Ciąża

Drugie dziecko to mąż
Aneta Zając udowadnia, iż z byłym partnerem nie trzeba walczyć, by wygrać. I to z klasą
Przeczucie
Bogaty Syn Zepchnął Sparaliżowaną Matkę Ze Skarpy, Ale Zapomniał O Jej Wiernym Psie – I Zobacz, Jak To Się Skończyło…
Aneta Zając: Spędziłam z dziećmi miesiąc w szpitalu. To było trudne
Powiedziała, dlaczego młodzi dziś nie chcą mieć dzieci. To nie spodoba się seniorom
Drugi potomek — to mąż
„Teściowa milionerka? Antoni był pewien, iż już nigdy nie będziemy musieli pracować – oto jak kończy się marzenie o życiu na cudzy koszt w Polsce”
5 rzeczy, które zrozumieją jedynie matki bliźniaków
„Nieprzygotowani na narodziny dziecka: Jak bałagan w domu, brak wyprawki i mąż zapracowany do ostatniego dnia zamieniły powrót ze szpitala w koszmar – Historia trzydziestoletniej Reni i rodzinne napięcia wokół pierwszego dziecka”
Chlorek potasu w kolejnym polskim szpitalu – tym razem Gdańsk Zaspa
W Paryżu rozmowy ws. Ukrainy, kolejne porodówki zamknięte
Godzinę w kolejce u ginekologa: młodzi przyszli rodzice prosto po liceum, żarty na całą poczekalnię i rozważania o imieniu dla syna – obserwacje, które zmuszają do refleksji nad wychowaniem kolejnych pokoleń
Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno
„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – wyznała mi moja córka. Moja 15-letnia córka zaszła w ciążę i ukrywała to przed nami przez pięć miesięcy. Nie wiedzieliśmy, kto jest ojcem dziecka. Wychowanie maleństwa spadło na mnie, bo córka chciała się bawić i wychodzić z koleżankami. Przejęliśmy z mężem opiekę nad wnukiem, a ona odsunęła się od syna. Jednak po latach jej serce stopniało – dziś jest cudowną, oddaną mamą i nie wyobraża sobie życia bez swojego dziecka.
Groźby i hejt wobec ginekolog z Oleśnicy. Przed sądem ma stanąć ksiądz
Zamieniłem miłość na bogactwo. Los jednak odesłał ją do mnie – teraz w ciąży, podając dania w ekskluzywnej restauracji.
Porzuciłem miłość dla pieniędzy. Los zwrócił mi ją – w ciąży, podającą jedzenie w ekskluzywnej restauracji.
Bogaty Syn Zepchnął Sparaliżowaną Matkę Ze Skarpy, Ale Zapomniał O Jej Wiernym Psie I Koniec Był… –
Wymieniłem miłość na bogactwo. Los zwrócił ją do mnie – w ciąży, podając dania w eksklusywnej restauracji.
Poród gigantycznego noworodka. Lekarze przecierali oczy
Jedno Życie, które Musisz Odkryć
Wytarła wilgotne dłonie, jęcząc z bólu, i podążyła otworzyć drzwi.
Porzuciłem miłość dla bogactwa. Los odesłał ją do mnie – teraz w ciąży, podawała jedzenie w ekskluzywnej restauracji.
“Jakim prawem moja matka domaga się mieszkania po babci?! Twierdzi, iż to nie ma znaczenia, kto się nią opiekował – według niej mieszkanie i tak jej się należy! Grozi mi sądem, bo babcia wszystko przepisała mojej córce!”
Karetka pogotowia pędziła ulicami Florencji
„Tekst nie licuje z rzetelnością dziennikarską” – Polemika z redakcją Beskidzka24.pl
Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Jerzy przez całą ciążę nie odstępował żony na krok. Spełniał każde jej życzenie i kaprys. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Jerzy zawiózł Julię do szpitala na poród.
