez dwa miesiące nie rozmawialiśmy. Życie toczyło się dalej, wróciłam do pracy i wyglądałam coraz lepiej. Pewnego dnia przyszedł do nas – wychudzony, w starych ubraniach, na kolanach prosił o przebaczenie. Powiedziałam mu, iż musi zapisać się na kurs gotowania. Kiedy wrócę, to on będzie gotował i sprzątał. Zgodził się, ale pożyjemy – zobaczymy, jak się zachowa.
Często czytają o połogu: koszmar. "Jeśli napiszę coś dobrego o tym czasie, to słyszę, iż »cukierkuję« życie"
USA. Kobiety w ciąży boją się agentów ICE. "Nie chodzą do lekarzy i chcą rodzić w domu"
– Halo… Władku– To nie Władek. To Helena… – Helena? Kim pani jest?… – Proszę pani, a kim pani jest? Jestem dziewczyną Władka. Chciała pani coś?… Męża nie ma, został dłużej w pracy… Zrobiło mi się słabo, zauważyłam czerwone kropelki na podłodze. Brzuch bolał tak mocno, iż aż się skręcałam… Czułam, iż dziecko zaraz się urodzi. Mój mąż Władysław od pięciu lat jeździ na saksy – pracował jako kierowca w Niemczech, robił remonty w Polsce. Wyjechał za pieniędzmi. Mamy dwóch synów, chcieliśmy dla nich najlepszego życia. I wiedzieliśmy, iż w Polsce sami wiele nie osiągniemy. I wiecie, tam Władkowi się udało. Raz w miesiącu wysyłał nam paczki z jedzeniem – konserwy, kasze, olej, słodycze. Przelewał mi też pieniądze na konto, żebym odkładała w banku. Udało nam się zebrać niezłą sumę, kupiliśmy starszemu synowi mieszkanie. Wydawało się, iż wszystko układa się dobrze. Ale kilka miesięcy temu poczułam, iż coś w moim organizmie jest nie tak. Pierwsza myśl – menopauza, ale to nie to. Przytyłam, ciągle spałam, jadłam dużo i nastrój się zmieniał. Internet podpowiadał, iż jestem w ciąży. Jak to, w wieku 45 lat? Nie wierzyłam, ale zrobiłam test. Na pasku wyraźnie widać było dwie czerwone kreski. Synom i synowym nie chciałam mówić o dziecku. Po co? Żeby się ze mnie śmiali, iż matka na starość rozum straciła? Postanowiłam ukryć ciążę. Akurat była zima, nosiłam wszystko grube i duże, z pod kurtki nikt nie widział brzucha. Ale nie chciałam rodzić tego dziecka. Ktoś powie, iż Boga w sercu nie mam. Ale mam 45 lat, nie jestem już młoda. Mam synów i wnuki, którym chcę poświęcić czas, a nie kręcić się wokół pieluch. Poza tym nie mamy pieniędzy na trzecie dziecko. Władek musiałby znowu wyjechać, a samotnie nie jestem w stanie sobie poradzić. Lekarze powiedzieli, iż termin jest późny i bardzo ryzykowna byłaby operacja. choćby nie wiadomo, czy by mi nie zaszkodziła. Starałam się przekonać siebie, iż może wszystko się ułoży. Może Władek się ucieszy, iż będziemy mieć jeszcze jedno dziecko? Postanowiłam zadzwonić przez Skype ale nie włączyłam kamerki, tylko mikrofon. – Halo, Władku… – To nie Władek, to Helena. – Helena? Kim pani jest? – Proszę pani, a kim pani jest? Jestem dziewczyną Władka. Chciała pani coś? Męża nie ma, dłużej w pracy. Od razu rozłączyłam się i zaczęłam płakać. I tak to w życiu bywa – mąż może zdradzić wszędzie i z kimkolwiek. Chciałam od razu złożyć papiery o rozwód, wyrzucić rzeczy Władka, nie widzieć go, nie słyszeć. Ale ciągle miałam nadzieję, iż ukochany wróci do rodziny, gdy dowie się o dziecku. Wiedziałam, iż w lutym przyjedzie, bo synowie mają urodziny, dostał urlop. Przysniło mi się nawet, iż spacerujemy we trójkę w parku – Władek trzyma za rękę naszą córeczkę, a ja za drugą. Na Walentynki, 14 lutego, Władek przyjechał. Przygotowałam romantyczną kolację, postawiłam świece, puściłam muzykę, chciałam stworzyć nastrój. – Władku, mam dla ciebie niespodziankę. Jestem w ciąży. Podobno będzie dziewczynka. – Ty zołzo! – krzyknął mąż. Aż pobladł z wściekłości, rzucił talerze na podłogę, walił pięścią w stół. – To jak ja się haruję za granicą, ty uganiasz się za innych chłopów? Teraz chcesz mnie wrobić w bękarta? – Władku, wszystko ci wytłumaczę… – Odejdź, nie chcę cię widzieć! – Popchnął mnie tak mocno, iż uderzyłam brzuchem o róg stołu i upadłam. Władek wyszedł, zabrał torbę, trzaskając drzwiami. Było mi słabo, zobaczyłam na podłodze czerwone kropelki, brzuch bolał straszliwie – zwijałam się z bólu. Ledwie znalazłam telefon i zadzwoniłam po pogotowie. Ale czułam, iż dziecko zaraz się urodzi. Kiedy przyjechali lekarze, trzymałam już na rękach naszą córkę. Dziewczynka leżała spokojnie, nie płakała, spała mocno. – Jedzie pani z nami, mamo? – Nie. Zabierzcie dziecko, nie jest mi potrzebne. – Jak to? – Tak, zabierzcie ją – ta dziewczynka zrujnowała mi rodzinę! Może ktoś ją pokocha, ale nie ja. Zabierajcie, nie chcę jej widzieć! Bez żadnych wyrzutów sumienia oddałam dziecko lekarzowi. Zbadali mnie w domu, nie miałam żadnych urazów, poród przebiegł spokojnie. Jak karetka odjechała, posprzątałam, poszłam pod prysznic i spać. Nikt z dzieci nie wie, iż oddałam dziewczynkę. Codziennie chodzę do kościoła i modlę się, by córeczka była zdrowa, by znalazła swoją rodzinę. Bo wiem, iż nie dam rady – nie chcę już przeżywać wszystkich trudów macierzyństwa. Pragnę jednego – żeby Władek wrócił do domu. Ale on znów wyjechał do Niemiec, rozmawia już tylko z synami. Możecie mówić, iż jestem nienormalna. Ale wybrałam męża, a nie dziecko. Bóg mi świadkiem.
