Syn niegotowy na ojcostwo
Latawica! Niewdzięczna świnia! krzyczała moja matka na moją siostrę Małgorzatę, ile sił w gardle. Zaokrąglony brzuch Małgosi wcale nie powstrzymywał złości matki, wręcz ją jeszcze wzmagał. Wynoś się z domu i więcej nie wracaj! Żebym cię już nigdy więcej nie widziała!
Matka naprawdę wyrzuciła ją z domu. Zdarzało się to już wcześniej za różne przewinienia, a za ciążę powiedziała, iż nie chce jej już tu widzieć, jedynie jak wszystko się ułoży.
Zapłakana, z małą walizką swoich rzeczy, Małgorzata przyczłapała do ukochanego zdezorientowanego Kamila. Okazało się, iż Kamil choćby nie powiedział swoim rodzicom, iż Małgosia spodziewa się jego dziecka. Matka Kamila natychmiast zapytała, czy nie jest za późno, by coś z tym zrobić. Oczywiście było już za późno brzuszek był już bardzo widoczny. Małgorzata była w takim szoku, iż gotowa była zgodzić się praktycznie na wszystko, byleby tylko ktoś jej pomógł. Jeszcze miesiąc wcześniej stanowczo sprzeciwiała się pomysłom matki, teraz dręczyło ją tylko poczucie rozpaczy i lęk o przyszłość.
Mój syn nie jest gotowy, by zostać ojcem powiedziała stanowczo matka Kamila. Jest za młody, zniszczysz mu tym życie. Oczywiście pomożemy tyle, ile damy radę. Na razie poprosiłam znajomą, by się dowiedziała, czy da się cię przyjąć do ośrodka dla samotnych ciężarnych, takich jak ty nikomu niepotrzebnych naiwnych dziewczyn.
W ośrodku Małgorzacie przydzielono swój pokoik. W końcu mogła głęboko odetchnąć, wyciszyć się i wypocząć. Nikt jej tam nie krytykował, przygotowywano ją zarówno psychicznie, jak i fizycznie do porodu, pracował z nią psycholog. Gdy wreszcie najważniejsze się wydarzyło i położono jej na ręce malutki kłębek córeczkę Małgosia przestraszyła się, wpadła w panikę. Gdy doszła do siebie, zaczęła się przyglądać i powoli poznawać to nieznane cudo swoje własne dziecko.
Nadchodziły Święta Bożego Narodzenia, ale zamiast dobrej nowiny uprzedzono Małgorzatę musi szukać sobie nowego schronienia, bo na jej miejsce czeka już kolejna dziewczyna.
Z malutką Anielką na rękach, która właśnie skończyła miesiąc, Małgosia siedziała w swoim pokoju i nie miała pojęcia, jak mają dalej żyć skąd brać pieniądze, o nocleg już nie wspominając. Sercu jej matki nie było żal i choćby nie chciała spojrzeć na wnuczkę; wymazała je obie ze swojego życia.
No widzisz, córeczko, jaki mamy smutny ten wigilijny wieczór wyszeptała Małgosia do Anieli. A przecież tak kochała te święta. Od dziecka chodziła po domach z kolędą, znała wszystkie kolędy, zawsze wtedy zarabiała sporą sumę, bo razem z dziećmi z osiedla odwiedzała kawał Warszawy. Strasznie zatęskniła za tym uczuciem śpiewać od drzwi do drzwi, poczuć znów atmosferę świąt. A czemu nie? pomyślała młoda mama. Dziecko mam spokojne, ciepło ją opatulić, dopnę do siebie chustą i pójdę, pośpiewam, choć na chwilę zapomnę o kłopotach. Kto nie otworzy trudno, ich strata.
Następnego dnia po Wigilii Małgosia wybrała na kolędowanie cichą willową dzielnicę. Tak jak się spodziewała, niechętnie otwierano drzwi przed tak nietypową kolędnicą. Ludzie zgodnie z tradycją czekali raczej na grupę młodych chłopaków. Jednak czasem wpuszczano ją do środka, a śpiewała wtedy Małgosia tak pięknie i z takim sercem, iż gospodarze wynagradzali ją hojnie nie tylko złotówkami, ale i świątecznymi smakołykami. Szczególnie wzruszał widok śpiącego, maleńkiego dziecka. Ludzie domyślali się, iż kobieta z maleństwem nie śpiewa po domach z powodu szczęśliwego losu.
Chodzenie od drzwi do drzwi nie było łatwe. Jeszcze tylko zajrzę do tamtej willi i koniec. Pewnie mieszka tam ktoś zamożny, może trafi się jakiś większy prezent pomyślała z uśmiechem. W jej kieszeni zebrała się już całkiem niezła suma, a to budziło odrobinę ulgi.
Czy mogę zakolędować? zapytała, gdy właściciel otworzył jej drzwi i zaprosił do środka. Jednak to, co się potem stało, zaskoczyło Małgosię. Ledwo weszła do domu, mężczyzna nie odrywał wzroku od jej twarzy. Potem spojrzał na dziecko, zbladł, zadrżał i niepewnie opadł na kanapę.
Jadwiga? spytał cicho.
Słucham? … Ja jestem Małgorzata… Chyba pomylił mnie pan z kimś innym.
Małgorzata? A jesteś taka podobna do mojej żony I to dziecko. To dziewczynka?
Tak.
Ja też miałem córkę Ale zginęły Wypadek samochodowy. Parę dni temu przyśniła mi się żona z córką, jakby wróciły. A tu pani To możliwe?
Ja nie wiem, co powiedzieć
Ale wejdź, proszę, nie wstydź się! Opowiedz mi swoją historię
Małgorzata początkowo bała się tego obcego mężczyzny. Zachowywał się bardzo emocjonalnie i dziwnie. Potem jednak stwierdziła, iż i tak nie ma gdzie pójść. Weszła do przestronnego pokoju, gdzie mieszkał samotny człowiek. Od razu zobaczyła na ścianie zdjęcie: kobieta z dzieckiem rzeczywiście zmarła żona była do niej łudząco podobna
Małgosia zaczęła opowiadać historię swojego życia. Mówiła i nie mogła przestać, opisywała wszystko szczegółowo. Wreszcie znalazł się ktoś, kto chciał jej wysłuchać. Mężczyzna milczał, słuchał uważnie każde jej słowo. Co chwilę patrzył na dziecko, które słodko spało i uśmiechało się przez sen. Może i ona poczuła w końcu, jakby wróciła do domu, który niedługo stanie się dla niej tym prawdziwym
Czasem w życiu zamykają się jedne drzwi, by otwarły się kolejne. Najważniejsze to nie stracić nadziei i walczyć bo świat potrafi zaskoczyć choćby wtedy, gdy myślisz, iż wszystko już stracone.




