Dzieci

Ojej, widziałyście tę kobietę w naszym pokoju? Już starsza… – Tak, zupełnie siwa. Pewnie ma wnuki, a mimo to – małego zażądała w jej wieku…
Spółka Bartek S.A. upadła. Gigant dziecięcych butów znika z rynku
Kraków ponownie stolicą komedii dell’arte. Ruszają XVII Dni Komedii dell’Arte
Przez dwa lata Maria była wyłącznie opiekunką dla swojej teściowej, zanim odkryła skrywaną przez męża rodzinę i musiała zacząć wszystko od nowa
Największy polski producent obuwia dla dzieci bankrutem
Kiedy warto stosować synbiotyk dla niemowląt?
Okazja Cenowa (One Piece) – 75639 Statek piracki Going Merry
Jedna gitara, ogromne emocje. Tyle trzeba zapłacić na aukcji WOŚP
Martwe niemowlę w mieszkaniu w Warszawie. Wszczęto śledztwo
Cuda Nie Zdarzyły Się Tania wyszła ze szpitala z nowo narodzonym synkiem. Cudu nie było—rodzice nie przyszli jej odebrać. Świeciło wiosenne słońce, Tania otuliła się za luźną już kurtką, chwyciła torbę z rzeczami i dokumentami w jednej ręce, a drugą poprawiła śpiącego malca i ruszyła w nieznane. Nie miała dokąd pójść. Rodzice stanowczo odmówili przyjęcia dziecka do domu, matka kazała jej pisać zrzeczenie. Ale Tania sama była z domu dziecka—jej matka ją porzuciła, i dziewczyna przysięgła sobie, iż nigdy nie postąpi tak wobec własnego dziecka, bez względu na wszystko. Dorastała w rodzinie zastępczej, która traktowała ją adekwatnie jak własną. Trochę ją rozpieszczano, nie przyzwyczajono do samodzielności. I nie żyło im się bogato—często chorowali. Jasne, rozumiała już, iż to jej wina, iż jej syn nie ma ojca. Wydawał się poważny, obiecywał przedstawić rodzicom, ale gdy Tania powiedziała o dziecku, stwierdził, iż nie jest gotowy na pieluchy. Wstał i wyszedł, na telefon już nie odpowiadał, pewnie ją zablokował. Tania westchnęła. — Nikt nie jest gotów, ani ojciec dziecka, ani moi rodzice. Ale ja jestem gotowa wziąć odpowiedzialność za syna. Usiadła na ławce, twarzą zwrócona do słońca. Gdzie teraz pójść? Mówiono jej, iż są ośrodki dla samotnych matek, ale wstydziła się pytać o adres; liczyła, iż rodzice zrozumieją i przyjadą. Ale… nie przyjechali. Podjęła decyzję—pojedzie do małej wioski do babci, tam znajdzie schronienie. Pomoże jej w ogrodzie, póki dostaje zasiłek, a potem znajdzie pracę. Wierzyła, iż los się do niej uśmiechnie. Spojrzała w telefon, szukając autobusów na wieś. Przecież babcie bywają dobre, jej też się uda. Przytuliła mocniej śpiącego synka, wyjęła stary telefon i… omal nie wpadła pod samochód na przejściu. Za kierownicą siedział siwy, wysoki mężczyzna, wyskoczył i zaczął krzyczeć na Tanię, iż nie patrzy, gdzie idzie, zginie z dzieckiem, a on pójdzie za to do więzienia na starość. Dziewczyna przestraszyła się, łzy stanęły jej w oczach, co wyczuł też synek—obudził się i zaczął płakać. Mężczyzna złagodniał, zapytał dokąd idzie z noworodkiem. Tania przez łzy przyznała, iż nie wie. — To wsiadaj do samochodu. Pojedziesz ze mną, ochłoniesz i ustalimy co dalej. Daj, pomogę ci wejść, dziecko już od płaczu sinieje. Nazywam się Konstanty Grzegorzewicz, a ty? — Tania. — No to siadaj, pomogę ci. Przywiózł Tanię i synka do swojego mieszkania. Miał duże, trzypokojowe. Oddał jej osobny pokój, żeby mogła nakarmić malca. Nie było choćby czym dziecka przewinąć. Tania poprosiła Konstantego Grzegorzewicza, by