Chciałam zrobić miłą niespodziankę mężowi i przynieść mu obiad do pracy. Gdy podeszłam do drzwi, usłyszałam rozmowę, która złamała mi serce.
Nic się nie martw, Sławku! Ale za to Nowy Rok świętowałeś z klasą!
"Trzeba to zatrzymać". Poseł o śmiertelnym zagrożeniu dla kobiet
Boże, słoneczne narodzenie.
Z ojca na syna. Mikroplastik może zostawiać ślad w kolejnym pokoleniu
Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Jerzy przez całą ciążę nie odstępował żony ani na krok. Spełniał wszystkie jej życzenia i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Jerzy zawiózł Julię do szpitala na poród.
List do przyjaciół: 300 wniosków o ukaranie. Nie poddajemy się!
Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Jerzy przez cały okres ciąży nie odstępował żony na krok. Spełniał wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Jerzy zawiózł Julię do szpitala położniczego.
Pamiętam ten dzień, gdy Mateusz przekroczył próg naszego domu. Miał pięć lat – drobny, z czujnymi oczami, które wydawały się zbyt duże jak na jego twarz. W dłoniach ściskał wytarty plecak – jedyne, co posiadał. Z Łucją czekaliśmy na tę chwilę trzy lata.
‘Zrobiłaś się tak brzydka, iż na pewno urodzisz córkę’ – tak mówiła do mnie moja teściowa
Przyjaciel Żenki
Żona mojego brata, będąca w ciąży z czwartym dzieckiem, zażądała, abyśmy oddali im nasze mieszkanie, bo nie mamy jeszcze dzieci – rodzinny konflikt i nieoczekiwane konsekwencje w polskiej rzeczywistości
– Nie mogę w to uwierzyć! Mój najlepszy przyjaciel okazał się ojcem mojego syna! Przez ponad cztery lata opiekowałem się nim, nie wiedząc, iż nie jest mój!
USA. 35-letnia kobieta z Kentucky aresztowana po domowym przerwaniu ciąży
– Nic się nie martw, Sławek! Nie smuć się! Za to Nowy Rok spędziłeś wspaniale!
Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przeżywała ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat opuścił dom, ojciec sięgnął po alkohol i od tego czasu życie Lili zamieniło się w koszmar. Każdego ranka Lila wietrzyła mieszkanie, wynosiła butelki spod stołu i czekała, aż ojciec się obudzi. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wróciłeś do siebie po udarze. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie, jestem tylko ciężarem. Jestem straconym człowiekiem, Lilka. Na darmo przyszedłem na świat, na darmo się ożeniłem i narobiłem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość, brak charakteru i biedę. Wszystko na darmo, córko. Lepiej się napić. Lila, już i tak w złym humorze, złościła się. — Nic nie jest na darmo, tato. Ludzie mają w życiu gorzej. — A jak może być gorzej? Ty dorastałaś bez matki. I chcesz urodzić biedaka bez ojca, który dalej będzie żył w biedzie. — Nie wszystko jest takie ciemne, tato. Nic nie jest trwałe, wszystko może się zmienić w każdej chwili. Lila ze smutkiem wspomniała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Ilją. Tak, świat się zachwiał, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila krzyknęła w nerwach: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przerzuciłeś całe mieszkanie, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie — oświadczył ojciec. — Również emerytura, którą przede mną chowasz! Moja emerytura. — I wszystko przepuściłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A dlaczego