Ptasia grypa w Krakowie i okolicach. Jest rozporządzenie wojewody
Doradziłam Ci, żebyś skończyła po trzecim dziecku. choćby kupiłam Ci specjalne tabletki, mając nadzieję, iż przemyślisz swoją decyzję. Ale moje wysiłki okazały się na nic – Ile dzieci jeszcze planujecie mieć? – zapytała moja teściowa z ironią. – Proszę, bez sarkazmu. Jesteś wściekła, bo Piotr powiedział Ci o mojej ciąży? – odpowiedziała Monika spokojnie. – Oczywiście, iż tak! Prosiłam, żebyś skończyła na trzecim dziecku. Dostałaś ode mnie choćby specjalne tabletki, miałam nadzieję, iż się zastanowisz. Ale wszystko na próżno – żaliła się teściowa. – Znamy Twój punkt widzenia, ale nie chcemy sprzeciwiać się naturze – odparła Monika. – Dość! Nie możecie już liczyć na moją pomoc! – krzyknęła Maria. Monika była bliska odpowiedzi, gdy nagle zadzwonił telefon. Maria tak naprawdę nigdy nie wspierała swoich dzieci. Nie odwiedzała wnuków, nie spędzała z nimi czasu i nie przynosiła im prezentów ani słodyczy poza urodzinami. Finansowo Monika i Piotr byli całkowicie niezależni. Gdy Monika zaszła w ciążę po raz trzeci, teściowa naciskała na aborcję, ale para odmówiła, a Maria ostatecznie pokochała swoją wnuczkę. Potem Monika zaszła w ciążę po raz kolejny! Monika starała się nie okazywać napiętej relacji z teściową przy mężu, póki ona i dzieci byli szczęśliwi. Piotr miał dobrze płatną pracę, Monika pracowała na pół etatu z domu. Gdy jej mała firma się rozwinęła, zatrudniła choćby asystenta do pomocy przy dzieciach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie postawa Marii. Od samego początku nie lubiła synowej i liczyła, iż Piotr się z nią rozwiedzie, ale jej nadzieje okazały się płonne. Potem dzieci zaczęły pojawiać się jedno po drugim. Zdaniem Moniki, teściowa sprzeciwiała się pojawieniu czwartego wnuka, bo oznaczało to, iż cała pensja Piotra pójdzie na rodzinę, a nie na wsparcie dla matki. Maria przywykła do wygodnego życia: syn opłacał jej wszystkie wizyty u stomatologa, wysyłał ją do spa, remontował dom. Bała się, iż wszystko straci i nie będzie już żadnej pomocy finansowej. Monika próbowała ignorować jej wieczny negatywizm, ale i tak miało to wpływ na jej emocje. Mimo to, Maria raczej nie miała żadnego wpływu na decyzje syna i synowej – oni będą mieli czwarte dziecko! Jak postępować z matką, która wtrąca się w życie swoich dzieci w takim stopniu?
Serce? Masz dopiero dwanaście lat, co ty możesz wiedzieć o sercu?
Postanowiłam zaskoczyć męża obiadem w pracy. Gdy podeszłam do drzwi, usłyszałam rozmowę, która mnie zszokowała
Cażdy dzień spędzasz w domu i nic nie robisz – po tych słowach postanowiłam go ukarać Jeszcze zanim wyszłam za mąż, słyszałam od przyjaciółek, iż kiedy Polak się ożeni, od razu traktuje żonę jak swoją własność i zaczyna pokazywać swoją prawdziwą twarz. Ale jak to młoda, naiwna dziewczyna, wierzyłam, iż mój mąż taki nie będzie. choćby przed ślubem bardzo o mnie dbał, nigdy nie powiedział złego słowa, bał się, żeby mnie nie urazić, chciał mnie zawsze przy sobie. Myliłam się jednak, tak jak wiele kobiet. To prawda, iż gdy facet zdobędzie serce dziewczyny, zmienia się. Mąż zaczął wyrażać się źle o mojej mamie już kilka miesięcy po naszym ślubie. Po co do mnie dzwoni tak często, po co przychodzi raz w tygodniu? Oczywiście zgodziłam się z nim, martwiłam się o nasze małżeństwo, więc poprosiłam mamę, żeby się nie kontaktowała, dzwoniłam do niej tylko wtedy, kiedy byłam sama. Ale na tym się nie skończyło. Zaszłam w ciążę i straciłam pracę. Niestety musiałam leżeć, bo ciąża była zagrożona, więc nie przedłużyli mi umowy. Wtedy mąż zaczął się mnie czepiać, mówiąc: „Nie, nie, nie: Cały dzień siedzisz w domu i nic nie robisz wkoło.” Milczałam znów – byłam w ciąży, a co jeżeli mnie zostawi? Półtora roku po narodzinach naszej córeczki mąż zaczął żądać, bym go traktowała jak króla. Gdy wracał z pracy, musiałam stać w progu, podawać mu kapcie, wszystko miało być gotowe na stole kuchennym, żeby mógł zjeść ciepły, domowy obiad. Nie miał żadnych obowiązków wobec dziecka, wszystko należało do kobiety. Byłam wykończona. Spakowałam więc rzeczy i wyjechałam z dzieckiem do mamy. Przez dwa miesiące nie rozmawiałam z mężem. Życie toczyło się dalej, wróciłam do pracy i z każdym dniem wyglądałam coraz lepiej. Pewnego dnia przyszedł do nas – chudy i w podniszczonych ubraniach, na kolanach przepraszał. Powiedziałam, iż musi zapisać się na kurs gotowania. Będzie gotował i sprzątał, kiedy wrócę – zgodził się, ale czas miał pokazać, czy dotrzyma słowa.
Nie mów tego, gdy dziecko jest dumne ze swoich osiągnięć. Możesz zgasić jego euforia na długo
Z wypoczynku Igor nie wrócił — — Czemu twój nie pisze, nie dzwoni? — Nie, Wera, ani przez dziewięć dni, ani na czterdziesty żadnego znaku życia — żartowała Luda, poprawiając roboczy fartuch na szerokiej talii. — Poszedł w tango albo co innego — współczująco kiwała głową sąsiadka. — No czekaj, czekaj. Policja też milczy? — Wszyscy milczą, Weroniko, jak ryby w Bałtyku. — Ot, los… Ta rozmowa ciążyła Ludmile. Wzięła miotłę w drugą rękę i zaczęła zamiatać spadające liście przed swoim domem. Długa, ponura jesień 1988 roku. Trzy lata odkąd Gulkowa Ludmiła przeszła na emeryturę i cieszyła się zasłużonym odpoczynkiem, ale ostatnio musiała podjąć pracę w spółdzielni mieszkaniowej jako dozorczyni — pieniędzy coraz mniej, a nowej pracy nie znalazła. Mieszkali jak zwyczajna polska rodzina — ani dobrze, ani źle. Pracowali, wychowywali