Ciąża

Wściekła się na kobietę na sali gimnastycznej. Potem zrozumiała, dlaczego
Trzy lata po tym, jak mąż zostawił mnie dla przyjaciółki, nasze niespodziewane spotkanie na ulicy wywołało uśmiech na mojej twarzy
Żona mojego brata, będąca w ciąży z czwartym dzieckiem, zażądała, byśmy oddali im nasze dwupokojowe mieszkanie, bo „nie mamy dzieci”, a oni będą mieli już czwórkę – i zrobiła mi awanturę, gdy odmówiłam.
– Wnuki owoce widzą raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższą karmę! – denerwuje się synowa, zarzucając mi bezduszność… Synowa chciała mnie zawstydzić tym, iż jej dzieci owoce dostają tylko raz w miesiącu, a ja dokarmiam swoje koty najlepszą karmą. Ale to przecież jej, a nie moje dzieci, i to ona z mężem powinni dbać o ich dietę. Moje koty mają tylko mnie. Gdy zasugerowałam synowi i synowej, iż czasem warto przystopować z powiększaniem rodziny, usłyszałam, iż powinnam zająć się swoim życiem. Teraz tak robię – karmię koty, a narzekań kochającej matki słucham z dystansem.
Demograficzny pat. Rodzi się coraz mniej dzieci, znikają porodówki, kobiety boją się rodzić itd.
Trzy lata po odejściu męża dla przyjaciółki, nasze niespodziewane spotkanie na ulicy wywołało mój uśmiech
Przez godzinę obserwowałam przyszłych rodziców ledwie po maturze – w kolejce do ginekologa, z wyborem imienia z tablicy lekarskiej, żartami o babci w ciąży i kłótnią o pierogi
Romo, Romciu, mamy bliźniaki!” — płakała Tania przez telefon. — Są takie malutkie, ważą tylko po 2,5 kilograma, ale są zdrowe, wszystko w porządku!
Żona mojego brata, będąca w ciąży, zażądała, abyśmy oddali im nasze mieszkanie – mimo iż spłacamy kredyt, nie mamy dzieci, a ona z czwartym dzieckiem w drodze domaga się, byśmy się wyprowadzili i wynajęli od nich własne lokum
„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – wyznała mi moja córka. Moja piętnastoletnia córka ukrywała ciążę aż do piątego miesiąca. Z mężem dowiedzieliśmy się o wszystkim dopiero wtedy – aborcja była wykluczona. Nigdy nie poznałyśmy ojca dziecka – córka twierdziła, iż spotykali się tylko przez kilka miesięcy i już nie mają kontaktu. Byliśmy w szoku, ale staraliśmy się ją wspierać. Poród był trudny, a córka długo dochodziła do siebie, więc rzuciłam pracę, by pomóc jej i wnukowi. Niestety, gdy odzyskała siły, odsunęła się od synka i nie chciała się nim zajmować. Pewnego dnia powiedziała: „Zaadoptuj go, skoro go kochasz – ja chcę być jak siostra! Chcę się bawić, chodzę na imprezy, nie chcę być mamą!” Podejrzewałam depresję poporodową, ale okazało się, iż po prostu nie czuła więzi z dzieckiem. Ostatecznie z mężem przejęliśmy opiekę nad wnukiem, a córka stała się zbuntowana i nieobliczalna. Przez lata nic się nie zmieniało… aż w końcu wszystko się odwróciło: serce mojej córki zmiękło, pokochała synka z całych sił i stała się dla niego czułą mamą. Dziś rodzinna harmonia wróciła do naszego domu – i wszyscy jesteśmy szczęśliwi!