ja mam myśleć? Jestem chory. Dorosłaś, to teraz ty się mną opiekuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Pamiętam, iż wczoraj były jeszcze dwa opakowania makaronu i masło. A teraz nic! Co zjemy na kolację?.. Lila była zdruzgotana. Usiadła na stołku, zakrywając twarz dłońmi. Skąd mogła wiedzieć, iż ciotka Natalia, korzystając z jej nieobecności, zaczęła spijać ojca i wykorzystywać sytuację? Cicho i podstępnie Natalia wślizgnęła się do ich domu i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tę noc Lila spędziła we łzach. Leżała w łóżku załamana, głodna i bezradna. Rano zapukała do drzwi Natalia Anatolijewna. W modnym płaszczu, na obcasach, choćby nie zdjęła butów, weszła do mieszkania. — Cześć. Moja koleżanka z administracji mówiła mi, iż macie długi i niedługo za nieopłacone rachunki odetną wam prąd. Co się tu dzieje, Lila? Może zrobię herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia weszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię herbatę, przecież jesteś w ciąży, jak moja Swietka… Słuchaj, nie macie cukru, choćby herbaty. Nic, tylko echo. Chodźmy do sklepu. Lila unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję was herbatą. Lepiej proszę wyjść. Natalia nie zamierzała odpuszczać. — Masz problemy? Widzę to. Pamiętasz, jak oferowałam ci pokój u mnie? Teraz już nie proszę, nalegam. Przeprowadzaj się do mnie. Tutaj nie ma warunków dla przyszłego dziecka, twój ojciec pije, ty choćby nie masz co jeść! O witaminach czy owocach nie wspomnę… Pakuj się, jedziesz ze mną. Lila osunęła się na krzesło – zakręciło jej się w głowie, łzy popłynęły po policzkach, Natalia ją objęła: — Posłuchaj, dziewczyno, wiem, co o mnie myślisz. Nie ma dla mnie przebaczenia – moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem bestią, nie mogę patrzeć, jak tu cierpisz. Chcesz czy nie chcesz – zaopiekuję się tobą. Później wszystko działo się jak we śnie: Natalia pomogła jej się spakować, zamówiła taksówkę. *** W dzień, gdy Lili zaczęły się bóle porodowe, Natalia Anatolijewna nie odchodziła od niej na krok. — Słuchaj uważnie, Lilu. Uprzedziłam personel, iż chcesz zrzec się dziecka. Więc gdy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi, nie patrz… Lila cierpiała: — Ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Byle się to skończyło. — Pamiętaj, co mówiłam — sama nie dasz rady. Znalazłam już porządnych ludzi, którzy zaraz mogą adoptować twoje dziecko. Kilka godzin później urodziła się dziewczynka. — 3,3 kilo, zdrowa, wszystko dobrze. Położna zawinęła ją w pieluszki i wyniosła, nie pokazując Lili. Jednak pediatra spojrzała surowo: — Jak to rozumieć? Zdrowa, śliczna córeczka, a pani nie chce na nią spojrzeć? Elżbieto, przynieście dziecko i przystawcie do piersi matki. Lila pokręciła głową: — Nie chcę. Nie mam z czego żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którzy bardziej jej potrzebują, napiszę zrzeczenie… — Niech się pani opamięta! Choćby tylko spójrzcie na swoją córeczkę. Lila zacisnęła oczy, ale poczuła delikatny dotyk… Położna położyła maleństwo obok niej – dziecko trącało nosem, otwierało usta, i Lila spojrzała na córkę. Malutka, bezbronna… Wpatrzona w nią, usiłowała chwycić się matki. — No i co, mamusiu? Karmimy malucha – uśmiechnęła się pediatra. Ucieszyła się widząc, jak Lila drży