syna. Mąż Ludmiły nie przepijał, tylko od święta. W pracy szanowany, solidny. Nie oglądał się za innymi babami. Ona całe życie jako pielęgniarka w szpitalu, dyplomy, nagrody. Mąż wyjechał nad morze na wczasy i nie wrócił. Ludmiła długo nie podejrzewała nic złego. Nie dzwoni? To pewnie dobrze się bawi, odpoczywa. Ale gdy w wyznaczonym dniu nie wrócił, zaczęła go szukać, obdzwoniła szpitale, policję, choćby do kostnicy zadzwoniła. Synowi, który służył w wojsku, najpierw wysłała telegram o zaginięciu ojca, potem dodzwoniła się. Ustalili — z hotelu wyjechał, na pociąg nie wsiadł. Przepadł. Znów telefony po szpitalach, kostnicach. W pracy męża rozkładali ręce — przyznali wczasy, reszta to sprawa rodzinna, nie wtrącają się. Nie zgłosi się do pracy — zwolnią za nieobecność. Matka rwała się, żeby jechać szukać go nad morzem, syn przekonywał: — Gdzie ty go tam znajdziesz? Ja mam niedługo wolny tydzień, jeżeli dadzą przepustkę, pojadę. W mundurze łatwiej się dogadam. Ludmiła trochę się uspokoiła, próbując zająć się czymś, by nie myśleć o najgorszym. Do komisariatu chodziła już jak do pracy — ale bez nerwów, wiadomości żadnych. Pracę też przez to podjęła. Jak zamiatasz i jesteś między ludźmi, trzymasz się. W domu wieczorami płakała. Winiła siebie i los, iż postawił przed nią takie trudne wyzwanie w tym wieku. Najgorsza była niepewność. Igor pojawił się przed Ludmiłą tak nagle, jak zniknął. Stał w tym samym ciemnogranatowym garniturze, w którym wyjeżdżał. Bez torby, bez walizki. Po prostu stał, podniesionym kołnierzem, ręce w kieszeniach, i patrzył, jak Ludmiła zamiata podwórko. Nie zauważyła go od razu, nie wiedziała, ile już tak stoi, dopóki nie zawołał ją syn. — Igor, Piotrek… — Ludmiła rzuciła miotłę i pobiegła. Kobieta rozłożyła ramiona jak ptak wracający do domu, rzuciła się mężowi na szyję i przytuliła. Igor chwile zwlekał, ale i on przytulił żonę. — Chodźcie do domu, aż się obejmują — mruczał syn niezadowolony. Ludmiła wyczuła to w jego głosie, w stąpaniu po ścieżce. — Piotrusiu, przytul się, nie widziałam cię od wiosny — matka dogoniła syna. — Cześć, cześć. Chodźmy, zimno. — Czemu nie zadzwoniłeś? Mogłabym się przygotować, posprzątać, ugotować… — Mamo, nie po pierogi przyjechałem. Obiecałem. No i jestem. Żona spojrzała na męża, potem na syna. Przeżyła tyle przez te miesiące, iż czuła się jak we mgle. Żywy, zdrowy. Nie chciała wypytywać, tylko go nakarmić, napoić i pozwolić odpocząć. Igor siedział i milczał. — Mamo, usiądź wreszcie. Ale Luda krzątała się po kuchni, stukała talerzami, filiżankami. — Mamo, tatę znalazłem u innej kobiety. Ludmiła spojrzała na syna, potem na męża. Ten siedział z rękami splecionymi na kolanach, głowę spuszczoną, jak nastolatek przyłapany na psocie, chudy i ponury, nie chcący przyznać się do winy. — U jakiej innej? Co się dzieje, Igor? Wszystko, co sobie wyobrażała Luda, to iż mężowi stało się coś złego: okradli go, nie ma pieniędzy na bilet, pobili go i biednie tuła się po obcych miastach. — Nie wrócił do domu, zamieszkał u Zubowej Oli, w domku nad morzem. Nie chciał wracać. Ludmiła patrzyła na męża, mrugała powiekami. — Jak to, nie chciał? — Tak, nie chciałem. Zrozumiałem, iż żyję nie tak. Praca – dom, dom – praca. Weekend na działce. A wolności nie ma. — Aha, wolności! — Luda aż się zaczerwieniła ze złości. — Synku, po co taką porcję wolności tu przytargałeś? Chciałeś mnie upokorzyć? Lepiej jakby powiedział, iż nie żyje, byłoby sprawiedliwiej. Wypłakałam za nim oczy, a on w domku nad morzem… — Wiesz, Luda… może chciałem zacząć nowe życie. — Nie, Igor, ciebie nie nowe życie zaczęcie wzięło, tylko gorące słońce walnęło w łeb, rzuciłeś wszystko i jak ostatni drań ukryłeś się przy innej. Prawdziwy facet wróciłby, rozwiódł się, a potem ruszyłby na wszystkie cztery wiatry. Najpierw byłby szczery z innymi, potem ze sobą. Nie chcę cię widzieć, wyjdź… Igor wstał i przeszedł korytarzem do pokoju. — Nie-e, idź stąd. Jakbyś nigdy nie wrócił! Nie chcę, nie mogę! — krzyknęła Ludmiła, bliska histerii. — Tato, idź, — Piotrek już był w korytarzu. Luda zobaczyła Igora ponownie dopiero po dwóch tygodniach. Znów zamiatała ścieżkę, zgarniała wodę po deszczu z jezdni. Stał na początku domu, w starym płaszczu i śmiesznej czapce. — Luda — zawołał, potem głośniej powtórzył jej imię. Podniosła głowę, spojrzała na niego pustym wzrokiem. On jakby połamał jej ręce i nogi — mogłaby mu wybaczyć, ale podejść i przytulić już nie umie. Igor sam podszedł bliżej. — Zostałem, wróciłem do pracy w zakładzie. Brygadzistą nie chcieli, tylko zwykłym robotnikiem. Przyjmiesz mnie? Podparła się rękami na miotle, spojrzała: — Przyjmę! Ale najpierw papiery rozwodowe, i to pilnie. — Nie wybaczysz? Rozumiem. — No, skoro rozumiesz, po co przyszedłeś? — Kiedy wyjeżdżałem, Ola powiedziała: jak wrócisz, nie wpuszczę cię już. No to wróciłem, Luda, do domu. — Ha, ha, ha! I tam, i tu nigdzie nie jesteś potrzebny, Igor. Bo takich facetów nikt nie chce. I gdyby nie syn, nie wsiadłbyś choćby w pociąg z powrotem. Idź, żyj swoim życiem, jak chciałeś — nie przeszkadzaj mi pracować. Tłuczesz się tu… — i kilka razy przejechała mu po butach miotłą. Odwróciła się i z wściekłością zamieształa dalej. Po pięciu minutach obejrzała się — Igora już nie było. Westchnęła z ulgą, jakby ciężar zrzuciła z ramion. Bała się, iż zostanie, a ona jednak mu wybaczy… Bo tych, co w plecy biją, zwykle broni się własną piersią.
List do przyjaciół: Co dalej z Mikołajem?
