1/350 Yamato
Deluxe Version
Very Fire – BELBV350902DX
Budowa Cz. 2
Na początek przypomnienie pierwszej części zmagań z tym modelem

Przyszła wiec pora na malowanie kadłuba. Na początek pomalowałem go kolorem czarnym. Stanowiło to jednocześnie formę podkładu, jak i wyjście do ewentualnego cieniowania kolorów.

Następnie na dolną część kadłuba naniosłem w niesymetryczny sposób “marmurek” z kolorów Mr.Color C58, C 59 i C327 .

Po wyschnięciu wyżej opisanego efektu zrobiłem filtr z koloru Mr.Color C7.

W kolejnym etapie naniosłem na całość spodu specyfik firmy AK Interactive Worn Effect – znany i lubiany przez modelarzy, prosty do osiągnięcia – efekt łuszczącej się farby.

Musiałem poczekać chwilę, aby specyfik wysechł. Dopiero na to położyłem kolor adekwatny Mr.Color C 29 Hull Red. Farbę nanosiłem cienkimi warstwami tak, aby zbytnio nie zakryć wcześniejszego cieniowania.

Tym samym miałem na gotowo pomalowany kadłub w części podwodnej. Dzięki temu mogłem teraz zamontować podstawki, które ułatwiały mi operowanie kadłubem, minimalizując jego uszkodzenie.

Następnie przykleiłem do kadłuba główny pokład.

Przed rozpoczęciem malowania części nadwodnej, zamaskowałem pomalowaną część podwodną.

Następnie dzięki szablonów wykonałem cieniowania w stylu plamek.

Po wyschnięciu tego preshadeingu, na całość naniosłem kolor adekwatny C 608.

Imitację pokładu drewnianego producent przewidział w formie okleiny samoprzylepnej. Zanim jednak przykleiłem ją do pokładu, postanowiłem ją troszeczkę postarzyć.

Pierwszą czynnością, jaką wykonałem, było naniesienie na całość lakieru bezbarwnego Mr.Color C46

Wstępnie, w delikatny sposób, na krawędziach wycieniowałem pokład transparentnymi farbami Mr.Color C49 i C48.

Chcąc, aby efekt nabrał bardziej naturalnego wyglądu, całość pokryłem bardzo rozcieńczonym White Spiritem z wash-em do drewna z firmy AK Interactive AK263. Naniosłem go tak, aby jego kumulacja została tylko w wybranych przeze mnie miejscach, tworząc wrażenie cienia.

Teraz mogłem już przykleić okleinę do kadłuba. Aby to zrobić, należało odkleić zabezpieczający papier i bardzo delikatnie, przy zachowaniu szczególnej ostrożności, przykleić ją na plastikowy pokład. o ile przykleimy ją krzywo lub w złym miejscu, to musimy liczyć się z tym, iż odklejenie jej od plastiku może z dużym prawdopodobieństwem skutkować jej uszkodzeniem.

Ja robiłem to stopniowo, zwilżając plastikową cześć pokładu pędzlem zanurzonym w wodzie. Powoduje to, iż klej nie przywiera całkowicie, umożliwiając delikatną korektę. Gdy byłem pewny pozycji, dociskałem okleinę do pokładu.

Po wykonaniu tej czynności należy pozostawić kadłub do całkowitego wyschnięcia wody, którą nasączyła się okleina.

Gdy wszystko dobrze przeschło, ściągnąłem maskowanie dennicy…

…i przystąpiłem do weatheringu. Rozpocząłem od zwilżenia powierzchni wodą. Zmiękczyła ona warstwę naniesionego wcześniej płynu Worn Effects, co ułatwiło wykonywanie zadrapań i obić powłoki lakierniczej.

Otrzymany efekt bardzo mnie satysfakcjonował. W miejscach gdy był on zbyt intensywny, wygasiłem go mgiełką z koloru bazowego czyli C29.

W tak zwanym międzyczasie, gdy kadłub wysychał po nasączeniu wodą, wykonałem imitację zapasowego steru… Potraktowałem go, jako podkładem, kolorem AK 11058 z serii G3.