Żona mojego brata w ciąży zażądała, byśmy oddali im nasze mieszkanie – bo skoro nie mamy dzieci, to „nie zasługujemy” na własny kąt
WYBIERAJ: ALBO TWÓJ PIES, ALBO JA! MAM DOŚĆ TEJ PSIEJ WONI! — OŚWIADCZYŁ MĄŻ. ONA WYBRAŁA MĘŻA, ZAWIOZŁA PSA DO LASU… A WIECZOREM USŁYSZAŁA, ŻE ODCHODZI DO INNEJ
Wykorzystujesz naszą babcię! Ona opiekuje się Twoim dzieckiem, a mojego choćby na weekend nie chce wziąć
Wykorzystujesz naszą babcię! Opiekuje się Twoim dzieckiem, a mojego choćby na weekendy nie chce wziąć – historia dwóch sióstr i trudnych rodzinnych wyborów
Żona mojego brata, która w ciąży spodziewa się czwartego dziecka, zażądała, abyśmy oddali im nasze mieszkanie, bo „przecież nie mamy dzieci”, a gdy odmówiłam, oskarżyła mnie o tragedię i cała rodzina się na mnie obraziła
Moja teściowa postanowiła wyprawić swoje urodziny w naszym mieszkaniu – mimo napiętych relacji, małego dziecka i moich obaw, muszę je zorganizować, choć nie czuję się dobrą gospodynią
Wykorzystujesz naszą babcię! Opiekuje się twoim dzieckiem, a mojego choćby w weekendy nie chce – historia rodzinnych dylematów i niezręcznych rozmów, kiedy pomoc babci ratuje sytuację
Drugi potomek — to mąż!
Cicha walka Lilki: Jak młoda studentka chciała oddać córeczkę do adopcji, a wzruszająca interwencja położnej odmieniła ich losy
Romo, Romku, mamy bliźniaki! — płakała Tania do słuchawki. — Są takie malutkie, ważą tylko po 2,5 kilograma, ale są zdrowe, wszystko w porządku!
Żona polskiego pięściarza zmarła w siódmym miesiącu ciąży. Dziecko zostało uratowane
– Wnuki widują owoce raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższą karmę! – irytuje się synowa, oskarżając mnie o brak serca… Synowa zaczęła mnie pouczać, iż jej dzieci jadły owoce tylko raz w miesiącu, a ja swoim kotom funduję dobrą karmę. Problem w tym, iż dzieci mają ojca i matkę, którzy powinni zadbać o ich żywienie, a moje koty mam tylko ja. Gdy powiedziałam synowi i jego żonie, iż może już wystarczy tego “zaludniania Polski”, usłyszałam, żebym się nie wtrącała. Więc się nie wtrącam. Karmię swoje koty i słucham żalów synowej, wielkiej miłośniczki dzieci.
Aborcyjny killing team cieszy się z aborcji, która była tragedią dla celebrytki
Obietnica Denis spokojnie trzymał kierownicę i pewnie prowadził auto trasą do Warszawy, a obok siedział jego przyjaciel Krzysztof; wracali właśnie z delegacji do Łodzi, gdzie szef wysłał ich na dwa dni służbowo. – Krzysiek, ale świetnie nam poszło, wszystkie sprawy załatwione, a umowa podpisana na ogromną sumę, szef będzie zadowolony – Denis uśmiechał się szeroko. – No, miałeś rację, mamy szczęście – potwierdził Krzysztof, kolega z jednej firmy. – Miło wracać do domu, kiedy ktoś tam na ciebie czeka – mówił Denis. – Moja Arletka jest w ciąży, narzeka na mdłości. Bardzo mi jej żal, ale tak bardzo pragnęliśmy dziecka, powiedziała, iż wszystko zniesie dla naszego maleństwa. – Dziecko to szczęście; a my z Mariolką ciągle próbujemy, ale nie udaje się, nie może donosić ciąży. Teraz szykujemy się do drugiej próby in vitro, pierwsza była nieudana – zwierzał się przyjaciel. Z Marią byli małżeństwem od siedmiu lat, bardzo pragnęli dziecka, ale… Denis ożenił się późno, w wieku trzydziestu dwóch lat. Kobiety w życiu miał, ale żadna nie wywołała rewolucji w sercu. Dopiero spotkał Arletę i zakochał się bez pamięci. Gdy Denis przedstawił Arletę Krzysztofowi, a potem poprosił go na świadka ślubu, Krzysztof lekko mu zazdrościł. Arleta była piękną, delikatną kobietą – zrozumiał, dlaczego Denis nie widział świata poza nią. Jesienny deszczyk prószył po szybie auta, od czasu do czasu włączali się wycieraczki, a rozmowa płynęła wesoło. Zatelefonowała Arleta, Denis odebrał. – Cześć, Arletko, tak, jedziemy, będziemy