– Wnuki widują owoce raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższą karmę! – denerwuje się synowa, zarzucając mi brak serca… Synowa postanowiła mnie zawstydzić tym, iż jej dzieci owoce widują tylko od święta, a ja swoim kotom funduję lepszą karmę niż niejedno dziecko widzi dobrego jedzenia. A przecież dzieci mają ojca i matkę, którzy powinni zadbać o ich dietę, a moje koty mają tylko mnie. Gdy zasugerowałam synowi i jego żonie, iż może powinni przystopować z powiększaniem rodziny, usłyszałam, żeby się nie wtrącać w nieswoje sprawy. No to się nie wtrącam. Karmię swoje koty i słucham, jak synowa uwielbia mnie za moje podejście do rodziny. Ślub syna odbył się, gdy synowa była już w ciąży. Oboje zapewniali, iż ślub jest z wielkiej miłości, a ciąża to przypadek. Prychnęłam z powątpiewaniem, ale na tym skończyłam komentarze – w końcu syn dorósł i odpowiada za swoje decyzje. Synowa przed macierzyńskim pracowała jako kasjerka. Całą ciążę chodziła na L4, bo komunikacja z klientami ją przerastała, a o anielskim charakterze to choćby nie ma co marzyć – kłótliwej natury jej nie brakowało. Na charakter synowej nie zwracałam uwagi, bo mieszkaliśmy osobno. Ja w swoim mieszkaniu, a syn z żoną – na kredycie. Tuż przed ślubem syn sprzedał trzypokojowe mieszkanie (własność moja), kupił sobie kawalerkę, a z resztą pieniędzy wpakował się w kredyt na kolejną trójkę. – Po co ci na razie trójka? Przepłacasz jak za zboże – próbowałam przemówić mu do rozsądku, jeszcze zanim dowiedziałam się o rychłym ślubie. Potem wszystko się wyjaśniło. Syn sam spłacał kredyt – żona, przeważnie na L4 i z widokami na długi macierzyński, pieniędzy nie przynosiła, za to wydawać lubiła. Nigdy im nie starczało. Nie wpychałam się, żeby potem nie być winna wszystkiemu. Syn wybrał tę żonę – najwyraźniej jest zadowolony. Sami mieszkamy osobno, więc o garnki i łazienkę się nie pokłócimy. Niech sobie żyją jak chcą. Mieszkanie syn kupił niedaleko, więc wpadał czasem po pracy na obiad. Synowa nie przemęczała się gotowaniem – według niej mdliło ją na zapachy. Nie zamierzam się spierać – możliwe. Po narodzinach pierwszego wnuka chciałam pomóc synowej, w końcu to jej pierwsze dziecko, ale zostałam odprawiona: sama wszystko ogarnie, rada w internecie lub u swojej mamy. Proszę bardzo, nie zależało mi aż tak. Od tej pory przychodziłam tylko na krótką wizytę, z zabawkami i łakociami, pomocy więcej nie oferowałam. Synowi ledwo starczało na kredyt, żonę i dziecko – ale nie narzekał, był świadomy swoich wyborów. Po cichu kibicowałam, mówiłam, iż jak dziecko podrośnie, żona wróci do pracy i będzie lżej. Ale do pracy synowa wracać nie zamierzała. Gdy starszy wnuk nie miał jeszcze dwóch lat, znów była w ciąży. Zasugerowałam młodym, żeby zwolnili z rozmnażaniem, ale usłyszałam: – Proszę się nie wtrącać! Sami sobie radzimy, pomocy nie oczekujemy! Syn coś bąknął o 500+, które miało być wsparciem. Skoro tak postanowili, nie będę ich pouczać. Nigdy nie miałyśmy z synową dobrych stosunków, a po jej „nie wtrącać się!” już w ogóle przestałyśmy rozmawiać. Wnuka czasem przyprowadzał syn, ja do nich się nie wpychałam. Żyłam swoim życiem, syn z rodziną – swoim. Syn coraz częściej narzekał na brak pieniędzy i nieporozumienia w domu, ale milczałam. Co tu doradzić? Rozwód, zmianę pracy? Jakby to takie proste było. Potem urodził się drugi wnuk, do którego mnie nie dopuścili – choćby z porodówki nie zaprosili. Było mi przykro, ale nie zamierzałam się narzucać. Po raz pierwszy drugiego wnuka zobaczyłam, jak miał siedem miesięcy, na urodzinach starszego. Przyniosłam prezenty i przekąski, wiedząc, iż u młodych krucho z kasą. Usiedziałam chwilę, wyszłam, a synowa paradowała z kamienną miną, jakby robiła mi przysługę (choć przez nogi jej się nie przewracałam…). Nie mam już sił biegać za każdą księżniczką i przekonywać ją do czegokolwiek. Sama z siebie nie zapraszałam się do nich, a oni mnie nie wołali. Utrzymuję kontakt ze starszym wnukiem, którego przyprowadza syn, a do młodszego matka mnie nie dopuszcza. Z pieniędzmi u syna lepiej nie jest. 500+ i kredyt niczego nie załatwiły. Coraz częściej syn skarży się na żonę: nie umie oszczędzać, a on nie jest Krezusem. I znowu milczę. Ostatnio przypadkiem spotkałam synową w Biedronce. Zajrzała do mojego koszyka: – No tak! Wnuki widują owoce tylko od święta, a ona kotom kupuje ekskluzywną karmę, – burknęła i odciągnęła starszego. A czyja to wina, iż ja mogę sobie pozwolić na dobrą karmę dla zwierzaków, a oni dzieciom choćby owocu nie kupią? Wie, iż krucho z kasą, kredyt na karku, syn z pracą też nie najlepiej – a dzieci rodzi jedno za drugim. Niech idzie do pracy i zarobi na owoce dla dzieci! Dlaczego ja mam się tym przejmować? Obstawiam, iż teraz już zupełnie zabroni mi kontaktu z wnukami. Taka ze mnie „zła” babcia, co nie rozdaje wszystkich pieniędzy rodzinie syna. Trzeba używać własnego rozumu, ale – sądząc po wszystkim – ani synowa, ani mój syn go nie używają. To najbardziej przykre…
Tylko kilka punktów, a mówią wszystko. Sprawdź, czym jest skala Bishopa
USA: Noworodek zmarł, bo matka piła w ciąży surowe mleko?
W styczniu zamknięto kolejnych 18 porodówek. "Liczba porodów spada gwałtownie"
Poradziłam Ci, żebyś zatrzymała się po trzecim dziecku. Kupiłam Ci choćby specjalne tabletki, mając nadzieję, iż przemyślisz swoje decyzje, ale moje wysiłki poszły na marne – Ile dzieci zamierzasz jeszcze urodzić? – zapytała moja teściowa z przekąsem. – Proszę, nie używaj sarkazmu. Jesteś tak zdenerwowana, bo Piotr powiedział Ci o mojej ciąży? – odpowiedziała spokojnie Monika. – Oczywiście, iż jestem! Prosiłam Cię, byś się zatrzymała po trzecim dziecku. Kupiłam Ci choćby specjalne tabletki, mając nadzieję, iż się zastanowisz, ale moje wysiłki okazały się daremne – skarżyła się teściowa. – Znamy Twoje zdanie, ale nie chcemy działać wbrew naturze – odpowiedziała Monika. – Żartujecie sobie ze mnie? W takim razie nie macie już co liczyć na moją pomoc! – krzyknęła Maria. Monika już miała coś powiedzieć, gdy nagle zadzwonił telefon. Maria nigdy nie wspierała swoich dzieci. Nie zabierała wnuków do siebie, nie spędzała z nimi czasu i dawała słodycze czy prezenty tylko na urodziny. Pod względem finansowym Monika i Piotr byli całkowicie niezależni. Gdy Monika była w trzeciej ciąży, teściowa próbowała nakłonić ją do aborcji, ale para odmówiła – w końcu Maria pokochała swoją wnuczkę. Potem Monika znowu zaszła w ciążę! Kobieta starała się, by nie okazywać napiętej relacji z teściową przy mężu, o ile ona i dzieci czuli się dobrze. Piotr miał dobrze płatną pracę, Monika pracowała zdalnie na pół etatu. Gdy jej mała firma zaczęła się rozwijać, zatrudniła choćby asystentkę do pomocy przy dzieciach. Wszystko układało się pomyślnie, gdyby nie postawa Marii. Od początku nie akceptowała Moniki, a choćby marzyła, iż syn się z nią rozwiedzie. Nadzieje Marii okazały się płonne. Potem zaczęły pojawiać się dzieci – jedno po drugim. Zdaniem Moniki teściowa sprzeciwia się narodzinom czwartego wnuka, bo oznacza to, iż finanse Piotra będą przeznaczane na rodzinę, a nie na pomoc matce. Dotychczas Maria żyła bardzo wygodnie – syn opłacał jej wizyty u dentysty, zabiegi spa, remonty w domu. Czuła, iż traci wszystko! Nie będzie już wsparcia finansowego. Myśl, iż będzie musiała odmawiać sobie rozmaitych przyjemności, bardzo ją irytowała. Monika starała się ignorować nieustanny negatywizm teściowej, ale wyraźnie odbijało się to na jej samopoczuciu. Jednak mało prawdopodobne, by Maria mogła wpłynąć na decyzję Moniki i Piotra. Oni będą mieli czwarte dziecko! Jak radzić sobie z matką, która aż tak ingeruje w życie swoich dzieci?
