Ciąża

Ela zdradziła swojego męża tylko raz, przed ślubem. On nazwał ją grubą i powiedział, iż nie zmieści się w suknię ślubną.
Żona mojego brata w ciąży zażądała, byśmy oddali im nasze dwupokojowe mieszkanie – bo mają już troje dzieci, czwarte w drodze, a my „nie wykorzystujemy” swojego lokum, więc powinniśmy wynająć coś mniejszego dla siebie
Płód nie jest pacjentem, bo do nas nie przychodzi – szokujące twierdzenie w szpitalu na Zaspie
Sala porodowa w centrum medycznym była niespotykanie zatłoczona. Mimo iż wszystkie wskaźniki wskazywały na całkowicie prawidłowy poród, wokół zgromadziło się dwanaście lekarzy, trzy starsze pielęgniarki, a choćby dwóch kardiologów dziecięcych.
Na urlop niech jedzie Marek, a ty wracaj do pracy” — powiedziała teściowa
Mądra Żona: Siła Kobiecej Mądrości w Życiu Codziennym
Kochamy nasze wnuki całym sercem, ale nie mamy już siły ich utrzymywać – historia babci, która z mężem poświęciła wszystko dla córki i jej dzieci, aż zabrakło jej zdrowia i cierpliwości
Udajemy, iż nas nie ma, aby uniknąć wizyt wnuków
List do przyjaciół: „Mamo, pani kazała mi się dotykać…” – tak mają wyglądać zajęcia w przedszkolu?
Niespodziewany poród. Myślała, iż to wyrostek. 45 minut później została mamą
Dwie kreski na teście były jej przepustką do nowego życia, a biletem do piekła dla najlepszej przyjaciółki. Wyszła za mąż wśród braw zdrajców, ale finał tej historii napisał ten, którego brali za naiwną pionka.
Obsesja na punkcie ocen może zniszczyć dziecko. Prowadzi do perfekcjonizmu i lęków
Żona mojego brata, w czwartym miesiącu ciąży i z trójką dzieci, zażądała, byśmy oddali im naszą dwupokojową własnościową kawalerkę, bo sami dzieci jeszcze nie mamy – groziła choćby utratą ciąży, gdy odmówiłam
– A co my tu robimy? Czemu włazimy do cudzego domu?
Sąsiedzi z naszej kamienicy postanowili pokazać, kto tu naprawdę rządzi – i to zupełnie bez powodu!
Anioł Stróż w polskiej tradycji – Ochrona i tajemnice niewidzialnych pomocników
Rolnik jechał konno z narzeczoną… i zamarł na widok swojej ciężarnej byłej żony targającej drewno… Jan spokojnie jechał konno przez wieś ze swoją nową narzeczoną, gdy zobaczył ją — swoją byłą żonę, Annę, niosącą drewno do stodoły z pokaźnym, siedmiomiesięcznym brzuchem. W ułamku sekundy, licząc lata i miesiące, Jan poczuł, jak krew w żyłach zamarza. Ten dzieciak, to dziecko było jego, a on nie miał o tym bladego pojęcia. Były czasy, gdy rozwody były społecznym skandalem. Rozstanie oznaczało wstyd dla obu rodzin, rozwódki pokazywano palcami na rynku, a rozwodnicy spotykali się z podejrzliwością. Ale bywały też wyjątki, rozwody nie z powodu zdrady czy przemocy, a zwyczajnej niezgodności dwóch dobrych osób o różnych pragnieniach. Jan i Anna byli właśnie takim przypadkiem. Wzięli ślub młodo — on miał 26 lat, ona 23. Przez pierwsze lata myśleli, iż są zakochani. Razem prowadzili rodzinną posiadłość odziedziczoną po ojcu Anny: 10 hektarów żyznej ziemi, sady, pole, skromny dom, ale pełen ciepła. Anna kochała tę ziemię całym sercem. Wstawała z pierwszym pianiem koguta, znała każdy owocowy drzew, każdą ścieżkę, każdy kamień. To jej wystarczało, dom, praca i miejsce do życia. Ale Jan chciał więcej. Marzył o rozwoju, kupnie kolejnych hektarów, interesach w mieście, zatrudnieniu ludzi, budowie