kupił pampersy i dała mu swoje ostatnie pieniądze, ale odmówił—powiedział, iż nie ma na kogo więcej wydawać. gwałtownie pobiegł po sąsiadkę-lekarkę, której akurat nie było w pracy. Ustaliła przez telefon potrzebne zakupy i dała mu ogromną listę. Gdy wrócił, Tania spała na pół-siedząco, z głową na poduszce. Dziecko nie spało. Konstanty Grzegorzewicz umył ręce, wziął malca na ręce, by dziewczyna mogła trochę odpocząć. Kiedy tylko zamykał drzwi, Tania zerwała się i zaczęła krzyczeć „Gdzie moje dziecko?”. Mężczyzna wszedł z uśmiechem, tłumacząc, iż chciał, by pospała. Pokazał, co kupił dla niej i dziecka, zaproponował, iż pomoże przewinąć. Powiedział również, iż później przyjdzie dobra znajoma-lekarka i wszystko jej wyjaśni; na jutro wezwie pediatrę. Potem porozmawiał z Tanią: — Nie jedź do wioski, nie szukaj babci—zostań u mnie, miejsca wystarczy. Jestem wdowcem, nie mam dzieci ani wnuków; jestem na emeryturze, jeszcze pracuję. Samotność bardzo mi doskwiera i byłbym szczęśliwy z takimi lokatorami. — Miał pan dzieci? — Miałem, Taniu, syna. Przez lata pracowałem na kontraktach w Norwegii: pół roku tam, pół tu. Syn kończył studia, miał narzeczoną i na ostatnim roku spodziewali się dziecka—czekali na mój powrót, by zrobić ślub. Ale syn był fanem motocykli… Zginął w wypadku tuż przed moim powrotem; przyjechałem na pogrzeb. Żona po jego śmierci ciężko zachorowała. Po tym wszystkim straciłem kontakt z narzeczoną syna, choć mam jej zdjęcia i wiedziałem, iż spodziewa się dziecka. Szukałem—nie znalazłem. Dlatego proszę, zostań. Znów poczuję się jak w rodzinie. Swoją drogą—jak nazwałaś syna? — Sama nie wiem, po prostu chciałam dać mu imię Sawa. Podoba mi się, choć rzadkie. — Sawa? Tania, to imię mojego syna! A przecież ci nie mówiłem! Ucieszyłaś starego dziada. Zostajesz? — Z największą radością! Ja jestem z domu dziecka, potem mnie adoptowano, ale mnie i mojego dziecka nie chcieli przyjąć. Dlatego nie odebrali mnie ze szpitala. Gdyby nie oni, nie wiem, kim bym dziś była, a tak skończyłam technikum, miałam spokojne życie. Po domu dziecka przysługiwał mi choćby lokal, ale rodzona matka zostawiła mnie pod bramą domu dziecka, z łańcuszkiem i medalikiem na kocyku. — No to chrzań stare żale. Zostajesz, ja ci kupiłem i ubrania, zaraz się przebierzemy i zajmiemy dzieckiem, potem zrobimy coś do jedzenia, bo matce trzeba jeść, by mieć mleko. Kiedy Tania przebrała się w nowe rzeczy i wyszła do Konstantego Grzegorzewicza, zauważył łańcuszek na jej szyi, zapytał, czy to ten, który zostawiła jej matka. Potwierdziła. Pokazała medalion; wtedy nogi się pod nim ugięły i gdyby nie Tania, upadłby. Otrząsnąwszy się, poprosił, by pokazała go bliżej. Czy otwierała go? Tania odpowiedziała, iż nie, bo nie ma zapięcia. Konstanty Grzegorzewicz powiedział, iż sam zamawiał ten medalik dla syna i ten otwiera się w szczególny sposób. Pokazał jej jak. Medalik rozłożył się na dwie części. W środku była mała kępka włosów. — To włosy mojego syna. Włożyłem je do środka. Wygląda na to, iż jesteś moją wnuczką! Więc los postawił cię na mojej drodze nie bez przyczyny! — Zróbmy jeszcze test DNA, żeby mieć pewność! — Nigdy w życiu. Jesteś moją wnuczką, a to mój prawnuczek i koniec tematu. Zresztą bardzo przypominasz mojego syna; ciągle widziałem w tobie znajome rysy. Mam jeszcze zdjęcie twojej mamy. Zechcesz—pokażę ci rodziców! Autorka: Zofia Koralewska