„SŁABA KOBIETA BEZ PRZEBIEGU” czyli kim są wyborcy Brauna
Nowa rodzina ważniejsza niż stara – Mamo, poznaj Lenkę, moją narzeczoną – oznajmił Artur od progu, delikatnie obejmując onieśmieloną dziewczynę w talii. – Dzisiaj złożyliśmy wniosek o ślub w urzędzie stanu cywilnego. – Gratuluję – powiedziała zdezorientowana pani Raisa, wycierając ręce w kuchenny ręcznik. Właśnie skończyła szykować kolację. – Wchodźcie, nie stójcie w drzwiach. Była wyraźnie zaskoczona. Artur był jej dumą, jej sensem życia… Zawsze grzeczny, rozsądny chłopak, a tu taka niespodzianka! Postawił matkę przed faktem dokonanym. Raisa poczuła się bardzo dotknięta, iż o tak ważnej decyzji dowiedziała się jako ostatnia. Czy ona by nie zrozumiała potrzeby syna do założenia własnej rodziny? Wręcz przeciwnie – ucieszyłaby się, pomogłaby w przygotowaniach do ślubu… – Mamo, przepraszam, iż wcześniej nic nie mówiłem – wygłosił Artur, nieśmiało obejmując matkę. – Wszystko tak gwałtownie się wydarzyło… Zakochałem się jak dzieciak! Od pierwszego wejrzenia i na zawsze. – A Ty przecież jesteś jeszcze dzieciakiem, czy dwadzieścia pięć lat to wiek na takie decyzje? – uśmiechnęła się Raisa, chowając głęboko urazę. – Porozmawiajmy lepiej o przyszłości. Gdzie chcecie mieszkać? – Na razie u nas, jeżeli nie masz nic przeciwko – Artur odetchnął z ulgą, widząc, iż mama się nie złości. – Potem coś sobie znajdziemy. – Dlaczego miałabym mieć coś przeciwko? – kobieta zdziwiła się pytaniem syna. – Mamy duże mieszkanie, miejsca starczy dla wszystkich. Lenka, nieśmiało stojąc w progu, uśmiechnęła się z zadowoleniem, ale od razu przybrała bardziej neutralny wyraz twarzy. Teraz jej głównym zadaniem było przypodobać się przyszłej teściowej, a charakter pokaże dopiero po ślubie. ****************************************** Wesele było wystawne. Raisa nie szczędziła oszczędności na ukochanego synka. choćby opłaciła młodym wyjazd nad morze – odpoczną, póki mogą. niedługo miało być już mniej czasu w relaks, bo Lenka ogłosiła, iż jest w ciąży. Raisa nie tyle nie akceptowała wyboru syna… Po prostu dziewczyna wydawała się jej podejrzana. Ze wszystkim się zgadza, na każde słowo uroczo się uśmiecha… Siostra Raisy, pani Maria, tylko się z tego śmiała. – Powinnaś się cieszyć z takiej synowej! A jeżeli chodzi o jej zachowanie – poczekaj. Jak poczuje się gospodynią, to pokaże swoje prawdziwe oblicze – spoważniała nagle. – Miej ją na oku, skoro masz przeczucie. Może tylko udaje aniołka przed Arturem, a naprawdę ma rogi. Słowa Marii okazały się prorocze. Po ślubie i wymarzonym wpisie w dowodzie, Lenka zmieniła się nie do poznania. Wykorzystując to, iż Artur spędzał długie godziny w pracy, zaczęła stale podjudzać teściową. Miała dość tupetu, by powiedzieć Raisie prosto w twarz, iż obcy nie mają miejsca w ich rodzinnym gniazdku. Za pierwszym razem Raisa o mało nie spadła z krzesła. To ona była tutaj obca! Tego samego wieczoru poszła do syna, żeby przywołał żonę do porządku. – Mamo, na pewno źle ją zrozumiałaś – zbył ją Artur, nie wierząc, iż jego ukochana mogła tak powiedzieć. – Jest dobra, kochana, najlepsza na świecie! Lenka, słysząc słowa męża, uśmiechnęła się triumfująco. Wszystko szło zgodnie z jej planem. Kilka dni później wybiegła Arturowi naprzeciw ze łzami w oczach. Twierdziła, iż boi się zostawać sama z Raisą w domu – podobno teściowa próbowała ją otruć. – Wiesz przecież – zanosiła się od płaczu – iż mam straszną alergię na miód, a dzisiaj rano przyłapałam twoją mamę, jak dosypywała go do placków! Boję się o siebie! Artur nie wytrzymał i wywołał awanturę. Krzyczał, iż jest dorosły, sam wybierze swoje życie i nie pozwoli krzywdzić swoich najbliższych. Zbladła Raisa nie rozumiała, czemu syn robi jej takie sceny. Na wszelkie pytania odpowiadał pretensjami i tylko podsycał kłótnie. Zrobiło się jej słabo, drżącymi dłońmi wyjęła lekarstwa, ale Artur zdawał się tego nie widzieć i dalej wrzeszczał. Raisa nie wytrzymała, złapała za kurtkę i poszła do siostry. Nie rozumiała, co zrobiła źle, ani dlaczego jej ukochany chłopiec nagle tak się zmienił… Bolało ją to strasznie. Dosięgła tylko kilka metrów od klatki schodowej Marii, gdy całkiem zabrakło jej sił i zemdlała. ****************************************** Minęły dwa tygodnie od pogrzebu Raisy. Artur snuł się jak cień, obwiniając się o wszystko. Lenka próbowała go uspokajać, podając mu szklankę wody. – Kochanie, wiem, jak Ci ciężko, ale musisz myśleć o żywych – mówiła, głaszcząc już widoczny brzuszek. – Nie mogę patrzeć, jak się tak załamujesz. Artur milczał, co dziewczynę bardzo irytowało. Jej plan się powiódł, chociaż nie chciała doprowadzić do tragedii. Miała nadzieję, iż po prostu rozdzielą mieszkanie i tyle. Ale… tak chyba choćby lepiej. Wtem ktoś wszedł do mieszkania. Przyszła Maria, otwierając drzwi swoimi kluczami. – Jak śmie pani przychodzić tu jak do siebie? – warknęła Lenka na nieproszoną gościnię. – Bo właśnie do siebie przyszłam – uśmiechnęła się Maria. – Nie wiedziałaś? To moje mieszkanie. Lenka wypuściła szklankę z ręki. Jak to możliwe? Tyle się namęczyła o to mieszkanie, a wyszło na nic?! – Artur, o co tu chodzi?! – zapytała histerycznie. – Dosłownie to co słyszysz – obojętnie rzucił Artur. – Mama chciała odkupić mieszkanie od cioci Marii, długo na to zbierała… – I wydała wszystko na wasz ślub! – dokończyła Maria. – A ja zamierzałam przekazać mieszkanie waszemu dziecku, ale teraz nie ma mowy. Macie trzy dni. jeżeli się nie wyniesiecie, dzwonię na policję. **************************************************** P.S. Artur został w mieszkaniu cioci. Sam. Lenka jeszcze tego wieczora spakowała rzeczy i wychodząc, oświadczyła, iż dziecko wcale nie jest jego.