czegoś, co przetrwa pokolenia. “Mamy dość, po co ci więcej?” pytała Anna. “Bo chcę zbudować coś wielkiego, coś co zostanie po nas” — odpowiadał. “To, co mamy, też może przetrwać pokolenia, jeżeli o to zadbamy”. ale Jan nie słuchał, Anna nie ustępowała. Kłótnie stawały się coraz bardziej dotkliwe, choć nigdy brutalne. Każde ciągnęło w swoją stronę, aż pewnej nocy po ośmiu latach związku, usiedli naprzeciwko siebie z pustym wzrokiem. “Nie możemy tak dalej”, powiedział zmęczonym głosem Jan. “Wiem”, odpowiedziała Anna ze łzami w oczach, “ty chcesz jednego, ja drugiego i żadne z nas nie chce się zmieniać”. “Nie, nie chcemy się zmieniać”. “Co więc zrobimy?” Anna wzięła głęboki oddech. “Rozwiedziemy się spokojnie, bez żalu, bo jeszcze jest między nami szacunek”. Tak zrobili. Rozwód przebiegł w zgodzie. Jan oddał Annie gospodarstwo, zabrał swoją część oszczędności i ruszył w swoją stronę. Anna została na ziemi, Jan przeniósł się do pobliskiego miasta, zaczął inwestować, kupować kolejne działki, spełnił swoje marzenie. Trzy tygodnie po rozwodzie poznał Martę — córkę bogatego ziemianina, piękną, wykształconą, oraz co najważniejsze, mającą podobne ambicje jak on. Po pół roku się zaręczyli. Jan był przekonany, iż tym razem znalazł kogoś, kto go rozumie, z kim do końca życia będzie zdobywać świat wielkich biznesów. Nie wiedział, iż Anna trzy tygodnie po rozwodzie odkryła, iż jest w ciąży. Nie wiedział, iż próbowała u niego być, żeby powiedzieć mu o dziecku. Nie wiedział, iż gdy Anna zapukała do jego mieszkania, Marta otworzyła drzwi i chłodno oznajmiła: “Jan nie chce cię widzieć. Buduje nową przyszłość bez ciebie”. Anna ze złamanym sercem i urażoną dumą uznała, iż skoro on wymienił ją w trzy tygodnie, ona może wychować dziecko sama. Od tamtej pory nie wróciła. Przez kolejne osiem miesięcy Anna pracowała na polu, jej brzuch rósł, ludzie ze wsi patrzyli z współczuciem, niektórzy z pogardą. Ale trzymała głowę wysoko. Miała pomoc sąsiada — pana Adama, wdowca po sześćdziesiątce, dobrego człowieka, który pomagał jej przy najcięższych pracach. Wiejska położna, pani Krystyna, regularnie kontrolowała jej stan. Dziecko było zdrowe — Anna też. I wtedy, w pewien wiosenny dzień, gdy słońce świeciło, a powietrze miało zapach kwitnących jabłoni, Jan jechał z Martą przez wiejskie pola, pokazywał jej okolicę, plany nowych zakupów. Zobaczył Annę, idącą z domu do stodoły z ramionami pełnymi drewna i ogromnym brzuchem. Jan szarpnął wodze. Koń stanął dęba. Marta spojrzała zaskoczona. “Co się stało?” Jan nie odpowiadał. Nie spuszczał wzroku z Anny. Ona go nie zauważyła, skupiona, by nie potknąć się o korzeń. Jan błyskawicznie liczył miesiące… Osiem miesięcy po rozwodzie, siedem miesięcy ciąży, może prawie osiem? To dziecko było jego. On nie miał pojęcia. jeżeli chcesz poznawać takie historie, subskrybuj nasz kanał i napisz, skąd nas oglądasz — razem przejdziemy ścieżki, które ukształtowały duszę naszej polskiej ziemi. Jan zsiadł z konia bez słowa. Nogi się pod nim uginały. Marta zeszła również, zdezorientowana. “Jan, co się dzieje? Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha!”