W drzwiach stał nieznajomy.
Piotr zakochał się w Elżbiecie jeszcze w liceum. Pisał jej liściki, starał się zwrócić na siebie uwagę na każdy możliwy sposób.
Jednak Elżbicie podobał się Dawid wysoki, jasnowłosy chłopak, który razem z nią grał w siatkówkę w szkolnej drużynie.
Niezgrabnego Piotra, który do tego miał kiepskie oceny, zupełnie nie dostrzegała.
Wkrótce Dawid zaczął spotykać się z Moniką, dziewczyną z równoległej klasy.
Po maturze Piotr jeszcze raz próbował zwrócić uwagę Elżbiety.
Podczas studniówki choćby jej się oświadczył…
Ale dziewczyna stanowczo odmówiła Nie!. choćby nie dopuszczała myśli, iż mogłaby z nim być.
Po studiach Elżbieta została zatrudniona jako księgowa w firmie, której szef był przystojnym brunetem, starszym od niej o dziesięć lat.
Elżbieta podziwiała jego profesjonalizm, inteligencję, a przede wszystkim fascynującą urodę.
Z czasem pojawiło się między nimi uczucie. Nie przeszkadzało jej ani to, iż wybranek jest żonaty, ani to, iż ma małego synka.
Pan Marek Janiszewski obiecywał rozwód i przysięgał, iż kocha tylko Elżbietę.
Mijały lata. Kobieta przyzwyczaiła się spędzać święta i weekendy samotnie, cierpliwie czekając, aż ukochany się rozwiedzie i będą razem.
Aż pewnego dnia ujrzała Marka z żoną w sklepie.
Jego żona była w ciąży, a on czule ją obejmował, potem wziął od niej siatki i razem udali się do samochodu.
Elżbieta obserwowała ich ze łzami w oczach, widząc piękną, rodzinną scenę.
Następnego dnia złożyła wypowiedzenie
Zbliżał się sylwester, a kobieta nie miała ochoty ani na zakupy, ani na strojenie domu, ani na świętowanie.
Pewnego razu wróciła do pustego, zimnego domu. Okazało się, iż piec gazowy nie działał. Elżbieta mieszkała na obrzeżach Torunia w domku jednorodzinnym.
Próbowała zadzwonić po fachowca, ale tuż przed Nowym Rokiem wszyscy żądali bajońskich sum szczególnie, kiedy słyszeli o dojeździe na peryferia.
Zmęczona, zadzwoniła do przyjaciółki, Lidii. Jej mąż pracował w tej branży i może mógłby pomóc.
Lidia obiecała od razu porozmawiać z mężem.
Po dwóch godzinach Elżbieta usłyszała dzwonek do drzwi.
Za drzwiami stał nieznajomy, ale gdy przyjrzała się bliżej rozpoznała… Piotra, swojego kolegę z klasy.
Cześć, Ela! Co tu się stało?
Eee… Skąd wiedziałeś?
Szef zadzwonił powiedział, żebym przyjechał na ten adres, bo w domu zimno. Zlałaś wodę z grzejników, żeby nie popękały?
Nie, nie wiem choćby jak to zrobić…
No to nieźle, możesz zostać bez ogrzewania. Dobrze, iż nie ma mrozu.
Piotr sprawnie spuścił wodę z systemu, pogrzebał coś przy piecu, potem gwałtownie pojechał po części.
Po godzinie wrócił z odpowiednimi elementami.
Wkrótce w domu Elżbiety znowu zrobiło się ciepło. Piotr umył ręce i zapytał:
Ela, a tu cieknie ci kran i ta żarówka miga… Czemu twój mąż nie naprawi?
Nie mam męża…
A to czemu? Ciągle szukasz ideału?
Jakiego tam ideału Nikogo nie ma odpowiedziała niespodziewanie szczerze.
To czemu mi wtedy odmówiłaś? uśmiechnął się Piotr.
Nie odpowiedziała
Naprawił kran, wymienił żarówkę i pojechał do domu.
Elżbieta wróciła wspomnieniami do dzieciństwa, do czasów, gdy gruby chłopak, zakochany w niej po uszy, pisał do niej liściki.
Piotr bardzo się zmienił, stał się wysokim, szczupłym mężczyzną z ciepłymi, brązowymi oczami. Ale uśmiech miał ten sam.
Nie zdążyła choćby zapytać, czy ma już swoją rodzinę.
A 31 grudnia ktoś znów zadzwonił do drzwi.
Elżbieta była zaskoczona nie spodziewała się gości.
Na progu stał Piotr. Ubrany w nowy garnitur, w rękach trzymał ogromny bukiet róż.
Elżbieto! Pytam jeszcze raz wyjdziesz za mnie, czy będziesz czekać na księcia aż do emerytury?
Kobieta rozpłakała się ze szczęścia i przytaknęła.
Za drugim razem oświadczyny zostały przyjęteSylwestrowe fajerwerki wystrzeliły nad miastem, gdy Piotr i Elżbieta śmiejąc się i płacząc naraz patrzyli sobie w oczy. Po raz pierwszy od lat Elżbieta poczuła ciepło nie tylko od ogrzewania, ale przede wszystkim od kogoś, kto naprawdę na nią czekał. Minęło tyle czasu, a jednak los pozwolił im wrócić do początku, jakby zamknąć koło.
Piotr ostrożnie ujął jej dłoń, delikatnie całując wierzch. Wiesz, szepnął z figlarnym błyskiem w oku, mam jeszcze kilka napraw w tym domu. Myślę, iż trochę tu zabawię. Elżbieta roześmiała się lekko, a echo tego śmiechu wybrzmiało jak obietnica nowego rozdziału.
I właśnie wtedy, gdy pierwszy dzień nowego roku świtał za oknem, Elżbieta poczuła, iż jednak czasem warto poczekać nie na księcia z bajki, ale na kogoś, kto potrafi naprawić cieknący kran i złamane serce. Zrozumiała, iż szczęście potrafi przyjść cicho, w starym, znajomym uśmiechu wtedy, gdy już straciło się nadzieję.
A może to życie po prostu lubi szczęśliwe zakończenia dla tych, którzy nauczyli się wybaczać także sobie?