Podróże do Krainy Bajek Babci i Dziadka
Mały książę: autor, streszczenie i główne przesłania książki
Mały książę streszczenie, fabuła, postaci i przesłanie
Zobaczyć na własne oczy Po tragicznej śmierci męża i sześcioletniej córeczki w wypadku samochodowym, Ksenia długo nie mogła się otrząsnąć. Spędziła prawie pół roku w klinice, nie chciała nikogo widzieć – tylko jej mama cierpliwie przy niej trwała. Pewnego dnia powiedziała: – Ksenia, interes twojego męża może się rozpaść, Egor ledwo sobie radzi. Dobrze, iż Egor jest uczciwym człowiekiem, ale… Słowa matki zmobilizowały Ksenię. Wróciła do pracy i uratowała rodzinny biznes, jednak wciąż rozpaczliwie tęskniła za zmarłą córeczką. – Córciu, powinnaś przygarnąć dziewczynkę z domu dziecka, szczególnie taką z problemami zdrowotnymi. Ułatwisz jej życie, a i sama odnajdziesz sens – doradziła matka. Po długim namyśle Ksenia uznała, iż mama ma rację. W domu dziecka poznała Ariszę – dziewczynkę niemal niewidomą, którą rodzice z tak zwanych „dobrych domów” porzucili tuż po diagnozie. W Ariszy Ksenia zobaczyła swoją nową córeczkę – śliczną, anielską istotę o złocistych lokach i błękitnych, choć niewidzących oczach. Adoptując Ariszę, Ksenia odmieniła los dziewczynki i swój własny. Zaopiekowała się nią, troszczyła, a z pomocą lekarzy walczyła o powrót wzroku córki. Po kilku operacjach Arisza mogła widzieć – choć początkowo bardzo słabo, było światełko nadziei. Ksenia poświęcała się córce. Biznes się rozwijał, jednak jej świat kręcił się wyłącznie wokół Ariszy, która wyrosła na piękną, mądrą i wdzięczną kobietę, skończyła studia i pracowała u matki w firmie. Pojawiła się miłość – Anton. Związek budził w Kseni obawy, ale nie miała przeciwwskazań do ślubu. Do wydarzenia doszło tuż przed operacją, która miała ostatecznie przywrócić Ariszy wzrok. W restauracji młodzi omawiali przygotowania weselne. Gdy Anton wyszedł na chwilę, zostawiając telefon, Arisza odebrała połączenie od jego matki, słysząc przerażający plan – zlecenie „wypadku” podczas podróży poślubnej w góry, by „pozbyć się ślepej” i zagarnąć majątek… Przerażona Arisza natychmiast powiadomiła matkę. Razem skonfrontowały Antona – przyciśnięty do muru, uciekł z miasta, a jego matka też zniknęła. Po wszystkich traumatycznych przeżyciach Ariszę czekała jeszcze jedna operacja w oczach kliniki. Opiekował się nią młody lekarz – dr. Dariusz, bardzo zaangażowany i zauroczony pacjentką. Gdy zdjęto opatrunek, Arisza zobaczyła prawdziwy świat – piękne kwiaty i uśmiechniętego, zakochanego w niej lekarza. niedługo ślub Ariszy i Dariusza okazał się bajkowy, a po roku na świecie pojawiła się ich córeczka – malutka Kasia z szarymi oczami po tacie. Arisza odnalazła szczęście, bezpieczeństwo i miłość, o jakich zawsze marzyła. Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Wszystkiego Dobrego!
Orszak Trzech Króli 2026 w Odrowążu. Zobaczcie zdjęcia
Klarysa – historia, pochodzenie, znani posiadacze
Rodzice są coraz bardziej wygodni. "Szkołę i przedszkole traktują jak przechowalnię"
LEGO Store Event – Wózek z Burgerami
Odwiedzając córkę na cmentarzu, matka dostrzegła na ławce obcą dziewczynkę, która szeptała coś do portretu na nagrobku. Jej serce zamarło.
