Dzieci

Nawet dobrą kobietę można porzucić Z lustra patrzyła na Anię piękna trzydziestopięcioletnia kobieta ze smutnymi oczami. Nie rozumiała, czego oczekują współcześni mężczyźni. Szkoda, iż tego nie uczą na uniwersytetach. Po co był jej ten czerwony dyplom? Anna zawsze marzyła o rodzinie, kochającym mężu i dzieciach – najlepiej trójce. Od dzieciństwa miała przed oczami wzór idealnej rodziny swoich rodziców. Bardzo spieszyła się, by wyjść za mąż, jakby bała się przegapić swoje szczęście. Swojego męża, Wiktora, poznała jeszcze na studiach w Krakowie. Przystojny, wysportowany, inteligentny – przyciągał uwagę dziewczyn i z łatwością zostawał duszą towarzystwa. Spotkali się na imprezie i od razu sobie przypadli do gustu. Wiktor przyjechał na studia do Krakowa z Olsztyna, a Ania mieszkała z rodzicami. Po pół roku Wiktor oświadczył się Ani. Zgodziła się bez wahania. Pobrali się zaraz po studiach. Mąż wydawał się idealny – uważny, troskliwy, zawsze z poczuciem humoru. Znalazł pracę w firmie gazowej jako inżynier, a Ania dostała posadę specjalistki w banku. Minęło pół roku od ślubu, gdy Ania dowiedziała się, iż jest w ciąży. Wiktor nie był zachwycony. – Ania, jak to się stało? Przecież mówiłaś, iż wszystko mamy pod kontrolą? – Wiktorze, naprawdę nie wiem, jak to się wydarzyło… – przyznała szczerze, zdziwiona niezadowoloną reakcją męża. – Ale czy to naprawdę takie ważne? I tak przecież planowaliśmy dziecko. Tak się stało – znaczy tak miało być. – Nie opowiadaj głupot! To nie żaden los, tylko brak rozwagi. Dopiero co zaczęliśmy pracować. Teraz kariera się liczy, nie zmienianie pieluch. Ania ledwo powstrzymała łzy. Reakcja męża całkowicie ją zaskoczyła. – Aniu, – powiedział łagodnie Wiktor, obejmując ją za ramiona – może byśmy… no wiesz… Po co się spieszyć, jeszcze zdążymy… Patrzyła na niego z niedowierzaniem. – Nie myśl choćby o tym! jeżeli ci się nie podoba – nie będę cię zmuszać. Sam zdecyduj. Ania wybiegła z mieszkania. Długo błąkała się po ulicach Krakowa, próbując wszystko przemyśleć. Jej marzenie o dużej, szczęśliwej rodzinie rozpadło się na kawałki. Ania i Wiktor nie rozmawiali ze sobą przez kilka dni. W końcu Wiktor przeprosił, powiedział, iż wszystko przemyślał i cieszy się, iż zostanie ojcem. Szczęściu nie było końca. Po ośmiu miesiącach urodził się syn, Antoni. Ania cieszyła się macierzyństwem. Uwielbiała opiekować się synkiem, dbać o porządek w mieszkaniu i gotować dla męża smakołyki. Gdy Antoś skończył trzy lata, Ania wróciła do pracy, oddała synka do przedszkola. Młoda mama była w siódmym niebie i była przekonana, iż jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. To niejako potwierdzali liczni przyjaciele rodziny. U Ani i Wiktora często urządzano spotkania przyjaciół ze studiów wraz z rodzinami. Pewnego dnia Ania przypadkiem usłyszała rozmowę męża z kolegami. – Wiktor, tobie to się udało! Żona piękna, mądra, pracuje, w domu porządek, a gotuje tak, aż palce lizać. – choćby nie mów – przytaknął drugi. – Moja tylko potrafi pieniądze wyciągać i marudzić. – Sam jestem niczego sobie, dlatego mam taką świetną żonę – zaśmiał się Wiktor. Przyjaciele wybuchnęli śmiechem. Ale ich żony miały o Ani zupełnie inne zdanie i nie raz dawały jej to odczuć.
Najważniejsza zasada wychowania. To dzięki niej dziecko ci ufa, choćby mimo błędów
Gala i jej nowe szczęście: miłość po trudnych wyborach – prezenty dla pary
Wytęskniona wnuczka Pani Natalia nieustannie próbowała dodzwonić się do syna, który wypłynął w kolejną dalekomorską trasę. Niestety, przez cały czas nie było żadnej łączności. – Oj, narozrabiałeś, synku! – westchnęła z przejęciem i raz jeszcze wykręciła dobrze znany numer. Ale dzwonienie nic nie da – sygnału nie będzie, póki nie dotrze do najbliższego portu. A to może nie nastąpić szybko. Tymczasem – takie rzeczy się tutaj dzieją! Pani Natalia już drugą dobę nie mogła zmrużyć oka – właśnie tego narozrabiał syn! * * * Ta historia zaczęła się jeszcze kilka lat temu, kiedy Michał choćby nie przypuszczał, iż zostanie marynarzem dalekomorskich statków. Był już dorosłym mężczyzną, ale kwestie damsko-męskie jakoś mu się nie układały – każda dziewczyna, według niego, była „nie taka”. Pani Natalia z bólem serca patrzyła, jak kolejne związki jej syna z sympatycznymi i porządnymi, jej zdaniem, dziewczynami się rozpadają. – Masz okropny charakter! – powtarzała mu. – Ciągle coś ci nie pasuje! Która kobieta sprosta twoim wymaganiom? – Nie rozumiem twoich zarzutów, mamo. Ty po prostu chcesz mieć synową, nie zważając, kim jest ta osoba. – To nie tak! Zależy mi tylko, aby cię naprawdę kochała i była porządnym człowiekiem! Syn odpowiadał milczeniem, co Natalię jeszcze bardziej irytowało. No bo kto tu jest starszy, kto się zna na życiu lepiej? – A co ci nie wpasowała się Ania?! – wykrzykiwała. – Już ci mówiłem. – Dobrze… – Ania nie była najlepszym przykładem, ale pani Natalia nie zamierzała odpuścić. – Skoro, jak twierdzisz, była wobec ciebie nieuczciwa… choć i tak nie do końca rozumiem… – Mamo, nie powinniśmy roztrząsać szczegółów. Ania nie była osobą, z którą chcę spędzić życie. – A Kasia? – Też nie, – odpowiadał spokojnie Michał. – A Jadzia? Też była dobrą dziewczyną. Spokojna, domowa, miła. Zawsze chciała pomóc przy domu – gospodarna, prawda? – Masz rację, mamo. Była miła. Ale potem okazało się, iż nigdy mnie nie kochała. – A ty ją? – Może też nie. – No to Basia? – Mamo! – Co, „mamo”? Tobie nie dogodzisz! Zachowujesz się jak bawidamek! Zamiast się w końcu ustatkować, rodzinę założyć, dzieci mieć! – Zakończmy tę jałową rozmowę! – w końcu wybuchał Michał i wychodził z domu. „Całkiem jak ojciec – z tą swoją skrupulatnością i uporem!” – z irytacją myślała pani Natalia. Mijały kolejne lata, dziewczyny wokół syna się zmieniały, ale wymarzona wizja szczęścia rodzinnego i zabawy z wnukami nie chciała się spełnić. W końcu Michał zmienił pracę – spotkał dawnego kolegę, a ten zaprosił go na statek. Michał się zgodził. Na próżno mama próbowała wyperswadować mu ten pomysł. – Mamo? Świetna propozycja! Zobaczysz, ile da się zarobić! Wszystko będziemy mieć! – Ale co mi po twoich zarobkach, jeżeli cię nie będzie w domu? Lepiej jakbyś rodzinę założył! – Rodzinę też trzeba utrzymać! A jak pojawią się dzieci, to już nie wrócę do rejsów. Więc teraz zarobię, a potem – wszystko inne! Michał naprawdę dobrze zarabiał. Po pierwszym rejsie zrobił remont mieszkania. Po drugim – założył konto i wręczył mamie kartę. – Żeby ci niczego nie brakowało! – Nic mi nie brakuje! Tylko wnuków nie mam, a czas leci. Staram się już jestem! – Przestań! Do emerytury jeszcze kilka lat! – śmiał się syn. Pani Natalia nie korzystała z karty. Miała swój skromny dochód z pracy w aptece, na swoje potrzeby wystarczało. „Niech leży na karcie, jak należy. Misha i tak nie sprawdza, a potem się zdziwi, jaka mamusia oszczędna!” – myślała. Tak upływały kolejne lata. Syn nadrabiał „rejsowe” zaległości spotkaniami z kolegami, imprezami i przelotnymi znajomościami, których już choćby nie przedstawiał mamie. Gdy ta mu to wytknęła, usłyszała: – Żebyś potem się nie martwiła, iż się z nimi nie żenię. Nie zamierzam brać żadnej z nich za żonę, mamo! Pani Natalii było przykro. Zwłaszcza gdy syn zarzucił jej nadmierną łatwowierność. Jakby nazwał ją naiwną! Kiedy jednak przypadkiem zobaczyła go pewnego razu z dziewczyną, znowu zapaliła się w niej nadzieja… I wtedy nie śmiała się już ze swojej naiwności, tylko bez wahania podeszła do zakochanych – dorosły syn aż się zarumienił. Ale matka to matka – musiał przedstawić Milenę. Milena spodobała się pani Natalii. Wysoka, szczupła, kręcone włosy, ładna twarz i dobre maniery. W tedy mama zapomniała o wszelkich urazach. „Może po prostu nie miał szczęścia! Dobrze, iż zerwał z innymi, bo nie spotkałby tej!” – pomyślała. Romans z Mileną trwał cały jego urlop. Gdy jednak zebrał się do nowego rejsu, Milena… zniknęła. – Z Mileną już nie mam kontaktu. I ty też nie powinnaś mieć – rzucił krótko Michał i wyjechał. Pani Natalia długo nie mogła zrozumieć, co się wydarzyło. A czas płynął… * * * Minął rok. Michał wracał do domu kilka razy, ale pytania mamy o Milenę kwitował chłodno, jednym zdaniem. – Boże, a ta ci czym nie odpowiadała? Co w niej było nie tak? – w końcu nie wytrzymała. – To tylko moja sprawa, mamo. jeżeli się rozstałem, to znaczy, iż tak trzeba. Nie wtrącaj się. Pani Natalii chciało się płakać. Wyruszył w kolejny rejs, a ona, ze zbolałym sercem, wróciła do swojego życia. Aż pewnego dnia, kiedy była w aptece, przyszła do niej dziewczyna kupić mleko dla dziecka. To była Milena! Spuściła wzrok, poprawiła czapeczkę małej, siedzącej w wózku dziewczynce… – Milenko! Jak się cieszę, iż cię widzę! Misha nic nie powiedział, wyjechał, a o tobie zabronił mi się wszystkiego dowiadywać! – Tak? No to niech tak będzie – odpowiedziała cicho Milena. Pani Natalia zadrżała. – Powiedz mi, kochana, co się między wami stało? Znam mojego syna, ma ciężki charakter. Skrzywdził cię? – Nieważne… Nie trzymam żalu. Dobra, pójdziemy już… muszę jeszcze do sklepu. – Ale wpadnij do mnie! Choćby tutaj, do apteki – pracuję na zmiany. Pogadamy! Milena przyszła podczas jej kolejnej zmiany – znów kupić mleko dla dziecka. Pani Natalia z czasem ją rozruszała. Okazało się, iż Milena zaszła z Michałem w ciążę, ale on nie chciał dziecka – tłumaczył, iż nie ma na nie czasu i nie zamierza poważnie się wiązać. Potem zniknął. – Wyjechał w rejs – wzruszyła ramionami Milena. – My się nikomu nie narzucamy. Nam choćby we dwie jest dobrze! Pani Natalia niemal padła na kolana przy wózku: – To co, ona jest moją wnuczką?! – Na to wygląda – powiedziała cicho Milena. – Ma na imię Ania. – Ania… *** Od tej pory pani Natalia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Wydusiła z Mileny, iż warunki mają trudne. Milena była z innego miasta, wynajmowała mieszkanie, ale z dzieckiem, bez stałego dochodu, było ciężko. Zastanawiała się nad powrotem do rodziców. Pani Natalii serce ściskało na myśl, iż wnuczka wyjedzie i już jej nie zobaczy. – Przeprowadź się do mnie, Mileno. Z Anią! Pomogę we wszystkim, znajdziesz spokojną pracę, a Misha przysyła tyle pieniędzy, iż nie mam ich na co wydawać. Ania będzie mieć wszystko! – A co Misha na to? – A co mnie to obchodzi? Narobił bałaganu, dziecko porzucił, matce nie wyznał! Muszę zadośćuczynić jego winy! Jak wróci, to porozmawiam z nim – tak mu nagadam! – aż zacisnęła pięści pani Natalia. Tak zaczęły mieszkać razem. Pani Natalia nie szczędziła czasu i pieniędzy dla wnuczki. Wzięła mniej