Babkę przygotowywaliśmy wspólnie całą rodziną

polregion.pl 1 miesiąc temu

Babcina wyjazd przygotowywano całą rodziną.
Bez ogródek mówili jej wprost, jak bardzo jest im już ciężka. I iż w końcu przyszła wiosna, więc może już jechać do wsi, gdzie zostanie aż do późnej jesieni. Wnuczki były dla niej chłodne, synowa jej nie lubiła. Syn wiecznie wyjeżdżał w delegacje, a gdy wracał, wcale nie był dla matki lepszy od reszty rodziny.
Była dla nich ciężarem. Babcina tłumiła w sobie to wszystko, rozumiała doskonale i z ostatków sił wytrzymywała te męki, czekając na wiosnę jak na coś najlepsze, prawdziwe, pewne.
W tym roku wiosna przyszła wcześnie. Babcia często siedziała na ławce pod klatką, patrzyła na ciepłe, błękitne niebo, grzała się w słońcu. Wyglądała jak wyskubany wróbelek chuda, w potarganych, zniszczonych ubraniach, sponiewieranych starych filcowych butach, a na nich gumowe kalosze.
Choć najbardziej rodzina jej nie kochała, sąsiedzi byli dobrzy. Zawsze się witali, pytali o zdrowie, pomagali wdrapać się z ulicy na piąte piętro. Kiedyś chłopcy z sąsiedztwa nieśli jej zakupy, kiedy szła ze sklepu.
Babcia mimo wieku robiła wszystko w domu. Gotowała, prała, sprzątała to były jej obowiązki. Synowa rzadko przejmowała się takimi sprawami.
Siedząc cały dzień w domu, to przecież możesz tu wszystko zrobić bezczelnie rzucała synowa, wracając z pracy i rzucając pantofle w przedpokoju.
Wnuczki nie rozmawiały z babcią. Gdy przychodzili do nich znajomi, babcia nie wychodziła z pokoju bo raz usłyszała, iż swoim wyglądem przynosi rodzinie wstyd.
Babcia nigdy nie przeciwstawiała się nikomu. Milczała. Wieczorami, kiedy wszyscy już spali, cicho płakała w swojej malutkiej izbie nad swoim losem.
Na dworzec wysłano ją taksówką żeby nie ciągać babci autobusami. Miała kilka rzeczy: starą torbę i mały worek ze szmatami.
Opierając się na lasce, powoli ciągnęła po peronie. Przysiadła na ławeczce. Podjechał pociąg babcia wsiadła. Spojrzała łagodnie przez okno. Gdy pociąg ruszył, wyciągnęła pomiętą fotografię. Syn, wnuki, synowa uśmiechali się ze zdjęcia. Ostatnio tylko tam widywała ich uśmiechy. Babcia pocałowała zdjęcie i ostrożnie schowała je do torby.
Wysiadła na stacji i cicho ruszyła w stronę wsi. Ktoś podwiózł ją niemal pod sam dom. Otworzyła furtkę, powoli kroczyła rozmokłą ścieżką do drewnianej chaty. Tutaj wszystko było swoje, bliskie. Tutaj była potrzebna choćby spróchniałym ścianom, starczemu płotowi, pochylonym schodom. Tutaj czekały na nią.
Wieś była dla babci wszystkim. Tu się urodziła, tu rodziły się jej dzieci, tu zmarł jej mąż. Przeżyła tu prawie połowę życia, pochowała starszego syna tak się los potoczył, iż nie dożył dziś.
Babcia otworzyła okiennice, napaliła w piecu. Usiadła na ławie przy oknie. Kiedyś tu siedziały jej dzieci. Przy tym stole jadły, na tych łóżkach spały. Biegały po tej podłodze, patrzyły w te okna. W uszach brzmiały dziecięce głosy wtedy była mamą, najpotrzebniejszą, najbliższą.
Słońce wtedy tak samo wpadało przez okno, tyle było wiosen szczęśliwych i troskliwych przeżytych w tych ścianach. Uśmiechnęła się do wiejskiej wiosny
***
Rano już nie otworzyła oczu. Została na zawsze na swojej ziemi. Na stole leżało wiele starych fotografii. I jedna świeża, choć pomięta ta, z której wczoraj jeszcze jej bliscy się uśmiechali.
Póki żyjemy, możemy zdążyć wszystko: poprosić o przebaczenie, podziękować, wyznać uczucia. Póki żyjemy, nie mamy prawa odkładać takich spraw na jutro. Bo odchodząc, człowiek nie wraca a w sercu zostają ciężkie kamienie, które nosić naprawdę trudno.
Trzeba żyć prawdą, wiarą, czynić dobro z serca. Kochać i czekać, doceniać uczucia innych, pamiętać o tych, którzy dali ci życie i nauczyli chodzić po świecie.

Idź do oryginalnego materiału