Ciąża

Gorzej już być nie może!
Znalazłem Tylko Jedną Kartkę Gdy Przyszedłem Po Moją Żonę i Nowonarodzone Bliźniaki
Atak na pikietę antyaborcyjną przed szpitalem. Szukamy sprawcy!
Mała Marysia nie mogła pojąć, dlaczego rodzice jej nie kochają.
Żona i teść Karina tylko udawała, iż chce poznać rodziców Vadima. Po co jej oni adekwatnie? Przecież nie z nimi zamierza spędzić życie, a od jego ojca, który – jak mówią – jest zamożny, można się spodziewać tylko kłopotów i podejrzliwości. Ale skoro już zdecydowała się na ślub, trzeba grać do końca. Karina ubrała się starannie, ale dość skromnie, by odebrano ją jako miłą dziewczynę. Spotkanie z rodzicami narzeczonego – to w Polsce zawsze wydarzenie pełne ukrytych pułapek, a poznanie inteligentnych rodziców to już prawdziwy test na wytrzymałość. Vadek myślał, iż Karina potrzebuje pocieszenia: – Nie denerwuj się, Karina, tylko się nie stresuj. Tata jest trochę ponury, ale daje się przekonać. Nie powiedzą ci nic strasznego. Polubią cię, zobaczysz. Tata jest dziwakiem, ale mama to dusza towarzystwa – zapewniał ją przy wejściu do rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła, strzepując kosmyk włosów z ramienia. Czyli tata mruk, a mama dusza towarzystwa. interesujące połączenie – pomyślała. Dom jej nie zaskoczył. Bywała już w bogatszych. Od progu zostali powitani. Karina nie była szczególnie zdenerwowana. Po co się stresować – ludzie jak ludzie. Pani Nina, matka Vadima, jak już słyszała, typowa kura domowa, całe lata niepracująca, wyjeżdżająca czasem z przyjaciółkami w różne miejsca, ale nic szczególnego. Ojciec, pan Walery, choć raczej małomówny i poważny, wydaje się niegroźny. Tylko jego imię wydało się Karinie znajome… Weszli do środka… I Karina zamarła, choćby nie przekroczywszy progu. To koniec… Przyszłą teściową widziała pierwszy raz na oczy, za to przyszłego teścia rozpoznała od razu… Już się spotkali. Trzy lata temu. Nieczęsto, ale za to zawsze dla obopólnej korzyści. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, ani żona Walerego, ani jego syn nie mieli pojęcia. No to mamy problem. Walery też ją poznał. W jego oczach mignęła iskra, którą Karina odczytała jako zaskoczenie, szok, a może jakąś złowieszczą intrygę, którą już układał w głowie, ale przez chwilę pozostał milczący. Nic nie podejrzewający Vadek przedstawił ukochaną rodzicom: – Mamo, tato, poznajcie Karinę. To moja narzeczona. Mógłbym ją przedstawić wcześniej, ale jest bardzo nieśmiała. Ups… Pan Walery wyciągnął rękę. Jego uścisk był mocny, wręcz twardy. – Miło mi cię poznać, Karino – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo wyczuwalna nuta… czegoś, czego Karina nie była w stanie od razu rozpoznać. Może złości. Może ostrzeżenia. A może… Karina zastanawiała się, jak się wykręci, czekając aż Walery w końcu ujawni, kim była. – Mi również bardzo miło, panie Walery – podjęła grę Karina, próbując nie zdradzić się od razu. Mocno ścisnęła jego dłoń, czując przypływ adrenaliny. Co teraz… Ale… nic. Walery, wymuszając coś na kształt uśmiechu, osobiście przesunął jej krzesło przy stole. Pewnie zamierza ją później ośmieszyć… Ale nic takiego nie nastąpiło. I wtedy Karina zrozumiała: on nic nie powie. Przecież, gdyby ją wydał, wydałby też siebie przed własną żoną. Kiedy trochę się rozluźniła, wieczór upłynął dość swobodnie. Pani Nina opowiadała anegdoty z dzieciństwa Vadka, a pan Walery, jakby naprawdę zainteresowany, zadawał Karinie pytania o pracę. On wiedział o niej sporo. Ale jego ironia już jej nie raniła. choćby zażartował parę razy, a Karina, ku własnemu zaskoczeniu, roześmiała się. Jednak w tych żartach tkwiły aluzje czytelne tylko dla nich dwojga. Na przykład, gdy patrząc na Karinę, powiedział: – Wie pani, Karino, bardzo przypomina mi pani byłą… koleżankę z pracy. Też była bardzo bystra. I potrafiła znaleźć wspólny język z każdym. Karina nie dała się zbić z tropu: – Każdy ma swoje talenty, panie Walery. Vadek, zakochany i rozmarzony narzeczony, zerkał na Karinę z podziwem nie dostrzegając żadnych podtekstów. Ona była dla niego wszystkim. I może to było najważniejsze. I najboleśniejsze. Dla niego. Później, gdy rozmowa zeszła na podróże, pan Walery spojrzał na Karinę i powiedział: – Ja preferuję ustronne miejsca. Żeby była cisza i spokój. Najlepiej z dobrą książką. A pani, Karino, jakie miejsca pani woli? Chciał ją zagiąć. – Ja lubię, gdy wokół są ludzie, gwarno i wesoło – odpowiedziała Karina bez zawahania – Choć czasem niepotrzebne uszy mogą być niebezpieczne. Chyba przez ułamek sekundy pani Nina coś zauważyła. Karina odnotowała, iż przyszła teściowa się zmarszczyła, ale zaraz odpędziła złe przeczucia. Walery wiedział, iż Karina nie jest typem, który szuka ciszy. I znał powody. Kiedy wieczór dobiegł końca i przyszła pora na sen, Walery objął Vadka. – Synku, dbaj o nią. Ona… jest wyjątkowa. Brzmiało to zarówno jak komplement, jak i drwina. Ale tylko Karina to zrozumiała. Karina poczuła, iż temperatura w pokoju gwałtownie spadła. „Wyjątkowa” – użył właśnie tego słowa. *** Tej nocy Karina nie mogła zasnąć. Leżała, analizując niespodziewane spotkanie i układając w głowie plan działania wobec nowych okoliczności. Przyszłość nie malowała się różowo. Domyślała się, iż pan Walery, tak jak i ona, nie śpi. On z powodu tego spotkania, ona z powodu nadchodzącej rozmowy. No i w ogóle wszystkiego. Cicho wstała, zarzuciła na siebie domową bluzę, którą zawsze nosiła tylko po domu, i wyszła z pokoju. Schodząc po schodach, głośniej stawiała kroki, by ktoś niespiący ją usłyszał i udała się na werandę, podejrzewając, iż właśnie tam spotka Walerego. Długo czekać nie musiała. – Też nie możesz spać? – zapytał, zbliżając się od tyłu. – Nie tym razem – odpowiedziała Karina. Powiał lekki wiaterek. Poczuła znajomy zapach jego perfum. Patrzył na nią uważnie. – Czego chcesz od mojego syna, Karino? – z dawnego wdzięku nie zostało nic – Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja miałaś w życiu. I wiem, iż zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Zresztą, nie ukrywałaś tego. Ceniłaś się, może nie od razu, ale i tak było wiadomo. Po co ci Vadek? Skoro nie chce wracać do wspomnień, Karina także nie zamierzała być miła. Wyszczerzyła się: – Kocham go, panie Walery – zaśpiewała słodziutko – Dlaczego nie