zmian, by być przy Ani. Milena znalazła pracę, a dziecko spokojnie zostawiała z Natalią. Wracała często późno i narzekała na zmęczenie. – Cały dzień na nogach, trudni klienci, ludzie kłótliwi… – Nic się nie martw! Odpocznij, a ja Anię wykąpię i uśpię! Zbliżał się powrót Michała. Pani Natalia szykowała się do rozmowy z synem i chciała przydać mu rozumu, a Milena coraz bardziej się denerwowała. Ale pani Natalia jeszcze bardziej utwierdziła się w potrzebie chronienia bezbronnej Mileny i malutkiej Anki. – Misha nas wygoni! Boję się! Źle zrobiłam, iż się wprowadziłam… – No co ty! Nikt was nie wyrzuci! Poczekaj, a ja z synem porozmawiam! Nikt na was ręki nie podniesie! – On powie, iż chodzi mi o pieniądze! A ja nic od was nie chcę! Tyle nam pani zrobiła, ale lepiej pojadę do rodziców. Ale będę się odzywać! – Zwariowałaś! To moje mieszkanie! Pozwalam tu mieszkać komu chcę! Niech Misha spróbuje cokolwiek powiedzieć! Milena upierała się, ale pani Natalia została nieugięta. Zostawiła je u siebie. – Wiesz co… – mówiła kiedyś przy kolacji – muszę przekształcić mieszkanie na Anię! Żeby potem nie było niedomówień! Zwłaszcza iż Misha do dokumentów nie jest wpisany… – spojrzała na Milenę, a ta spuściła wzrok. – Przepraszam… Myślałam… – Rozumiem. Ale udowodnić by to potem było trudno, więc lepiej zabezpieczyć wszystko formalnie. – To niepotrzebne! Moi rodzice też mają mieszkanie… – Nie próbuj mnie zniechęcić! Postanowione! Poszły do notariusza, ale ten odmówił: – Najpierw syn musi się wymeldować z mieszkania. Było jej przykro, ale do powrotu Mishy zostało kilka dni. Tymczasem Milena coraz częściej wracała późno… – Gdzie cię ciągle nie ma? – wypomniała jej pewnego wieczoru pani Natalia. Milena się zawahała: – Pracuję… Chcę dostać zaliczkę, a szef powiedział, iż dopóki pracy nie skończę, nie wypłaci… – Po co ci zaliczka? Brakuje ci czegoś? Milena w milczeniu się przebierała. Pani Natalia poszła za nią i zobaczyła w rogu spakowaną torbę. – Gdzie się wybierasz? – Milena nie odpowiedziała. – Jednak chcesz szukać mieszkania?! – Pani Natalio! Muszę wyjechać! Jak wróci Misha… – Nie puszczę was! – postawiła sprawę jasno pani Natalia. Po chwili powiedziała: – Wiesz, gdzie jest karta i kod. Kup, co trzeba, nie musisz się zaharowywać. Ania niedługo nie pozna mamy! jeżeli chcesz, by Misha cię zaakceptował, musisz być gospodarna. Milena zamilkła. Misha miał wrócić za dwa dni. * * * O poranku pani Natalia spojrzała do pokoju Mileny i Anki, chcąc pooglądać śpiące dziewczyny. Ale Mileny nie było, tylko Ania spała słodko pod kołderką. „Nie rozumiem! Gdzie ona wyszła? Jest szósta rano! Milena nigdy nie wychodziła tak wcześnie!” Pani Natalia poszła kończyć przygotowania na powitanie syna. Wyobrażała sobie, jak powita Michała z Anią na rękach i jak zmusi go do przeproszenia Mileny. Wreszcie zabrzmiał długo wyczekiwany dzwonek. Michał zamarł w progu, widząc mamę z małą dziewczynką. – Cześć, mamo. Kto to? Co się tu wydarzyło? – Tego powinieneś się domyślić! – Nie rozumiem, – Michał rozłożył ręce. – Mów, co się działo, gdy mnie nie było. – Co się działo? Wnuczkę swoją znalazłam, Anię! – patrząc synowi w oczy powiedziała pani Natalia. – Jaką wnuczkę? Mam rodzeństwo, o którym nie wiem? – Przestań zgrywać głupiego, Misha! Milena wszystko wyjaśniła! Nie tak cię wychowałam! Wstyd mi za ciebie! – Milena?! Nic nie rozumiem! Przede wszystkim prosiłem, byś nie miała z nią kontaktu. Po drugie – o co chodzi z Mileną i tym dzieckiem? Pani Natalia, już zezłoszczona, opowiedziała synowi całą historię, nie szczędząc mu wyrzutów. Michał złapał się za głowę: – Aleś ty… Mamo! – zawołał wzburzony. – Co, znów nazwiesz mnie głupią? Cóż, nazywaj jak chcesz. Ale ja… – broniła się z godnością. – To nie moje dziecko, mamo! Milena cię oszukała, a ty… jaka ty jesteś łatwowierna! – zreflektował się. – Poczekaj, ona na pewno ma na oku tylko pieniądze… Co ci zabrała? – Nic! Ty to… – Mamo! Sprawdź swoje oszczędności! Milena na pewno już uciekła! – Przecież poszła do pracy! – upierała się pani Natalia. Długo się spierali, w końcu Michał zgodził się poczekać na powrót Mileny i wyjaśnić całą sprawę. Nie przyszła ani wieczorem, ani przez kolejny dzień. Telefon milczał, a pani Natalia próbowała ustalić, gdzie Milena pracuje. Pojechała z Anią pod na wskazany adres. Tam jej powiedziano, iż taka osoba nigdy tam nie pracowała. Nikt jej nie znał, choć pokazywała zdjęcia. Pani Natalia gwałtownie wróciła do domu i sprawdziła – nie było ani pieniędzy, ani karty, o której mówiła Milenie. W mieszkaniu nie było już rzeczy Mileny – tylko Anki. Dopiero wtedy zrozumiała, iż została oszukana. – Jak to możliwe? Nie wierzę! Nie mogła tak po prostu zostawić Anki i uciec! – Ona była do tego zdolna! – gorzko stwierdził Michał. – Czemu w ogóle się z nią zadawałem… Ostrzegali mnie, a potem znajomy opowiedział, jak i jego okradła… Z tobą też była na wariackich papierach! Potem mówiła, iż jest w ciąży – tylko od kogo?! Powiedziała, iż ode mnie… A kumpel mówił, iż skakała z kwiatka na kwiatek. – Jaka ja naiwna! – rozpłakała się pani Natalia. – Dlaczego mi tego nie powiedziałeś? Wiedziałabym, co to za żmija! – Nie chciałem cię martwić… Jesteś dobra dla ludzi, nie chciałem ci psuć nastroju. – Co teraz zrobimy? – Zgłosimy