Dziś padało. Szłam przez Warszawę pod ciężkimi chmurami i łzy mieszały się z deszczem na mojej twarzy. W duchu dziękowałam tej pogodzie nikt nie widzi, iż płaczę. Cisza wokół, tylko moje myśli jak stukające krople odbijają się echem w głowie. Sama sobie winna, źle wybrałaś moment, wyszłaś nieproszona powtarzam, wracając do tego, co się przed chwilą wydarzyło.
Z jednej strony w głowie wciąż krąży śmieszny dowcip: I co, mamo, choćby herbaty nie wypijesz?, a z drugiej strony, czuję się właśnie jak ta mama zbędna, niespodziewana, niezaproszona. I tak płaczę, raz śmieję się przez łzy, raz znowu płaczę. To wszystko jest takie absurdalne.
Po wejściu do domu zrzuciłam przemoczoną kurtkę, otuliłam się ciepłym kocem. Poczułam się swobodnie, mogłam płakać otwarcie. Tylko rybka złota welonka w okrągłym akwarium kiwa się nad wodą i chyba tylko ona mnie słyszy. Nikt więcej.
Mam na imię Antonina Kowalska. Przez lata byłam kobietą, która budziła zainteresowanie mężczyzn, ale po rozstaniu z ojcem mojego syna, Marka, zupełnie zamknęłam się na nowe związki. Tamten pił. Na początku można było to znieść wypił i spał. Ale potem, ni stąd, ni zowąd, zaczął mnie do wszystkich zazdrościć. Do tego pana, który pytał o drogę, do sprzedawcy w mięsnym, choćby do sąsiada z laską!
Pamiętam ten raz, gdy uśmiechnęłam się do sąsiada w windzie. Marek wtedy… zupełnie oszalał. Bił mnie metodycznie, po nerkach, przy dziecku. Mój syn Adaś wszystko potem opowiedział dziadkom. Mama płakała: Czy po to wychowywałam córkę, żeby ją byle drań bił? Tata za to, nie mówiąc ani słowa, poszedł i zrzucił byłego zięcia z czwartego piętra. Ten zanim spadł, złamał rękę. Tata tylko rzucił: Jeszcze raz podejdziesz do mojej córki, to cię załatwię i do więzienia pójdę, ale nigdy więcej nie skrzywdzisz mojej Antosi!
Po tamtym incydencie mój były mąż zniknął bez śladu, a ja więcej nie wyszłam za mąż. Potrzebowałam spokoju, musiałam wychować syna. Bo skąd wiadomo, na jakiego mężczyznę jeszcze trafię?
Wielu próbowało się ze mną związać, ale nie byłam gotowa. Po ojcu Adasia dość miałam tej miłości.
Na szczęście nie narzekałam na życie materialne. Pracuję jako technolog żywności w niewielkiej, klimatycznej restauracji. Staram się odkładać grosz do grosza złotówki na własną kawalerkę. I kiedy w końcu zebrałam odpowiednią sumę, Adaś postanowił się ożenić. Matka jego narzeczonej, uroczej dziewczyny o typowo polskim imieniu Zuzanna była bardzo sympatyczna.
Oddałam dzieciom całe oszczędności na ślub i nową, dwupokojową mieszkanie. Nie żal mi przecież im bardziej się przyda. Teraz zbieram dla nich na samochód, bo ile można jeździć starym polonezem?
Dzisiaj wcale nie planowałam ich odwiedzać. Nie lubię się narzucać. Ale kiedy byłam akurat obok ich bloku i lunął deszcz, nie miałam choćby parasola. Taki zlew, żaden parasol by nie pomógł. Pomyślałam, iż wpadnę przecież z Zuzią można ciepło poplotkować, napić się herbaty jak kobieta z kobietą.
Kiedy Zuzanna otworzyła drzwi, spojrzała na mnie zdziwiona. choćby nie zaprosiła do środka. W korytarzu, z chłodem w głosie, pyta: Pani Antonino, czego pani szuka? Zatkało mnie. Zaczęłam się tłumaczyć: Deszcz Deszcz już się skończył, blisko pani mieszka dojdzie pani spokojnie, powiedziała, patrząc przez okno i krzyżując ręce na piersiach.
Tak… tak… zgodziłam się pokornie. I cała we łzach wróciłam na ulewę.
Płakałam, a potem zmęczona zasnęłam. Śniła mi się moja złota rybka. W śnie wyrosła wielka, ruszała ustami bez dźwięku, ale ja wszystko rozumiałam. Rybka mówiła: Płaczesz? Jeszcze herbaty w deszczu ci nie dali! A komu zbierasz pieniądze na samochód? Całe życie dla innych? Popatrz na siebie! Jesteś mądra i piękna! Masz oszczędności I co, znowu na dzieci? One tego nie docenią. Jedź nad polskie morze. Żyj w końcu dla siebie.
Obudziłam się, gdy za oknem było już ciemno. Rybka w akwarium dalej milczy, ruszając ustami. Ale już jej nie rozumiem. Wiem tylko jedno nie wolno poświęcać się dla ludzi, którzy choćby herbaty nie zaproponują, ani deszczu nie pozwolą przeczekać.
Wstałam, sięgnęłam po odłożone złotówki na samochód dla dzieci i kupiłam sobie wycieczkę nad Bałtyk. Pojechałam, odpoczęłam, wróciłam odmieniona, opalona.
Syn z synową choćby nie wiedzieli, dokąd zniknęłam. Przecież odzywają się tylko, gdy czegoś potrzebują pieniędzy albo opieki nad wnukiem.
Od tamtego czasu przestałam unikać mężczyzn, zaczęłam spotykać się z kimś. Bardzo interesujący, dystyngowany mężczyzna dyrektor restauracji, w której pracuję. Jemu od dawna się podobałam, ale byłam pod górkę wszystko dla Adasia i Zuzi. Teraz inaczej się życie toczy. Pracujemy razem, wracamy razem, codzienność stała się prostsza i cieplejsza.
Ostatnio Zuzanna wpadła niezapowiedziana. Czemu pani już do nas nie zagląda? Adaś znalazł świetne auto! zasygnalizowała.
Zuziu, czegoś potrzebujesz? pytam, krzyżując ręce na piersi, tak jak ona wtedy.
Nie zdążyła odpowiedzieć, gdy z pokoju wyszedł mój partner:
Tonko, pijemy herbatę?
Pewnie! uśmiechnęłam się.
Zaproś gościa dorzucił życzliwie.
Nie, Zuzia już wychodzi. Herbaty przecież nie pije, prawda, Zuziu?
Zamknęłam za synową drzwi. Spojrzałam na złotą rybkę. Uśmiechnęłam się.
Ot, życie czasem trzeba zadbać najpierw o siebie.














