Ania, zabierz ją ode mnie! Już nie wytrzymuję! choćby dotykać jej nie mogę, tak mnie odrzuca!

polregion.pl 18 godzin temu

– Sylwia, zabierz ją! Ja już nie wytrzymuję! choćby dotykać jej nie mogę, czuję odrazę!
Karinę aż trzęsło, a dziecko, które trzymała, zanosiło się płaczem.
Sylwia wzięła swoją siostrzenicę na ręce i tylko skinęła głową.
– Dobrze. Ale to twoja decyzja, później żadnych pretensji?
– Nie, o co tu mieć pretensje?! Zabierz ją, nie chcę jej!
Mała przyszła na świat zaledwie miesiąc temu. Już podczas ciąży z Kariną działo się coś niedobrego. Sylwia z początku myślała, iż te wszystkie humory to po prostu późna ciąża. Siostra od ponad siedmiu lat była wdową. Starsze dzieci już dawno wyfrunęły z domu. Wakacje nad Bałtykiem, szybki romans i nieoczekiwana ciąża totalnie ich zaskoczyła. Karina nigdy nie była typem kobiety do spontanicznych decyzji. Na początku wyglądało na to, iż ten dzieciak wniesie do jej życia odrobinę szczęścia. Ale później Sylwia zauważyła, iż raz Karina szaleńczo kupuje ciuszki i akcesoria, a innym razem przez tygodnie milczy, zamyka się całkowicie w sobie.
Tuż przed porodem Karina nagle przestała odzywać się do rodziny. Nie dzwoniła ani do mamy, ani do Sylwii, ani do dzieci. Sylwia się przeraziła i znalazła siostrę w szpitalu, gdzie Karina zamierzała zostawić dziecko.
– Karina, co ty wyprawiasz? Czemu tak?
– Sama nie wiem. Nic nie czuję. Jest obca.
– Jak to obca?! Przestań! To twoje dziecko!
– Już nie moje! Karina odwróciła się do ściany.
Sylwia nie tracąc nadziei, przyjechała z mamą. Karina zgodziła się zabrać dziecko do domu. Mama postawiła na swoim Karina z córeczką miała na jakiś czas zamieszkać właśnie u niej, niby z potrzebą pomocy. W rzeczywistości cała rodzina pilnowała Kariny. Opiekowała się córką bez zaangażowania, wykonywała wszystko mechanicznie, choćby minuty nie poświęcając jej więcej, niż było trzeba. Imię dostała od babci, na rękach całą dobę nosiła ją ciotka.
– Karina, biorę ją do siebie. Wychowam, ale pomyśl jeszcze trochę i sama nie będziesz jej dla siebie.
– Nie obchodzi mnie to. Byle nie do mnie.
Tydzień później wszystko zostało załatwione Sylwia stała się oficjalnym opiekunem swojej siostrzenicy, a Karina wyjechała do innego miasta.
Mała Zosia rosła jak żywe srebro, wszędzie jej było pełno, ciągle się śmiała. gwałtownie zaczęła chodzić i mówić. Mamą nazywała Sylwię.
Minęło dwanaście lat.
– Mamo, dziś dostałam trzy piątki, a jutro idziemy z klasą do kina! wesoły głosik rozniósł się po mieszkaniu.
– To ona?
– Tak, Karina, to ona. Proszę tylko
– Dzień dobry! Jestem Zosia, a pani?
W kuchni stanęła wysoka, drobna dziewczynka z wielkimi oczami, patrząc to na kobietę przy stole, to na swoją mamę stojącą przy oknie, bladą jak ściana.
– Jestem Karina. Jestem twoją matką, Zosiu.
– Prosiłam cię! Sylwia wściekle spojrzała na siostrę i gwałtownie podeszła do córki. Zosieńko, wszystko ci zaraz wyjaśnię!
– Nie trzeba, mamo. Posłuchajmy. No i co? Mówi pani, iż jest moją matką. I?
– Przyjechałam po ciebie. Chcę, żebyś mieszkała ze mną.
– A po co?
– Jesteś moją córką.
– Nie jestem. Mam tylko jedną mamę, tu stoi. I żadnej innej nie potrzebuję. A panią widzę pierwszy i, mam nadzieję, ostatni raz w życiu. Zosia odwróciła się i wyszła z kuchni.
Sylwia ciężko opadła na krzesło.
– I co teraz, co osiągnęłaś?
– Póki co nic. Ale dopnę swego, możesz być pewna. choćby przez sąd.
– Po co ci to? Sama ją oddałaś, nie chciałaś jej widzieć. Nikt nie rozumiał, czemu to zrobiłaś. A teraz, po tylu latach, myślisz, iż tak po prostu rzuci ci się na szyję? Przepraszam Karina, jedź teraz do mamy i potem porozmawiamy. Idę do córki.
– Do siostrzenicy! wstała Karina.
Sylwia tylko westchnęła, zamknęła drzwi i poszła do pokoju Zosi.
– Zosieńko
– Mamo, poczekaj. Zanim zaczniesz coś tłumaczyć, chcę ci coś powiedzieć. Ja wszystko wiem. Rok temu, pamiętasz jak u babci robiliśmy porządki? Znalazłam dokumenty o opiece. Najpierw byłam wściekła, iż nic nie powiedziałyście, potem chciałam ją zobaczyć i zapytać dlaczego? Ale potem stwierdziłam, iż nie chcę tego wszystkiego wiedzieć. Jesteś moją mamą! I nikt inny się tu nie liczy!
– Zosia, kochanie moje! Nikomu cię nie oddam.
– Ja siebie też nikomu nie oddam zaśmiała się Zosia. Pamiętasz mojego kolegę Michała? Zadzwoń do jego mamy, ona jest prawniczką od prawa rodzinnego.
– No wiesz, córko, nie musisz tak błyskawicznie dorastać. Wszystko już zaplanowała. Chwila to ja tu jeszcze jestem dorosła i matka, nie? Sylwia roześmiała się i przytuliła córkę. Zadzwonimy, wszystko wyjaśnimy.
Potem był jeszcze spory stres i szarpanina, ale sąd zostawił wszystko, jak było. Wysłuchano też Zosi, która stanowczo odmówiła zamieszkania z biologiczną matką i nie chciała jej uznać.
Obie siostry stały przed sądem.
– I nareszcie po wszystkim, koniec tego koszmaru wydechnięła Sylwia. I co teraz?
– Wyjeżdżam, Sylwia. Nie będę wam przeszkadzać. Pomagać zawsze mogę, nie odrzucajcie tego. Na Zosię jest konto oszczędnościowe, dokumenty zostawiłam mamie.
– Ale po co ci to wszystko, Karina? Czemu ją wtedy oddałaś?
– Nie było żadnego romansu, Sylwia, nie było nic. Był ciemny park, późny wieczór.
Sylwii aż odebrało dech.
– I nie powiedziałaś nic?! Tyle lat i wszystko w sobie?
– Tego nie da się naprawić. Dlatego milczałam. choćby się nie zorientowałam, iż jestem w ciąży, myślałam, iż to już przekwitanie, potem było za późno. Zosi nie mów. Niech nie wie. To nie jej historia, tylko moja. Może kiedyś mi wybaczy.
Sylwia objęła siostrę i obie spojrzały w kierunku, gdzie Zosia stała z babcią.
– Czasem z czegoś bardzo trudnego rodzi się coś najwspanialszego. Ależ ona piękna! Karina otarła łzy i Sylwia pierwszy raz od lat zobaczyła uśmiech na jej twarzy.

Idź do oryginalnego materiału