Resztę wariacji na temat “drewna” wykonałem z wykorzystaniem farb Live Color. A gdy farby wyschły, na całość naniosłem delikatnego wash-a firmy AK Interactive AK 263.

Okucia podtrzymujące ster wykonałem z załączonej blaszki, którą pomalowałem kolorem adekwatnym dla całego kadłuba.

Przez to, iż kadłub miałem już gotowy, wszystkie dalsze elementy były do niego doklejane. Łatwiej było, gdy zostały pomalowane. Dlatego doszedłem do wniosku, iż resztę elementów fototrawionych pomaluję sobie jeszcze na arkuszach blachy. I znowu najpierw sięgnąłem po doskonały produkt Mr.Hobby – Mr.Metal Primer R. Nałożyłem go dzięki aerografu, rozcieńczając leveling thinnerem tego samego producenta.

Następnie, po wyschnięciu specyfiku, pomalowałem elementy kolorem C 608.

Powróciłem do kadłuba. Bardzo cienkim pędzelkiem i kawałkiem gąbki w pęsecie (tapowanie), dzięki koloru czarnego i ciemnobrązowego, zrobiłem imitację delikatnych zarysowań i obić na kadłubie.

Aby zapewnić sobie bezpieczną pracę z washami i innymi specyfikami, zabezpieczyłem cały kadłub lakierem Mr.Color C46.

Zabawę z wash-ami rozpocząłem od elementów szarych i specyfiku AK Interactive z serii naval AK 302. Część podwodną potraktowałem wash-em “For wood” – AK263

Po wyschnięciu emalii, patyczkami higienicznymi do uszu, starłem jej nadmiar. Chciałem uzyskać dwojaki rezultat: efekt cienia wokół wypukłych elementów, ale również imitację delikatnych zacieków.

Ponownie pokryłem całość lakierem bezbarwnym C46, aby zabezpieczyć przed nakładaniem następnych specyfików i nie zniszczyć sobie stworzonego efektu.

W kolejnym etapie chciałem uzyskać ślady eksploatacyjne. Naniosłem “biedronkę” z produktów AK-Interactive nr AK2029 i AK305…

i roztarłem ją pędzelkiem, lekko zwilżonym w WHITE SPIRIT, tak, aby tworzyły się imitację zacieków.

Emalią AK-Interactive o numerze AK306 na styku linii wodnej zrobiłem ślady imitujące przebarwienia spowodowane wysychaniem słonej wody, a specyfikiem o numerze AK026 dodałem bardzo delikatne ślady “zaglonień”. Tu też do roztarcia posłużył mi mały pędzelek, zwilżony w WHITE SPIRIT.

Wszystko wyglądało w miarę tak, jak sobie zaplanowałem. Przed dalszymi pracami zabezpieczyłem cały kadłub lakierem matowym Mr.Color GX114. Po jego wyschnięciu, w identyczny sposób, jaki opisałem wyżej, w wybranych miejscach zrobiłem rdzawe zacieki. Posłużyły mi do tego wash-e firmy AK Interactive AK083 Truck Wash i AK013 Rust Streaks i pędzel o długim włosiu.

W rzeczywistości na części podwodnej raczej nie widać rdzy, ponieważ jest pod wodą, ale ja się odważyłem, powiedzmy “podrasować” wizualnie model. Postanowiłem w niektórych miejscach delikatnie zaakcentować rdzę, wykorzystując produkt AK Interactive – light rust deposits i medium rust deposits. Naniosłem je pędzelkiem wybranych miejscach…

a w momencie, kiedy wyschły, ścierałem nadmiar patyczkiem higienicznym do uszu tak, aby pozostał tylko wybranych przeze mnie miejscach.


Tym samym kadłub w zasadzie był pomalowany i wykończony na gotowo. Kolejnym etapem było doklejanie elementów do bryły kadłuba, które przygotowałem wcześniej oraz tych, które pozostały jeszcze do zrobienia.
Wcześniej sklejone kotwice wykończyłem dzięki specyfiku firmy AK Interactive AK11264 Rust Effect.