mogę? Nie przekonała go. – Ty? Ty kochasz? Dobre sobie. Wiem, jaka jesteś, Karino. I powiem Vadkowi wszystko. O twojej przeszłości. Kim naprawdę jesteś. Jak myślisz, po tym jeszcze się z tobą ożeni? Karina podeszła bliżej, dzielił ich już tylko wyciągnięty ramię. Spochyliła głowę, wpatrując się w niego – jakby miała dość czasu, żeby się napatrzyć! – Opowiadaj, panie Walery – powiedziała przeciągle – Ale wtedy i twoja żona pozna nasz sekret. – To… – To nie szantaż. To wzajemność. o ile powiesz wszystkim, dlaczego się poznaliśmy, już nie ukryjesz, czym się wtedy zajmowaliśmy. Uzupełnię twoją historię. – To co innego… – Naprawdę? Powiesz to swojej żonie? Walery zamilkł. Próba zastraszenia Kariny nie powiodła się. Zrozumiał, iż został przyciśnięty do muru. Są po tej samej stronie barykady. – I co powiesz swojej żonie? – Powiem wszystkim. Vadkowi też. Opowiem, jaki z ciebie mąż, gdzie „pracowałeś po godzinach”. Opowiem wszystko, nie mam nic do stracenia. Chcesz ratować syna – ratuj. Niełatwy wybór. Przekonać syna do rozstania to podpis na własnym rozwodzie. – Nie odważysz się. – Nie odważę się? – Karina aż się rozbawiła – Ty możesz, a ja już nie? Ja nie, jeżeli ty też się powstrzymasz od rozpowiadania o moim – jak to określiłeś – „wyrachowaniu”, kiedy masz taki… kompromat, iż może cię kosztować całe małżeństwo. A Nina… ona bardzo docenia wierność. Bo kiedyś, kompletnie pijany, wyznał Karinie, jak się wstydzi zdrad żony. Nina była wierna, dobra, a on drań. Nie wybaczy. Nigdy. Więc naprawdę trzeba wybierać. Wiedział, iż Karina nie blefuje. – Dobrze – wymamrotał – Nic nie powiem. I ty… też milcz. Nikt się nie dowie. Zapomnijmy o tym, co było. Dlatego Karina nie obawiała się. On straciłby więcej niż ona. – Jak pan sobie życzy, panie Walery. Następnego dnia opuścili dom rodziców Vadka. Pod nienawistnym spojrzeniem przyszłego teścia Karina żegnała się z jego żoną, która już zdążyła nazwać ją „córcią”. Walery aż zadrgał. Męczyło go, iż nie mógł ostrzec syna przed wyrachowaniem przyszłej żony, ale balił się też wydać siebie. Stracić Ninę to utrata nie tylko żony, ale i połowy majątku. A syn pewnie by mu nie wybaczył… Później Karina i Vadek zostali u rodziców Vadka na dwa tygodnie. Wakacje, pełną gębą. Walery unikał spotkań z Kariną, tłumacząc się obowiązkami. Ale pewnego dnia, gdy został sam w domu, kierowany złośliwą ciekawością, postanowił przeszukać torbę Kariny, licząc, iż znajdzie coś, co da mu przewagę. Przekopywał kosmetyczkę, kalendarz, notes. I wtedy jego wzrok padł na biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy, dwie wyraźne kreski. – Myślałem, iż najgorsze, co mnie spotka, to ślub syna z… Nie, to prawdziwa katastrofa! – odłożył test, ale nie zdążył zamknąć torby. Karina już go przyłapała. – Ależ nieładnie grzebać w cudzych rzeczach – skomentowała z ironią, choć nie wyglądała na zdenerwowaną. Walery choćby się nie bronił. – Jesteś w ciąży z Vadkiem? Karina spokojnie odebrała mu torebkę, spojrzała mu w oczy i powiedziała: – Chyba właśnie zepsuł pan niespodziankę, panie Walery. Walery był wściekły. Teraz Karina na pewno nie odczepi się od jego syna. Teraz, jeżeli on cokolwiek ujawni, wybuchnie prawdziwa bomba. Najlepiej milczeć. Choć to takie trudne – wiedząc w jaki kłopot wpakuje się syn. *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Vadek i Karina wychowywali Alicję. Walery unikał ich jak ognia. Nie jeździł, nie chciał widzieć, nie myśleć. Wnuczki nie uznawał za swoją. A Karina go przerażała. Przerażał go jej chłód wobec Vadka i mroczna przeszłość. I znowu. Nina wybierała się do Vadka i Kariny: – Walerku, jedziesz ze mną? – Nie, boli mnie głowa. – Znowu? To już sygnał alarmowy. – Zmęczony jestem. Jedź sama. Walery udawał migrenę, przeziębienie, zapalenie ucha – zawsze znajdował powód, by nie pojechać. Łyknął choćby tabletki dla przekonania. Nie mógł znieść obecności Kariny. I tak nic nie powie. Wieczór ciągnął się nieskończenie długo, jeżeli nie liczyć natrętnych myśli. Przeleżał. Poczytał. Zauważył, iż Niny długo nie ma. Już jedenasta, a ona nie wraca. Nie odbiera telefonu. Zadzwonił do Vadka. – Vadek, wszystko w porządku? Mama już u was nie jest? Jeszcze nie wróciła. – Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą mam ochotę teraz rozmawiać. I się rozłączył… Walery już szykował się do wyjścia, gdy pod dom zajechało auto. Auto Kariny. Jego serce stanęło – coś się dzieje! Na widok Kariny aż zbladł. – Co ty tutaj robisz?? Powiedz! – szarpnął ją – Co się stało? Karina wydawała się niewzruszona. Nalała sobie wina. Wypiła. Usiadła wygodnie. – Katastrofa. – Jaka katastrofa? – Nasza. Wspólna. Vadek znalazł na stronie jakiegoś baru fotki sprzed czterech lat… Z imprezy w „Oazie”, pamiętasz? Chciał zrobić tam rezerwację na rocznicę, więc zajrzał na stronę… A tam jesteśmy my. W pełnej krasie. Fotograf wszystko wrzucił! Vadek teraz szaleje. Twoja Nina chce rozwodu. Ja, jak chciałeś, chyba też rozwodzę się z twoim synem. Walery zaniemówił. Przez głowę przebiegła mu cała sekwencja wydarzeń. Strona, zdjęcia, impreza… Przypomniał sobie, jak prosił wtedy, żeby nie robić zdjęć… Kto by pomyślał, iż tak się to potoczy! Usiadł bezsilnie na podłodze obok niej. – To po co tu przyjechałaś? – Uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina – W domu teraz sajgon. Alicja z nianią. Napijesz się wina? Podała mu jego własną butelkę. Siedzieli na werandzie i pili. Cisza, przerywana tylko cykaniem świerszczy, wydawała się jedynym co ich łączyło. – To przez ciebie – powiedział Walery. Karina wzruszyła ramionami, nie spuszczając wzroku z kieliszka. – No. – Jesteś nie do zniesienia. – Tak, wiem. – choćby nie żal ci Vadka. – Żal. Ale siebie żal mi bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Nie przeczę. Nagle chwycił ją za podbródek i odwrócił jej głowę ku sobie. – Dobrze wiesz, iż nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Świadoma tego. *** Rano, kiedy Nina wróciła w końcu, by zakopać wojenny topór i wybaczyć mężowi choćby kosztem połowy swoich nerwów, zastała Karinę i Walerego razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – To ja – powiedziała Nina, patrząc na swoje rozpadające się życie. Karina tylko uśmiechnęła się spokojnie. Walery obudził się trochę później – ale za żoną nie pobiegł.
