Dzieci

Skandal na turnieju judo. Reaguje ambasada Izraela
Opieka naprzemienna nad dzieckiem po rozwodzie. "W idealnym świecie dziecko powinno mieć jeden dom"
Spacer zimą to walka o przetrwanie. Rodzice i osoby z niepełnosprawnościami ją przegrywają
„– Do kogo? – Maria Fiodorowna wraz z Mikołajem wyszli na ganek i przyglądali się przybyszce. – Do Marii Fiodorowny! Jestem wnuczką, a adekwatnie prawnuczką jej syna, Aleksego – najstarszego dziecka Marii Fiodorowny.”
Syn mojego byłego męża z nowego małżeństwa ciężko zachorował, a były prosił mnie, bym wsparła ich finansowo – stanowczo odmówiłam!
Dla mojej mamy opieka nad wnuczką to coś „niemożliwego”.
Gdy byłam w pracy, mój mąż poszedł po dzieci, a kiedy do niego przyszłam, nie otworzył mi drzwi.
W Estonii opracowano „safe box” dla młodych w kryzysie emocjonalnym
Mają prawo do lekarza bez kolejki. Zdziwisz się, kogo nie ma na tej liście
„Wynoś się z mojego domu!” – powiedziałam do teściowej, gdy znów zaczęła mnie obrażać.
Jak na dziecko wpływa surowe wychowanie? Tak objawia się w dorosłym życiu
Z filozofii w powietrze. Polka uczy, jak ciało może stać się językiem
Incydent na turnieju judo z udziałem Izraelczyków. Ambasada zarzuca, organizator wyjaśnia
Musiałam kupić własną lodówkę do pokoju, bo mama ciągle podbierała mi zakupy – mówi Anna. Sytuacja stała się tak absurdalna, iż nie widzę innego wyjścia. Chętnie sprzedałabym mieszkanie i podzieliła pieniądze, ale mama się na to nie zgadza.
Moja siostrzenica pragnęła otrzymać wózek dziecięcy w prezencie, a gdy odmówiła, wzburzyła całą rodzinę przeciwko mnie.
Dzień Babci i Dziadka tuż tuż. 7 pomysłów na manualnie robione prezenty od wnuków
Lokomotywa: New York Central #5405 zdobywa 10 000 głosów w programie LEGO Ideas
Kochamy nasze wnuki, ale nie mamy już siły być pełnoetatowymi dziadkami: Historia rodziców, którzy poświęcili wszystko dla córki, a los wystawił ich na kolejną próbę
Dziadek – Letni wieczór, powrót z treningu, staruszek leżący na chodniku, wszyscy go omijają myśląc, iż jest pijany, a on z poranionymi dłońmi błaga o pomoc. Podchodzę, chociaż ludzie krytykują. Okazuje się, iż zbierał rozbite butelki po piwie, by dzieci nie pokaleczyły się na placu zabaw. Odprowadzam go do bloku, gdzie wdzięczna rodzina opowiada mi o jego wojennej historii i trudnej walce o dobro innych mimo własnych problemów. Dlaczego w naszym kraju tak łatwo oceniamy innych? Czy nie możemy okazać trochę człowieczeństwa zamiast obojętności?
Nowa metoda na wadę zgryzu u dzieci. Rodzice zachwyceni, eksperci alarmują
Nie wychowuj niejadka. 5 zdań absolutnie zakazanych przy stole
Z życia wzięte. "Mamo, już nigdy nie pójdziemy do babci. Nigdy więcej": Z czasem zrozumieliśmy, co się tam działo
Teściowa pragnie podzielić moją przestrzeń życiową!
Jak teściowa przejęła naszego syna: Odkąd się ożenił, zapomniał o nas i spędza każdą wolną chwilę u swojej teściowej, która zawsze potrzebuje jego pomocy. Teraz święta, uroczystości i zwykłe spotkania rodzinne obchodzone są bez niego – bo on zawsze „u mamy żony”, a nasze prośby o wsparcie ignoruje. Czy naprawdę moja synowa i jej matka potrafiły tak wpłynąć na naszego syna, iż oddalił się od rodziny?