na policję! Dobrze, iż nie zdążyłaś zapisać mieszkania na Anię! Inaczej zostałabyś bez niczego. Policja została zawiadomiona, ale nie odnaleziono Mileny – jakby rozpłynęła się w powietrzu. Z konta nie zdążyła zbyt wiele wypłacić, bo Michał gwałtownie je zablokował. Kartę znaleziono na jednym z dworców. Na czas poszukiwań pozwolono pani Natalii zatrzymać Anię. Musiała jednak zrezygnować z pracy, ale oszczędności syna wystarczyły. Testy DNA wykazały, iż Michał nie jest ojcem Anki – ale pani Natalia pokochała dziewczynkę całym sercem i zdecydowała (w porozumieniu z synem) wychowywać ją jak własną. O Milenie więcej nie słyszano; sądownie odebrano jej prawa rodzicielskie. Ustanowienie opieki nad dzieckiem zajęło wiele miesięcy – formalności było mnóstwo! Michałowi odmówiono prawa do opieki, za to pani Natalia musiała wrócić do pracy, znaleźć Ani przedszkole i wszystko poukładać na nowo. Ale życie toczyło się dalej. Po roku Misha wrócił z rejsu i… przyprowadził żonę. – Poznaj, mamo, to Sonia. od dzisiaj będziemy razem mieszkać. – Ale jak to… – zmieszała się pani Natalia, wskazując na pokoik Ani. Sonia uśmiechnęła się spokojnie: – Bardzo mi miło panią poznać! Misha wszystko mi opowiedział i bardzo podziwiam pani postawę. jeżeli pozwoli mi pani pomagać w wychowaniu Ani, będę przeszczęśliwa, bo… – spojrzała na męża. – Tak, kończę już rejsy i zamierzamy z Sonią adoptować Anię. Teraz się na to zgodzą! Pani Natalia promieniała ze szczęścia: – Boże, toż to szczęście! Wchodźcie, siadajcie do stołu! Zrobiłam tyle smakołyków! Dzisiaj wszyscy się poznamy! Jaka jestem szczęśliwa! – i otarła łzę wzruszenia.
– Jak to, nie przyjmiesz nazwiska naszego syna? – wykrzyczała moja teściowa w Urzędzie Stanu Cywilnego, gdy Ela w skromnej białej sukience stanowczo postawiła na swoim.
Spotkanie z przyjaciółką na warszawskim chodniku: młoda mama z półtoraroczną córeczką, pochłonięta własnymi myślami i rodzinnymi troskami – historia miłości, ślubu z Leszkiem, narodzin córki i zmagania z trudnościami codziennego życia w polskiej rzeczywistości
Cud Saszki: Magiczne Przygody w Polskiej Krainie
Nazywał to nędzną służącą i odszedł do innej. ale gdy wrócił, czekał na niego niespodziewany zwrot akcji
A może lepiej było nie wypowiadać brudów na zewnątrz?
Gdy syn się złości, powtarzam mu to zdanie niczym mantrę. Wystarczają 4 słowa
Neurolog ujawnia 3 zasady żywieniowe, które chronią mózg dzieci. Rodzice często popełniają błąd
Mama – Serce Rodziny i Jej Niezłomne Więzi
Płomienie ogarnęły rezydencję — ale to, co pokojówka wyniosła, zostawiło wszystkich bez słów.
Cztery lata temu poznał ją cały świat. Tak dziś wygląda słynna "dziewczynka panda"
A oto od was żadnego pożytku!
Wygodne Babcie: Historia Elżbiety i Katarzyny w Szpitalnej Sali – O samotności, poświęceniu i osobistych wyborach polskich seniorek
Już za miesiąc Festiwal Teatrów Dla Dzieci
Synowa poprosiła mnie o odbiór wnuka z przedszkola: Co usłyszałam od nauczycielki, sprawiło, iż nogi mi się ugięły
Dziecko ma prawo nie lubić sportów zimowych. Nie zmuszaj, zaakceptuj
Zostaw w szpitalu – mówili krewni
Po rozwodzie rodziców wyrzucili mnie z domu – poruszająca historia dorastania bez wsparcia mamy i taty, samotności, buntu oraz rodzinnego pojednania po latach w polskich realiach
Żona spakowała się i zniknęła bez śladu – „Przestań udawać świętą, wszystko się ułoży. Kobiety gwałtownie się uspokajają. Najważniejsze, mamy syna, ród trwa.” Daria milczała. — Grzesiek, tydzień temu powiedziałeś mi, iż „zająłeś się” ciążą Sylwii. Co to znaczy? Historia rodzinna o zdradzie, manipulacji i walce o własne życie: kiedy Sylwia dowiaduje się, iż mąż podmienił jej tabletki, by zmusić ją do macierzyństwa, łamie wszystkie schematy i odchodzi. Daria, jego siostra, wciągnięta w kryzys jako niania i powierniczka, próbuje odnaleźć siebie w chaosie i pomóc szwagierce postawić pierwszy krok ku wolności…
Trendy w imionach dla dzieci na 2026 rok. Klasyka ma się dobrze, ale nowoczesność zyskuje
Dzieci są niewychowane? "Dzień dobry mówią, jak im się zachce"
Zostaw w szpitalu, powtarzali krewni
Zszokowała byłego męża
W atmosferze napi napi w biurze panowało napięcie. Pasażerowie rzucali wrogie spojrzenia starszej pani, gdy zajmowała swoje miejsce. Jednak kapitan samolotu zwrócił się do niej mimo wszystko.
Dwa słowa, które mogą pogrążyć Twoje noworoczne postanowienia – eksperci ostrzegają!
W biznesowej klasie panowała napięta atmosfera. Pasażerowie z niechęcią patrzyli na starszą kobietę, gdy zajmowała swoje miejsce. Jednak kapitan samolotu postanowił zwrócić się do niej.
Zostaw to w szpitalu, powtarzali krewni
Patent rodziców na sylwestrowy zarobek
Moja nastoletnia córka zaskoczyła mnie, wracając do domu z nowo narodzonymi bliźniakami, a potem odebrałam niespodziewany telefon o milionowym spadku
W czasie rozwodu nigdy nie mów źle o swoim partnerze. Dla dobra dziecka
Dobre kobiety też porzucają – Historia Anny, trzydziestopięcioletniej bankierki z Warszawy, która marzyła o rodzinie jak z polskiego ideału, ale los i mąż Victor zweryfikowali jej wyobrażenia o miłości, karierze i szczęściu
„Nie patrz tak na mnie! Nie potrzebuję tego dziecka. Weź je!” – rzuciła do mnie obca kobieta, wpychając mi w rękę nosidło. Nie wiedziałem, co się dzieje.