Stałaś się taka brzydka, iż na pewno urodzisz córkę” – powtarzała moja teściowa.
Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lila zbliżała się do końca ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec zaczął pić i od tego czasu życie Lili zmieniło się w koszmar. Każdy ranek Lili zaczynał się od wietrzenia mieszkania, sprzątania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się obudzi. — Tato, przecież nie wolno ci pić. Ledwo doszedłeś do siebie po wylewie. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie, przecież jestem ci ciężarem. Jestem straconym człowiekiem, Lila. Niepotrzebnie się urodziłem. Tylko problemy rodzinie przyniosłem, a dzieci odziedziczyły po mnie tylko słabość charakteru i biedę. Wszystko na darmo, córko. Najlepiej pić. Lila, już i tak w złym humorze, złościła się. — Nie wszystko jest na darmo, tato. Inni mają dużo gorzej. — Jak gorzej, córko? Ty wychowywałaś się bez matki. Teraz chcesz urodzić dziecko bez ojca i znów bieda. — Nie zawsze tak będzie, tato. Wszystko może się zmienić w jednej chwili. Lila ze smutkiem wspomniała czasy, gdy była szczęśliwa, przygotowując się do ślubu z Ilją. Tak, świat się zachwiał, ale trzeba żyć. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila wykrzyczała: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom? Przejrzałeś moje rzeczy?! — Wszystko w tym domu należy do mnie — oświadczył ojciec. — Włącznie z emeryturą, którą przede mną chowasz! Moją emeryturą. — I całą przepiłeś? I nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć? — A dlaczego mam myśleć? Jestem chorym człowiekiem. Ty już dorosła, teraz ty się mną zajmuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież wczoraj zostały jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Gdzie to wszystko? Co zjemy na kolację?.. Lila była wstrząśnięta. Usiadła na krześle, zakrywając twarz dłońmi. Nie wiedziała, iż ciotka Natalia w jej nieobecność przesiaduje u nich w domu, upija ojca i wynosi, co się da. Cichą żmiją wkradła się Natalia do ich domu i chciała rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lila przeleżała we łzach. Złamana, głodna, beznadziejnie rozczarowana. Rano ktoś zapukał i weszła Natalia Anatolijewna. W modnym płaszczu, w eleganckich kozakach na obcasie. choćby się nie rozebrała, od razu weszła do mieszkania. — Cześć. Moja koleżanka z MOPS-u mówiła, iż macie długi i niebawem wyłączą wam prąd. Co tu się dzieje, Lila? Może poczęstujesz mnie herbatą? Nie czekając na odpowiedź, Natalia ruszyła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię herbatę, ty jesteś w ciąży, jak moja córka, Swieta… Ale w ogóle nic tu nie ma! Ani cukru, ani herbaty, pustka. Chodźmy do sklepu. Lila nie patrzyła na gościa. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję was. Lepiej się zbierajcie. Natalia nie dała się spławić. — Masz kłopoty? Widzę, iż tak. Pamiętasz, jak proponowałam ci, żebyś zamieszkała u mnie? Teraz już nie proszę, tylko nalegam! Zabieraj rzeczy i jedziemy do mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, a ty choćby nie masz co zjeść! Nie mówiąc o owocach i witaminach… Pakuj się. Lila usiadła, bo zakręciło jej się w głowie. Łzy popłynęły jej po policzkach, Natalia objęła ją: — Posłuchaj, wiem, jak mnie oceniasz. Nie mam u ciebie przebaczenia, moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Chcesz czy nie — zaopiekuję się tobą. Dalej wszystko było, jak we śnie: Natalia pomogła Lili się spakować, zamówiła taksówkę. *** W dniu, gdy zaczęły się skurcze, Natalia Anatolijewna była przy niej cały czas. — Słuchaj mnie, Lila. Uprzedziłam już personel, iż chcesz zrzec się dziecka. Więc, kiedy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przykładaj do piersi. choćby nie patrz. Lila jęknęła z bólu: — Och, ciociu Natalio, wszystko mi jedno… Byle szybciej urodzić. — Pamiętaj, o czym mówiłam — ty sama nie dasz rady temu dziecku. Ja już znalazłam porządną parę, która od razu je adoptuje. Kilka godzin później pojawiła się dziewczynka. — Trzy trzysta, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka zawinęła płaczące dziecko i wyniosła bez pokazania Lili. Ale lekarka spojrzała surowo: — Co to ma być? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a pani choćby nie chce na nią popatrzeć. Pani Jeleno, proszę przynieść dziecko i przyłożyć do piersi matki. Lila zmartwiona, pokręciła głową: — Nie chcę. Nie mam jak żyć, nie chciałam rodzić… są ludzie, którym ta dziewczynka będzie potrzebniejsza, zrzec się chcę, oddadzą ją do adopcji… — Proszę się opamiętać, chociaż spojrzeć na maleństwo. Lila zamknęła oczy, ale poczuła delikatny dotyk na dłoni… Pielęgniarka położyła dziecko obok, maleńka przytulała się i otwierała usta. Lila w końcu spojrzała na córeczkę. Bezbronna, maleńka dziewczynka patrzyła na nią półprzymkniętymi oczkami. Rączkami szukała jej piersi. — No i co, mamusiu? Karmimy maluszka — uśmiechnęła się lekarka. Widząc, jak Lila drży pod wpływem pierwszego wrażenia. — Śliczna dziewczynka, ona właśnie ciebie potrzebuje, nie żadnych obcych rodziców, rozumiesz? Lila zapłakała, obejmując córeczkę i przytuliła ją. Następne dwie godziny Lila odpoczywała już przy dziecku, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Wtedy obudził się jej matczyny instynkt. „Oto sens mojego życia — moja córka. I nieważne, czy Ilja odszedł, czy ojciec pije… Moja córka mnie potrzebuje, więc zostanę z nią”. *** Lila obudziła się od głosu Natalii. Natalia Anatolijewna, narzuciwszy szlafrok, weszła do sali i patrzyła na nią, leżącą w łóżku. — Zapomniałaś, o czym się umawiałyśmy? — zapytała cicho. — Przecież obiecałaś urodzić i zrzec się dziecka. Ja już załatwiłam ludzi, którzy zaraz je zabiorą. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Przecież nie masz pieniędzy, jesteś praktycznie bezdomna, dokąd pójdziesz z dzieckiem? — Do domu. Nie będę więcej was kłopotać. Poradzę sobie. Lila zobaczyła, jak twarz odwiedzającej zmienia się w grymas. — Zwariowałaś?! Z czego będziesz żyć? Chcesz żebrać? Od krzyku Natalii obudziła się dziewczynka, Lila wstała i dotknęła jej. — Nie dotykaj! Ja ją ukołyszę, nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu — ogłosiła Natalia. Lila pokręciła głową: — Tu nie pani ma decydować, to moja córka. Mówię, nie zamierzam się zrzec! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia stała z otwartymi ustami. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka Lili z sali podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Okropność. Dobrze, iż jej nie słuchasz. Masz rację, iż ją wygoniłaś. Jestem Lera. W razie potrzeby pomogę. Dobrych ludzi nie brakuje. — Lila. — Miło poznać, Lila. Wiesz, miałam wrażenie, iż ta kobieta chciała wyciągnąć twoją córeczkę i uprowadzić. Bardzo dziwna osoba. *** Przed wypisem przyszła do Lili Swieta, była przyjaciółka. Czekała na korytarzu, z dużym brzuchem. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła. Swieta usiadła obok. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Córkę. Swieta zaczęła się wiercić. — Wiesz, moja mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoją córkę. — I co? — To bardzo dobrzy ludzie, bogaci, dadzą wszystko, żeby zdobyć malutką. Swieta chwyciła Lilię za rękę: — Oferują milion złotych, wyobrażasz sobie? Kupisz kawalerkę, możesz zacząć nowe życie. — Naprawdę, milion? — Lila pokiwała głową. — Skoro się tak martwisz, to swoje dziecko im sprzedaj. Swieta zrobiła obrażoną minę, ale przez cały czas trzymała Lilię. — Lila, oddaj dziecko mnie! Ja się nią zaopiekuję, ona jest przecież córką Ilji. — Myślisz, iż poradzisz sobie z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lila! Moje małżeństwo się rozpada! Lila zerwała się, chcąc odejść. Swieta złapała ją za rękaw, jej oczy wyglądały na szalone: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść. …Po kilku godzinach do sali wpadł Ilja. Lila odsunęła się od niego. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie! Twoja Swietoczka zaraz rodzi, to tam patrz! — Musimy pogadać, Lila. Od twojego porodu nie mogę sobie znaleźć miejsca. Słuchaj, chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a natychmiast ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem jak ty, nigdy się nie wyrzeknę kogoś, kto mnie naprawdę potrzebuje. Na darmo przyjechałeś, córki ci nie oddam! Ilja zachowywał się dziwnie, nie chciał wyjść. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić beze mnie! I tak zabiorę to, co moje! — Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj mamy o pozwolenie! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła córkę na ręce i poszła do pielęgniarki: — Czy mogłaby pani nikogo więcej do mnie nie wpuszczać? Nie chcę już nikogo widzieć! To nie jest przechodni dom! Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Nie była sama — z nią wychodziła Lera, którą witali mąż i mama. Lila zatrzymała się na schodach, widząc samochód państwa Rezników. Z auta wysiadła matka Ilji, Waleria Jakowlewna, wyciągnęła szyję i podejrzliwie obserwowała Lilię. Lila poczuła zimny dreszcz na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła na nią jak wilczyca przed skokiem. Lera zauważyła minę koleżanki, podeszła bliżej. — Kto to, Lila? — Rodzice Ilji. — Patrzy, jakby cię pilnowała. Dziwne, iż tak cię osaczają, coś tu nie gra. Mówiłam, iż mama przygotowała ci pokój u nas — jedziemy razem. Lila przytaknęła. Też czuła niepokój. *** Mieszkając u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie znalazła miłość — kuzyn Lery, wieczny kawaler Iwan, zaczął ją adorować. Iwan okazał się dobrym człowiekiem, ożenił się z Lilą, adoptował jej córkę i pomagał teściowi. Co do Swiety i Ilji — ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, iż Swieta udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i zwodziła całą rodzinę Rezników. Natalia Anatolijewna, chcąc chronić córkę, przyznała zięciowi, iż Swieta poroniła na wczesnym etapie. I od razu zaproponowała rozwiązanie. — Ilju, nie denerwuj się na moją córkę. No, poroniła, trudno, ale i ty święty nie jesteś — zaraz będziesz miał dziecko na boku. Pomyślałam, iż powinniście zabrać do siebie dziecko Lili. Przecież nie jest wam obce. No i nie mówmy twoim rodzicom o poronieniu, zrobimy, jakby to Swieta urodziła, a potem zabierzemy dziecko Lili i wszyscy pomyślą, iż to córka Swiety. Ilji spodobał się ten plan. Wszystko szło dobrze, póki Lila nie „odbiła”, odmawiając oddania noworodka w szpitalu i stawiając byłą przyjaciółkę i jej matkę w kropce. Matka Ilji, Waleria Jakowlewna, rozczarowana oszustwem synowej, wyrzuciła ją z domu i przymusiła syna do rozwodu.
Prokurator Generalny Teksasu rozprawia się z aborcją pigułkową. Co robią polscy prokuratorzy?
Taniec na rurze z małym dzieckiem? Ona nie widzi w tym problemu. "Na pomysł wpadł mój mąż"
Natalia wracała z zakupów objuczona ciężkimi torbami. Już była pod domem, gdy zauważyła nieznane auto przy swojej bramie. — Kto to może być? Nikogo się nie spodziewam — pomyślała zaskoczona. Podchodząc bliżej, zobaczyła na podwórku młodego mężczyznę. — Przyjechał! — wykrzyknęła z euforią i rzuciła się, by uściskać syna. — Mamo, poczekaj, muszę ci coś powiedzieć — syn nagle się odsunął. — Co się stało? — zapytała z niepokojem Natalia. — Lepiej usiądź — cicho odrzekł Wiktor. Przysiadła na ławce, gotowa na najgorsze…
Jemy dla zdrowia, a WHO ostrzega. Skąd rtęć w rybach? W tych jest jej najwięcej
Wróciłam do domu wcześniej: Zamiast spodziewanych uścisków mąż wysyła mnie ciężarną po zakupy, żeby zdążyć ze sprzątaniem przed „niespodzianką”!
Chciałam zrobić miłą niespodziankę mojemu mężowi – przyniosłam mu obiad do pracy. Gdy podeszłam do drzwi, usłyszałam rozmowę, która złamała mi serce.
Zrobiłaś się taka brzydka, iż na pewno urodzisz córkę” – mówiła moja teściowa.
Fundacja Rodzić po Ludzku z ostrą krytyką porodów na SOR-ach: To rozporządzenie to dno!