. Ale Jan już szedł gwałtownie w stronę Anny. Ona zauważyła go w połowie drogi, zatrzymała się. Na jej twarzy przemknął cień zaskoczenia, potem coś głębszego — lęk, złość, wstyd. Jan podszedł blisko niej, spojrzał na brzuch, potem na twarz. “Anna…”. Unieśli podbródki z dumą. “Jan, domyślasz się”, sarknęła Anna. “Od kiedy jesteś…?” “Prawie osiem miesięcy”. Jan znowu liczył i czuł, iż łamie się w środku. “To… moje”. Nie pytał, stwierdził. Anna milczała, ale odpowiedź była w jej oczach. “Dlaczego mi nie powiedziałaś?” Głos się jej łamał. “Próbowałam.” “Kiedy?” “Nie przyszłeś.” “Przyszłam trzy tygodnie po rozwodzie. Zapukałam. Twoja narzeczona otworzyła. Powiedziała, iż jesteś zajęty budowaniem nowego życia. Bez mnie.” Marta stała w oddali, ale wystarczająco blisko, żeby słyszeć. W jej oczach pojawiło się coś nowego — poczucie winy. “Bo tak powiedziałaś…” — Jan wykrztusił. “To prawda. Nie chciałam, żeby wracała. Ty budowałeś nowe życie, nie potrzebowałeś się oglądać w przeszłość.” “To nie była twoja decyzja. Anna była w ciąży z moim dzieckiem!” “Nie wiedziałem…” “Wyglądała na skrajnie zdesperowaną. Myślałam, iż chce cię odzyskać.” Anna upuściła drewno, zacisnęła pięści. “Nie chciałam cię odzyskać — chciałam powiedzieć, iż jestem w ciąży! Ale kiedy zobaczyłam, iż tak łatwo mnie wymieniłeś, stwierdziłam, iż nie musisz nic wiedzieć.” “Musiałem wiedzieć. To moje dziecko!” Anna gorzko się uśmiechnęła. “Nie jest tylko twoje. To ja noszę je przez osiem miesięcy. Ja pracuję, by zapewnić mu przyszłość, ja nie śpię nocami, czując kopnięcia. Ty? Byłeś zbyt zajęty ‘nowym życiem'”. “Bo nie wiedziałem!” “Można było wiedzieć, gdybyś nie ruszył się tak szybko. Trzy tygodnie, Jan, wystarczyło…” “Nie byłem gotowy…” Marta przerwała chłodno: “Nie jestem zamiennikiem, tylko lepszą wersją”. Anna spojrzała na nią z pogardą. “Lepsza, co manipuluje i kłamie? Bardzo szlachetna…” Jan podniósł ręce: “Wystarczy! Obie — to za dużo.” Spojrzał na Annę. Dopiero teraz dostrzegł ile przeszła. Była chudsza, zmęczona, miała nowe odciski. Ubranie proste, zacerowane. Poczuł wstyd i przytłaczającą winę. “Anna, pozwól mi pomóc — finansowo, pracą, czymkolwiek…” “Nie potrzebuję niczego od ciebie.” “Przecież widzę. Jesteś w ciąży, dźwigasz drewno. To niebezpieczne…” “To moja ziemia, mój dom, moje dziecko.” Anna zamknęła oczy, oddychając głęboko. “To był nasz syn. Teraz jest mój. Bo wybrałam, by go mieć sama i sama go wychowam.” “Nie możesz…” “Mogę i zrobię to.” Schyliła się po drewno. Jan pochylił się — “Pozwól mi…” “Nie dotykaj mnie!” Moc w jej głosie rozbroiła go. Anna ułożyła drewno w ramionach, spojrzała na Jana z bólem i determinacją. “Jan, poszedłeś dalej. Wybrałeś nowe życie, nową narzeczoną, wielkie plany — i dobrze. To zawsze było twoje marzenie. Ale ja też poszłam dalej. Z moją ziemią, prostym życiem i tym dzieckiem. Nie chcę, żebyś wracał przez poczucie winy czy obowiązku.” “To nie wina, to moja odpowiedzialność. To mój syn!” “Był. Ale gdy zamknąłeś przede mną drzwi, gdy zaręczyłeś się z nią, gdy budowałeś nowy świat bez miejsca dla mnie — przestałeś mieć prawo pytać o tę część mojego życia.” Obróciła się na pięcie i poszła do domu. Jan stał ogłupiały, zdruzgotany, pełen wyrzutów sumienia. Marta podeszła: “Jedziemy”. Jan był jak w transie, bo wiedział, iż właśnie wszystko się zmieniło. jeżeli ta opowieść cię poruszyła — zostaw komentarz i napisz, co myślisz. Następny rozdział już nadchodzi.