To imię znika z Polski. To dziś prawdziwa rzadkość
Najdziwniejsze imiona nadawane dzieciom w 2025 roku. "Niektóre ciężko wymówić"
Niespodziewane szczęście Radosława
Najbiedniejsza staruszka w dzielnicy znalazła 300 tysięcy złotych; gdy postanowiła je oddać, właściciel stwierdził, iż brakuje ponad 100 tysięcy, a ona, zdziwiona, musiała udać się do banku po pożyczkę.
Nauczyciel bez żony i dzieci decyduje się na adopcję trojga osieroconych dzieci
Turcja chce iść w ślady Australii i zakazać platform społecznościowych dla dzieci poniżej 15 lat
Ukucnął przy stoliku, który ustawił na chodniku, tuląc swoje dziecko. „Proszę, nie chcę waszych pieniędzy, tylko chwilkę waszego czasu”
Najbiedniejsza starsza pani w dzielnicy znalazła 300 tysięcy złotych; gdy poszła je zwrócić, właściciel oznajmił, iż brakuje ponad 100 tysięcy, a ona, zdezorientowana, musiała udać się do banku po pożyczkę.
Nie patrz na mnie w ten sposób! Nie chcę tego dziecka. Zabierz je!” – obca kobieta wrzuciła mi nagle nosidełko w ręce. Byłam kompletnie zaskoczona.
Zostałam zawstydzona jako mama samotnie wychowująca podczas baby shower siostry — aż mój 9-letni syn stanął w obronie z listem
Porządki w dziecięcym pokoju. O tych rzeczach zwykle zapominamy, a to błąd
Zostałam zawstydzona jako samotna mama na baby shower mojej siostry – dopóki mój 9-letni syn nie stanął z listem w dłoni
Czujesz, iż tracisz kontrolę nad nastolatkiem? Można to jeszcze naprawić
Przebaczenie: Siła Uzdrowienia w Polskiej Kulturze
Chłopiec na „jabłuszku” wpadł pod samochód
1/72 Kriegsfischkutter – Dodatki – Special Hobby
Dwadzieścia lat po rozstaniu spotykam syna Marty – ten młody chłopak to moje odbicie sprzed lat
Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]
Nawet 17 milionów. Kolekcjonerzy płacą więcej niż za prawdziwe samochody
Zosia biegała po pokoju, próbując zmieścić w walizce najpotrzebniejsze rzeczy. Jej ruchy były gorączkowe i poszarpane, jakby ktoś ją ścigał.
Wiem, iż to moje dzieci” – szepnął, nie podnosząc wzroku. – „Ale… nie potrafię wyjaśnić dlaczego, między nami nie ma żadnej więzi.
Zobaczyć na własne oczy Po straszliwej tragedii – utracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku samochodowym – Ksenia długo nie potrafiła się pozbierać. Spędziła prawie pół roku w klinice, nie chciała nikogo widzieć, a czuwała przy niej tylko jej mama, cierpliwie rozmawiając z córką. Pewnego dnia powiedziała: – Ksenia, biznes twojego męża może się niedługo rozsypać, ledwo się trzyma, Eryk ledwo daje radę. Dzwonił do mnie i prosił, żebym ci to przekazała. Dobrze, iż jest uczciwy, ale… Te słowa sprawiły, iż Ksenia na moment się ocknęła. – Tak, mamo, powinnam się czymś zająć, chyba mój Denis ucieszyłby się, gdybym kontynuowała jego dzieło. Dobrze, iż co nieco rozumiem, jakby przeczuwał – przyjął mnie do swojego biura. Ksenia wróciła do pracy i uratowała podupadający rodzinny biznes. Z czasem firma się ustabilizowała, ale Ksenia bardzo tęskniła za zmarłą córeczką. – Córeczko, chcę ci coś doradzić. Weź z domu dziecka dziewczynkę, taką, której pozostało trudniej niż tobie. Ułatwisz jej życie i zrozumiesz, iż to twoje ocalenie – powiedziała mama. Długo rozmyślając nad słowami mamy, Ksenia uznała, iż ma rację. Niebawem pojechała do domu dziecka, choć wiedziała, iż nie zastąpi nigdy swojej biologicznej córki. Arianka urodziła się niemal niewidoma, jej rodzice – oboje z wyższym wykształceniem, z dobrych rodzin – odwrócili się od niej, gdy tylko postawiono