od wrażenia na widok córki. — Śliczna, potrzebuje pani, a nie obcych rodziców, rozumie pani? Lila zapłakała, przytuliła córkę i skinęła głową. Następne dwie godziny Lila odpoczywała przy dziecku, nie mogąc od niego oderwać wzroku. Tak obudził się w niej instynkt macierzyński. „Oto sens mojego życia — moja córka. Nieważne, iż Ilja odszedł, iż ojciec pije… Jestem potrzebna swojej córce, więc zostanę z nią.” *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Anatolijewna w roboczym szlafroku weszła do sali i spojrzała na Lilę. — Zapomniałaś, na co się umawiałyśmy? — szepnęła. — Obiecałaś, iż urodzisz i zrzekniesz się dziecka. Mam już ludzi, którzy chcą wziąć malucha. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej. — Ale choćby nie masz gdzie mieszkać, jesteś adekwatnie bezdomna! — Wrócę do domu. Nie będę już nikomu przeszkadzać. Dam radę. Lila zauważyła, jak wyraz twarzy odwiedzającej zmienia się w gniew. — Oszalałaś?! Na co będziesz żyć? Liczyć na łaskę ludzi? Gwałtowny krzyk Natalii obudził córeczkę. Lila wstała i podeszła do łóżeczka. — Nie ruszaj jej! Ja ją ukołyszę i nakarmię! Powiemy lekarzom, iż nie masz mleka — stwierdziła Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka. Już powiedziałam — nie zrzeknę się jej! — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia krzyczała bezsilnie. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Lila została z sąsiadką z sali. — Kto to był? — Ciocia. — Straszne. Dobrze, iż ją pogoniłaś. Ja jestem Lera. W razie czego pomogę, są jeszcze dobrzy ludzie. — Ja Lila. — Miło poznać. Wiesz, wydawało mi się, iż ta kobieta chce zabrać twoją córeczkę… Bardzo dziwna osoba. *** Przed wypisem Lila miała jeszcze jedną wizytę. Nie wpuszczono jej do sali, więc Lila wyszła na korytarz. Swietlana, była przyjaciółka, czekała na nią, również w ciąży. — Cześć. Lila usiadła ostrożnie na ławce. Swieta usiadła obok. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Mam córeczkę. Swieta zaczęła mówić nerwowo: — Mama już znalazła ludzi, którzy wezmą twoje dziecko, a oni są porządni i bogaci. Dają za twoją córkę milion. Za tę kwotę można kupić kawalerkę albo włożyć w mieszkanie. — Milion? — Lila przytaknęła głową. — Jak się tak martwisz, to oddaj im swoje dziecko. Swieta nadąsała się, ale dalej łapała Lilę za rękaw. — Poczekaj, Lila. Oddaj dziecko mnie! Zaopiekuję się nią, to przecież córka Ilji. — Dasz radę z dwójką? — Nic nie rozumiesz! Moje małżeństwo się sypie! Lila wstała, chcąc odejść, Swieta mocno ścisnęła jej rękaw, oczy przestraszone: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść mnie. …Kilka godzin później do sali wpadł Ilja, były narzeczony. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie, nie możesz! Niedługo Swietka ci urodzi, tam oglądaj! — Musimy pogadać, Lila. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a zaraz ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taka jak ty. Nigdy nie porzucę kogoś, kto mnie potrzebuje. Daremnie przyjechałeś, nie oddam ci córki! Ilja nie chciał odejść. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić beze mnie! I tak je zabiorę, to moje! — Ty? Synuś mamusi? Najpierw spytaj matki o pozwolenie! Lila wzięła córkę na ręce i udała się na dyżurkę: — Proszę nikogo do mnie nie wpuszczać. Nie chcę nikogo widzieć! Epilog W dzień wypisu Lila wyszła ze szpitala, trzymając córkę przy sercu. Nie była sama, wychodziła też Lera, którą odebrał mąż i teściowa. Lila zatrzymała się na schodach, gdy zobaczyła samochód rodziny Reżnik. Z auta wysiadła matka Ilji, pani Walentyna Jakubowa, a jej ostry wzrok śledził Lilę jak wilk. Lera zauważyła, iż Lila się przestraszyła, i podeszła do niej. — Kto to jest, Lila? — Rodzice Ilji. — Patrzy na ciebie, jakby cię osaczyła. To wszystko jest niesamowicie podejrzane, wszyscy tak na ciebie naciskają… Mówiłam ci, iż mama przygotowała u nas pokój dla ciebie, chodź ze mną. Lila przytaknęła. Sama czuła niepokój. *** Zamieszkawszy u nowych przyjaciół, Lila nieoczekiwanie znalazła miłość — brat Lery, zatwardziały kawaler Jan, zaczął się nią opiekować. Jan okazał się człowiekiem serdecznym, dobrym. Ożenił się z Lilą, przysposobił jej córkę i pomógł jej ojcu. A co ze Swietą i Ilją? Ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, iż Swieta udawała ciążę, nosząc pod ubraniem poduszkę i oszukując rodzinę Reżników. Matka Swiety, Natalia Anatolijewna, próbując ratować córkę, wyznała zięciowi, iż Swieta poroniła na wczesnym etapie. Natychmiast zaproponowała „rozwiązanie”: — Ilku, zięciu, nie złość się na moją córkę. Straciła ciążę, ale ty także masz coś na sumieniu. Urodzi ci się niedługo dziecko u innej. Pomyślałam, może zabierzecie dziecko, które urodzi Lila, do siebie? Usynowicie je, jest wam bliskie. Rodzicom Ilji nic nie powiemy o poronieniu, będziemy udawać, iż Swieta ciągle jest w ciąży, a jak Lila urodzi, zabierzemy dziecko i powiemy wszystkim, iż to Swietka urodziła. Ilji spodobał się teściowy plan. Ale wszystko runęło, gdy Lila odmówiła zostawienia swojej nowo narodzonej córki w szpitalu, czym wpędziła byłą przyjaciółkę i jej matkę w beznadziejną sytuację. Mama Ilji, Walentyna Jakubowa, była rozczarowana oszustwem synowej, wyrzuciła ją i zmusiła syna do rozwodu.
Julia zaszła w ciążę. Jej mąż Jerzy przez całą ciążę nie odstępował żony na krok. Spełniał wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment i Jerzy zawiózł Julię do szpitala na poród.
Pierwszy ślub w wieku 55 lat…
Żona i ojciec Karina tylko udawała, iż chce poznać rodziców Władka. Po co jej to w ogóle? Przecież nie zamierza z nimi mieszkać, a od jego ojca, który podobno jest zamożny, można się spodziewać raczej kłopotów niż korzyści. Ale skoro już zdecydowała się na ślub, trzeba grać rolę do końca. Przygotowała się schludnie, żeby wypaść na sympatyczną, zwyczajną dziewczynę. Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze wydarzenie pełne pułapek, a z inteligentnymi rodzicami to już prawdziwy test wytrzymałości. Władek uznał, iż trzeba ją pocieszać: – Nie przejmuj się, Karina. Tata bywa ponury, ale jest do dogadania. Nie powiedzą ci niczego strasznego. Polubią cię. A mama… mama to dusza towarzystwa – zapewniał ją przed wejściem do rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła. Ojciec – ponury, a mama – dusza towarzystwa. interesujące zestawienie, pomyślała ze śmiechem. Domu nie była pod wrażeniem. Bywała w lepszych. Przyjęto ich od razu. Karina wcale nie przejmowała się spotkaniem. Czego się bać? Ludzie jak ludzie. Pani Nina, jak już słyszała od Władka, od lat gospodyni domowa, czasem wyjeżdża z koleżankami na wycieczki, ale nic