To najmłodszy dziadek w Polsce. Miał 39 lat, kiedy urodził mu się wnuk
Andziaks opublikowała film z drugiego porodu. Jedni są wzruszeni, inni oburzeni
Dobrych też zostawiają: Historia Anny, trzydziestopięcioletniej Polki z dyplomem z Uniwersytetu Warszawskiego, która marzyła o idealnej rodzinie, a mimo miłości i poświęcenia została porzucona przez męża – czy współcześni polscy mężczyźni naprawdę wiedzą, czego chcą?
Moja córka wręczyła mi zaproszenie na jej wesele. Gdy je otworzyłem, niemal zemdlałem z wrażenia.
Babcia wybiera ulubioną wnuczkę – a mój synek i my dla niej nie istniejemy. Żona po porodzie potrzebuje pomocy, ja haruję, a matka robi wszystko dla córki i jej dziecka. Kiedy postanowiliśmy z żoną postawić granice i wybrać własną rodzinę, wybuchł rodzinny skandal.
Wróciłam do domu wcześniej: Zamiast czułych powitań – lista zakupów, ciężkie torby i “niespodzianka” z mopem. Opowieść o niespełnionych oczekiwaniach, sprzątaniu ważniejszym od żony w szóstym miesiącu ciąży i o tym, dlaczego czasem choćby najlepsze intencje kończą się łzami na klatce schodowej.
Urodziłam troje dzieci, a mąż przestraszył się i uciekł – choćby ze szpitala nie przyszedł mnie przywitać.
Mała Marysia nie mogła zrozumieć, dlaczego rodzice jej nie kochają.
Znalazłem Tylko Jeden Bilet, Gdy Przyjechałem Po Żonę i Nowo Narodzone Bliźniaki
Zrobiłem test DNA i przez własną nieufność straciłem rodzinę – Historia Polaka, który zapłacił wysoką cenę za brak zaufania
Czy eutanazja to nowa kara śmierci dla więźniów?
Skąd się biorą dzieci? In vitro i tajemnice zapłodnienia
NA WSZELKI WYPADEK Gdy łzy Nadziei płynęły po policzkach, Wera obojętnie wróciła do komputera i zaczęła gwałtownie pisać. — Zimna z ciebie baba, Werka — rzuciła Olga, szefowa działu. — Ja? Skąd taki wniosek? — Bo jeżeli u ciebie wszystko w życiu prywatnym gra, to nie znaczy, iż u innych też tak będzie. Widzisz, jak dziewczyna się załamuje. Może byś podpowiedziała coś z własnego doświadczenia, skoro tak ci się ułożyło? — Ja mam dzielić się z nią doświadczeniem? Chyba Naszej Nadi się to nie spodoba… Próbowałam, jak pięć lat temu przyszła do pracy z sińcami pod oczami — dobrze, iż chociaż drogę widziała… Wtedy jeszcze ciebie nie było. To nie facet ją tłukł, sama się przewracała. Gdy zniknął ostatni z jej facetów, magicznie przestały się pojawiać. To był już trzeci, który uciekł. Spróbowałam wtedy wesprzeć koleżankę. Skończyło się tak, iż zostałam winna wszystkiemu. Potem mi inne dziewczyny wyjaśniły — do Nadzi nie trafisz, ona wie wszystko najlepiej. Próbowała wszystkiego — babki szeptunki, miłosne zaklęcia, dziś psycholog… Dla niej każdy facet to ten sam scenariusz, tylko imię inne. Więc daruję sobie, nie będę płakać ani podawać chusteczek. — I tak, Wera, to nie w porządku — upomniała Olga. W czasie obiadu rozmawiano tylko o byłym Nadziei, zdrajcy i łajdaku. Wera jadła po cichu, wypiła kawę i schowała się w kącie z telefonem. — Wera… — podeszła wesoła zwykle Tania, dziś markotna jak nigdy. — Nie żal ci trochę Nadzi? — Tania, o co wam chodzi? — Dajcie jej spokój! — rzuciła Irenka. — U niej wszystko się układa, ukochany Wacek w domu, żyje jak u Pana Boga za piecem, w ogóle nie rozumie, jak to jest zostać samej z dzieckiem i nikogo do pomocy. choćby alimentów nie wyegzekwujesz! — Trzeba było nie rodzić… — dorzuciła Babcia Tania, najstarsza w zespole. — Wera ma rację! Ile razy Nadzie płakała? choćby w ciąży facet ją zamęczał… Kobiety zebrały się w kółku wokół płaczącej Nadziei, radząc różne rzeczy. A nasza niezależna Nadzie coraz śmielej podnosiła głowę, sprowadziła mamę z Podlasia, zadbała o wygląd, prawie zrobiła sobie kolczyk w nosie, ale cały zespół ją od tego odwiódł. — Nie martw się, Nadzieja, jeszcze za tobą zapłacze! — pocieszały ją dziewczyny. — Nie zapłacze… — szepnęła Wera — I nie będzie żałował. A Nadzieja jutro znajdzie sobie kolejnego… — Tobie łatwo mówić, twój Wacek to nie taki… — Nie taki. Najlepszy facet na świecie! I wtedy, pod wpływem wina, padł pomysł: — Jedziemy do Wery! Zobaczymy, czy jej Wacek się oprze naszym wdziękom! Przyjechały całą watahą, narobiły bałaganu w kuchni. — Dziewczyny, gotujmy szybko, zaraz Wacek wróci, a my nakryjmy mu do stołu! — Nie trudźcie się, to wybredny facet, a i tak zaraz wróci. W końcu zostały tylko Nadzieja, Olga i Tania. I wtedy przyszedł „Wacek”. — Waceńku, moje kochanie! — świergotała Wera. Kiedy do pokoju wszedł przystojniak, koleżanki zamarły. Chłopak dużo młodszy od Wery! — To mój syn, Denisek. — Ale jak… a gdzie Wacek? — Chodźcie, poznacie Wacka. Ale cicho! Po kastracji, Denisek z żoną go dziś zabrali do weterynarza… W pokoju na łóżku leżał… kot. Wielki, śpiący kocur. Z ulgą i śmiechem wszystkie wybiegły na korytarz. — Wera, ty to masz fantazję! — A wy same sobie dopowiedziałyście bajkę o moim cudownym mężu Wacku… Miałam dwie miłości, dwoje ślubów, żaden nie wypalił. Dziś mam syna, kota i święty spokój. Nikt nikomu nie zawadza, nikt nie tłumaczy się z rachunków. Na kawę się spotkamy, na kino — jest z kim, a reszta? Dla mnie życie układa się, jak trzeba. A Nadzieja? Po miesiącu już była zakochana w nowym, przyjmując bukiety do pracy. A Wera i Babcia Tania śmiały się po cichu. — No i widzisz, kochana, kto co lubi: jedna kota, druga faceta… — Może tym razem jej się poszczęści? — Oby… — Werka, a ty mi doradzisz, jakiego kota wziąć? — Idź już, czekają na ciebie… — Ale ja tak… na wszelki wypadek.