Nigdy Cię nie oddam. Opowieść Ojczym nigdy ich nie skrzywdził. Przynajmniej nie wyrzucał im chleba, nie wyzywał za szkołę, tylko czasem na Anię krzyczał, gdy wracała później niż ustalono. – Obiecałem Twojej mamie, iż się Tobą zaopiekuję! – wrzeszczał, gdy Ania nieśmiało przypominała, iż jest już pełnoletnia. – Ja wiem lepiej, co Ci wolno! Dorosła się znalazła! Myślisz, matura i wolność? Najpierw znajdź porządną robotę, a dopiero dorosłą zgrywaj! Potem, gdy już ochłonął, mówił spokojniej. – On Cię zostawi, zobaczysz… Widziałem, kto po Ciebie przyjeżdża. Samochód drogi, buźka ładna, po co mu taka zwykła dziewczyna jak Ty, Ania? Jeszcze się zapłaczesz, zapamiętaj moje słowa. Ania ojczymowi nie wierzyła. Olek był przystojny, studiował na trzecim roku, płatne co prawda, ale Ania też by tak chciała. Ona nie dostała się na konkurs, w technikum jej się nie podobało – rozdawała ulotki, roznosiła gazety, uczyła się do matury. Tak właśnie poznała Olka – podała mu ulotkę, wziął jedną, drugą, trzecią i powiedział: – Proszę Pani, ja wezmę wszystkie, a Pani idzie z nami do kawiarni? Nie wiadomo co w Anię wstąpiło – zgodziła się. Ulotki nie wyrzuciła po drodze, upchnęła w plecaku, potem będąc w domu wrzuciła do zsypu. W kawiarni Olek przedstawił ją swoim znajomym, poczęstował pizzą i lodami. One z siostrą takie smakołyki jadły tylko na urodziny – pieniędzy nie mieli, a ojczym nie pozwalał ruszać emerytury, mówił, żeby zachować na czarną godzinę. Pensję miał w porządku, ale połowę wydawał na samochód, drugą przegrywał. Ania nie narzekała – ważne, iż nie wyrzucił ich z mieszkania, dom był jego, maminy sprzedali, gdy zachorowała. Chciała czekoladek, pizzy, słodkiej coli, ale jak coś dostawała, oddawała siostrze. choćby u Olka w kawiarni pytała – czy może zabrać kawałek pizzy dla siostry? Olek się zdziwił, ale kupił jej całą pizzę i wielką czekoladę z orzechami. Ojczym się mylił, Olek był dobry. Przy nim Ania czuła własną „niemożność”, zaczęła się jeszcze mocniej przygotowywać do egzaminów, znalazła pracę jako kasjerka. Tam płacili dobrze – kupiła sobie porządne jeansy i fryzurę w prawdziwym salonie, żeby Olek ją nie wstydził. Gdy zaprosił ją na działkę, wiedziała, co się wydarzy, ale się nie bała – przecież nie jest dzieckiem. Kochała go, on ją. Tylko ojczym się bał, nie chciał puścić, ale sam potem wracał coraz później, albo wcale. Wiedziała, gdzie nocuje – u sąsiadki, pielęgniarki, którą próbował poderwać od lat. To choćby jej się opłaciło – siostra wprawdzie płakała, gdy została sama na noc, ale Ania kupiła jej czekoladę, chipsy i colę, więc się pogodziła. Że jest w ciąży, Ania dowiedziała się późno. Nigdy nie pilnowała cyklu, nikt jej nie nauczył. Dopiero druga kasjerka, pani Weronika, zażartowała: – Co się świecisz, brzuch zaokrąglony – nie w ciąży czasem? Śmiechem na żart, a wieczorem kupiła test. Dwie kreski – nie wierzyła! Niemożliwe! Olek się nie ucieszył. Powiedział, iż to zły moment, dał pieniądze na lekarza. Ania przepłakała noc, poszła – ale za późno, szesnasty tydzień. Stało się podczas działki, a myślała, iż pierwszy raz „nie można”. Przez pewien czas ukrywała przed ojczymem, ale brzuch gwałtownie rósł. Musiała powiedzieć. Jak krzyczał! – Gdzie ten Twój chłopak? Zamierza się żenić? Ania spuściła