Fałszywe dziecko: Tajemnice, które zmieniają życie
Bez względu na to, jak wiele razy prosiłem moją teściową, żeby nie odwiedzała nas późno, przez cały czas mnie ignoruje.
Wyczekiwana wnuczka Pani Natalia usilnie wydzwaniała do syna, który wypłynął w kolejny rejs. Ale jak zwykle – kontaktu brak. — Oj, Misiu, narozrabiałeś, aż strach! – westchnęła z przejęciem, wybierając ponownie ten sam numer. Możesz dzwonić i dzwonić – połączenia nie będzie, póki nie dobije do najbliższego portu, a to może potrwać. A tu takie rzeczy się dzieją! Pani Natalia już drugą dobę nie mogła zmrużyć oka – syn narobił zamieszania, jakiego jeszcze nie przeżyła! * * * Ta historia zaczęła się kilka lat temu, kiedy Michał choćby nie myślał, iż kiedyś zostanie marynarzem. Miał już swoje lata, a w sprawach damsko-męskich jakoś nie miał szczęścia – wiecznie coś mu nie pasowało! Pani Natalia z bólem patrzyła, jak kolejne sympatyczne dziewczyny znikają z życia jej syna. — Ty to masz charakterek! – mawiała do syna. – Nic ci nie pasuje! Która kobieta zasłuży wreszcie na twoją aprobatę? — Nie rozumiem twoich pretensji, mamo. Chcesz synowej – wszystko jedno, jaka byle jaka była? — A dlaczego byle jaka? Ważne, żeby cię kochała i była porządna! Syn milczał znacząco, co ją doprowadzało do szału. Kto tu jest starszy – ona czy on? — No i co ci nie pasowało w Kasi?! – nie wytrzymywała. — Mówiłem już. — Dobrze… Kasi przykład niezbyt fortunny, ale przecież inne dziewczyny też były porządne! A ty wciąż sam! — Już to kiedyś tłumaczyłem, mamo. To nie ten człowiek, z którym chciałbym spędzić życie. — A Ania? A Justyna? Wszystkie takie sympatyczne! – ciągnęła uparcie mama. Tak czas mijał, a marzenie, by doczekać się wnuków i być szczęśliwą babcią, pozostawało coraz bardziej odległe. W końcu Michał zmienił pracę – stary znajomy zaproponował mu pracę na statku, i syn się zgodził. Pani Natalia próbowała go odwieść od tej myśli: — Po co ci to, Michał? To nie jest życie dla człowieka! Cały czas poza domem! — Mamo, zarobię dobre pieniądze. Przyda się na przyszłość. Dzieci trzeba przecież będzie utrzymać! Istotnie, zarabiał dobrze. Po pierwszym rejsie zrobił generalny remont mieszkania, po drugim założył mamie kartę oszczędnościową. — Na wszelki wypadek, żebyś miała w zapasie! Ale pani Natalia prawie nie korzystała z tych pieniędzy. Skromne życie wciąż jej wystarczało, a ona z dumą odkładała wszystko, aby udowodnić, jaka jest zaradna! Tak minęło kilka lat. Michał przyjeżdżał po rejsach, bawił się lepiej niż nastolatek z kolegami, a o poważnych związkach nie chciał słyszeć. Na mamy żale, iż znów przedstawił kolejną „koleżankę”, odparł nieprzyjemnie: — Pokazuję ci tylko takie dziewczyny, na które nie zamierzam się żenić, żebyś się potem nie martwiła. O takich, z którymi byłoby warto, sama byś się gwałtownie dowiedziała. Pani Natalia poczuła się dotknięta. Syn wręcz ją nazwał zbyt naiwną. — Bo ty wszystkim ufasz, mamo! Myślisz, iż każda dziewczyna jest w porządku, bo do ciebie rano się uśmiechnie, a potem robi coś innego. Ta nieprzyjemna uwaga nie mogła opuścić jej myśli. Naiwność równa się głupocie. Syn nazwał ją głupią – matkę, która go wychowała! ale pewnego dnia zobaczyła go z nową dziewczyną – Mileną. Natychmiast podeszła, domagając się przedstawienia. Milena zrobiła na niej świetne wrażenie – wysoka, drobna, z uroczymi loczkami. Od razu Natalia pomyślała: „Może los wreszcie się do nas uśmiechnął!” Ich romans trwał przez cały urlop. Milena parę razy przyszła w gości, rozmowna, kulturalna – wszystko, czego mama sobie życzyła. Jednak przed kolejnym rejsem Michał poinformował oschle: — Z Mileną nie utrzymujemy już kontaktu. Proszę cię, też się z nią nie kontaktuj. Pani Natalia nie mogła niczego zrozumieć. * * * Minął rok. Michał powracał do domu kilka razy, ale o Milenie nie chciał rozmawiać: — Mamo, to moja sprawa! Natalia omal nie rozpłakała się z bezsilności. Po kolejnym wyjeździe Michała do apteki, gdzie pracowała, zawitała Milena. Z wózkiem, gdzie spała maleńka dziewczynka! — Milenko, jak miło cię widzieć! – rozpromienia się pani Natalia. – Misiu nic mi nie powiedział, nagle zniknął… Milena odpowiedziała smutno, iż nie utrzymują już kontaktu. W końcu wyjaśniło się, iż to ona urodziła dziecko Michała – tego samego, który uznał, iż nie ma czasu w rodzinę i zniknął. — No, trudno… Same sobie damy radę – powiedziała cicho Milena. Pani Natalia omal nie uklękła przed wózkiem. Oto jej wnuczka, Anna! „Aneczka…” *** Od tej pory pani Natalia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Dowiedziawszy się, iż Milena musi się wyprowadzić – nie stać jej na wynajem, chciała wracać do rodziców – serce matki ścisnęło się ze strachu, iż straci kontakt z wnuczką. — Milena, przeprowadź się do mnie z Anią! Damy radę razem! Pomogę, znajdziesz sobie pracę, a Misiu przesyła tyle pieniędzy, iż dla wszystkich wystarczy! — A co powie Michał? — O niego się nie martw! Dziecka się zapierał, a matce nic nie powiedział? Wstyd! I tak zaczęły mieszkać razem. Pani Natalia rozpłynęła się w opiece nad wnuczką, Milena podjęła pracę, a wszystko układało się jak w bajce… do czasu, aż zbliżał się termin powrotu Michała. Milena bardzo się bała, iż syn wypędzi je z domu. Jednak pani Natalia nie zamierzała ustąpić. W końcu zaczęła namawiać Milenę, by zapisać mieszkanie na Anię – cóż, przyszłość musi być zabezpieczona, skoro Michał w dokumentach nie figuruje! Podczas próby przepisania mieszkania okazało się, iż musi poczekać na powrót syna. Milena coraz częściej znikała, tłumacząc się pracą… Pewnego dnia, w przeddzień powrotu Michała, pani Natalia zastała tylko śpiącą Anię. Mileny nie było. Syn wrócił z rejsu. Osłupiał na widok matki z małą dziewczynką na rękach. gwałtownie doszło między nimi do kłótni i – ku przerażeniu Natalii – Michał twierdził, iż nie jest ojcem Ani, a Milena to zwykła oszustka! Namawiał matkę, by sprawdziła, czy nie zniknęły ich oszczędności… Słusznie: okazało się, iż Milena zniknęła na dobre wraz z pieniędzmi i rzeczami, pozostawiając tylko Anię. Po zgłoszeniu sprawy na policję i przeprowadzeniu testów DNA potwierdziło się: Michał nie jest biologicznym ojcem. Pani Natalia pokochała jednak dziewczynkę jak własną wnuczkę. Po trudnych miesiącach, opiece tymczasowej i licznych formalnościach, razem z Michałem zdecydowali, iż wychowają Anię jak własną rodzinę. Po roku, podczas kolejnego powrotu syna, pani Natalia doczekała się kolejnego cudu: Michał przedstawił jej żonę – Sonię – i razem orzekli: — Chcemy adoptować Anię. Teraz nasze życie będzie już tylko tutaj! — Boże, jakie to szczęście! – zapłakała ze szczęścia pani Natalia, zapraszając wszystkich do stołu. Wyczekiwana wnuczka – historia o tym, iż rodzina to nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim miłość, której nigdy nie braknie pod polskim dachem.
