Akademia Piotrkowska. Coś zaczyna nieładnie śmierdzieć

gazetatrybunalska.info 1 tydzień temu

Do „Gazety Trybunalskiej” od dłuższego czasu docierają bardzo niepokojące informacje dotyczące finansów Akademii Piotrkowskiej oraz uchybień organizacyjnych. Redakcja postanowiła ustalić, czy wiedza, jaką dysponuje, ma potwierdzenie w faktach.

W tym celu 20 lutego 2026 roku do uczelni trafił wniosek o udostępnienie informacji publicznej, obejmujący szczegółowe dane o wydatkowaniu środków publicznych, w tym miliona złotych dodatkowej subwencji przyznanej przez ministra, a także informacje o sytuacji finansowej i gospodarowaniu majątkiem.

Wniosek nie pozostawiał pola do dowolnej interpretacji. Dotyczył konkretnych dokumentów: umów, faktur, protokołów odbioru, ewidencji środków trwałych oraz rozliczeń przekazanych do ministerstwa. Innymi słowy, chodziło o podstawowe materiały, które w każdej publicznej instytucji powinny być dostępne i uporządkowane.

9 marca rektor uczelni Bonarek poinformował, iż sprawa ma „szczególnie skomplikowany charakter” i wydłużył termin odpowiedzi do 20 kwietnia. Już samo to budzi pytania. Trudno bowiem uznać za szczególnie skomplikowane udostępnienie dokumentów księgowych i zakupowych dotyczących środków publicznych, które z definicji powinny być ewidencjonowane na bieżąco.

Odpowiedź nadeszła dopiero 22 kwietnia, a więc po upływie choćby wydłużonego terminu. Jej treść trudno jednak uznać za odpowiedzialne załatwienie sprawy.

Uczelnia przekazała wyłącznie jeden dokument – kopię własnego wniosku do ministerstwa o zwiększenie subwencji. To jedyny punkt wniosku, który został wykonany. W pozostałym zakresie odpowiedź sprowadza się do dwóch zabiegów: milczenia oraz ogólnikowego odesłania do Biuletynu Informacji Publicznej.

Najbardziej uderzające jest całkowite pominięcie kluczowych pytań. Akademia nie udostępniła żadnych dokumentów potwierdzających, na co faktycznie wydano milion złotych publicznych środków. Nie ma umów, nie ma faktur, nie ma protokołów odbioru, nie ma ewidencji zakupionego sprzętu. Nie ma również informacji, czy takie dokumenty w ogóle istnieją. Uczelnia nie wydała też decyzji odmownej, do czego byłaby zobowiązana, gdyby chciała odmówić udostępnienia danych.

W praktyce oznacza to jedno: zasadnicza część wniosku została zignorowana.

Drugi element odpowiedzi to odesłanie do BIP w zakresie danych finansowych i majątkowych. Problem w tym, iż nie wskazano żadnych konkretnych dokumentów ani miejsc ich publikacji. Odesłanie ma charakter ogólny i nie pozwala ustalić, gdzie znajdują się żądane informacje – o ile w ogóle zostały opublikowane.

Taki sposób działania nie spełnia standardów wynikających z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Obowiązkiem instytucji publicznej nie jest wskazanie, iż „gdzieś coś jest”, ale realne udostępnienie informacji albo precyzyjne wskazanie, gdzie można ją znaleźć.

Sprawa ma znaczenie wykraczające poza formalny spór o dokumenty. Dotyczy podstawowej kwestii: przejrzystości gospodarowania środkami publicznymi. Milion złotych przekazany uczelni nie jest prywatnym funduszem, ale pieniędzmi publicznymi, których wydatkowanie powinno podlegać pełnej kontroli społecznej.

Sposób, w jaki rektor Bonarek odpowiedział na wniosek, tej kontroli nie tylko nie ułatwia, ale ją faktycznie uniemożliwia.

W tej sytuacji redakcja skieruje skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi, zarzucając uczelni bezczynność oraz domagając się jej zobowiązania do udostępnienia pełnej informacji, a także wymierzenia Bonarkowi grzywny. W skardze wskazany zostanie również charakter naruszeń, które – ze względu na ich skalę i oczywistość – mogą zostać uznane za rażące.

Równolegle redakcja skieruje zawiadomienie do prokuratury – w związku z podejrzeniem naruszenia art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej, który przewiduje odpowiedzialność karną za nieudostępnienie informacji publicznej.

→ K. Kozielski

22.04.2026

• grafika: barma / Gazeta Trybunalska

• więcej o Akademii Piotrkowskiej: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału