1/72 Focke Wulf Fw 187 A-0 Falke
Special Hobby – VT 72002
Special Hobby konsekwentnie rozwija swoją linię Vintage Treasure Edition i trzeba przyznać, iż robi to uczciwie, bo wznowienia nie pozostawiają złudzeń z czym mamy do czynienia. Swoją drogą, o ile mianem vintage określamy już modele z roku 2005 (bo to data pierwszego wydania) znaczy to, iż czas naprawdę zap…..a.
Special Hobby jednak nie tylko wznawia swoje stare produkcje, ale stara się je chociaż trochę dopasować do dzisiejszych czasów. Tak było już w przypadku latająco-pływającego Heinkla, gdzie poprawiono błąd pierwszego wydania i dodano do modelu poprawne uzbrojenie strzeleckie w formie wydruków 3D (chociaż tam z kolei nie pojawił się dopisek, iż to wintydżowy skarb). Tutaj również wprowadzono kilka zmian. Pierwsza jest już w nazwie zestawu, gdzie dodano przydomek samolotu, czyli “Falke”. W wydaniu z 2005 roku pozostano przy oznaczeniu fabrycznym. Odświeżono także instrukcję, chociaż nie do końca do dzisiejszych standardów Special Hobby (o czym poniżej). Natomiast to co pozostawiono bez zmian to wypraski.
Zestaw składa się z z dwóch ramek z szarego tworzywa:


Jednej ramki z elementami transparentnymi:

Kostki z elementami z żywicy odlewanej:

Płytki z elementami wydrukowanymi w technologii 3D:

Blaszki fototrawionej wraz z kliszą:

Kalkomanii:

Instrukcji montażu i malowania:

Tak więc zestaw jest multimedialny i po przejrzeniu zawartości pudełka nie widzę tutaj za bardzo pola do popisu dla producentów zamienników. No, może trzeba by było postarać się o lepsze imitacje wydechów. Na ramkach znajdziemy sporo części, których jakość jasno wskazuje na pochodzenie produktu: short-run z początku XXI wieku, niekoloryzowane. Powierzchnia największych elementów wygląda przyzwoicie, ale na pewno trzeba by ją lekko spolerować, a linie podziału lekko pogłębić i wyostrzyć, bo gdzieniegdzie gubią się na obłościach. Brak jest kołków pozycjonujących, a wnętrze kadłuba oraz gondoli z wnękami podwozia świeci pustką i śladami po wypychaczach. Za to faktura elementów pokrytych płótnem jest całkiem w porządku.


















Na wszystkich detalach widać delikatne nadlewki (czasami naprawdę minimalne, ale jednak są), szwy po łączeniu form i drobne niedoskonałości jak minimalne jamki. To wszystko jednak nie będzie ani trudne, ani zbyt męczące w skorygowaniu. Elementy przeźroczyste są naprawdę bardzo czysto odlane. Mam wrażenie, iż forma została wypolerowana. Tam, gdzie oszklenie jest proste, jest też doskonale przejrzyste i nie zniekształca. Na górnych panelach owiewki pojawia się niestety soczewkowanie. Kabinę dostajemy wyłącznie w wersji zamkniętej.


Części odlane w tradycyjny sposób to koła i zasobnik amunicyjny. Ten drugi zniknie w czeluściach kokpitu więc #nikogo. Te pierwsze odlane są zaś bardzo ładnie, a to dobrze, bo nie mamy alternatywy. Model nie ma kół w wersji wtryskowej.


Sprawdziłem zawartość pierwotnego zestawu na stronie scalemates i okazuje się, iż części drukowane zastąpiły dwie inne kostki z elementami odlewanymi w żywicy. Czy tak jest taniej i wygodniej? Pewnie tak. A może matki z oryginalnymi częściami zaginęły? Być może. Tak czy siak, jest to zmiana raczej na plus, bo wygląda na to, iż jakość tych elementów uległa poprawie. Cieszy, iż Spacial Hobby nie idzie na łatwiznę i nie wciska kitu, tylko tam gdzie może i ma to sens “uwspółcześnia” stare zestawy (patrzcie jak to się robi Airfix, Revell, Italeri i reszta!). Wznawiać trzeba umieć.



Z kolei blaszkę zubożono względem oryginału, a to dlatego, iż część detali została teraz zastąpiona wydrukami. Np. pedały orczyka teraz są jednym elementem w 3D, a poprzednio składały się z części żywicznych i blaszek. Zostały najważniejsze rzeczy: tablica zegarów z kliszą, pasy oraz siatki do wlotów chłodnic.


Kalkomania wygląda na produkt Eduarda, ale trudno to orzec, bo praktycznie brak na niej kolorów innych niż czerń i biel. Jedyny akcent kolorystyczny to czerwony napis: Nicht Betreten! Kalkomanie wyglądają ładnie: ostro, bez wad, czarny jest czarny, brak rastra i przesunięć.




Instrukcja również została odnowiona, ale nie do końca. Kolory elementów wnętrza oraz detali nie pokazano, a opisano zbiorczo na danej stronie. Na szczęście sylwetki z malowaniami zostały pokolorowane. Reszta instrukcji pozostała taka jak w oryginalnym wydaniu. Ze zmianami wynikającymi z zastąpienia części żywicznych i blaszek wydrukami 3D.










Co interesujące chyba zweryfikowano malowanie samolotu ze schematu C. W pierwotnej wersji grzbiet kadłuba miał geometryczny kamuflaż, a wersji 2025 grzbiet pokrywają nieregularne plamy RLM74 i RLM75.

Podsumowując: Special Hobby podchodzi do wznowień w ramach “Vintage Treasure Edition” całkiem poważnie. To nie są po prostu stare modele w nowych pudełkach. Oczywiście ciągle mamy do czynienia z short-runem sprzed dwóch dekad, ale takie ruchy jak podmiana starych żywic (pewnie dość zużytych i nie dość dokładnych) na wydruki 3D, czy korekta jednego z malowań, to rzeczy, które jednak budzą szacunek. Komuś się chciało.
Radek “Panzer” Rzeszotarski
P.S. o ile podoba Ci się to co robię na KFS-miniatures możesz kupić mi kawę na
Kalkomanie przekazane do recenzji przez Special Hobby