Ciągła ochota na słodycze to nie kaprys. Twój organizm dopomina się o zmianę
Moja mama nakazała mi pozbyć się dziecka, a teraz straciłam szansę na macierzyństwo na zawsze
Jeszcze mamy w domu sprawy do załatwienia… Babcia Waleria z trudem otworzyła furtkę, powoli doczłapała się do drzwi, długo mocowała się ze starym, zardzewiałym zamkiem, weszła do swojego nieogrzewanego, wiekowego domu i przysiadła na stołku przy zimnym piecu. W chacie czuć było pustkę. Nie było jej tylko trzy miesiące, a już pajęczyny obrosły sufit, stare krzesło skrzypiało żałośnie, wiatr huczał w kominie – dom przywitał ją z wyrzutem: gdzieś Ty się podziewała, gospodyni, komu nas zostawiłaś?! Jak tu zimować będziemy?! – Już, już, kochany, daj mi chwilkę… Odpocznę, zaraz napalę i ogrzejemy się… Jeszcze rok temu babcia Waleria krzątała się dziarsko po starym domu: wybielić, odmalować, przynieść wodę. Jej drobna postać to pochylała się nisko przed ikonami, to doglądała pieca, to latała po ogrodzie, sadząc, pieląc, podlewając wszystko wokół. I dom cieszył się razem z gospodynią, deski radośnie skrzypiały pod jej lekkimi krokami, drzwi i okna otwierały się łatwo pod dotykiem jej spracowanych rąk, piec piekł puszyste drożdżowe ciasta. Dobrze im było razem: Walerii i jej starej chacie. Wcześnie pochowała męża. Wychowała troje dzieci, wszystkich wykształciła, wyprawiła w świat. Jeden syn – kapitan marynarki handlowej, drugi – wojskowy, pułkownik, obaj mieszkają daleko, rzadko przyjeżdżają w odwiedziny. Tylko najmłodsza córka, Tamara, została na wsi, jest główną agronomką – od rana do wieczora w pracy, do matki wpadnie tylko w niedzielę, nakarmi ją swoimi wypiekami – i znów tydzień się nie widzą. Kochana wnuczka, Świetlana, była prawdziwą pociechą. A jakaż ona piękna wyrosła! Duże szare oczy, włosy jak dojrzały owies – długie, kręcone, lśniące, aż bił od nich blask. Zrobiła kucyka, a kosmyki rozsypywały się po ramionach – miejscowi chłopcy aż tracili mowę. Smukła figura. Skąd u wiejskiej dziewczyny taka uroda, taka postawa? Babcia Waleria też była śliczna w młodości, ale gdy porównać stare zdjęcie – to jak pasterka i królowa… Mądra też była. Skończyła ekonomię w mieście, wróciła do rodzinnej wsi i pracowała jako ekonomistka. Wyszła za mąż za weterynarza i, w ramach programu wsparcia młodych rodzin, dostali nowy dom. A dom to był – jak pałac: porządny, z cegły. Jedyne, iż u babci wokół chaty – sad, rośliny, kwiaty; u wnuczki obok nowego domu jeszcze nic nie urosło. I do pracy na działce Świetlana nie była zbytnio przyzwyczajona – choć ze wsi, to czuła, przez babcię chroniona od wszelkiego przeciągu i cięższych prac. Niedługo potem urodził się mały Wasilek. Nie miał kto zajmować się ogrodem! I wtedy Świetlana zaczęła zapraszać babcię do siebie: chodź do nas mieszkać – dom duży, wygodny, pieca nie trzeba palić. Babcia Waleria zaczęła podupadać na zdrowiu, stuknęła jej osiemdziesiątka, nogi odmówiły posłuszeństwa. I dała się namówić na przeprowadzkę. Pomieszkała u wnuczki kilka miesięcy. A potem usłyszała: – Babciu kochana, ja cię tak bardzo kocham! Ale czemu ciągle siedzisz? Ty przecież zawsze pracowałaś! Ja tu bym chciała gospodarstwo prowadzić, a od ciebie pomocy oczekuję… – Ale ja już nie mogę, córeczko, nogi nie chcą mnie nosić… – Hm, ledwo tu przyjechałaś – i od razu stara… niedługo babcia, która nie spełniła oczekiwań, wróciła do siebie. Zmartwiona, iż nie dała rady pomóc ukochanej wnuczce, zupełnie osłabła. Chodziła powoli, z trudnością, przejście od łóżka do stołu stało się wyzwaniem, a do ukochanego kościoła – już nie do pokonania. Proboszcz, ksiądz Jerzy, sam przyszedł do swojej stałej