Najpierw nałożyłem warstwę pasty Iron AK 11266.

Po jej wyschnięciu naniosłem na pomalowane miejsca Oxidizing agent AK11268

Po chwili uzyskałem taki efekt. A żeby się nie ścierał, zabezpieczyłem całość lakierem Mr.Color GX114.


Dokładanie elementów do pokładu zacząłem od stanowisk małej artylerii. Oczywiście – w pierwszej kolejności musiałem je pomalować. Czyli najpierw cieniowanie kolorem czarnym, potem kolor adekwatny, a więc w tym wypadku Mr.Color C608 i na koniec lekki wash do ciemnoszarych pokładów AK302.

Takim sposobem kolejne elementy krok po kroku trafiały na pokład. Generalnie przyjąłem zasadę, iż co miałem gotowe, to przyklejałem. Oczywiście z pominięciem tych elementów, które uznałem, iż mogą się uszkodzić przy dalszych pracach. Te zostawiłem na sam koniec.

Śruby pomalowałem dzięki pisaka AK. Po wyschnięciu trafiły na wały korbowe przy kadłubie.

Przyklejenie schodni z bocznych galeryjek na pokład lotniczy też nie było proste… Dlaczego? Ponieważ w zasadzie powinno się je przykleić zanim dokleimy podpory. Ale podpory trzeba przykleić, zanim przykleimy pokład… Więc gonimy w kółko, bo tak naprawdę nie ma dobrego momentu, żeby to poskładać. Ja przepychałem to pomiędzy podporami na siłę, bo nie do końca to pasowało.

A dodatkowo, oczywiście, brak schodni na sam pokład, czyli części E -105 (B – 53).

W związku z tym, iż nie dysponowałem identyczną częścią, brakujące elementy dorobiłem po prostu ze zwykłej drabinki, która została mi z innego modelu.

Do malowania taśmowo poszły kolejne elementy, które wcześniej przygotowałem.

Tradycyjnie zacząłem od koloru czarnego.

Kolor Mr.Color C608 nanosiłem aerografem od środka paneli do zewnątrz. Następnie rozjaśniłem kolor bazowy kolorem Mr.Color C 97 Lite Grey, żeby troszeczkę porozjaśniać niektóre powierzchnie, dając złudzenie światłocieni.

Na całość przyszedł lakier matowy GX114.

Na tak przygotowane elementy, bardzo delikatnie, dzięki szarej farby olejnej, zastosowałem metodę suchego pędzla, żeby rozjaśnić krawędzie i nity.

Kolejnym etapem było delikatne napuszczenie wokół wypukłości, rozcieńczonego dodatkowo WHITE SPIRITem, panel linera firmy AK Interactive – AK 2072 dla kolorów szarych i niebieskich.

Generalnie wszystkie główne części miałem pomalowane na gotowo. Zanim zaczęły trafiać na pokład, musiałem jeszcze pobawić się z różnymi drobnymi pracami. Między innymi “zaszklić” wszelkie okienka. Posłużył mi do tego preparat firmy Mikroskale – Micro Kristal Klear o konsystencja białej pasty, która po wyschnięciu staje się przezroczysta.

Następnie pomalowałem fartuchy chroniące lufy u nasad wież. Podkład zrobiłem pisakiem firmy AK Interactive – Off White. Po jego wyschnięciu naniosłem delikatnego wash-a o numerze AK 2073 dla kamuflażu Sand and Desert. Na sam koniec delikatnie wypukłości przetarłem metodą suchego pędzla bardzo jasną szarą farbą olejną.

Doklejanie elementów do kadłuba to dość przyjemny proces, przynajmniej dla mnie. Model zaczyna cieszyć, bo wyłania się ogólny kształt repliki okrętu. Ale równocześnie jest to dość stresujący etap, ponieważ łatwo przy tych czynnościach uszkodzić liczne drobne elementy.

