Takie jest życie

aleksandra.jursza.net 14 godzin temu

Dzień dobereł! jeżeli myśleliście, iż zapomniałam o Oskarach z 1987 roku, to się grubo pomyliliście. Na nieszczęście dla mnie, bo mimo ówczesnego prestiżu nagród jest tam trochę kina nudnego i nic nie wnoszącego, dziś już zapomnianego.

Takim przykładem jest „That’s Life!” Blake Edwardsa, które ponoć jest historią autobiograficzną, a przynajmniej z jej domieszką. Nie wiem i nie chcę się wgłębiać, bo jest to historia nudna, o Dupie Maryni i w zasadzie włączyłam przewijanie 2x na youtube.

A może to ja nie rozumiem tego filmu? Wszak nie mam jeszcze czterdziestki, a tym bardziej dzieci. Więc nie jestem w stanie zrozumieć tego kryzysu, jaki przeżywają rodzice, gdy dzieci już udają się do własnego życia. Ale prawdą jest też to, iż widz przynajmniej ogarnięty powinien móc zrozumieć problem pustego gniazda, gdy film po prostu jest dobry. I to niezależnie od wieku czy posiadania potomstwa. Tu tak nie było.

Więcej powiem, „That’s Life!” zostało nominowane za piosenkę – i jest to jedyna nominacja dla tej historii – która nie wybrzmiewa w filmie. Owszem, słyszymy kawałek, ale całości już nie. To ładny i staromodny utwór „Life in a Looking Glass” Tonego Benneta i Henriego Manciniego. Zresztą, ten drugi w całości odpowiada za ścieżkę dźwiękową tego filmu. A raczej tego czegoś.

Bo o czym opowiada „That’s Life!”? Moim zdaniem – o niczym, o Dupie Maryni. Albo ja nie zrozumiałam do końca, bo po prostu obyczajowość była pokazana w tak nudny sposób, iż nie zdzierżyłam. Być może jest to wartościowe kino, ale ocena na IMDB – 6.0. – wcale tego nie potwierdza. Przyznaję, przez nią nastawiałam się na słabsze kino, ale serio… nie sądziłam, iż będzie tak drętwo.

Ale mimo wszystko spróbuję Wam opowiedzieć fabułę tego filmu tak, jak ja zrozumiałam. Otóż, jest sobie małżeństwo i facet, Harvey (Jack Lemmon) ma stan depresyjny. Początkowo myślałam, iż tu też będzie wątek z rakiem, ale jednak nie. Tak czy siak, fabularnie długo nic się nie dzieje, a film opiera się głównie na dialogach. I ja nie wiem, co autor miał na myśli. Kryzys, iż koleś kończy sześćdziesiąt lat? Być może, ale prawda jest taka, iż jako widz nie jesteśmy w stanie doświadczać tego problemu, bo jesteśmy rozpraszani jakimiś bzdetami-pogadankami o Dupie Maryni. Jest kilka momentów – dwa, czy trzy – w których można się uśmiechnąć, bo to w końcu miała być też komedia, ale to wszystko.

Ten film opowiada o bogatych ludziach, których problemem jest adekwatnie nie-wiadomo, co.

Z tego też powodu nie jestem zdziwiona, iż w tej chwili „That’s Life!” nie ma w Polsce dystrybucji (źródło: upflix). Generalnie, historię znalazłam na yt. Dla odważnych podlinkuję, tak samo jak nominowaną piosenkę.

Ale może jest tu ktoś, komu jednak ten film przypadł do gustu?

Idź do oryginalnego materiału