za około dwie godziny. Jak się czujesz? Bez zmian? Nic nie podnoś ciężkiego, przyjadę, wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia, kochanie. Krzysztof słuchał i wyobrażał sobie Arletę, jak czeka na Denisa. Przypomniał sobie, iż Maria nigdy nie dzwoni, nie martwi się o niego – uważa, iż jest przywiązany do niej bezwarunkowo. Maria była inna – dom, praca, wszystko według planu. Nagle Denis gwałtownie skręcił – na ich pas wypadł dostawczy Peugeot. Kolizja była nieunikniona, ale w ostatniej chwili Denis uderzył samochodem w słup po swojej stronie i wypadli za trasę. Krzysztof odzyskał świadomość, głowa bolała, z ręki sączyła się krew, drzwi od jego strony były otwarte. Spojrzał na Denisa – ten nie dawał oznak życia. Ludzie podbiegli, inne auta zatrzymywały się na poboczu. Krzysztof leżał obok auta na mokrej trawie, czekał na karetkę. Denisa wyciągnięto z pojazdu i położono na noszach. Krzysztof zdążył się nad nim pochylić, a Denis wyszeptał: – Pomóż Arlecie… Zabrano ich do szpitala, Krzysztof miał pęknięcie ręki i ciężkie wstrząśnienie mózgu, był przytomny. Pytał medyków: – Co z Denisem, moim przyjacielem? niedługo pielęgniarka oznajmiła: – Denis zmarł… Krzysztof był kompletnie załamany. Na pogrzebie nie mógł być obecny; Maria przyjechała o wszystkim opowiedzieć – żona Denisa nie mogła przestać płakać, nie wierzyła, iż męża już nie ma, ledwie stała przy jego trumnie. Po wyjściu ze szpitala Krzysztof pojechał z Marią na cmentarz, długo stali przy grobie przyjaciela, w myślach obiecał mu: – Nie martw się, przyjacielu, twojej żony nie zostawię, pomogę, jak prosiłeś… Po dwóch dniach pojechał do Arlety, zadzwonił dzwonkiem. Arleta wybuchła płaczem na jego widok. – Jak mam żyć bez niego? Nie umiem pogodzić się z tym, iż już go nie ma. – Arletko, obiecałem Denisowi, będę ci pomagać. Razem przez to przejdziemy. Dzwoń do mnie, mów, czego potrzebujesz, będę cię odwiedzał. Czas płynął. Arleta, chociaż wciąż wystraszona, powoli dochodziła do siebie, bardzo bała się utraty ciąży przez stresy – lekarz też ostrzegał. Krzysztof wpadał do niej dwa razy w tygodniu, kupował zakupy w supermarkecie, witaminy, czasem zawoził ją do przychodni. Arleta nie nadużywała jego życzliwości, prosiła tylko w razie konieczności. – Krzysiek, niezręcznie mi, iż poświęcasz mi tyle czasu. – Dla mnie to nic trudnego, szczególnie iż obiecałem Denisowi. Krzysztof miał do Arlety mieszane uczucia. To była kobieta z jego marzeń, jednak okoliczności przytłaczały go. W tym czasie Maria i Krzysztof znów chodzili do lekarzy i robili badania, wracały rozczarowania… Bezpłodność była ich codziennym bólem. Maria nie wiedziała, iż mąż pomaga Arlecie – nie tłumaczył jej niczego. W telefonie Arletę zapisał pod nazwą „Fundacja”, bo przewidywał, iż żona może sprawdzać, kto dzwoni. Po drugiej nieudanej próbie in vitro w małżeństwie pojawiło się napięcie. Maria podejrzewała, iż to Krzysztof jest winny, on już nie miał siły się tłumaczyć. Maria zauważyła, iż mąż dziwnie się zachowuje, bywa roztargniony, czasem rozdrażniony, nagle znika z domu z jakichś powodów. O zdradę go jednak nie podejrzewała, w ich intymnym życiu nie było źle. Krzysztof wiedział, iż w życiu prywatnym nie wszystko mu się układa, ale zawodowo odnosił sukcesy – wrócił do projektu, który zaczynali z Denisem, skończył go i podpisał wielki kontrakt. Im bardziej zbliżał się termin porodu, tym Arleta stawała się bardziej bezradna. Jej rodzice mieszkali daleko – w Bieszczadach, nie miała w Warszawie nikogo bliskiego. Męczyły ją bóle głowy, puchły nogi, ale nie narzekała nadmiernie Krzysztofowi. Pewnego razu zastał ją, jak stała na drabinie, próbując zawiesić nowe zasłony. – Wymyłam