wzrok. Olek zniknął – gdy dowiedział się, iż dziecko trzeba zostawić, zniknął. – Wiedziałem, Ania… – mruknął ojczym. – Musisz urodzić i zostawić w szpitalu. Dodatkowa buzia mi niepotrzebna. Poza tym… Żenię się. Lubie też w ciąży, bliźniaki będą. Trzy małe dzieci w jednym mieszkaniu? Niemożliwe. – Ona tu zamieszka? – zdziwiła się Ania. – A gdzie? Będzie moją żoną. To nie żartował. Zapowiadał, iż je wyrzuci, jeżeli przyjdzie z dzieckiem. Ania wiedziała, iż to Lu­ba mu włożyła do głowy, ale to nie zmieniało faktów – nie mogła zostawić dziecka. – Nie martw się… – powiedziała Luba. – Takie dziecko zaraz znajdzie rodziców, będą je kochać. Ania płakała, dzwoniła Olkowi, próbowała znaleźć dla nich miejsce, ale nie mogła. Wtedy pani Weronika, wskazując na żałobną parę, powiedziała: – Tyle lat minęło, a oni wciąż w czerni. Całe życie w żałobie… Powinni mieć kolejne dziecko. Albo zaadoptować. Ania często ich widziała. Byli mili, tylko smutni. Potem dowiedziała się – ich córka zginęła w autobusie na wycieczce, była o tym głośna sprawa. On lekarz, ona nauczycielka angielskiego. Wszyscy znosili im aniołki – ich córka kupiła figurkę anioła na tej wycieczce, trzymała w dłoni gdy zginęła. Potem wszyscy zaczęli przynosić im aniołki. Pani Weronika mówiła, iż z początku bała się, czy to nie jeszcze boleśniejsze, ale wydaje się, iż im to pomagało. Ania oglądała kiedyś film, w którym dziewczyna oddaje dziecko bezdzietnej parze. Ci mogli mieć dzieci, pewnie nie chcą już, ale myślała o nich nieustannie. Była już w ósmym miesiącu, pracowała, nie chciała tracić stanowiska. Ta para stała przy jej kasie. Mężczyzna powiedział: – Proszę pani, nie czas na urlop macierzyński? Jeszcze pani tu urodzi! Było jej ciężko, bolały plecy, nogi puchły. Nikt nie pytał, jak się czuje – tylko lekarz, ale to się nie liczyło. Troska tego pana wydała się Ani wzruszająca, łzy napłynęły jej do oczu. Kilka dni później mężczyzna pomógł jej z zakupami. Przeszła przez murę skrępowana, ale miła. Poczuła, iż jest dobrym człowiekiem. Aniołka zobaczyła w sklepie na wyprzedaży. Kupiła, potem spytała panią Weronikę o adres i poszła. Gdy zadzwoniła, przestraszyła się – może nie powinna, może to nie na miejscu… Ale kobieta rozpoznała ją, uśmiechnęła się. Ania wręczyła figurkę, głowa schowana w ramionach, bała się, iż zostanie wyrzucona albo zwyzywana. Ale nie – kobieta przyjęła aniołka i powiedziała: – Wchodź. Chcesz herbaty? Przy herbacie opowiedziała Ani całą historię, którą już znała, ale z jej ust brzmiała boleśniej. – Dlaczego nie adoptowaliście? – wyszeptała Ania. – Miałam bardzo ciężki poród. Usunięto mi macicę, nie mogę mieć dzieci. Nie wypadało pytać dalej, ale dodała: – Próbowaliśmy adopcji, choćby ukończyliśmy kurs. Ale w ostatniej chwili nie mogłam. Prosiłam córkę o znak. Nic się nie wydarzyło. W tym momencie spadł dźwięk jakby rozbitego szkła. Kobieta zadrżała. Poszły do pokoju. Ania bała się, iż zastanie tam „grób”, mnóstwo świec i fotografii. Ale była tylko jedna fotografia, światło, ani świec, ani „grozy”, tylko figurki aniołków. Jeden spadł – rozbił się właśnie ten, który kiedyś trzymała córka. To był znak. Ania donosiła ciążę. Luba mieszkała już u nich, jej bliźniaki były w szpitalu – dwa piękne łóżeczka z kokosowym materacem. Dla