Zszargałam opinię byłego męża
15 zabawnych sytuacji z przedszkola, które na długo zapadły rodzicom w pamięć
Życzenia na Dzień Babci i Dziadka do druku – gotowe teksty dla dzieci i dorosłych
Ignorujemy dzieci, choć mówią, iż chcą być słyszane. Nowa kampania RPD punktuje dorosłych
Nienarodzone Dziecko
Wygodne Babcie Elżbieta Nowak obudziła się od śmiechu. Nie od cichego chichotu, nie od stłumionego parsknięcia, ale od głośnego, rubasznego, zupełnie niepasującego do szpitalnej sali rechotu, którego nigdy nie mogła znieść przez całe świadome życie. Śmiała się współlokatorka z łóżka obok, przyciskając telefon do ucha i wymachując wolną ręką, jakby rozmówca mógł ją zobaczyć. — Kaja, no co ty! Naprawdę tak powiedział? Przy wszystkich? Elżbieta spojrzała na zegarek. Za piętnaście siódma rano. Do pobudki jeszcze piętnaście minut. Piętnaście minut, które można by spędzić w ciszy, zbierając myśli przed operacją. Wczoraj wieczorem, gdy ją przywieziono na salę, sąsiadka już leżała na swoim łóżku i szybciutko stukała w telefon. Przywitały się krótko: „Dobry wieczór” – „Dzień dobry”, i rozeszły się każda do swoich myśli. Elżbieta była wdzięczna za milczenie. A teraz – cyrk. — Przepraszam — powiedziała cicho, ale wyraźnie. – Można trochę ciszej? Kobieta odwróciła się. Okrągła twarz, krótkie włosy przyprószone siwizną, których choćby nie próbowała farbować, kolorowa piżama w czerwone grochy. I to w szpitalu! — Oj, Kaja, oddzwonię później, ktoś tu mnie wychowuje — schowała telefon i odwróciła się z uśmiechem do Elżbiety. — Przepraszam! Jestem Katarzyna Sieradzka. Wyspała się Pani? Ja przed operacjami w ogóle nie śpię, więc obdzwaniam wszystkich znajomych. — Elżbieta Nowak. To, iż Pani nie śpi, nie znaczy, iż inni nie chcą odpocząć. — Ale Pani już przecież nie śpi — mrugnęła Katarzyna. — Dobra, będę szeptać. Obiecuję. Nie szeptała. Do śniadania zdążyła jeszcze dwa razy zadzwonić, przy czym z każdą rozmową głos był coraz głośniejszy. Elżbieta demonstracyjnie odwracała się do ściany i nakrywała głowę kołdrą, ale to nie pomagało. — Córka dzwoniła — tłumaczyła Katarzyna przy śniadaniu, które i tak ledwo jadły — Martwi się o operację. Staram się ją uspokoić jak mogę. Elżbieta milczała. Do niej syn nie zadzwonił. Zresztą nie liczyła na to, mówił, iż ma ważne zebranie od rana. Sama go tak wychowała: praca – to poważne, to odpowiedzialność. Katarzynę zabrali pierwszą. Wychodząc z sali, machała ręką na pożegnanie i coś wykrzykiwała do pielęgniarki — ta się śmiała. Elżbieta pomyślała, iż dobrze by było, gdyby po operacji przenieśli ją do innej sali. Ją samą zabrali godzinkę później. Zawsze źle przechodziła narkozę. Obudziła się z mdłościami i tępym bólem w prawym boku. Pielęgniarka uspokajała, iż wszystko się udało, trzeba tylko przetrwać. Elżbieta – przetrwała. Była w tym dobra. Wieczorem, gdy wrócili ją na salę, Katarzyna już leżała na swoim łóżku – twarz szara, oczy zamknięte, kroplówka w ręce. Spokojna. Pierwszy raz spokojna. — Jak się Pani czuje? — spytała Elżbieta, choć nie planowała zaczynać rozmowy. Katarzyna otworzyła oczy. Uśmiechnęła się blado. — Żyję. A Pani? — Też. Zamilkły. Za oknem gęstniał zmierzch, a kroplówki brzęczały cicho. — Przepraszam za poranek — odezwała się nagle Katarzyna. — Jak się denerwuję, to zaczynam gadać bez końca. Wiem, iż to wkurza, ale nie umiem się powstrzymać. Elżbieta chciała odpowiedzieć coś złośliwego, ale nie znalazła słów. Była zbyt zmęczona. Wymamrotała tylko: — Nic nie szkodzi. W nocy żadna z nich nie spała. Obu bolało. Katarzyna już nie dzwoniła, leżała cicho, ale Elżbieta słyszała, iż ta się przewraca, wzdycha. Raz chyba choćby płakała. Po cichu, w poduszkę. Rano przyszła lekarka. Sprawdziła szwy, zmierzyła temperaturę, rzuciła do obu „Dzielne jesteście, wszystko dobrze”. Katarzyna od razu sięgnęła po telefon. — Kaja, już po wszystkim! Cała i zdrowa, nie panikuj. Jak tam dzieciaki? Michałek znowu gorączkuje? Co? Już lepiej? No widzisz, mówiłam, iż nic mu nie będzie. Elżbieta słuchała z ukosa. „Dzieciaki” – znaczy wnuki. Córka zdaje relację. Jej własny telefon milczał. Dwie wiadomości od syna. „Mamo, jak się czujesz?” i „Daj znać, kiedy dasz radę napisać”. Wysłał je wczoraj wieczorem, gdy ona jeszcze dochodziła do siebie po narkozie. Odpisała: „Wszystko w porządku :)”. Dodała emotikonę. Syn zawsze jej powtarzał, iż bez buziek sms-y są oschłe. Odpowiedź przyszła po trzech godzinach: „Super! Buziaki”. — Pani rodzina nie przychodzi? — zapytała Katarzyna po południu. — Syn pracuje. Mieszka daleko. Poza tym nie trzeba, jestem już duża. — Prawda? — Katarzyna