okno i zakładam zasłonki – powiedziała wesoło. – Arleta, natychmiast schodź! – stanowczo rozkazał Krzysztof, patrząc na jej duży brzuch. – Gdybyś upadła, mogłoby się źle skończyć – to nie żarty. Pomógł jej zejść, byli blisko siebie, Krzysztof poczuł dreszcz. – Dziękuję, Krzyś – powiedziała, po czym pobiegła do łazienki, bo mdłości znów się odezwały. Krzysztof wytarł pot z czoła, myśląc: – Denis, widzisz to stamtąd? Sam prosiłeś, żebym pomagał… Następnym razem Arleta poprosiła: – Krzysztof, może pomógłbyś urządzić pokój dziecięcy? Potem nie będę miała czasu. Widziałam w sklepie fajne tapety dla dzieci. Krzysztof musiał wziąć się za remont dziecięcego pokoju – nie mógł pozwolić, by ciężarna Arleta robiła to sama. Remont wykonywali razem; Arleta głównie podawała narzędzia i wspierała go na duchu. Remont skończony. Krzysztof czuł się rozdarty – z jednej strony pogrążona w depresji żona, ciągle przeżywająca nieudane leczenie, z drugiej – Arleta, która zbliżała się do terminu porodu. Maria wyczuwała, iż aby ocalić małżeństwo, musi się czymś zająć – napisała kilka artykułów do gazet. Jeden znany miesięcznik zaproponował jej stałą rubrykę – była szczęśliwa, gdy przyszło wysokie honorarium. Do domu wróciła radosna z torbą pełną smakołyków i dwiema butelkami wina. – Co się dzieje? Świętujemy coś? – zapytał Krzysztof po powrocie z pracy. – Tak, dostałam niezły przelew, trzeba to uczcić. Od dawna o tym kontrakcie marzyłam. Rozłożyła w kuchni przystawki, postawiła butelkę wina, a w telewizji leciał ich ulubiony film. Pili ze sobą powoli, próbując wskrzesić dawną bliskość. Nagle zadzwonił telefon Krzysztofa. Maria zerknęła mu przez ramię – na ekranie wyświetliła się „Fundacja”. Mąż poszedł gwałtownie do kuchni. – Co się stało? – spytał. – Krzyś, przepraszam, chyba zaczynam rodzić… Już wezwałam karetkę. – To chyba jeszcze za wcześnie? – Siódmy miesiąc, zdarza się. – Słyszał, jak mówi przez ból. – Dobrze, przyjadę do szpitala. gwałtownie się ubrał, a Maria patrzyła na niego z niepokojem. – Wyjeżdżasz? – Tak – na poczekaniu wymyślił historyjkę. – Szef dzwonił, muszę pilnie rozwiązać coś z Fundacją. Dam znać potem, uwierz mi, tak trzeba… Ale Maria nie wierzyła. – Jaka Fundacja, jaki szef… Krzysztof mnie zwodzi. Krzysztof wybiegł z klatki, wsiadł w samochód i pojechał do szpitala. Na miejscu dowiedział się, iż Arleta już była na oddziale. Czekał dwie godziny, po czym pielęgniarka oznajmiła: Arleta urodziła synka. Krzysztof odetchnął z ulgą, wrócił do domu wykończony, pomyślał: – Na szczęście wszystko dobrze, bardzo się bałem. Maria nie spała, spojrzała na niego z wyraźnym podejrzeniem, widziała zmęczenie i wyczerpanie. – Twoja Fundacja cię wykończyła, co? Krzysztof ciężko opadł na kanapę, nie zdejmując kurtki. – Tak, Mario, Arleta urodziła syna. Obiecałem Denisowi jej pomagać. Jest całkiem sama – powiedział szczerze. – Wszystko jasne… – Maria wyszeptała – Teraz będziesz pomagać Arlecie wychowywać jej syna, tak? – Tak – przyznał Krzysztof. – W porządku. Jak mnie znasz, nie będę tego tolerować, nie zaakceptuję, iż tracisz dla obcych dziecka swój czas, gdy my nie możemy mieć własnego. Złożę pozew o rozwód, a ty rób, co chcesz. Może jeszcze poznam kogoś, może zdążę urodzić dziecko. Krzysztof zaskoczony spojrzał na nią. Zrozumiał, iż Maria wini go za bezdzietność. – To twoje prawo, Mario, nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Arlecie i jej dziecku. Upłynęło trochę czasu. Maria złożyła pozew o rozwód. Krzysztof przeprowadził się do Arlety i pomagał z małym Dawidkiem. Po jakimś czasie wzięli ślub, a po dwóch latach urodziła się im córeczka. Dziękuję za przeczytanie, za subskrypcję i wsparcie. Życzę Wam szczęścia!