szczególnego. Ojciec, pan Aleksander, podobno nie bardzo wesoły, ale za to małomówny. Imię brzmiało znajomo… Przyjęto ich… I Karina zamarła w progu. To koniec… Przyszłej teściowej nie znała, ale przyszłego teścia rozpoznała natychmiast. Spotkali się trzy lata wcześniej. Nie często, ale z wzajemną korzyścią. Bary, hotele, restauracje. Oczywiście nikt z jego rodziny o tym nie wiedział. No to się zaczęło. Aleksander poznał ją od razu. W jego oczach pojawił się błysk, którego nie umiała rozczytać – może zdziwienie, a może coś groźniejszego, już planował intrygę – ale milczał. Władek, niczego nieświadomy, uroczyście przedstawił Karinie rodziców. – Mamo, tato, poznajcie Karinę. To moja narzeczona. Powinienem ją przyprowadzić już wcześniej, ale była taka nieśmiała. Oj… Aleksander wyciągnął rękę. Uścisk był pewny, aż twardy. – Bardzo mi miło, Karino – powiedział z nutką… czegoś. Karina nie była pewna, czego. Gniewu? Ostrzeżenia? Zapowiadał się wieczór pełen napięcia. Ale… nic się nie wydarzyło. Aleksander, przybierając coś na kształt uśmiechu, sam podsunał jej krzesło przy stole. Pewnie poczeka z kompromitacją do później… Ale przez cały czas nic się nie działo. Wtedy Karina zrozumiała – on nic nie powie. Bo gdyby ją zdradził, zdradziłby też siebie przed żoną. Po tej myśli atmosfera się rozluźniła. Pani Nina opowiadała śmieszne historie z dzieciństwa Władka, a pan Aleksander, niby to z zainteresowaniem, zadawał Karinie pytania o pracę. Dobrze wiedział, czym się zajmowała. Jego ironia już jej nie dotykała. choćby parę razy zażartował – i, ku swojemu zaskoczeniu, Karina się zaśmiała. Ale ironiczne aluzje przeznaczone były tylko dla nich dwojga. Na przykład, patrząc na Karinę, rzucił: – Wie pani, Karino, przypomina mi pani pewną moją dawną… koleżankę. Była bardzo bystra. Zawsze potrafiła znaleźć sposób na ludzi. Na różnych ludzi. Karina odparła: – Talenty bywają przeróżne, panie Aleksandrze. Władek, zakochany jak przystało, rozmarzony rzucał jej pełne miłości spojrzenia, nie dostrzegając podtekstów. Naprawdę ją kochał. To było dla niego najważniejsze. I najgorsze jednocześnie. Później, przy rozmowie o podróżach, Aleksander, patrząc na Karinę, zagadnął: – Ja lubię odludne miejsca, bez zgiełku, żebym mógł usiąść z książką. A pani, Karino, jakie miejsca preferuje? Chciał ją złapać na słowie. – Ja wolę, gdy wszędzie dużo ludzi i gwar. Chociaż czasem za dużo uszu może zaszkodzić – odpowiedziała i nie dała się sprowokować. Chyba tylko przez chwilę, ale pani Nina coś zauważyła. Karina wyłapała, iż teściowa skrzywiła się nieco, ale zaraz odsunęła od siebie niepokojące myśli. Aleksander wiedział, iż Karina nie lubi ciszy – i wiedział dlaczego. Na koniec wieczoru Aleksander przytulił Władka. – Synu, dbaj o nią. Jest… wyjątkowa. Brzmiało to jak komplement i szyderstwo zarazem. Ale tylko Karina mogła to odczytać. Karina poczuła, iż w pokoju nagle zrobiło się chłodno. „Wyjątkowa”. To słowo wybrał. *** W nocy, gdy dom zasnął, Karina nie mogła zmrużyć oka. Przemyślała nagłe spotkanie i zaczęła rozważać, jak żyć dalej z tą nagłą prawdą. Przyszłość nie wyglądała różowo. Domyślała się, iż Aleksander, podobnie jak ona, raczej nie śpi. On – przez spotkanie, ona – przez rozmowę, która dopiero ma się odbyć. Cicho wyszła z pokoju. Narzuciła na siebie domową bluzę, zeszła