Znajomi odkryli, iż wynajmujemy z żoną mieszkanie i teraz chcą się wprowadzić. Jak im delikatnie wytłumaczyć, iż wolimy nie wynajmować przyjaciołom? Trudne rozmowy o granicach
Strata dziecka nie będzie już przeżywana za zasłoną. Białostocki szpital wprowadza realną zmianę
Z życia wzięte. "Po zdradzie zostałam przy nim": Dwa tygodnie po narodzinach dziecka odszedł, zostawiając mnie samą
Zrobiłem test na ojcostwo i przez własną ciekawość straciłem rodzinę – żona odkryła moje podejrzenia i nie pozwala mi widywać się z dziećmi już od pięciu lat
Nieuczciwi naukowcy i ginekolog naciągacz [SKRÓT WYDARZEŃ DNIA]
Dowiedziałam się, iż mój syn zostawił ciężarną dziewczynę. To ja opłaciłam jej adwokata. Gdy poznałam prawdę o tym, co zrobił mój syn, czułam, jakby świat runął mi na głowę. Nie ze wstydu, ale z troski o to biedne dziewczę, które kiedyś widziałam, jak dostarcza zamówienia na skuterze pod palącym słońcem, ze zmęczeniem w oczach i widocznym ciążowym brzuszkiem. Wtedy postanowiłam działać. Pojawiłam się pod jej drzwiami we wtorkowe popołudnie. Otworzyła w roboczym stroju z brzuchem, którego już nie dało się ukryć, i twarzą tak zmęczoną, iż rozdarła mi serce. — Tak? — zapytała ostrożnie. — Jestem matką tego nieodpowiedzialnego chłopaka, który zostawił cię samą — powiedziałam prosto z mostu. — Przyjechałam to naprawić. Jej oczy napełniły się łzami. — Proszę pani, nie chcę problemów… — Nie przychodzę z problemami, kochana. Przychodzę z rozwiązaniami. Znasz najlepszego adwokata od spraw rodzinnych? Już opłaciłam mu honorarium. Jutro masz z nim spotkanie. Zamilkła ze zdumienia. Dodałam jeszcze: — Ten chłopak wyszedł z mojego łona, ale nie z mojego wychowania. Będzie płacił alimenty na to dziecko, choćby musiał pracować na trzy zmiany. I tak się stało. Prawnik zrobił, co trzeba. Kiedy urodziła się moja wnuczka — bo to moja wnuczka, niezależnie od tego, czy syn chce to uznać — pojechałam do szpitala z pieluchami, ubrankami i rozłożonym łóżeczkiem w bagażniku. — Proszę pani, to niepotrzebne… — Potrzebne — przerwałam jej. — Jestem babcią. Syn przestał się do mnie odzywać. Oskarżył mnie o zdradę, o wtrącanie się, o zrujnowanie mu życia. Odpowiedziałam, iż to on zrujnował komuś życie, a ja tylko staram się naprawić szkody. Minęły dwa lata. Młoda kobieta i wnuczka mieszkają ze mną. Ona studiuje wieczorowo na pielęgniarkę, ja zajmuję się małą, i jesteśmy najdziwniejszą, ale też najbardziej zżytą rodziną na osiedlu. Syn przez cały czas nie rozmawia ze mną, ale regularnie płaci alimenty — adwokat jest bardzo skuteczny. Wczoraj, gdy karmiłam butelką dziecko, ona przytuliła mnie od tyłu. — Dziękuję ci, mamo — wyszeptała. „Mamo”. I wtedy zastanowiłam się: czy jest większy dar niż zyskać córkę i wnuczkę, choćby jeżeli na chwilę straciło się syna? Czasem rodzina to nie ci, których urodziłaś, ale ci, których zdecydujesz się chronić. Opowieść o odpowiedzialności, sumieniu i nieoczekiwanej miłości.
List do Starosty Powiatu Lubańskiego Zbigniewa Zjawina w sprawie aborterki Gizeli Jagielskiej
„Zrobiłaś się tak brzydka, iż na pewno urodzisz córkę” – mówiła moja teściowa.
Mój wymarzony mężczyzna porzucił dla mnie swoją żonę, ale choćby nie przypuszczałam, jak wszystko obróci się przeciwko mnie.
"Jestem matką jedynaka. Teściowa nazwała mnie egoistką"
Wizyta ciotki, żona we łzach — Robert budzi się w środku nocy, by otworzyć drzwi ciotce z walizką; chaos rodzinny, ciotka i wujek zajmują łóżko, Robert z żoną lądują na kanapie, a gdy okazuje się, iż ciotka chce u nich zamieszkać na stałe po sprzedaży mieszkania, żona Roberta nie wytrzymuje napięcia i wybucha płaczem, a rodzinne gry emocjonalne prowadzą do nieoczekiwanego finału
Straciłam chęć pomagania mojej teściowej, gdy dowiedziałam się, co zrobiła. Ale nie potrafię jej zostawić. Mam dwoje dzieci, każde z innym ojcem. Starsza córka Sandra ma 16 lat, a jej tata regularnie płaci alimenty i utrzymuje z nią kontakt, mimo iż ma już drugą rodzinę. Mój syn nie miał tyle szczęścia – dwa lata temu mój drugi mąż zmarł nagle w szpitalu i do dziś ciężko mi się z tym pogodzić. W tym trudnym czasie wspierałam mamę mojego zmarłego męża, panią Monikę – była tak samo załamana, bo straciła jedynego syna. Byłyśmy sobie bardzo bliskie, prawie jak przyjaciółki: dzwoniłyśmy do siebie, rozmawiałyśmy o nim, pomagałyśmy sobie. Kiedy byłam w ciąży, teściowa wspomniała raz o teście na ojcostwo, bo zobaczyła taki przypadek w telewizji, ale obie uznałyśmy ten pomysł za absurdalny i temat zniknął. Jednak tego lata pani Monika poważnie zachorowała. Chciałam, żeby zamieszkała bliżej mnie i zaczęłam szukać dla niej mieszkania. Gdy trafiła do szpitala, musiałam znaleźć akt zgonu jej męża – przeszukując dokumenty, natknęłam się na wynik… testu na ojcostwo, który zrobiono, gdy mój syn miał zaledwie dwa miesiące. Oznaczało to, iż teściowa nigdy mi nie ufała! Mimo wszystko podałam jej pomocną dłoń i będę pomagać dalej – nie chcę, by mój syn stracił babcię. Ale dawnej bliskości i zaufania już między nami nie będzie…
– Czemu jesteś tak wcześnie? – zapytał zdezorientowany mężczyzna.
Dwie kreski na teście były jej biletem do nowego życia, a dla najlepszej przyjaciółki przepustką do piekła. Wśród aplauzu zdrajców wypowiedziała sakramentalne „tak”, ale finał tej historii napisał ten, którego wszyscy uznawali za naiwną pionka – i to on odkrył całą prawdę.
Nowa rodzina ważniejsza niż stara: „Mamo, poznaj Lerię, moją narzeczoną” – oświadcza Artur, przytulając nieśmiałą dziewczynę. „Dziś złożyliśmy podanie o ślub w urzędzie.” Zaskoczona pani Raisa zaprasza młodych do swojego mieszkania w Warszawie, choć czuje się dotknięta, iż jako ostatnia dowiedziała się o decyzji syna. Z czasem Leria, po ślubie i wiadomości o ciąży, zaczyna bezczelnie wyganiać teściową, a Artur staje po stronie żony. niedługo osamotniona Raisa trafia do szpitala, z którego już nie wraca. Po jej śmierci Artur wpada w rozpacz i winę. Wtedy pojawia się ciotka Marina – prawdziwa właścicielka mieszkania. „Macie trzy dni na wyprowadzkę, bo pieniądze Raisy poszły na wasz ślub, a lokal miał być dla dziecka” – oznajmia bez litości. Leria znika z życia Artura, a chłopak zostaje sam w obcym mieszkaniu, płacąc wysoką cenę za lekcję o priorytetach w rodzinie.
Dwie kreski na teście były jej biletem do nowego życia i przepustką do piekła dla najlepszej przyjaciółki. Wyszła za mąż przy aplauzie zdrajców, ale finał tej historii napisał ktoś, kogo wszyscy uważali tylko za naiwną pionka.
Rok wyrzeczeń: przez cały rok dawaliśmy pieniądze dorosłemu synowi na spłatę kredytu! Teraz stanowczo mówimy – ani grosza więcej!