parafianki, dotąd czynnie pomagającej w potrzebach zabytkowej świątyni. Babcia Waleria siedziała za stołem, pisała swoje comiesięczne listy do synów. W chacie zimno, piec ledwie co ogrzał izbę. Na babci – stara ciepła bluza, przybrudzona chustka, na nogach stare filcaki. Ksiądz Jerzy westchnął – potrzebna jej pomoc. Może poprosić sąsiadkę Anię, jeszcze dość żwawą, dwadzieścia lat młodszą od babci Walerii? Przyniósł chleb, pierniki, połowę gorącego jeszcze pieroga z rybą (ukłon od żony, pani Aleksandry). Podwinął rękawy sutanny i wygarnął popiół z pieca, przyniósł drewna na kilka palenisk, poukładał w kącie. Zapalił ogień. Przyniósł wody i postawił na piecu duży, poczerniały od sadzy czajnik. – Synku drogi! Ojej, to znaczy – księże kochany! Pomóż mi zaadresować koperty, bo jak ja bazgrzę moją kurzą łapką, to nigdy nie dojdą! Ksiądz Jerzy usiadł, zaadresował koperty, rzucił szybkie spojrzenie na zapisane kartki. Rzucił mu się w oczy tekst dużymi, drżącymi literami: „A ja tu żyję bardzo dobrze, synku kochany. Wszystko mam, chwała Bogu!” Tylko, iż na tych kartkach o dobrym życiu babci Walerii były rozmazane kleksy – jakby od łez… Ania zaopiekowała się staruszką, ksiądz Jerzy regularnie ją spowiadał i przynosił komunię, a na wielkie święta mąż Ani, wujek Piotr, stary marynarz, przywoził ją motocyklem do kościoła. Powoli życie wracało do normy. Wnuczka się nie pokazywała, a po paru latach poważnie zachorowała. Od dawna problemy z żołądkiem przypisywała właśnie jemu, aż w końcu okazało się – rak płuc. gwałtownie spaliła się chorobą, zmarła w pół roku. Mąż dosłownie zamieszkał na jej grobie – kupował flaszkę, pił, spał na cmentarzu, wstając po kolejną. Czteroletni syn Wasilek stał się nikomu niepotrzebny – brudny, głodny, zasmarkany… Tamara go zabrała, ale przez obowiązki zawodowe nie miała czasu, zaczęto przygotowywać chłopca do oddania do domu dziecka w powiecie. Dom ten miał dobrą opinię: energiczna dyrektorka, pełne wyżywienie, na weekend dzieci można zabrać do domu. To nie to samo, co dom rodzinny, ale Tamara nie miała wyjścia – do emerytury zostało jeszcze trochę lat. I wtedy, w wózku starego „Uralu” przyjechała do córki babcia Waleria. Za kierownicą siedział wypasiony sąsiad wujek Piotr, w marynarskiej koszulce, z kotwicami i syrenkami na ramionach. Oboje wyglądali bojowo. Babcia Waleria powiedziała krótko: – Ja biorę Wasilka do siebie. – Mamo, ledwo chodzisz, jak dasz sobie radę z nim? Potrzeba gotować, prać… – Dopóki jestem, Wasilka do domu dziecka nie oddam – ucięła babcia. Zaskoczona stanowczością zwykle łagodnej matki Tamara zamilkła i zaczęła pakować rzeczy wnuka. Wujek Piotr odwiózł starą i małego do ich domu, pomógł dźwignąć ich oboje do izby. Sąsiedzi kręcili głowami: – Dobra była ta staruszka, ale na stare lata zwariowała: sama potrzebuje pomocy, a do tego dziecko na głowie – to nie szczeniak przecież, potrzebuje opieki… I co ta Tamara sobie myśli?! Po niedzielnej mszy ksiądz Jerzy poszedł do babci Walerii, pełen obaw: czy nie trzeba przypadkiem zabrać głodnego i brudnego Wasilka od biednej, schorowanej staruszki? W izbie było ciepło, piec porządnie napalony, czysty i zadowolony Wasilek leżał na tapczanie i słuchał bajki o Czerwonym Kapturku z patefonu. A schorowana starowinka lekko krzątała się po domu – smarowała piórkiem blachę, ugniatała ciasto, wbijała jajka do sera. I jej stare, chore nogi znów poruszały się zwinnie, jak za dawnych lat. – Księże kochany! A ja tu… serniczki szykuję, poczekaj trochę – dla pani Aleksandry i Kuby będzie gorący poczęstunek… Ksiądz Jerzy wrócił do domu wciąż w szoku i opowiedział żonie, co zobaczył. Pani Aleksandra zamyśliła się, po czym wyjęła z półki gruby niebieski zeszyt i czytała: „Stara Jagoda odchodziła na tamten świat. Przeminęły dawno marzenia, uczucia, nadzieje – wszystko śpi pod białym śnieżnym całunem. Czas, czas już tam, gdzie nie ma bólu, smutku, westchnienia… Pewnego lutowego wieczoru długo modliła się przed ikonami, potem powiedziała: 'Zawołajcie księdza – będę umierać’. Twarz jej stała się biała jak śniegi za oknem. Ksiądz ją wyspowiadał i dał komunię, już leżała od doby bez jedzenia i picia, tylko lekkie oddychanie świadczyło, iż dusza jeszcze w ciele. Nagle: przeciąg otworzył drzwi i dziecięcy krzyk. – Cicho, babcia umiera… – Nie zatkam ust niemowlęciu, dopiero się urodziło i nie wie, iż nie wolno krzyczeć… Wnuczka wróciła z córeczką ze szpitala. Wszyscy byli w pracy, tylko babcia i młoda mama razem w domu. U wnuczki nie było jeszcze mleka, niemowlę wrzeszczało, przeszkadzając babci w umieraniu. Stara Jagoda uniosła głowę, spojrzenie nabrało ostrości. Usiedła na łóżku, szukała pantofli nogą. Gdy domownicy wrócili, zastali babcię, która już nie zamierzała umierać – biegała po pokoju, kołysała spokojne niemowlę, podczas gdy wnuczka wypoczywała na kanapie”. Pani Aleksandra zamknęła zeszyt i podsumowała: – Moja prababcia, Wera Jagoda, mnie bardzo kochała i nie mogła umrzeć, bo – jak w piosence – „A umierać nam za wcześnie, jeszcze mamy w domu sprawy do załatwienia!” Przeżyła potem jeszcze dziesięć lat, pomagając mojej mamie, twojej teściowej Anastazji, wychowywać mnie – ukochaną prawnuczkę. A ksiądz Jerzy uśmiechnął się do żony.
Zostaw w szpitalu, mówili krewni
Szpital nie przyjął ciężko chorej 12-latki. NFZ wszczyna postępowanie
Kiedy zadzwoniłam do mamy, żeby powiedzieć, iż jej wnuk będzie się żenił, po raz pierwszy od wielu lat odebrała ode mnie telefon – tylko po to, by od razu powiedzieć swoje stanowcze „nie”. I to mimo tego, iż choćby nie widziała przyszłej synowej na oczy. Choć adekwatnie nie było w tym nic zaskakującego – na mój własny ślub też nie przyszła i bratu również zabroniła. Bardzo bolało wychodzić za mąż bez matczynego błogosławieństwa, ale wiedziałam, iż inaczej się nie da
Czy macierzyństwo zmienia doświadczenie aktorskie? #shorts
Rząd UK uruchomił grę online dla dzieci
Teściowa pragnie usunąć mnie z mieszkania!
Moja mama zmusiła mnie do oddania dziecka i teraz już zawsze będę bezdzietna
Takie imię nadali córce Poznaniacy. Urzędnicy byli zdziwieni
Teściowa chciała zająć moje mieszkanie i wprowadzić swoje zasady!
Szept za szybą
Więcej czasu przed ekranem = więcej rodzinnych kłótni. Naukowcy mają swój wniosek
Twoja wnuczka
— Misiu, czekamy już pięć lat. Pięć. Lekarze mówią, iż dzieci mieć nie będziemy. A tu nagle…
Harper Hygienics prezentuje Kindii Water Care
Poduszkowce. Baśnioczytanie w teatrze. Warsztaty dla dzieci, rodziców/opiekunów (Teatr Polski, Nowa Sala Prób (III p.), ul. 27 Grudnia 8/10, Poznań)
Granice prywatności dziecka. "Powinniśmy sprawdzać telefon tak, jak sprawdzamy pokój"
Pieniądze, które otrzymasz po urodzeniu dziecka. To ci się po prostu należy
Mój wymarzony mężczyzna zostawił dla mnie żonę, ale choćby nie przypuszczałam, jak bardzo wszystko obróci się przeciwko mnie.
Dziadkowie nie chcą pomagać przy wnukach. "Pomoc nie jest transakcją", jest w tym jednak małe "ale"
Obca jest dla nich, tej piątce… ale któż ośmieli się zaprzeczyć…
Co za dziecko w wieku czterdziestu jeden lat!” – krzyczał mąż na Nastię. „W twoim wieku już babciami się zostaje. Nasto, nie rób głupstw. Książki dla dzieci.
Tak oszczędzam na zabawkach i gadżetach dziecięcych. Mój portfel w mig odczuł zmiany
3 wyjątkowe prezenty na pierwszy Dzień Babci i Dziadka