Ani nikt nic nie kupił – miała zostawić dziecko w szpitalu. Siostra wieczorem szeptała: – Nie można by jej ukryć? Żeby nikt nie wiedział, iż to Twoja córeczka. Będę pomagać. Ania chciała płakać, ale przy siostrze się powstrzymywała. List napisała wcześniej – opisała, iż nie może wychowywać dziecka, iż jest zdrowe, niech się nie martwią. Przypomniała o znaku – figurce aniołka. Dołączyła wszystkie swoje oszczędności – tyle, ile mogła, ludzie porządni, to wystarczy. Ze szpitala wypisywali rano, ale zostawić dziecko od dnia było trudno. Cały dzień siedziała w centrum handlowym, choć bolało ją siedzenie, kręciło się w głowie. Najważniejsze było znaleźć jej córce kochających rodziców. Gdy centrum zamknięto, jeszcze siedziała na ławce, czekała na zmrok. Gdy zapadły ciemności, weszła do klatki – przecisnęła się za panem z psem. Córeczkę niosła w nosidełku, kupionym z własnych pieniędzy, przyniesionym przez panią Weronikę na wypis. Ułożyła nosidełko tak, by drzwi nie uderzyły, wsunęła pod kocyk list i pieniądze, chciała już zadzwonić i uciec, kiedy drzwi otworzyły się same. Stał w nich pan – ojciec zmarłej dziewczynki. – Co tu robisz? Ania podskoczyła ze strachu. Zauważył nosidełko. – Co to? Łzy popłynęły same. Ania opowiedziała wszystko – o Olku, który ją porzucił, o ojczymie, który trzymał je z siostrą przez siedem lat, teraz się ożenił, ma bliźniaki, o Lubie, która kazała zostawić dziecko. Pan wysłuchał. Potem powiedział: – Galina śpi, nie chcę jej budzić. Porozmawiamy rano. Chodź, pościelę Ci w salonie. Spać w pokoju pełnym aniołków było dziwnie. Ale Ania zasnęła od razu, tuląc córeczkę. Obudziła się – córki nie było. W tej chwili zrozumiała, iż nie może jej zostawić. Nigdy. Chciała biec, szukać, zabrać ją… Gdy ruszyła do wyjścia, pojawiła się Galina z dziewczynką na rękach. – Masz, nakarm ją. Ukołysałam, chciałam Cię dać spać, ale długo nie wytrzyma. Ania nie patrzyła jej w oczy – bała się, iż już podjęli decyzję, iż ją adoptują. Jak powiedzieć, iż się zmieniło? – Ile lat ma Twoja siostra? – spytała Galina. – Dwanaście – zdziwiła się Ania. – Myślisz, iż zgodzi się zamieszkać z nami? Ania spojrzała na Galinę – co? – Saszka wszystko mi powiedział. Że nie macie gdzie mieszkać, ojczym Was wyrzuca. Pomyślałam, iż jeżeli siostra zostanie, zrobią z niej służącą. Niech zamieszka z nami. – Co znaczy „też”? – wyjąkała Ania. Galina skinęła głową na figurkę – posklejana, dziwna, ale rozpoznawalna. – Myślę, iż to był znak. Że powinniśmy Wam pomóc. Miejsca dużo, przychodźcie. Pomogę Ci z córeczką. A takie głupoty zostaw. Matka i dziecko nie mogą być rozdzieleni. Ani było tak radośnie, i tak wstyd, iż znów płonęły jej policzki. – Więc zgadzasz się? Ania pokiwała głową, chowając twarz w kocyku córki, by Galina nie zobaczyła łez…
Wykorzystujesz babcię! Opiekuje się twoim dzieckiem, a mojego choćby w weekendy nie bierze – rodzinny dylemat Laury, gdy niespodziewanie trafiła do szpitala z powodu ciąży, a jedyną pomocą przy czteroletnim synku została siedemdziesięcioletnia babcia, podczas gdy siostra domagała się tej samej opieki dla swojej dwuletniej córki
Brat zaprasza na urodziny, ale jego żona urządza awanturę
Zanim Powiemy Do Widzenia
Kim był ks. Stanisław Tworkowski, autor antyaborcyjnej książki „Kainka”?