diagnozę. Bała się odpowiedzialności, wykazali się podłością i tchórzostwem. Tak dziewczynka trafiła do domu małego dziecka, gdzie nadano jej imię Arina. Dorastała niemal nie widząc świata, ledwie rozpoznając cienie. W domu dziecka nauczyła się czytać, uwielbiała bajki i wierzyła, iż kiedyś pojawi się jej dobra wróżka. Gdy Arianka miała prawie siedem lat, przyszła do niej wróżka – piękna, elegancka, bogata, a jednocześnie głęboko nieszczęśliwa Ksenia. Dziewczynka od razu poczuła, iż jest dobra, choć kilka widziała. Dyrektorka zdziwiła się, po co Kseni dziecko z niepełnosprawnością, ale ona nie chciała nic tłumaczyć, rzuciła ogólnikowe wyjaśnienie, iż ma możliwości i serce do pomagania niepełnosprawnemu dziecku. Wychowawczyni przyprowadziła Arinkę za rękę. Ksenia zobaczyła ją i wiedziała od razu – ta dziewczynka jest “jej”. Była jak anioł – złote loczki i wielkie niebieskie oczy, które jednak nie widziały. – Kto to? – zapytała Ksenia, nie odrywając wzroku od dziewczynki. – To nasza Arinka, – powiedziała wychowawczyni, – wspaniała, delikatna i serdeczna. – To na pewno moja Arianka – zdecydowała Ksenia. Ksenia i Arianka gwałtownie się do siebie przywiązały. Z pojawieniem się dziewczynki w domu Ksenii jej życie nabrało znów sensu. Skonsultowała się z lekarzami – była szansa, iż po operacji Arinka odzyska wzrok, choć musiałaby nosić okulary. Ksenia postanowiła działać – tuż przed szkołą przeprowadzono operację, niestety efekty były umiarkowane. Pozostała nadzieja, gdy dziewczynka trochę dorośnie. Upływały lata. Ksenia kochała córkę, poświęcała jej całą siebie. Firma rosła w siłę, Ksenia była piękna i bogata, nie zwracała jednak uwagi na mężczyzn, cała jej uwaga skupiona była na córce. Arianka wyrosła na niezwykle piękną, dobrą, wdzięczną młodą kobietę, skończyła studia i pomagała mamie w firmie. Ksenia z troską obserwowała otoczenie córki, bała się, iż ktoś wykorzysta jej ufność i zbliży się tylko po majątek. Dawała jasno do zrozumienia, iż na wzbogacenie się kosztem jej córki nie pozwoli. W końcu Arianka się zakochała. Przedstawiała Kseni swojego ukochanego Antoniego, a ta nie dostrzegała w nim niczego niepokojącego, więc pozwoliła im się spotykać. Antoni niedługo poprosił rękę Arianki, przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą. Za pół roku, już po ślubie, miała odbyć się ostatnia, kluczowa operacja wzroku Arianki. Antoni był czuły, troskliwy, czasem Kseni wydawał się jednak nieco nieszczery, ale odpychała od siebie te myśli. Przyszli młodzi pojechali do restauracji pod Warszawą, by dograć szczegóły wesela. W środku dnia było tam pusto. Zasiedli przy stoliku, Antoni położył telefon na blacie, po chwili zadziałał alarm w jego aucie, wyszedł więc do samochodu. Gdy był na zewnątrz, zadzwonił jego telefon – nalegał długo, więc Arina odebrała. Usłyszała donośny głos jego matki, przyszłej teściowej. – Synku, mam plan, jak pozbyć się tej twojej ślepej narzeczonej. Moja znajoma z biura podróży trzyma dla was dwie wycieczki w góry. Po ślubie pojedziecie razem, powiesz jej, iż chcesz podziwiać widoki. Pójdziesz z nią na szlak – postarasz się, żeby przypadkowo się poślizgnęła i runęła w przepaść. Sam wrócisz i zgłosisz zaginięcie żony. Zapłaczesz, będziesz żądał, by jej szukano. Znajdą ciało – uznają, iż się poślizgnęła. Nikt za granicą nie będzie się przejmował… Wiem, iż zagrasz zrozpaczonego męża. Twoja teściowa też ci uwierzy. jeżeli zrobią jej operację, nagle wszystko stanie się trudniejsze, dlatego