przytaknęła. — Moja córka też tak mówi: „Mamo, dasz sobie radę, przecież jesteś dorosła”. No i po co przyjeżdżać, skoro wszystko gra, nie? W jej głosie było coś, co sprawiło, iż Elżbieta przyjrzała się jej uważniej. Katarzyna uśmiechała się, ale w oczach nie było radości. — Dużo Pani ma wnuków? — Trójkę. Michałek ma osiem lat, potem Basia i Leo — mają trzy i cztery. — Katarzyna już wyjmowała telefon z szufladki. — Chce Pani zobaczyć zdjęcia? Przeglądały je z dwadzieścia minut. Dzieci na działce, dzieci nad morzem, dzieci z tortem. Na wszystkich fotografiach była ona – przytulająca, całująca, śmieszkująca do obiektywu. Córki nie było na żadnej. — Córka robi zdjęcia, nie lubi być w kadrze — wyjaśniła Katarzyna. — Wnuki często u Pani bywają? — adekwatnie ja u nich mieszkam. Córka pracuje, zięć też, więc jestem… no, do pomocy. Odebrać z przedszkola, sprawdzić lekcje, coś ugotować. Elżbieta przytaknęła. Miała podobnie. Przez pierwsze lata po narodzinach wnuczka pomagała codziennie. Potem wnuczek podrósł, zaczęła wpadać rzadziej. Teraz widywali się najwyżej raz w miesiącu, jak trafiła się okazja. — U mnie tylko jeden wnuk. Dziewięć lat, dobrze się uczy, chodzi na treningi. — Często się spotykacie? — Czasem w niedziele. Oni są bardzo zajęci. Rozumiem to. — No właśnie — Katarzyna odwróciła wzrok na okno. — Zajęci… Zamilkły. Za oknem mżył deszcz. Wieczorem Katarzyna powiedziała: — Nie chcę wracać do domu. Elżbieta podniosła wzrok. Katarzyna siedziała na łóżku, obejmując kolana ramionami, wpatrzona w podłogę. — Naprawdę nie chcę. Myślałam, myślałam… i nie chcę. — Dlaczego? — Po co? Wrócę, a tam Michałek z lekcjami nie dał sobie rady, Basia znów rozmazana katarem, Leo spodnie porwał. Córka w pracy do wieczora, zięć w wiecznych delegacjach. Ja – piorę, gotuję, sprzątam, pomagam. A oni nawet… — zacięła się — choćby „dziękuję” nie powiedzą. Bo babcia przecież musi. Elżbieta milczała. W gardle ściskało. — Przepraszam — otarła oczy Katarzyna. — Rozkleiłam się. — Nie przepraszaj — powiedziała cicho Elżbieta. — Ja pięć lat temu poszłam na emeryturę. Myślałam, iż nareszcie się sobą zajmę. Do teatru, na wystawy, choćby na kurs francuskiego się zapisałam. Chodziłam całe dwa tygodnie. — I co się stało? — Synowa na urlop macierzyński poszła. Poprosiła o pomoc. Bo przecież babcia, już nie pracuje, nie odmówi… Nie potrafiłam. — I jak? — Trzy lata codziennie. Potem wnuk poszedł do przedszkola, to już co drugi dzień. Potem do szkoły, raz na tydzień. Teraz… — urwała — …teraz ich już adekwatnie nie potrzebuję. Mają nianię. Siedzę w domu i czekam, aż zadzwonią. jeżeli nie zapomną. Katarzyna skinęła głową. — Córka w listopadzie miała przyjechać. Do mnie. Cały dom wysprzątałam, upiekłam ciasta. Zadzwoniła: „Mamo, sorry, Michałek ma zajęcia, nie damy rady”. — Nie przyszła? — Nie przyszła. Ciasta dałam sąsiadce. Obie zamilkły. Deszcz bębnił po szybie. — Wie pani, co boli najbardziej? — odezwała się Katarzyna. — Nie to, iż nie przyjeżdżają. Tylko iż ja i tak czekam. Ściskam telefon w dłoni i myślę: zadzwonią? Może powiedzą – „brakowało mi cię”, tylko tak, bez powodu, nie przez potrzebę pomocy. Elżbiecie zaszczypało w oczach. — Ja też czekam. Za każdym razem, gdy dzwoni telefon, myślę, iż może syn zadzwoni „tak po prostu”. Ale nie… zawsze chodzi o coś. — A my i tak pomagamy — Katarzyna uśmiechnęła się smutno. — Bo przecież jesteśmy mamami. — Tak. Następnego dnia zaczęły się zmiany opatrunków. Bolało obie. Po zabiegu leżały w milczeniu, aż Katarzyna nagle powiedziała: — Myślałam, iż mam szczęśliwą rodzinę. Córka kochana, zięć w porządku, wnuki radością. Że jestem potrzebna. Że beze mnie ani rusz. — I…? — Dopiero tutaj zrozumiałam, iż oni super sobie radzą. Córka przez cztery dni choćby się nie poskarżyła, iż jej ciężko. Przeciwnie, taka radosna. Czyli mogą. Po prostu wygodniej jest mieć babcię – darmową nianię. Elżbieta uniosła się na łokciu. — Wie pani, co zrozumiałam? Że sama sobie jestem winna. Nauczyłam syna, iż mama zawsze pomoże, zawsze czeka, jej sprawy są nieważne. Najważniejsze, co on chce. — U mnie tak samo. Córka zadzwoni – rzucam wszystko i lecę. — Przyzwyczaiłyśmy ich, iż nie mamy własnego życia — powiedziała Elżbieta powoli. — Jesteśmy tylko dla nich. Katarzyna przytaknęła, zamyślona. — I co teraz? — Nie wiem. Piątego dnia Elżbieta wstała z łóżka bez pomocy pielęgniarki. Szóstego przeszła do końca korytarza i z powrotem. Katarzyna dzień później, ale uparcie próbowała dotrzymać kroku. Chodziły razem po korytarzu, powoli, przytrzymując się ściany. — Po śmierci męża kompletnie się