Ania, zabierz ją stąd! Nie wytrzymuję dłużej! choćby dotykać jej już nie mogę!

twojacena.pl 22 godzin temu

Małgosiu, zabierz ją! Ja już nie daję rady! choćby dotykać jej nie mogę, wszystko mnie odrzuca!
Elżbietę trzęsło. Dziecko w jej ramionach zanosiło się płaczem.
Małgosia bez słowa podeszła i wzięła na ręce swoją siostrzenicę, kiwając głową.
Dobrze. Ale to twoja decyzja, nie będziesz miała potem pretensji?
Nie, jakie pretensje?! Zabierz ją, nie chcę jej!
Ta mała przyszła na świat zaledwie miesiąc temu. Od początku ciąży z Elżbietą działo się coś niepokojącego. Małgosia tłumaczyła te wahania nastroju późną ciążą. Elżbieta była wdową od ponad siedmiu lat. Starsze dzieci dawno mieszkały osobno. Wakacyjny wyjazd nad Bałtyk, przelotna znajomość i niespodziana ciąża były zaskoczeniem dla wszystkich. Elżbieta nigdy nie należała do osób spontanicznych. Na początku wydawało się, iż cieszy się z perspektywy dziecka. Ale później Małgosia zaczęła obserwować niepokojące zmiany raz Elżbieta rzucała się w wir zakupów ubranek i wózka, by potem na całe tygodnie znikać, jakby zamykała się w sobie.
Tuż przed porodem Elżbieta zerwała wszelki kontakt z rodziną. Nie dzwoniła do matki, siostry, do własnych dzieci. Zaniepokojona Małgosia znalazła ją w szpitalu położniczym, gdzie Elżbieta chciała podpisać zrzeczenie się dziecka.
Elżbieta, co się z tobą dzieje? Dlaczego to robisz?
Sama nie wiem. Nic do niej nie czuję. Jest obca.
Jak to obca?! Przecież to twoje dziecko!
Będzie nie moje! Elżbieta odwróciła twarz do ściany.
Małgosia poprosiła o pomoc mamę. Elżbieta zgodziła się zabrać dziecko do domu. Mama nalegała, by córka zamieszkała z nią pod pretekstem pomocy przy noworodku. W rzeczywistości wszyscy bacznie obserwowali Elżbietę. Opiekowała się małą mechanicznie, nie poświęcając jej ani chwili więcej ponad to, co konieczne. Imię dziewczynce nadała babcia, na rękach nosiła ją ciocia.
Elżbieto, zabiorę ją do siebie i wychowam. Ale za jakiś czas powiedz sama, kogo zacznie nazywać mamą?
Wszystko mi jedno. Byle nie mnie.
Po tygodniu Małgosia dopełniła formalności i została oficjalną opiekunką swojej siostrzenicy. Elżbieta wyjechała do innego miasta.
Mała Basia wyrosła na żywe, rozgadane dziecko. gwałtownie zaczęła chodzić i mówić. Do Małgosi zwracała się mamo.
Minęło dwanaście lat.
Mamo, dziś dostałam trzy piątki, a jutro idziemy z klasą do kina! radosny głosik rozbrzmiewał po mieszkaniu.
To ona?
Tak, Elżbieto, to ona. Proszę cię tylko
Dzień dobry! Jestem Basia, a pani to?
W drzwiach kuchni stała wysoka, szczupła dziewczynka z dużymi, ciemnymi oczami. Jej spojrzenie wędrowało od nieznajomej kobiety siedzącej przy stole do mamy, która zbladła i nerwowo patrzyła przez okno.
A ja Elżbieta. Jestem twoją matką, Basiu.
Prosiłam cię! Małgosia zirytowana spojrzała na siostrę i podeszła do córki. Basieńko! Wszystko ci wyjaśnię!
Nie trzeba, mamo. Zaczekaj, posłuchajmy. No i? Pani mówi, iż jest moją matką. I co z tego?
Przyjechałam po ciebie. Chcę, żebyś zamieszkała ze mną.
Po co?
Bo jesteś moją córką.
Nie, nie jestem. Mam tylko jedną mamę, stoi tu obok, i innej nie potrzebuję! Pani widzę pierwszy raz w życiu i mam nadzieję, iż ostatni. Basia obróciła się i wyszła z kuchni.
Małgosia osunęła się bezsilnie na krzesło.
I co osiągnęłaś?
Na razie nic, ale osiągnę. choćby pójdę do sądu.
Po co ci to, Elżbieto? Sama ją oddałaś, nie chciałaś widzieć. Nikt nie wiedział dlaczego to robisz. Teraz po tylu latach przyjeżdżasz i oczekujesz, iż rzuci ci się na szyję? Wybacz, Elżbieto, jedź do mamy, potem pogadamy. Idę do córki.
Do siostrzenicy! Elżbieta wstała.
Małgosia westchnęła. Zamknęła drzwi i poszła do pokoju Basi.
Basieńko
Poczekaj, mamo. Zanim zaczniesz mówić, ja powiem. Wszystko wiem. Rok temu, pamiętasz jak sprzątałyśmy u babci na strychu? Znalazłam papiery dotyczące opieki. Najpierw miałam do was żal, iż mi nie powiedziałyście. Później chciałam do niej pojechać i zapytać dlaczego? Ale w końcu zrozumiałam, iż nie muszę tego wiedzieć. Ty jesteś moją mamą. Innej nie chcę!
Basieńko, moje dziecko! Nikomu cię nie oddam.
Ja sama siebie też nie oddam zaśmiała się Basia. Pamiętasz mojego kolegę z klasy, Wojtka? Jego mama jest prawniczką, zna się na sprawach rodzinnych, może do niej zadzwonić?
No proszę cię, córciu, nie dorastaj tak szybko! odpowiedziała ze śmiechem Małgosia, obejmując Basię. Ale zadzwonimy, wszystko załatwimy.
Potem było sporo nerwów i sprawa w sądzie, ale wyrok zapadł jednoznaczny Basia mogła zostać z Małgosią, tak jak chciała. Uwzględniono wolę dziewczynki, która stanowczo odmówiła uznania biologicznej matki.
Siostry wyszły razem z gmachu sądu.
No, koniec tej męki nareszcie westchnęła Małgosia z ulgą. Co teraz będziesz robić?
Wyjadę, Małgosiu. Nie będę przeszkadzać. Pomóc chcę, choćby proszę nie odmawiaj. Na Basię od dawna mam założone konto oszczędnościowe, dokumenty u mamy, zostawiłam je.
Po co to wszystko, Elżbieto? I dlaczego ją wtedy zostawiłaś?
Nie było żadnej miłości, Małgosiu, nic nie było. Był ciemny park i późny wieczór
Małgosi odjęło mowę.
Milczałaś tyle lat Ukrywałaś wszystko w sobie?
Nic nie dało się już wtedy zmienić. Dlatego milczałam. choćby nie zorientowałam się od razu, iż jestem w ciąży, myślałam, iż wchodzę w menopauzę. A potem było za późno. Basi nic nie mów. To nie jej historia, to moja. Może kiedyś mi wybaczy.
Małgosia objęła siostrę i spojrzały w stronę, gdzie Basia stała z babcią.
Czasem to, co najgorsze, staje się czymś pięknym. Zobacz, jaka ona jest śliczna! Elżbieta otarła łzy i Małgosia po raz pierwszy od lat zobaczyła uśmiech na twarzy siostry.

Idź do oryginalnego materiału