Trzy lata po tym, jak mąż zostawił mnie dla mojej przyjaciółki, nasze niespodziewane spotkanie na ulicy wywołało uśmiech na mojej twarzy
Żona spakowała rzeczy i zniknęła bez śladu – „Przestań udawać świętą. Wszystko się ułoży. Kobiety gwałtownie się uspokajają. Najważniejsze, iż mamy syna, ród trwa.” Danka milczała. „Gosia,” Danka pochyliła się, zniżając głos do szeptu, „ty mi tydzień temu powiedziałeś, iż 'zabezpieczyłeś się’ przed ciążą Marysi. Co to znaczy?” Gosiak odłożył widelec i oparł się na oparciu krzesła. „To znaczy właśnie to. Przez pięć lat zawracała mi głowę – 'nie jestem gotowa’, 'kariera’, 'może później’. A kiedy później? Mam trzydzieści dwa lata, Dan. Chciałem potomka. Normalną rodzinę jak ludzie. Więc… podmieniłem jej tabletki.” Danka zaniemówiła. „Powiedziałeś jej o tym? Kiedy?” – „Tego dnia, kiedy odeszła,” burknął Gosiak. „Zaczęła krzyczeć. To jej powiedziałem – przyzwyczajaj się, kochanie, sama tego chciałaś, ja tylko pomogłem. Myślałem, iż się uspokoi, zrozumie, iż nie ma gdzie pójść. A ona… porąbana jakaś. Chwyciła torbę i po prostu wyszła.”
Rodzice kontra bezdzietni – kto jest bardziej zmęczony? Komentarz babci to złoto
Ucieczka przed Różanowłosym: Mroczna historia Liki, zakazanych kolorów i tajemnicy zamkniętych drzwi – Opowieść o obsesyjnej miłości, blond włosach i Anżelice, która nigdy nie powinna się narodzić
Zróbcie to sami, jakoś się uda
Pani, proszę, niech się Pani nie złości… ale czy mogłaby mi Pani podarować jeden z tych pięknych obwarzanków? zapytała nieśmiała staruszka sprzedawczyni w piekarni.
Nagrody Artventowe
Na urlop niech jedzie Igor, a ty wracaj do pracy” – powiedziała teściowa
Nepal staje się krajem bez kobiet. Selektywna aborcja eliminuje dziewczynki na masową skalę
Mądra Żona: Siła miłości i mądrości w polskiej rodzinie
Co my tu robimy? Czemu włazimy do cudzego domu?