Jakie to ma znaczenie, kto opiekował się babcią! Mieszkanie prawnie należy do mnie! – kłóci się ze mną moja mama.
"Na Wspólnej", odc. 4146. Darek sprawdza zaświadczenie o ciąży Kaliny. To, co robi potem zaskakuje [PRZED EMISJĄ w TV]
Znalazłem Tylko Jedną Kartkę, Gdy Przyjechałem Odebrać Moją Żonę i Nowonarodzone Bliźniaki
Wbrew woli żony zaprosił swoją matkę do domu, aby mogła zobaczyć swoją nowo narodzoną wnuczkę.
– Oczywiste jest, iż to wszystko moja wina! – Siostra mojego chłopaka szlocha. – choćby nie wyobrażałam sobie, iż coś takiego może się wydarzyć! Teraz nie wiem, co dalej. Nie mam pojęcia, jak wybrnąć z tej sytuacji, żeby nie stracić twarzy. Siostra mojego partnera kilka lat temu wyszła za mąż. Po ślubie zdecydowano, iż nowożeńcy zamieszkają u mamy męża. Jego rodzice mają duże, trzypokojowe mieszkanie, a jedynym dzieckiem jest ich syn. – Ja biorę jeden pokój, reszta należy do was! – powiedziała teściowa. – Jesteśmy dobrze wychowanymi ludźmi, więc myślę, iż będziemy się dogadywać. – Zawsze możemy się wyprowadzić! – powiedział mąż żonie. – Nie widzę nic złego w tym, żeby spróbować zamieszkać z moją mamą pod jednym dachem. jeżeli się nie uda, zawsze możemy wynająć mieszkanie… I tak zrobili. Okazało się jednak, iż wspólne życie nie jest łatwe. Zarówno synowa, jak i teściowa próbowały się dogadywać, ale z dnia na dzień było coraz gorzej. Nawarstwiające się pretensje co jakiś czas wybuchały, a kłótnie stawały się coraz częstsze. – Mówiłeś, iż jak nie damy rady ze sobą mieszkać, to się wyprowadzimy! – żona rozpłakała się. – No przecież nie jest aż tak źle! – odpowiedziała pobłażliwie teściowa. – Z takiego powodu nie warto pakować walizek i odchodzić. Rok po ślubie żona zaszła w ciążę i urodziła zdrowego syna. Poród wnuka zbiegł się w czasie z odejściem teściowej z pracy – nie mogła znaleźć nowego zatrudnienia, bo nikt nie chciał zatrudniać kobiety w wieku przedemerytalnym. Synowa i teściowa musiały więc siedzieć razem w domu 24 godziny na dobę, każda zamknięta z drugą – nie miały gdzie wyjść. Atmosfera z dnia na dzień pogarszała się coraz mocniej. Mąż tylko wzruszał ramionami i wysłuchiwał pretensji, bo był jedynym żywicielem rodziny. – Teraz oboje nie możemy zostawić mojej mamy bez środków do życia. Nie mogę jej zostawić samej i nie stać mnie na wynajem mieszkania oraz pomaganie mamy. Jak tylko znajdzie pracę, wyprowadzimy się! Ale młoda żona traciła cierpliwość. Spakowała swoje rzeczy i synka i przeprowadziła się do swojej mamy. Gdy wychodziła, powiedziała mężowi, iż do domu jego matki już nigdy nie wróci. jeżeli zależy mu na rodzinie, niech coś wymyśli. Była pewna, iż ukochany natychmiast będzie próbował ją odzyskać. Myliła się jednak bardzo. Minęły ponad trzy miesiące od wyprowadzki do matki, a mąż choćby nie próbował żony odzyskać. Mieszka razem z mamą, z żoną i dzieckiem kontaktuje się przez wideo, gdy wraca z pracy i odwiedza ich w weekendy w domu teściowej. Mąż ma jednocześnie uwagę i troskę dwóch kobiet, a rodzicielka szczerze współczuje synowi, którego zostawiła rozgoryczona żona, i nie musi zajmować się wnukiem. Mąż – wygrany! Teściowa pewnie też nie narzeka, bo niczego tak naprawdę nie straciła! A młoda kobieta wcale nie jest szczęśliwa. przez cały czas kocha męża, choć wie, iż nie zachowuje się adekwatnie. – Czego się spodziewałaś, kiedy odchodziłaś? – pyta mąż. – Zawsze możesz wrócić. Najpewniej żona nie zamierza odchodzić od matki i wynająć mieszkania – będąc na urlopie wychowawczym, po prostu nie ma na to środków. Czy to już koniec ich rodziny? Jak Państwo uważają, czy ma choć cień szansy, żeby wrócić do domu teściowej i nie stracić twarzy?