Pozostałe drobiazgi wycinałem z ramek i po pomalowaniu na adekwatne kolory, doklejałem do kadłuba. Przy tej czynności zauważyłem, iż w instrukcji kompletnie pominięto rozmieszczenie części z ramek IP – czyli skrzynek amunicyjnych Dlatego warto znowu zerknąć do literatury “fachowej” i ustalić ich położenie samemu.

Przygotowałem również imitację worków z piachem, które producent przewidział jako wydruk żywiczny.

Najpierw wszystkie części pokryłem farbą AK z serii Real Color – Irak Army Desert Sand – RC104

Po wyschnięciu przetarłem krawędzie części metodą suchego pędzla, mieszaniną farby brązowej i jasnoszarej .

Następnie pomalowałem całość lakierem matowym GX114.

Gdy lakier wysechł, zapuściłem zagłębienia emalią AK Interactive dla kamuflażu zielonego i brązowego – AK 2071. Nadmiar wash-a zebrałem patyczkami higienicznym.

I wory – hop – na pokład.

Aby nadać życia na okręcie postanowiłem dodać figurki z firmy ION, która to przekazała (bardzo dziękuję jeszcze raz) swoje zestawy do realizacji mojego pomysłu – IMPERIAL JAPANESE NAVY CHILLING ON DECK i IMPERIAL JAPANESE NAVY CARRIER PERSONEL & PILOTS.

W pierwszej kolejności wszystkie figurki pomalowałem surfacerem 1200 firmy Gunze.

Po przeglądnięciu “kwitów” z umundurowaniem japońskich marynarzy stwierdziłem, iż nie dojdę do jednoznacznych wniosków. Dlatego część marynarzy pomalowałem na kolor granatowy, część na biały, a ewentualnych pilotów i personel lotniczy na kolor khaki.

Przed zabawą z kontrastami, zabezpieczyłem figurki lakierem matowym GX114.

Figurki są naprawdę bardzo małe i ich malowanie nie jest łatwe. Szczególnie, iż jest ich ponad 200 i poświęcenie każdej z nich czasu w bardzo precyzyjne wykończenie zajęło by lata. Dlatego musiałem troszkę temat uprościć… Aby nadać figurkom plastyczności wizualnej, wykonałem cienie produktem CITADEL z serii CONTRAST. Na figurka granatowych LEVIADON BLUE, a na białych i zielonych BLACK TEMPLAR. TECHNICAL CONTRAST MEDIUM – służyło do rozcieńczania podstawowych kolorów.

Do tak przegotowanych figurek mogłem domalować buźki, butki i różne tam drobiazgi + drobne poprawki. Można powiedzieć, iż po tych zabiegach marynarze byli gotowi.

Figurki mogły trafić na pokład, ale zanim do tego przejdę wspomnę o jeszcze jednym problemie. Po przyklejeniu nadbudówek, okazało się, iż imitacja pokładu drewnianego jest za mała, może lepsze określenie, źle zwymiarowana, czego efektem jest to, iż widać było plastik.

Mam nadzieję, iż to “choroba wieku dziecięcego” zestawu i zostanie to zweryfikowane przez producenta. Ja naprawiłem to podmalowując szpary odpowiednimi kolorami i napuściłem wash-em do imitacji drewna.

Wracając do figurek marynarzy… Wydaje mi się, iż faktycznie “ożywiły” okręt.

Dokleiłem przedni i tylny “maszcik”…

… i relingi wokół pokładu głównego .

Gdy ten etap prac miałem za sobą, doszedłem do wniosku, iż przyszła pora na olinowanie/okablowanie. Wykorzystałem do tego Ship Model Memory Metal Rigging. Drucik ma tą przewagę nad linką samo napinającą, iż możemy na nim uzyskać efekt ugięcia, który tak naprawdę często występował na dużych odcinkach lub na linach, które były przeznaczone do zawieszania chorągiewek i flag.

I właśnie od flag zacząłem i dobrze… Tak jak wcześniej wspominałem – kalkomanie w zestawie są dramatyczne. Próba pozyskania bandery skończyła się tym, iż po odmoczeniu przy próbie zagięcia popękała.

Szybko zamówiłem zestaw Eduarda z banderami japońskimi wykonanymi z cieniutkiej blaszki.