Nowa rodzina ważniejsza niż stara: – Mamo, poznaj Lerkę, moją narzeczoną – oznajmił Artur od progu, czule obejmując nieco zawstydzoną dziewczynę. – Dzisiaj złożyliśmy wniosek o ślub cywilny. – Gratuluję – odpowiedziała z wyraźnym zaskoczeniem pani Raisa, wycierając ręce w kuchenny ręcznik właśnie po ugotowaniu obiadu. – Wchodźcie, nie stójcie tak w drzwiach! Kobieta była wyraźnie zaszokowana. Artur był przecież jej dumą, całym jej światem… Chłopak grzeczny, uczynny – a tu takie wiadomości podane w ten sposób! Postawił matkę przed faktem dokonanym. Raisa poczuła się dotknięta. Czyżby była kimś obcym, kto nie zrozumiałby potrzeby syna do założenia rodziny? Przecież by się cieszyła, pomogła z weselem… – Mamo, przepraszam, iż wcześniej nic nie mówiłem – odezwał się syn, nieporadnie ją obejmując. – Wszystko tak gwałtownie się wydarzyło… Zakochałem się jak dzieciak! Od pierwszego wejrzenia – na zawsze. – Oj, przecież ty przez cały czas jesteś dzieciak, dwadzieścia pięć lat to żaden wiek! – uśmiechnęła się Raisa, chowając w głębi duszy żal. – Lepiej porozmawiajmy o przyszłości. Gdzie będziecie mieszkać? – Na razie u nas, jeżeli nie masz nic przeciwko – odetchnął z ulgą Artur. – Potem coś kupimy. – A dlaczego miałabym mieć coś przeciwko? – kobieta wręcz się zdziwiła. – Przecież mamy duże mieszkanie, miejsca dla wszystkich wystarczy. Zawstydzona dziewczyna na progu uśmiechnęła się zadowolona, gwałtownie jednak przybrała bardziej neutralną minę. Teraz najważniejsze – przypodobać się przyszłej teściowej, na resztę będzie czas później. ****************************************** Wesele było wystawne. Raisa dla ukochanego synka nie szczędziła grosza, sięgnęła po długo zbierane oszczędności. Zapłaciła młodym choćby za podróż nad polskie morze – zasłużony odpoczynek przed nadchodzącymi zmianami, bo Lera oznajmiła, iż jest w ciąży. Raisa wyboru syna specjalnie nie akceptowała… Dziewczyna wydawała się jej podejrzana. Na wszystko się zgadzała, na każdy temat uśmiech… Na żale Raisy, jej siostra Maryla tylko się roześmiała. – Uważaj, żebyś nie miała złotej synowej! A co do jej postawy – poczekaj. Jak się poczuje panią domu, pokaże rogi. – Dodała nagle poważnie: – Miej ją na oku, jeżeli masz złe przeczucia. Może tylko udaje anioła przy Arturze, a naprawdę to niezły diabeł. Słowa Maryli okazały się prorocze. Lera po ślubie zmieniła się nie do poznania. Kiedy Artur całe dnie pracował, ona systematycznie zatruwała życie teściowej. Miała na tyle tupetu, by prosto z mostu stwierdzić, iż obca osoba nie ma miejsca w ich gnieździe. Raisa usłyszawszy to, ledwie nie spadła z krzesła. To ona jest teraz obca?! Tego wieczoru poszła do syna, prosząc o reakcję na zachowanie żony. – Mamo, pewnie źle zrozumiałaś – zignorował to Artur, nie wierząc, iż ukochana mogłaby coś takiego powiedzieć. – Ona jest dobra, kochana, najlepsza! Lera, słysząc to, tylko triumfalnie się uśmiechnęła. Wszystko idzie zgodnie z planem. Po kilku dniach przywitała męża z pracy zapłakana. Twierdziła, iż boi się zostawać w mieszkaniu z Raisą, bo ta próbowała ją zabić. – Sam wiesz – mówiła przez łzy – iż mam okropną alergię na miód. Tej nocy nie spałam, chciałam pomóc twojej mamie z przygotowaniem śniadania. Podchodzę do kuchni, a ona do naleśników dodaje miód! Boję się jej! Artur wybuchł i pobiegł wyjaśnić sprawę z matką. Krzyczał, iż już nie jest dzieckiem, sam wybiera swoje życie, nie pozwoli skrzywdzić najbliższych i tym podobne. Raisa nie rozumiała o co chodzi synowi. Wszelkie pytania odbierał z agresją – nie dało się dojść do ładu. Zrobiło jej się słabo, drżącymi dłońmi sięgnęła