Moja mama zmusiła mnie do oddania dziecka i teraz na zawsze straciłam szansę na macierzyństwo
Aborcje w Oleśnicy, czyli Diabeł tak łatwo nie odpuści…
Nieprzygotowani na powrót z noworodkiem! Jak brak wsparcia i niedotrzymane obietnice męża zamieniły pierwsze chwile Reni w domu w koszmar – Brud, chaos i brak wyprawki, czyli historia 30-letniej mamy, która żałuje, iż zaufała rodzinie przed narodzinami dziecka
Test DNA, który rozbił moje małżeństwo: Jak podejrzenie ukradło mi rodzinę i szczęście
NFZ oszczędza, kobiety ryzykują życie rodząc. To nie jest straszenie, to statystyka
Przez godzinę podglądałam przyszłych rodziców ledwo po maturze: w kolejce do ginekologa, chichoty, wybieranie imienia z tabliczki lekarskiej i rozmowa o pierogach – z przerażeniem myślę, jakie wartości przekażą swojemu dziecku
Ciężarna 34-latka leżała w Gdańsku na mrozie. Bezdomną uratowały policjantki
Córka Tommy'ego Lee Jonesa miała być w ciąży. Zatrważające ustalenia
„Gdy narodziny dziecka zaskoczą nieprzygotowanych rodziców – historia trzydziestoletniej Renaty, która wróciła z niemowlęciem do nieposprzątanego mieszkania bez łóżeczka i ubranek, bo mąż zamiast wszystko zorganizować, słuchał szefa i czekał z przygotowaniami do porodu. Czy to naprawdę tylko jej wina?”
„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – usłyszałam od córki, która w wieku 15 lat ukryła ciążę przed nami do piątego miesiąca, a potem całkowicie odsunęła się od własnego dziecka, dopiero po latach stając się kochającą matką
WSZYSCY JĄ OSĄDZALIŚMY Mila stała w kościele i płakała już od piętnastu minut. To było dla mnie zaskakujące. „Co ta lalunia tu robi?” – myślałam. Jej ostatniej spodziewałabym się zobaczyć w takim miejscu. Nie znałyśmy się z Milą, ale widywałam ją często – mieszkałyśmy w jednym bloku, spacerowałyśmy po tym samym parku. Ja z czwórką dzieci, ona z trzema psiakami. Zawsze ją osądzałyśmy. My – czyli ja, inne mamy z dziećmi, panie siedzące na ławkach, sąsiedzi, pewnie i przechodnie. Mila zawsze była piękna, modnie ubrana, wydawała się lekkomyślna i pewna siebie. – O, znowu faceta zmieniła – mruczała za jej plecami pani Nela z parteru. – Już trzeci… – Może sobie pozwolić, pieniędzy jej nie brakuje – potakiwała jej koleżanka pani Stasia, patrząc z zazdrością, jak Mila wsiada z nowym adoratorem do drogiego auta. Syn pani Stasi, czterdziestopięcioletni Wacek, nie dorobił się choćby na starego poloneza. – Lepiej by dzieci rodziła, zegar tyka – dorzucał dziadek Tolek, zwykle przeciwnik tych pań, ale tym razem byli zgodni. Później cały blok szeptał z uśmiechem: „Następny ją zostawił. Bo puszczalska! I na pewno w mieszkaniu śmierdzi psami!” A najbardziej nie lubiłyśmy jej my – mamy dzieciaków. Podczas gdy biegałyśmy za swoimi maluchami po huśtawkach, zjeżdżalniach, krzakach i śmietnikach, ona przechadzała się spokojnie ze swoimi „kundlami”, jakby nigdy nic. Patrzyła w naszym kierunku z lekkim uśmieszkiem, jakby mówiła: „Urodziłyście, to teraz nie macie życia. Ja mam święty spokój. A wy przeliczacie, czy starczy do końca miesiąca i na kurtkę dla Marysi, czy buty mogą jeszcze poczekać.” – Od razu widać, iż bezdzietna z wyboru – komentowała moja koleżanka Asia, mama trzech chłopaków. – Bogaci mają swoje fanaberie – psiaczki, kotki, chomiki – kiwała głową ciężarna z bliźniakami Ela, próbując ściągnąć z drzewa swoją starszą córkę. – Egoistka po prostu, zamiast się przejmować, jeździ po świecie. Ja od siedmiu lat nie byłam nad morzem – wzdychała pięciokrotna mama Kasia. – Tak, tak… – zgadzałam się z wszystkimi, choćby z emerytkami z ławki. A potem biegłam ratować Tonkę, która z rozbitym kolanem darła się na cały park. – Psy sobie przygarnęła, a dzieci by lepiej urodziła – powiedziała kiedyś głośno jakaś babcia z wnukiem. – Nie pańska sprawa! – rzuciła ostro Mila, po czym przyspieszyła z psami. – Chamka – zawołała za nią tamta staruszka. …Jeszcze chwilę patrzyłam na płaczącą Milę i wyszłam z kościoła. – Proszę poczekać – usłyszałam za sobą. Mila dogoniła mnie na kościelnym dziedzińcu. – To pani się bawi w parku z czterema dziewczynkami? – Tak… A pani z trzema pieskami. – Tak. A… mogłabym panią o coś prosić? Wie pani, zawsze patrzę na panią, na inne mamy z dziećmi i podziwiam, – powiedziała… i zarumieniła się. – Pani?! – zdziwiłam się. I o mało nie dodałam: „Przecież pani to bezdzietna egoistka!”. Tak się poznałyśmy. Usiadłyśmy na ławce. Mila mówiła… i płakała. Wyraźnie potrzebowała się wygadać… Mila dorastała w dobrej, kochającej rodzinie. Od zawsze marzyła o gromadce dzieci. Wyszła za mąż z miłości. Ale po dwóch martwych ciążach i diagnozie „bezpłodność” ukochany mąż gwałtownie ją zostawił. Drugi, z tego samego powodu, również uciekł. A Mila długo się wtedy leczyła, ledwo nie przypłacając tego życiem przy ciąży pozamacicznej. Potem był trzeci „adorator”. I znowu ciąża pozamaciczna. Ten uciekł, gdy tylko usłyszał o możliwości dziecka. Lubił samochód Mili, cenił jej zarobki, ale dzieci w jego planach nie było. – Oddałabym wszystko, żeby mieć dziecko! – Myślałam, iż pani kocha psy – palnęłam głupio. – Kocham psy – uśmiechnęła się Mila. – Ale to nie znaczy, iż nie kocham dzieci. Z tęsknoty zaczęła od Tepi. Potem przygarnęła tymczasowo Majka, który już został. Fenię znalazła na mrozie zimą – żal jej się zrobiło. „Psy sobie przygarnęła, a dziecka żal!” – przypomniałam sobie tamtą babcię. „Czas leci, zegar tyka…” – powtarzał dziadzio Tolek. Zegar tykał… Mila miała już czterdzieści jeden lat, choć wyglądała najwyżej na trzydzieści. Postanowiła adoptować dziecko z domu dziecka. Małe czy duże, nieważne. Najpierw wypatrzyła sześcioletniego Kubusia. A adekwatnie to on ją – podszedł i zapytał: „Będziesz moją mamą?” „Będę!” – odpowiedziała. „Egoistka, nie chce się poświęcać…” – przypomniałam sobie narzekającą Kasię. Ale Kubusia jej nie oddali. Jego matka z poważną chorobą psychiczną nie została pozbawiona praw rodzicielskich. – To był dla mnie cios – wspominała Mila. – Nie byłam w stanie zrozumieć… Dziecko cierpi, a nie można zrobić nic. Potem pojawiła się czteroletnia Lenka. Dwukrotnie adoptowana i dwa razy oddana z powrotem – ponoć była za bardzo żywa. Ktoś opowiadał, iż przy drugiej „mamie”, Lena czołgała się za nią na kolanach i błagała: „Mamusi, błagam, nie oddawaj mnie, już będę grzeczna!” Mila, gdy tylko ją poznała, usłyszała: „A ty mnie też oddasz?” „Nie oddam!” – wyszeptała przez łzy. Ale z adopcją Leny też były trudności. Mila nie doprecyzowała. – To moja córka i będę o nią walczyć! Tego dnia po raz pierwszy w życiu przyszła do kościoła. – Nie miałam już gdzie pójść – wyznała. Przyszedł ksiądz, długo rozmawiali. – Wszystko będzie dobrze! Z Bogiem! – usłyszałam, jak mówił. Mila się uśmiechnęła… Wracałyśmy razem. – Pewnie myśli pani, iż jestem wyniosła i zarozumiała – powiedziała Mila. – A ja po prostu mam dość wszystkiego tłumaczyć. Tyle już przeżyłam… Milczałam. Zaprosiła mnie i dziewczynki do siebie – żeby pobawić się z psami. Zgodziłam się. I naprawdę pójdę. Ale dopiero za jakiś czas. Na razie jest mi po prostu potwornie wstyd. I ciągle myślę: skąd tyle jadu? Skąd we mnie tyle jadu? Dlaczego tak łatwo zakładamy najgorsze o innych? I bardzo bym chciała, by u Mili, tej niezwykłej kobiety, którą wszyscy osądzaliśmy, wszystko w końcu się ułożyło. Żeby Lenka się do niej przytuliła i powiedziała: „Mamusia!” I wiedziała, iż nikt już jej nie odda. A wokół radośnie hasali ich cudowni, kochani psi przyjaciele – Tepa, Majek i Fenią… Może, kto wie, wydarzy się cud – Mila pozna dobrego męża, a Lenka doczeka się braciszka lub siostrzyczki. Przecież wszystko jest możliwe, prawda? I oby już nikt nigdy nie powiedział im ani jednego złego słowa…
Usha Vance jest w ciąży. "Dzielimy się ekscytującą wiadomością"
Godzina w kolejce u ginekologa: obserwacje młodych przyszłych rodziców prosto po maturze, których zachowanie przyprawiało wszystkich o ból głowy
Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lila dobiegała końcówki ciąży, jej młodszy brat wyprowadził się z domu, ojciec zaczął pić i od tego czasu życie dziewczyny zamieniło się w piekło. Każdy poranek zaczynała od przewietrzenia mieszkania, wynoszenia pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się wyśpi. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wyszedłeś po udarze. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej zapomnieć o bólu. — O jakim bólu? — Tego, iż nie jestem nikomu potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Zmarnowałem życie, Lila. Po co w ogóle przyszedłem na świat? Po co założyłem rodzinę i spłodziłem dzieci, które odziedziczyły ode mnie tylko słabość, brak charakteru i biedę? Wszystko na darmo, córko. Lepiej pić. Lila, już i tak w złym humorze, złościła się. — Wcale nie na darmo, tato. Innym ludziom bywa gorzej w życiu. — Gorzej? Ty bez matki rosłaś. Teraz zamierzasz urodzić dziecko bez ojca i też wychowywać je w biedzie. — Nie wszystko jest tak czarne, tato… Nic nie jest wieczne, wszystko może się zmienić w każdej chwili. Z żalem wspomniała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, przygotowując się do ślubu z Ilją. Świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila wybuchła: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — To wszystko jest moje, — stwierdził ojciec. — Łącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepuściłeś? Nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć? — A czemu mam myśleć? Jestem chory człowiek. Wyrosłaś, teraz to ty masz się mną zająć! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież pamiętam, iż były jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?.. Była wstrząśnięta. Usiadła na krześle i zakryła twarz dłońmi. Skąd mogła wiedzieć, iż ciocia Natalia w czasie jej nieobecności rozpijała ojca i okradała dom? Cicho i podstępnie Natalia zadomowiła się w ich czterech ścianach i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lila płakała przez sen. Leżała załamana, głodna. Następnego ranka zapukała do drzwi Natalia Anatoliewna. W modnym płaszczu i butach na obcasach, choćby nie zdjęła obuwia, od razu skierowała się do kuchni. — Cześć. Moja znajoma z urzędu komunalnego powiedziała mi, iż macie zaległości i zaraz odetną prąd za niepłacenie. Co się u was dzieje, Lila? Może napijemy się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Swieta… Ale tu nic nie ma. Ani cukru, ani herbaty. Nic! Chodź, pójdziemy do sklepu. Lila nie patrzyła choćby na ciotkę. — Ciociu Natalio, może wy już pójdziecie. Nie mam czym was poczęstować. Natalia nie zamierzała ustępować. — Masz problemy? Widzę to. Pamiętasz, jak proponowałam ci, żebyś się do mnie przeprowadziła? Teraz już nie proszę, tylko nalegam — zabieraj rzeczy i zamieszkaj ze mną. Tu nie ma warunków, twój ojciec pije, a ty nie masz choćby co jeść! A przecież potrzebujesz owoców, witamin… Pakuj się, jedziemy do mnie. Lili zakręciło się w głowie, usiadła na stołku. Łzy pociekły jej po policzkach, Natalia ją przytuliła: — Posłuchaj dziecko, wiem jak do mnie podchodzisz. Nie mam u ciebie przebaczenia, moja córka odebrała ci męża. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą. Potem wszystko działo się jak we śnie: Natalia pomogła jej spakować rzeczy i zamówiła taksówkę. *** W dniu, w którym Lila zaczęła rodzić, Natalia Anatoliewna nie odstępowała jej na krok. — Słuchaj mnie uważnie, Lila. Uprzedziłam już personel, iż chcesz zrzec się dziecka. Więc po porodzie nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz. Lila zmagała się z bólami porodowymi: — Ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Niech to się już skończy… — Pamiętaj tylko, co mówiłam — sama tego dziecka nie wychowasz. Już mam rodzinę, która chętnie je adoptuje choćby dziś. Po kilku godzinach na świat przyszła dziewczynka. — Waży 3,3 kilo, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka zawinęła dziecko w pieluszkę i choćby nie pokazała Lili. Ale lekarka spojrzała surowo na młodą matkę: — Jak to rozumieć? Ma pani zdrową, śliczną córeczkę, choćby nie chce pani na nią spojrzeć. Elu, przynieście dziecko i przystawcie do matki. Lila była rozbita i potrząsnęła głową: — Nie chcę. Nie mam z czego żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którym bardziej się przyda. Podpiszę zrzeczenie… Oddadzą ją do adopcji. — Niech się pani opanuje, niech chociaż spojrzy na dziecko. Lila zacisnęła powieki, ale poczuła delikatny dotyk na ręce… Pielęgniarka położyła maluszka obok, a ona wtuliła się w matkę, otwierając usteczka — Lila spojrzała w końcu na córeczkę. Bezbronny dzieciaczek patrzył na nią skośnymi oczkami, wyciągał rączki na oślep w jej kierunku. — No i już, mamusiu? Karmimy malutką, — uśmiechnęła się lekarka. Rozweseliło ją, iż Lila aż się rozpłakała na widok córki. — Śliczna dziewczynka. Potrzebuje was, nie żadnych adopcyjnych rodziców. Lila zapłakała i przytuliła córkę z całych sił. Przez najbliższe dwie godziny odpoczywała po porodzie nie spuszczając wzroku z córeczki. Tak obudził się jej instynkt macierzyński. „To ona jest sensem mojego życia — moja córeczka. Nieważne, iż Ilja odszedł, ojciec szaleje… Jestem potrzebna mojej córce, więc zostanę z nią”. *** Lila obudziła się na głos Natalii. Natalia Anatoliewna, zarzuciwszy szlafrok na ramiona, weszła do sali i spojrzała na nią surowo. — Zapomniałaś co ustalałyśmy? — spytała cicho. — Obiecałaś, iż oddasz dziecko po porodzie. Już załatwiłam rodzinę, która odbierze małą choćby dziś. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej. — Przecież nie masz choćby na chleb, gdzie pójdziesz z tym dzieckiem? — Do domu. Nie będę już wam przeszkadzać. Poradzę sobie jakoś. Lila widziała, jak na twarzy ciotki pojawił się wściekły grymas. — Zwariowałaś?! Przecież nie masz za co żyć! Będziesz żebrać na ulicy?! Krzyk Natalii obudził córeczkę w łóżeczku. Lila podeszła i wzięła ją na ręce. — Nie ruszaj jej! Sama ją ukołyszę i nakarmię sztucznym mlekiem. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu, — powiedziała Natalia. Lila potrząsnęła głową: — To moja córka. Zdecydowałam, nie oddam jej nikomu! — Oszalałaś! Przecież obiecałaś! — Natalia zacisnęła zęby bezradnie. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Współlokatorka Lily podniosła głowę ze szpitalnego łóżka: — Kto to był? — Ciotka. — Masakra. Nie słuchaj jej. Dobrze, iż ją wygoniłaś. Ja jestem Lera. Jak będziesz potrzebowała pomocy, daj znać. Są jeszcze dobrzy ludzie na świecie. — Ja jestem Lila. — Miło poznać, Lila. Wiesz, miałam wrażenie, iż ta kobieta chciała zabrać twoją córeczkę z łóżeczka. Jest bardzo dziwna. *** Przed wypisem Lilę odwiedziła była przyjaciółka, Swieta, z dużym brzuchem. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła na ławce. Swieta przysiadła obok. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak, córeczkę. Swiecie zadrżały oczy. — Lila, sprawa jest taka. Wiesz, iż mama znalazła rodzinę, która ją chętnie adoptuje. — No i co? — To bardzo porządni ludzie, znam ich. Są bogaci i zrobią wszystko, żeby dostać dziecko. Swieta ścisnęła jej rękę: — Proponują za twoją córkę milion. Milion złotych, wyobrażasz sobie? Kupiłabyś pokój, a może i mieszkanie. — Milion? To niech ty im dasz swoje dziecko, skoro ci tak leży na sercu, — odpowiedziała Lila. Swieta wydęła usta, ale nie puszczała ręki Lili. — Oddaj ją mnie! Zaopiekuję się nią. To przecież córka Ilji. — Dasz radę z dwójką dzieci? — Niczego nie rozumiesz, Lila! Moja rodzina się rozpada! Lilę poniosło, wstała i chciała odejść, Swieta złapała ją za rękaw, oczy świeciły szaleństwem: — Potrzebuję tej dziewczynki, Lila! — Puść. …Kilka godzin później wpadł do sali sam Ilja. Lila się cofnęła. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie, nie możesz! Niech Swietoczka ci rodzi, tam patrz! — Musimy pogadać. Odkąd urodziłaś, nie mogę spać. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się praw, a od razu ją zaadoptuję. Lila pokiwała głową: — Nie jestem jak ty. Nigdy nie zostawię dziecka, które mnie potrzebuje. Na darmo przyjechałeś — nie oddam ci jej! Ilja też nie chciał odpuścić. — Oddaj! choćby nie miałaś prawa rodzić mojej córki! I tak ją odbiorę! — Ty? Maminsynek? Najpierw spytaj mamusi o pozwolenie! Lila wzięła dziecko i poszła do pielęgniarki: — Proszę, nie wpuszczać do mnie nikogo! Nie chcę nikogo widzieć! Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Nie była sama — razem z nią szła sąsiadka z sali, Lera, którą odbierali mąż i matka. Przed wejściem czekał samochód Rezników. Wysiadła z niego Valeria Jakowlewna, matka Ilji, która rzucała w Lilę nieprzyjazne spojrzenia. Strach przeszedł po plecach Lili. Niedoszła teściowa wyglądała jak wilczyca przed skokiem. Lera zauważyła jej minę, podeszła i stanęła obok. — Kto to jest, Lila? — Rodzice Ilji. — Tak się czai, jakby na ciebie polowała. Coś tu jest nie tak. Zapraszałam cię do siebie, jedź ze mną. Lila skinęła głową. Również czuła niepokój. *** Mieszkając u nowych przyjaciół, Lila niespodziewanie spotkała miłość — kuzyn Larry, zatwardziały kawaler Janek, zakochał się w niej. Janek był wspaniałym człowiekiem, dobrym, ciepłym. Nie tylko się z nią ożenił i adoptował córkę, ale też pomagał teściowi. A co do Swiety i Ilji — ich związek się rozpadł. Okazało się, iż Swieta udawała ciążę i nosiła sztuczny brzuch, zwodząc rodzinę Rezników. Natalia Anatoliewna, chcąc ratować rodzinę córki, wyznała zięciowi, iż Swieta straciła dziecko wcześnie. I od razu zaproponowała świetny (według siebie) plan wyjścia. — Ilja, nie gniewaj się na moją córkę. Tak, ciąża się skończyła, ale i tak będziesz miał dziecko na boku. Zastanawiałam się: może zabierzecie dziecko, które urodzi Lila? Przecież będzie wasze, możecie je adoptować. A rodzicom nie mówmy o utracie ciąży, będziemy udawać, iż Swieta jest w ciąży, a jak Lila urodzi, zabierzemy jej niemowlę i powiemy, iż to Swieta urodziła. Ilji spodobał się pomysł teściowej. I wszystko układało się dobrze, dopóki Lila się nie zbuntowała i nie oddała dziecka do adopcji, pogrążając byłą przyjaciółkę i jej matkę. Matka Ilji, Valeria Jakowlewna, była rozczarowana kłamstwem synowej, wygnała ją i zmusiła syna do rozwodu.
„Nie chcę być mamą! Chcę wyjść z domu!” – usłyszałam od swojej córki, która zaszła w ciążę w wieku 15 lat i długo to ukrywała przed nami; gdy w końcu się dowiedzieliśmy, byliśmy z mężem wstrząśnięci — dziś wiem, iż serce matki potrafi się zmienić, a największy skarb może pojawić się nieoczekiwanie
Czy masz chwilę, aby zabrać walizkę z rzeczami? – zapytała żona
Godzinę przyglądałam się młodziutkim przyszłym rodzicom prosto po maturze – ich zachowanie w kolejce u ginekologa, hałas, chichoty i wybieranie imienia dla syna z tablicy lekarskiej budziły zdumienie całej poczekalni
34-latka w ciąży mogła zamarznąć. Mieszkała w garażu
Dwie kreski na teście były dla niej biletem do nowego życia, a dla jej najlepszej przyjaciółki — wejściem do piekła. Wyszła za mąż wśród owacji zdrajców, ale finał tej historii napisał ten, którego wszyscy uważali za naiwną pionka.
