7 czerwca
Często myślę o tym, jak ludzie mnie teraz postrzegają. Słyszę za plecami szepty, iż jestem wyniosła i iż pieniądze mnie zmieniły. Zobacz, jaka ta Agnieszka się zrobiła! Mówią, iż pieniądze psują ludzi!. Nie rozumiem, czym ich aż tak uraziłam. Przecież nigdy nie czułam się lepsza od innych.
Kiedyś miałam szczęśliwe życie w Toruniu kochający mąż, dwójka dzieci, dom pełen śmiechu. Ale wszystko się posypało jednego dnia. Mój ukochany wyjechał z pracy i już nie wrócił tragiczny wypadek. Myślałam, iż rozpadnę się na części, ale mama przekonywała: Aga, masz dzieci, musisz być silna. Zebrałam się w sobie. Pracowałam na dwa etaty, by godnie żyć. Gdy dzieci dorosły, pojechałam do pracy za granicę najpierw do Warszawy, potem do Londynu. Nie miałam żadnej pomocy, wszystko spoczywało na moich barkach.
Pracowałam gdzie się dało, zmieniałam zajęcia, aż w końcu zaczęłam naprawdę zarabiać. Przesyłałam dzieciom pieniądze co miesiąc, potem kupiłam im mieszkania w Toruniu, a w swoim domu zrobiłam generalny remont. Byłam z siebie dumna. Myślałam, iż wrócę do Polski na zawsze, ale rok temu życie znowu zaskoczyło mnie. Poznałam Pawła, Polaka od lat mieszkającego w Londynie. Zaczęliśmy się spotykać, a ja poczułam, iż może to coś więcej.
Ciągle jednak mam mnóstwo wątpliwości. Paweł nie chce wracać do Polski, a mnie coraz bardziej ciągnie do domu. Tydzień temu przyjechałam do Torunia. Najpierw dzieci, potem rodzice. Do teściów jakoś nie mogłam się wybrać. Wciąż brakowało mi czasu, tyle spraw się nazbierało. Aż wpadła do mnie moja przyjaciółka, Magda, która pracuje w sklepie i przyniosła niepokojące wieści.
Twoja teściowa bardzo jest na Ciebie zła zaczęła.
Skąd wiesz?
Słyszałam, jak rozmawiała z sąsiadką. Mówiła, iż pieniądze Cię popsuły i jesteś wyniosła. Twierdziła, iż nigdy nie pomagałaś im finansowo.
Zrobiło mi się przykro i zupełnie niezręcznie. Sama wychowywałam dzieci, walczyłam o każdy grosz miałam dawać jeszcze teściom? Przecież też musiałam mieć coś dla siebie. Rozumieją to?
Po tej rozmowie miałam coraz mniej ochoty na wizytę u teściów, ale przełamałam się. Kupiłam sporo jedzenia, paczkę ich ulubionych pierogów i poszłam. Początkowo atmosfera była miła, ale wciąż myślałam o tym, co usłyszałam. W końcu wybuchłam:
Wiecie, nie było mi łatwo przez te lata. Wszystko robiłam dla dzieci, nie miałam nikogo do pomocy.
My też zostaliśmy bez wsparcia teściowa mi odparła. Każdy ma dzieci, które pomagają, a my musimy radzić sobie sami. Też czujemy się jak sieroty! Powinnaś wrócić i nam pomagać.
Czułam wstyd, choćby nie odważyłam się wspomnieć o Pawle z Londynu. Wyszłam stamtąd przybita. Teraz już sama nie wiem, jak się zachować. Czy naprawdę mam obowiązek pomagać rodzicom mojego zmarłego męża? Mam już dość tej presji. Czy jestem złą osobą, bo chcę zadbać też o siebie?