po lekarstwo, ale Artur jakby tego nie widział – dalej krzyczał. Raisa w końcu się poddała, sięgnęła po kurtkę i poszła do Maryli. Nie rozumiała, co zrobiła źle… Było jej przykro i bolało. Zatrzymała się kilka metrów od bloku siostry, ale z każdą chwilą czuła się coraz gorzej, aż straciła przytomność. ****************************************** Minęły dwa tygodnie od pogrzebu Raisy. Artur był załamany i obwiniał się o wszystko. Lera próbowała go pocieszyć, podsuwając mu szklankę wody. – Kochanie, wiem, jak ci ciężko, ale trzeba myśleć o żywych – mówiła, głaszcząc się po widocznym brzuchu. – Patrzę na ciebie i sama się źle czuję. Artur milczał, co Lerkę niesamowicie irytowało. Jej plan się powiódł, choć nie chciała aż takiej tragedii. Liczyła, iż tylko wymienią z Raisą mieszkanie i tyle. Ale… Tak naprawdę, to lepiej dla niej. Nagle ktoś wszedł do mieszkania. Przyjechała Maryla, otwierając drzwi własnym kluczem. – A pani łaskawie jak tutaj wchodzi, jak do siebie?! – rzuciła ze złością Lera. – Bo właśnie weszłam do siebie – zaśmiała się Maryla. – Nie wiedziałaś? To mieszkanie należy do mnie. Szklanka wysunęła się z ręki Lery. Jak to? Poświęciła tyle czasu w tę walkę, dla mieszkania – i wszystko na darmo? – Artur, o co chodzi?! – wykrzyczała do męża. – To znaczy tyle – odpowiedział bez wyrazu Artur – Mama chciała wykupić to mieszkanie od cioci Maryli, długo na to oszczędzała… – I wszystko wydała na wasz ślub! – dokończyła kobieta. – Miałam już napisać darowiznę na wasze dziecko, ale teraz – nie doczekacie się. Macie trzy dni na wyprowadzkę. Jak nie, dzwonię po policję. **************************************************** P.S. Artur został sam w mieszkaniu cioci. Lera tego samego wieczoru zebrała swoje rzeczy i, rzucając, iż dziecko to wcale nie jego, zniknęła bez śladu.
Mądra Żona: Kobieta, Która Potrafi Utrzymać Rodzinę w Równowadze
Ela zdradziła swojego męża tylko raz, przed ślubem. On nazwał ją grubą i powiedział, iż nie zmieści się w suknię ślubną.
Żona mojego brata w ciąży zażądała, byśmy oddali im nasze dwupokojowe mieszkanie – bo mają już troje dzieci, czwarte w drodze, a my „nie wykorzystujemy” swojego lokum, więc powinniśmy wynająć coś mniejszego dla siebie
Płód nie jest pacjentem, bo do nas nie przychodzi – szokujące twierdzenie w szpitalu na Zaspie
Sala porodowa w centrum medycznym była niespotykanie zatłoczona. Mimo iż wszystkie wskaźniki wskazywały na całkowicie prawidłowy poród, wokół zgromadziło się dwanaście lekarzy, trzy starsze pielęgniarki, a choćby dwóch kardiologów dziecięcych.
Na urlop niech jedzie Marek, a ty wracaj do pracy” — powiedziała teściowa
Mądra Żona: Siła Kobiecej Mądrości w Życiu Codziennym
Kochamy nasze wnuki całym sercem, ale nie mamy już siły ich utrzymywać – historia babci, która z mężem poświęciła wszystko dla córki i jej dzieci, aż zabrakło jej zdrowia i cierpliwości
Udajemy, iż nas nie ma, aby uniknąć wizyt wnuków
List do przyjaciół: „Mamo, pani kazała mi się dotykać…” – tak mają wyglądać zajęcia w przedszkolu?
Niespodziewany poród. Myślała, iż to wyrostek. 45 minut później została mamą
Dwie kreski na teście były jej przepustką do nowego życia, a biletem do piekła dla najlepszej przyjaciółki. Wyszła za mąż wśród braw zdrajców, ale finał tej historii napisał ten, którego brali za naiwną pionka.
Obsesja na punkcie ocen może zniszczyć dziecko. Prowadzi do perfekcjonizmu i lęków
Żona mojego brata, w czwartym miesiącu ciąży i z trójką dzieci, zażądała, byśmy oddali im naszą dwupokojową własnościową kawalerkę, bo sami dzieci jeszcze nie mamy – groziła choćby utratą ciąży, gdy odmówiłam