“Linki” kolejno przyklejałem, stosując zasadę, iż najpierw te bliższe środka, a później zewnętrzne. Moim zdaniem minimalizowało to możliwość uszkodzenia tych, które przykleiłem wcześniej. Przecinałem je ostrymi cążkami na odcinki i mocowałem w odpowiednie miejsce za poziom pomocą kleju cyjanoakrylowego.

Ich charakterystyczne połączenia wykonałem nanosząc delikatną kuleczkę z lekko rozrzedzonego kleju typu Ultra Glue…

…które po wyschnięciu pomalowałem na kolor czarny.

Tak jak wcześniej wspominałem, przy tak dużym modelu i sporej ilości delikatnych detali nie uniknie się tego, iż coś się uszkodzi czy ułamie. Ja w procesie “obróbki” pozbyłem się luf artylerii przeciwlotniczej 25 mm, które wystawały poza obrys kadłuba. Teraz z całym przekonaniem rekomenduje przyklejenie ich na absolutnym końcu. Ja tego nie zrobiłem i musiałem to ponaprawiać. Lufy te wykonane w technologii wydruków 3D są bardzo kruche i delikatne. Czasami tylko lekkie ich dotknięcie powoduje, iż się łamią. Nie mogłem wykorzystać tych, które się ułamały ponieważ równe ich przyklejenie było praktycznie niemożliwe. Z pomocą przyszedł mi produkt firmy Master, który mosiądzu wytoczył lufy do tych właśnie działek. Summa summarum są one delikatniejsze i bardziej finezyjne i zdecydowanie bardziej trwałe.


Przyszedł czas na końcowe podmalunki…

przyklejenie motorówek na szynach pod pokładem rufowym…

gdzieniegdzie jeszcze natryśnięcie lakieru matowego GX114, aby wyrównał błyszczące powierzchnie….

i model był gotowy!!!!!!!

Podsumowując… Na pewno nie jest to łatwy model… Pominę tu już kwestię “braków” i niedoróbek w moim zestawie, bo zrzuciłem to na kanwę tego, iż jest to próbny wypust… Teraz, po zbudowaniu tej miniatury, wydaje mi się, iż wersja podstawowa, bez dodatków – prezentowała by się ubogo, a pracy wcale dużo mniej nie poświęcilibyśmy. Niby kwestia ceny… no ale jak nam nie zależy na dużym szczególe, można iść w tańsze pierwsze Yamato firmy Tamiya. Tu warto zainwestować w wersję Deluxe. Na pewno trzeba przemyśleć kolejność budowy – w tym mam nadzieję, iż mój artykuł będzie pomocny – żeby powstające elementy nie ulegały uszkodzeniu przy kolejnych czynnościach. Niestety korzystanie z dwóch instrukcji na raz jest dość uciążliwe i wymaga sporo uwagi. Nie uwzględniają się nawzajem, a i kolejność budowy w nich jest trochę inna. Na pewno trzeba zawczasu pomyśleć o jakiś zamiennikach do kalkomanii – bo te w tym modelu są fatalne. Pewnie przydadzą się jakieś pozostałości z innych zbudowanych modeli, żeby w razie czego mieć jakiś zamiennik. A najważniejsze w co trzeba się zaopatrzyć – to czas i cierpliwość. Mnie trochę ta budowa wymęczyła… kilka razy musiałem od niej odpocząć… dlatego tyle to trwało, bo prawie rok. Pierwsze cięcie zrobiłem 07.11.2024. Zastanawiałem się co tak naprawdę mnie tak męczyło… i doszedłem do wniosku, iż chyba wszystkie te braki i niedoróbki modelu – bo z początku nie wiedziałem, iż to model testowy. Przebrnąłem do końca i w sumie jakoś chyba się model broni. Jestem przekonany, iż po wyeliminowaniu przez VeryFire tych wszystkich bolączek, modele seryjne spowodują tylko uśmiech na waszych twarzach i pełną satysfakcję przy ich budowie.
Pozdrawiam
Piotr “Słoma” Słomiński