nie zwlekaj. Takie pieniądze nie mogą ci przejść koło nosa. Pamiętaj, synu, sama organizuję te wycieczki, myślę o wszystkim. Arinka, słysząc to, była wstrząśnięta. Jeszcze chwilę temu cieszyła się ślubem, teraz cała jej ufność runęła… Antoni niczego nie słyszał, bo przez cały czas był na zewnątrz. Arina drżała ze strachu, ale starała się opanować. Antoni wrócił, miał poruszoną pozę, bo znów zadzwonił jego telefon. – No co za pech, znowu pilne wezwanie do pracy – rzucił. – Jedź, – odparła cicho Arina. – Poczekam na mamę, wszystko omówimy razem. Kiedy tylko został sama, zadzwoniła do Ksenii: – Mamo, przyjedź natychmiast do restauracji – głos jej drżał. – Córeczko, co się stało, masz taki głos… Zaraz będę – odpowiedziała Ksenia. Ksenia gwałtownie przyjechała i usiadły razem przy stoliku. Arina płakała cicho. – Mamusiu, oni chcą mnie zabić – wyszlochała. – Kto?! – zapytała zszokowana Ksenia. – Antoni i jego mama. Słyszałam to sama! – opowiedziała o wszystkim. Ksenia była w szoku. Czyżby tak się pomyliły co do tego chłopaka? Co robić? Radziły się wspólnie. Nagle zadzwonił Antoni. – I co, Arinka, mama już przyjechała, omówiłyście dekorację sali? – zapytał beztrosko. Kseni opowiedziała mu przez telefon spokojnym, ale stanowczym tonem, iż znają jego i matki plany i żadna górska wycieczka nijak się nie odbędzie. Groziła, iż telefon przekazany policji ujawni wszystko, bo choćby usunięta rozmowa może być odzyskana. Antoni chwilę się jąkał, próbował zrzucić winę na matkę. – Wiem, jesteś łajdakiem, do widzenia – zakończyła Ksenia. Następnego dnia Antoni wyjechał z Warszawy w panice wraz z pieniędzmi matki, a jego matka wybrała się do znajomych w innej części Polski. Szok po zobaczeniu wszystkiego na własne oczy W klinice okulistycznej Ariance przeprowadzono operację. Ksenia była przy niej, zabandażowane oczy jej córki wciąż czekały na odsłonięcie. Ładny młody doktor – dr Andrzej Ignacy, asystował jej, wspierał, operację wykonał doświadczony chirurg. Dr Andrzej wyraźnie okazywał Arinie zainteresowanie, Ksenia obserwowała wszystko uważnie, ale widziała, iż jest romantykiem. Kiedy zdjęto Arinie opatrunki, dostała ogromny bukiet róż od lekarza. Była w totalnym szoku: pierwszy raz zobaczyła świat na własne oczy! Zachwyciły ją czerwone róże i przystojny, wysoki blondyn o szarych oczach. – Jestem taka szczęśliwa, widzę wszystko! – rozpłakała się, a Andrzej przytulił ją do siebie. Arina musiała już zawsze nosić okulary, ale to była drobnostka. Z czasem odbył się piękny ślub Ariny i dr Andrzeja, a po roku przyszła na świat śliczna córeczka z szarymi oczami po tacie. Arina poczuła się naprawdę szczęśliwa – u boku troskliwego, dobrego męża, który nigdy jej nie skrzywdzi. Dziękujemy za przeczytanie, wsparcie i obecność. Powodzenia na życiowej drodze!
Nie tylko na włosach. Efekt, który robi furorę w polskich mieszkaniach. Sąsiedzi pozazdroszczą
Już zdobłam swoje!
„Zgodziłam się na opiekę nad wnukiem tylko na kilka dni”: Po miesiącu zrozumiałam, iż moje życie już na zawsze się zmieniło
5 błędów rodziców, przez które dziecko nie czuje się kochane. To łamie mu serce
GIS: Nestlé wycofuje wybrane produkty dla niemowląt. Powodem możliwa obecność toksyny
Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]
Okazja Cenowa (Harry Potter) – 76459 Ucieczka Hagrida i Harry’ego z Privet Drive
Nie pytaj o to, jak było w szkole. Zastąp je 7 pytaniami, które rozwiążą dziecku język
Skarbczyk Nowenn: Święto Objawienia Pana (Trzech Królów)