pogubiłam — mówiła Katarzyna. — Myślałam, iż już po wszystkim. A córka mi powiedziała: „Mamo, masz nowy sens, wnuki. Żyj dla nich”. No i żyłam… Tylko ten sens taki… jednostronny. Ja dla nich, oni dla mnie – tylko jak trzeba. Elżbieta opowiadała o rozwodzie trzydzieści lat temu, kiedy syn miał pięć. Jak wychowywała go sama, studiowała wieczorami, pracowała na dwa etaty. — Myślałam: jak będę idealną matką, to on będzie idealnym synem. Że jak oddam wszystko, będzie mi wdzięczny. — A on dorósł i ma swoje życie — dodała Katarzyna. — Tak. I to pewnie normalne. Ale nie sądziłam, iż będę tak samotna. — Ja też nie. Siódmego dnia przyszedł syn. Bez zapowiedzi, nagle. Elżbieta siedziała na łóżku i czytała, kiedy pojawił się w drzwiach. Wysoki, elegancki, z siatką owoców. — Mamo, cześć! — uśmiechnął się i pocałował ją w czoło. — Jak się czujesz? Już lepiej? — Lepiej. — Świetnie! Lekarz mówił, iż jeszcze ze trzy dni i wypis. Może pojedziesz do nas? Anka mówi – pokój gościnny pusty. — Dziękuję, wolę wrócić do siebie. — Jak wolisz. Ale jakby co, dzwoń. Przyjedziemy. Był dwadzieścia minut. Opowiadał o pracy, o wnuku, o nowym samochodzie. Zapytał, czy nie potrzeba pieniędzy. Obiecał, iż wpadnie za tydzień. I wyszedł szybko, jakby z ulgą. Katarzyna leżała na łóżku i udawała, iż śpi. Gdy drzwi się zamknęły, otworzyła oczy. — Pani syn? — Mój. — Przystojny. — Tak. — I zimny jak lód. Elżbieta nie odpowiedziała. Tak ścisnęło ją w gardle, iż brakło jej tchu. — Wie pani… ja ostatnio myślę, może po prostu przestać oczekiwać od nich czułości. Po prostu… odpuścić? Zrozumieć, iż oni mają własne życie. Nam trzeba znaleźć własne. — Łatwo powiedzieć. — Trudno zrobić. Ale co innego mamy? Mamy siedzieć i czekać, aż się o nas przypomni? — Co pani powiedziała córce? — spytała Elżbieta niespodziewanie przechodząc na „ty”. — Że po wypisie muszę odpoczywać dwa tygodnie. Lekarz zabronił dźwigać. Nie mogę zajmować się wnukami. — Obraziła się? — Jeszcze jak. — Katarzyna się uśmiechnęła. — Ale wiesz? Poczułam ulgę. Jakby mi ciężar z pleców zdjął. Elżbieta zamknęła oczy. — Boję się. Jak odmówię, jak powiem „nie”, przestaną dzwonić. Zupełnie. — A dzwonią często? Cisza. — No widzisz. Gorzej już nie będzie. Może tylko lepiej. Ósmego dnia obie wypisano ze szpitala, jednocześnie. Pakowały się w milczeniu, jakby żegnały się na zawsze. — Wymienimy się numerami? — zaproponowała Katarzyna. Elżbieta kiwnęła głową. Wpisały numery w telefony. Stały chwilę naprzeciwko siebie. — Dziękuję — powiedziała Elżbieta. — Za to, iż byłaś tutaj. — I ja tobie. Wiesz… trzydzieści lat z nikim tak nie rozmawiałam. Od serca. — Ja też nie. Przytuliły się. Ostrożnie, żeby nie zahaczyć o szwy. Pielęgniarka przyniosła wypisy, zamówiła taksówkę. Elżbieta pojechała pierwsza. W domu było cicho i pusto. Rozpakowała torbę, wzięła prysznic, położyła się na kanapie. Sięgnęła po telefon. Trzy wiadomości od syna. „Mamo, wypisałaś się?”, „Zadzwoń, jak będziesz w domu”, „Nie zapomnij o lekach”. Odpisała: „Już w domu. Wszystko dobrze.” Odłożyła telefon. Wstała, poszła do szafy. Wyjęła teczkę, której nie otwierała pięć lat. Była tam broszura kursu francuskiego i rozpiska spektakli filharmonii. Patrzyła na broszurę i myślała. Zadzwonił telefon. Katarzyna. — Cześć. Wybacz, iż tak szybko… po prostu musiałam zadzwonić. — Cieszę się. Naprawdę. — Może się spotkamy? Jak dojdziemy do siebie. Za dwa tygodnie. Może w kawiarni, albo po prostu na spacer. jeżeli chcesz. Elżbieta spojrzała na broszurę w rękach. Potem na telefon. I znów na broszurę. — Chcę. Naprawdę chcę. I wiesz co? Nie za dwa tygodnie. Może już w sobotę. Dość już mam leżenia w domu. — W sobotę? Serio? Przecież lekarz… — Lekarz. Trzydzieści lat wszystkim we wszystkim pomagałam. Pora pomyśleć o sobie. — No to umówione. Sobota. Pożegnały się. Elżbieta odłożyła telefon i jeszcze raz sięgnęła po broszurę. Kurs francuskiego zaczynał się za miesiąc – nabór jeszcze trwał. Otworzyła laptopa i zaczęła wypełniać formularz. Palce jej drżały, ale wpisywała wszystko. Do końca. Za oknem lał deszcz. Ale zza chmur zaczęło prześwitywać słońce. Jesienne, nieśmiałe, ale jednak słońce. I Elżbieta pomyślała nagle, iż życie może się dopiero zaczyna. I wysłała zgłoszenie.
Nieznajomy zasnął w pokoju dziecięcym. Przyjechała policja
Rodzice chcieli nadać swojemu dziecku na imię BLIK. Stanowcza reakcja urzedu
Szczęśliwego Nowego Roku 2026.
Jak zmienić dziecku imię. Trzeba spełnić kilka warunków
Szokujące Wyznanie: Sekret Ujawniony podczas Złotych Godów
Rodzice nie chcą przyjmować księdza po kolędzie. „Rok temu nastraszył mi dziecko”