Mimo sprzeciwu żony zaprosił matkę do domu, aby mogła zobaczyć swoją nowo narodzoną wnuczkę.
KOLEJNE ZGONY CIĘŻARNYCH KOBIET. CZY W POLSCE MOŻNA BEZPIECZNIE RODZIĆ?
Klaudia z „Rolnik szuka żony” w zmysłowej sesji ciążowej. Zobacz zdjęcia i reakcję fanów
„Stan zapalny zaczyna się w tarczycy”. Dr Tadeusz Oleszczuk o tym, jak czytać onkopakiet | „Jak zdrowie”, odc. 12
Przez cały rok dawać dzieciom pieniądze, żeby spłacać kredyt! Więcej już nie dam ani grosza!
Zamieniłem miłość na bogactwo. A los zwrócił mi ją – w ciąży, podając jedzenie w ekskluzywnej restauracji.
„Nie patrz na mnie tak! Nie potrzebuję tego dziecka. Weź je!” – krzyknęła nieznajoma, wrzucając mi nosidełko w ręce. Nie rozumiałem, co się dzieje.
Po dwóch latach spędzonych za granicą dowiedziałem się po powrocie, iż mój syn przeżył niespodziankę!
Dotknij wzrokiem i poczuj szczęście
Prawdziwe piekło kobiet. "Zamknięto 29 oddziałów położniczych"
Z życia wzięte. "Zauważyłam zacieki w ich łazience i wszystko wyszorowałam": Myślałam, iż pomagam, a synowa wpadła w szał
Cały rok dawać dzieciom pieniądze, żeby spłacić kredyt! Już ani grosza więcej nie dam!
Śmierć młodej kobiety po porodzie w prywatnej klinice. NFZ żąda zwrotu pieniędzy
Wracałem po dwóch latach spędzonych za granicą i dowiedziałem się, iż mój syn przeżył niespodziankę.
Badania naukowe potwierdzają: mężczyźni bardziej dążą do bycia w związku niż kobiety
Doprowadziła byłego męża do szału
Przez cały rok dawać dzieciom pieniądze na spłatę kredytu! Nie dam ani grosza więcej!
Pobieranie organów od żywych ludzi i namawianie do eutanazji
Nowa metoda może zwiększyć skuteczność in vitro u kobiet po 40. roku życia
Spędziłem dwa lata za granicą, a po powrocie dowiedziałem się, iż mój syn doświadczył „niespodzianki”.
Matka przyznała, iż nie cieszy się z macierzyństwa. "Nie wiem, jak wytrzymam kolejny tydzień"
Ciocia Rita – Opowieść o 47-letniej samotnej warszawiance, która nigdy nie była zamężna, nie lubi dzieci i ludzi, a jej życie to tylko praca i dom, aż do chwili, gdy spotkanie z głodnym chłopcem z sąsiedztwa zmienia jej codzienność – historia o zimnych sercach, przemianie i pomaganiu nieznajomym, rozgrywająca się w zwykłym blokowisku na ursynowskim osiedlu
Zapytała, dlaczego dzieci w Polsce są "systemowo niekochane". "Są najważniejsze, dopóki się nie urodzą"