ostrożnie na dół, starając się, by ci, którzy nie śpią, jej nie przeoczyli. Ruszyła na werandę – tam spodziewała się spotkać Aleksandra. Nie musiała długo czekać. – Nie śpisz? – odezwał się za jej plecami. – Jakoś sen nie przychodzi – odparła spokojnie. Poczuła dobrze znany zapach jego perfum. Patrzył na nią przenikliwie. – Po co ci mój syn, Karina? – zapytał bez ogródek. – Wiem, na co cię stać. Wiem, ilu takich jak ja było u ciebie. Wiem, iż zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Nie ukrywałaś tego. Cenę podawałaś jasno. Po co ci Władek? jeżeli nie chce wracać do przeszłości, to ona też nie zamierza udawać. – Kocham go, panie Aleksandrze – odparła przeciągle. – Czemu nie mogę? Nie przekonała go. – Miłość? Ty? To śmieszne. Ja wiem, kim jesteś, Karina. Powiem Władkowi całą prawdę. O tym, czym się zajmowałaś. Zobaczymy, czy wtedy się z tobą ożeni. Karina zbliżyła się, tak iż dzieliła ich tylko wyciągnięta ręka. – Opowiadaj, panie Aleksandrze – wypowiedziała przeciągle – Ale wtedy i twoja żona dowie się o naszej przeszłości. – To… – To nie szantaż. To wzajemność. Opowiesz, jak się poznaliśmy, nie ukryjesz, co robiliśmy. Uzupełnię każdy szczegół twojej narracji. – To nie to samo… – Naprawdę? Opowiesz to swojej żonie? Aleksander zamarł. Groźba nie podziałała; zrozumiał, iż oboje są w tej samej pułapce. – I co jej powiesz? – Nie tylko jej. Władkowi też. Opowiem, jaki z ciebie przykładny mąż i na jakich „delegacjach” bywałeś. Wszystko. Nie będę miała nic do stracenia. Chcesz ratować syna, ratuj. Niełatwy wybór. Namówić syna do zerwania – to zgodzić się na własny rozwód. – Nie odważysz się. – Nie odważę? Ty się odważysz, a ja nie? – Karina parsknęła śmiechem. – Uważaj, bo twój materiał do szantażu może cię kosztować więcej niż mnie. Nina bardzo ceni wierność. Kiedyś, bardzo pijany, wyznał jej, jak żona by go nie wybaczyła, gdyby się dowiedziała o zdradzie. Nie wybaczyłaby. Naprawdę go nie blefowała. – Dobrze – wycedził. – Nic nie powiem. Ty też milczysz. Zapominamy o przeszłości. Dlatego Karina się nie denerwowała. On miał więcej do stracenia. – Jak pan każe, panie Aleksandrze. Nazajutrz opuścili dom rodziców Władka. Pod niechętnym wzrokiem przyszłego teścia Karina żegnała się z jego żoną, która już nazywała ją „córeczką”. Aleksandrowi aż drgnęła powieka. Udławiony żalem, nie mógł ostrzec syna przed jego narzeczoną – bał się stracić wszystko. Straciwszy żonę, traciłby nie tylko rodzinę, ale i większość majątku. Nie licząc już syna… Przy kolejnej wizycie u rodziców zostali z Władkiem na dwa tygodnie. Wakacje w pełni. Aleksander unikał Kariny, zasłaniając się pracą. Raz jednak ciekawość zwyciężyła – postanowił przeszukać jej torbę. Może coś znajdzie, co da mu przewagę. Przeszukał wszystko – kosmetyczkę, organizer, notesik. I wtedy zobaczył biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Dwie wyraźne kreski. – Myślałem, iż katastrofa to to, iż mój syn się z nią żeni… A tu dopiero katastrofa! – odłożył test, nie zdążył jednak zamknąć torby. Karina już stała w drzwiach. – Ładnie tak grzebać w cudzych rzeczach? – sarknęła, jakby bez złości. Aleksander nie zamierzał się tłumaczyć. – Jesteś w ciąży z Władkiem? Karina wolno podeszła, zabrała torbę i spojrzała mu w oczy: – Wyszło na jaw, Aleksandrze. Zepsuł pan niespodziankę. Aleksander