Czy lekarz musi przyjąć kobietę, która podejrzewa, iż jest w ciąży? "Musiałam zapłacić"
To nie jest twoja córka, czyś ty całkiem ślepy? Szokujące oskarżenia teściowej, wojna o blond córeczkę, test na ojcostwo i rodzinne pogodzenie – prawdziwa opowieść z polskim akcentem
„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – tak usłyszałam od własnej córki. O jej nastoletniej ciąży dowiedzieliśmy się z mężem dopiero w piątym miesiącu. Przez długi czas ją ukrywała i do dziś nie wiemy, kto jest ojcem. Po porodzie nie chciała zająć się synkiem i niemal całą opiekę przejęłam ja, rezygnując z pracy. To była ciężka próba dla naszej rodziny – córka nie chciała być matką, chciała imprezować, a ja i mąż musieliśmy formalnie przejąć opiekę nad wnukiem. Wydawało się, iż nic już się nie zmieni… aż pewnego dnia serce mojej córki stopniało i stała się cudowną mamą, a w naszej rodzinie wreszcie zapanował spokój.
Ciężarna 34-latka mieszkała w garażu. Pomogły jej policjantki
​Abonament RTV w górę. Wyższe będą także kary za zwlekanie z opłatami
To nie jest twoja córka, czy ty naprawdę jesteś ślepy? – Historia, jak moja teściowa nie potrafiła uwierzyć, iż blond córeczka z niebieskimi oczami należy do naszej rodziny, czyli o rodzinnych podejrzeniach, teście na ojcostwo i jak jedna uwaga na porodówce rozpoczęła pięcioletnią wojnę domową, zanim wszystko się zmieniło
Ciężarna 34-latka koczowała w nieogrzewanym garażu. O krok od tragedii
Ciężarna 34-latka mieszkała w blaszanym garażu. Policjantki zabrały ją do domu Samotnej Matki
Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lila przeżywała ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyprowadził się z domu, a ojciec zaczął pić – od tej pory życie Lili zamieniło się w koszmar. Każdy poranek zaczynał się od wietrzenia mieszkania, wynoszenia pustych butelek i czekania aż ojciec się obudzi. — Tato, przecież nie wolno ci pić. Ledwo doszedłeś do siebie po udarze. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Łatwiej mi tak znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem, Lila. Jestem przegrany. Niepotrzebnie się urodziłem, niepotrzebnie się żeniłem, niepotrzebnie miałem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość i biedę. Wszystko na darmo, córko. Lepiej się napić. Lila, już i tak w złym humorze, złościła się. — Nic nie jest na darmo, tato. Ludzi spotykają w życiu gorsze rzeczy. — Co może być gorszego? Wychowywałaś się bez matki. I chcesz urodzić dziecko bez ojca, które będzie żyło w biedzie, tak jak my. — Nie wszystko jest stracone, tato. Wszystko się może zmienić, każda chwila może odmienić nasze losy. Lila ze smutkiem wspomniała, jak jeszcze niedawno planowała ślub z Pawłem. Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila, w akcie bezsilności, wykrzyczała: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie – oświadczył ojciec – łącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepiłeś? I choćby nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć? — A dlaczego ja mam o to myśleć? Jestem chorym człowiekiem. Wyrosłaś już, teraz twoja kolej się mną opiekować! Lila przetrząsała szafki. — Pamiętam dokładnie – wczoraj były jeszcze dwie paczki makaronu i trochę oleju. Teraz nic nie ma! Co zjemy na kolację? Lila była zszokowana. Usiadła na krześle, ukrywając twarz w dłoniach. Nie miała pojęcia, iż ciotka Natalia przyszła podczas jej nieobecności, rozpijała ojca i wynosiła jedzenie z domu. Cichutka, manipulująca jak wąż, Natalia weszła do ich domu i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lila przez łzy nie mogła zasnąć. Leżała zrezygnowana, głodna. Rano zapukała do drzwi Natalia. W drogim płaszczu, modnych butach na obcasach, choćby nie zdjęła obuwia i weszła do mieszkania. — Dzień dobry. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, iż macie długi i zaraz wam odetną prąd. Co się dzieje, Lila? Może napijemy się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia poszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i w szafkach. — Sama sobie zrobię herbatę, ty jesteś w ciąży — jak moja Zosia… Ale u was nie ma ani cukru, ani herbaty. Po prostu nic tu nie ma. Może pójdziemy do sklepu? Lila unikała jej wzroku. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję was herbatą. Lepiej już sobie pójdźcie. Ale Natalia nie zamierzała odpuścić. — Masz kłopoty? Widzę, iż tak. Pamiętasz, proponowałam ci, żebyś przeprowadziła się do mnie? Teraz już nie proszę, a nalegam — pakuj rzeczy i jedź ze mną. Tu nie ma warunków dla dziecka, ojciec nadużywa alkoholu, a ty nie masz co jeść! Owoce, witaminy… Spakuj się, jedziesz ze mną. Lila usiadła, bo zakręciło jej się w głowie. Łzy pociekły po policzkach, Natalia ją przytuliła: — Posłuchaj, wiem jak mnie postrzegasz. Wybaczenia nie oczekuję – przecież to przez moją córkę straciłaś Pawła. Ale nie jestem potworem i nie mogę znieść widoku twojego cierpienia. Czy ci się to podoba, czy nie – zajmę się tobą. Potem wszystko było jak we śnie: Natalia pomogła Lili spakować rzeczy i zamówiła taksówkę. *** W dniu, gdy zaczęły się skurcze, Natalia nie odstępowała Lili na krok. — Słuchaj uważnie, Lila. Wszystko już ustalone – powiedziałam lekarzom, iż chcesz się zrzec dziecka. Więc kiedy urodzisz, nie bierz dziecka na ręce, nie próbuj karmić piersią. Po prostu nie patrz na dziecko. Skurcze były trudne do zniesienia: — Ciociu Natalio… wszystko mi jedno. Niech to już się skończy. — Nie zapominaj — nie dasz rady sama tego dziecka wychować. Ja już znalazłam porządną rodzinę, która natychmiast adoptuje twoje dziecko. Kilka godzin później urodziła się dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku. Pielęgniarka zawinęła malucha i choćby nie pokazała Lili. Ale pediatra spojrzała surowo na młodą mamę: — Co to znaczy? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a mama nie chce na nią spojrzeć? Pani Eleno, proszę przynieść dziecko i przystawić do piersi! Lila, załamana, potrząsnęła głową: — Nie chcę. Nie mam za co żyć, nie chciałam rodzić… Są ludzie, którym ta dziewczynka jest bardziej potrzebna, podpiszę zrzeczenie, ona trafi do adopcji… — Niech się pani opanuje, chociaż spojrzy na maleństwo. Lila zamknęła oczy, ale poczuła delikatny dotyk na dłoni… Pielęgniarka położyła dziecko obok, malutka zaczęła kwilić, szukała matki. Mała, bezbronna istotka patrzyła na nią spod przymrużonych powiek, próbując objąć ją rączkami. — No już, mamuś, czas karmić maleństwo – zażartowała pediatra, widząc, jak Lila drży pod wpływem pierwszego kontaktu z córką. — Przecież ona cię potrzebuje, a nie obcy ludzie. Rozumiesz? Lila zapłakała, przytuliła córeczkę i przytaknęła. Przez kilka godzin Lila leżała przy dziecku, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Właśnie wtedy obudził się w niej matczyny instynkt. „To jest sens mojego życia – moja córka. Nieważne, co zrobił Paweł czy tata… Moja córka mnie potrzebuje, więc zostanę z nią”. *** Lila obudziła się od głosu Natalii. Natalia, w szlafroku, weszła do sali i spojrzała na Lilię leżącą w łóżku. — Zapomniałaś, o czym się umawiałyśmy? — spytała cichym głosem. — Przecież obiecałaś, iż po porodzie zrezygnujesz z dziecka. Ja już załatwiłam ludzi, którzy zaraz je zabiorą. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej. — Ale nie masz choćby grosza, jesteś prawie bezdomna, gdzie z dzieckiem pójdziesz? — Do domu. Nie będę już nikomu przeszkadzać. Poradzę sobie sama. Lila zauważyła, jak twarz Natalii przybrała grymas gniewu. — Zwariowałaś?! Jak przeżyjesz? Kim będziesz — żebrakiem? Krzyk Natalii obudził dziewczynkę, Lilia podeszła do łóżeczka. — Nie dotykaj! Sama ją utulę i nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzom, iż nie masz mleka — oświadczyła Natalia. Lila pokręciła głową. — To moje dziecko, powiedziałam, nie oddam… — Nie możesz! Obiecałaś! — Natalia bezradnie otworzyła usta. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka, która leżała cicho obok, podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Bohaterka… Dobrze zrobiłaś, iż ją wygoniłaś. Jestem Lera. Jak będziesz potrzebować pomocy, pomogę. Świat nie jest taki zły. — Lila. — Miło poznać. Wiesz, ona prawie wyciągnęła ręce do twojej córeczki, jakby chciała ją zabrać. Niezwykła kobieta. *** Przed wypisem przyszła do Lili jeszcze jedna osoba, nie mogła wejść na salę, więc Lila wyszła do korytarza. Była przyjaciółka Zosia stała, ciężarna, oczekując na Lilię. — Cześć. Lila ostrożnie usiadła obok. Zosia spuściła wzrok. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Córkę. Zosia nerwowo zerkała tu i tam. — Lila, mama znalazła ludzi, którzy chcą adoptować twoje dziecko. — No i? — Ci ludzie są dobrzy, wiem o tym. Mają pieniądze i naprawdę zależy im na tej dziewczynce. Zosia chwyciła Lilię za rękę: — Oferują za twoją córeczkę ponad sto tysięcy złotych! Wyobrażasz sobie?! Kupiłabyś sobie pokój, może choćby mieszkanie! — Dobrze, skoro tak ci na nich zależy, sprzedaj im swoje dziecko – Lila odpowiedziała chłodno. Zosia się nadęła, ale ściskała rękaw Lili. — Poczekaj, oddaj mi dziecko! Zajmę się nią, to przecież córka Pawła. — Dasz radę z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lila! Moja rodzina się rozpada! Lila poderwała się z ławki, by odejść. Zosia trzymała jej rękaw, jej oczy były szalone: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść. …Kilka godzin później do sali wpadł sam Paweł. Lila odsunęła się na widok byłego narzeczonego. — Urodziłaś? Mogę ją zobaczyć? — Nie, nie możesz! Niedługo twoja Zosia urodzi, to tam patrz! — Musimy porozmawiać, Lila. Odkąd urodziłaś, nie mogę się odnaleźć. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a ja ją od razu zaadoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taka jak wy. Nigdy nie zostawię osoby, która mnie potrzebuje. Niepotrzebnie tu przyjechałeś — córka zostaje ze mną! Paweł nie chciał odejść. — Oddaj mi dziecko! Nie powinnaś była rodzić mojego dziecka! I tak ją zabiorę! — Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj o zgodę mamusi! Lila odepchnęła byłego chłopaka, wzięła córeczkę i wyszła do pielęgniarek. — Czy może pani prosić, by nikt już do mnie nie wchodził? Nie chcę nikogo widzieć, to nie motel! Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Wyszła razem z sąsiadką z sali, Lerą, którą witał mąż i mama. Lila zatrzymała się na schodach, gdy zobaczyła samochód rodziny Pawła. Wysiadła matka Pawła, pani Renata, zmierzyła Lilę wzrokiem. Lila poczuła ciarki na plecach. Niedoszła teściowa patrzyła złym okiem, wyglądała jak wilczyca gotowa do skoku. Lera zauważyła to spojrzenie, stanęła przy Lili. — Kto to? — Rodzice Pawła. — Wygląda, jakby czekała na ciebie. Powiem ci szczerze: coś mi tu nie pasuje. Wszyscy tak „polują” na twoje dziecko… Mam dla ciebie pokój u siebie, jedź ze mną. Lila kiwnęła głową. Czuła ten sam niepokój. *** Zamieszkała u nowych przyjaciół. Niespodziewanie jej serce podbił kuzyn Lery, wieczny kawaler Janek — był czuły, dobry, wziął Lilię za żonę, a jej córkę traktował jak własną. Co do Zosi i Pawła — ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, iż Zosia udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i oszukiwała rodzinę Pawła. Natalia, by ochronić córkę, wyznała Pawłowi, iż Zosia poroniła, ale wymyśliła inny plan: „Pawełku, nie złość się na Zosię, i u ciebie nie jest wesoło — w końcu gdzieś indziej będziesz miał dziecko. Może łatwiej by było, gdybyście przyjęli dziecko, które urodzi Lila? Przynajmniej nie jest obce. Zaadoptujcie je, a rodzicom Pawła nic nie powiemy. Będziemy udawać, iż Zosia urodziła i przyjmiemy córkę Lili.” Pawłowi spodobał się ten plan. Wszystko układało się po ich myśli, dopóki Lila nie zdecydowała się zostać z córką – wpędzając tym w kłopoty dawną przyjaciółkę i jej matkę. Matka Pawła, pani Renata, gdy poznała prawdę, wyrzuciła Zosię z domu, a Pawła zmusiła do rozwodu. Dziecko dla przyjaciółki – historia o matce, dla której własne dziecko okazało się największym skarbem i sensem życia, mimo trudnych wyborów, samotności i zdrady najbliższych.
Szczęście za trzy miliony: Gdy nieznajoma zjawiła się w biurze u pani prezes, żądając pieniędzy za ciążę z jej mężem, a życie małżeństwa Stanisławy i Konstantego zawisło na włosku – niezwykła propozycja, dramatyczny szantaż i zaskakujący finał w polskich realiach
Godzinę w poczekalni u ginekologa: przyszli rodzice ledwo po maturze, głośne chichoty i dyskusje o imieniu dla syna oraz pierogach – a ja ze zgrozą myślę, jakie wychowanie dostanie ich dziecko
Zamykanie porodówek i spór o przyszłość opieki okołoporodowej w Polsce
– To nie jest twoja córka, czy jesteś kompletnie ślepy? Moja teściowa przez lata wątpiła w ojcostwo, domagała się testów DNA i przysparzała rodzinie łez – aż do dnia, gdy prawda wyszła na jaw w najbardziej zaskakujący sposób!