był wściekły. Teraz Karina na pewno się od jego syna nie odczepi. Teraz, jeżeli wyzna prawdę, to… zniszczy wszystkich. Milczenie było jedyną drogą. Ale jak milczeć, wiedząc, iż syn pakuje się w pułapkę? *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Władek i Karina wychowywali córeczkę Alicję. Aleksander unikał ich jak ognia. Nie mógł patrzeć na Karinę. Unikał kontaktu z wnuczką – nie czuł jej za swoją. Karina go przerażała: jej obojętność wobec Władka i mroczna przeszłość. I znów. Nina wybierała się do Władka i Kariny. – Aleksander, jedziesz ze mną? – Nie, boli mnie głowa. – Znowu? Coraz częściej ostatnio… – Tylko się źle czuję. Jedź sama. Zawsze miał wymówkę. choćby wziął tabletki dla przekonania. Nie znosił widoku Kariny. Ale nie mógł też niczego ujawnić. Wieczór mijał nudno, tylko myśli nie dawały spokoju. Poleżał. Poczytał. Zauważył, iż Nina bardzo długo nie wraca. Jedenasta, a żony nie ma. Telefon nie odpowiada. Zadzwonił do Władka. – Wszystko u was dobrze? Mama już wyjechała? Nie ma jej w domu… – Tata, ostatni z kim chcę teraz rozmawiać, to ty. Trzasnął słuchawką… Aleksander już miał jechać do syna, gdy przed domem stanął samochód. Karina. Mało nie dostał zawału. – Co tu robisz? Co się stało? – niemal krzyczał. Karina wydawała się niewzruszona. Nalała sobie wina, usiadła wygodnie. – Stała się katastrofa. – Jaka katastrofa? – Nasza. Władek znalazł na stronie jednej knajpy nasze stare zdjęcia, sprzed czterech lat. Z imprezy w „Edenie”, pamiętasz? Chciał zrobić rezerwację na rocznicę, poszedł na stronę… A tam my. We własnej osobie. Fotograf, do cholery… zamieścił wszystko! Teraz Władek szaleje, Nina chce się rozwodzić. Ja z twoim synem pewnie też się rozwiodę, jak chciałeś. Aleksander zaniemówił. Przebiegła mu przez głowę cała lawina wydarzeń. Strona, tamta impreza… Przecież wtedy prosił, by nie robić zdjęć… Kto by pomyślał, iż wszystko tak się złoży! Osiadł na podłodze obok niej. – To po co przyszłaś? – Uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina – W domu sajgon. Alicja z nianią. Wina chcesz? Podała mu jego własnego wina. Siedzieli na werandzie, otoczeni ciszą przerywaną tylko brzęczeniem świerszczy. – To wszystko przez ciebie – powiedział Aleksander. Karina pokiwała głową, patrząc w kieliszek. – Mhm. – Jesteś nie do wytrzymania. – To prawda. – choćby nie jest ci żal Władka. – Żal, ale siebie bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Nie będę się kłócić. Nagle wziął ją za podbródek i spojrzał w oczy. – Przecież wiesz, iż nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Wierzę bez wahania. *** Rano, gdy pani Nina wróciła pogodzić się z mężem, gotowa wybaczyć choćby za cenę połowy swoich nerwów, znalazła Karinę z Aleksandrem razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – Ja – odpowiedziała Nina, patrząc na rozpadające się szczątki swojego życia. Karina spojrzała na nią tylko z lekkim uśmiechem. Aleksander obudził się chwilę później. Ale za żoną nie pojechał.
– Nie mogę w to uwierzyć! Mój najlepszy przyjaciel jest ojcem Aleksa! Przez ponad cztery lata niańczyłem syna i nie miałem pojęcia, iż nie jest mój!
Wykorzystujesz naszą babcię – opiekuje się twoim dzieckiem, a mojego choćby na weekend nie chce wziąć!
Wkrótce urodzi dziecko. Tak potraktowały ją starsze kobiety w przychodni