Bez odrobiny szczęścia nie ma prawdziwego szczęścia: historia Maricji, od odrzucenia przez rodzinę i…

twojacena.pl 21 godzin temu

Bez odrobiny szczęścia nie byłoby radości

Jak ona cię mogła przyjąć, głupia jesteś! Kto cię teraz zechce, z dzieckiem u boku! I jak go wychowasz?! Pomoc to nie u mnie, zapamiętaj! Wychowałam cię, a teraz jeszcze mam twoje brzemię dźwigać? Wynoś się z mojego domu, zabierz rzeczy i żebym cię nie widziała więcej!

Mariola słuchała wrzasków ciotki, z oczami utkwionymi w podłodze. Ostatnia nadzieja, iż ciotka pozwoli jej zostać choćby do znalezienia pracy, rozwiewała się na jej oczach.

Gdyby mama żyła
Ojca nigdy nie poznała, a matka zginęła piętnaście lat temu, potrącona przez pijanego kierowcę na przejściu. Urzędnicy już szykowali papiery do domu dziecka, kiedy nagle pojawiła się daleka krewna trzeci rząd po matce. Przyjęła dziewczynkę do siebie, mając własny dom i wystarczającą pensję, by wypełnić formalności.

Mieszkały na obrzeżach niewielkiego miasta na południu Polski, gdzie lato było upalne, a zimy deszczowe. Dziewczyna nigdy nie była głodna, ubrana przyzwoicie, od małego nauczona pracy przy domu z ogródkiem i zwierzętami zawsze było coś do roboty. Może brakowało jej matczynego ciepła, ale kto by się tym przejmował?

Uczyła się pilnie. Po liceum dostała się na studia pedagogiczne. Lata spędzone na uczelni przeleciały jak woda, a teraz, ze świeżym dyplomem, wracała do rodzinnego miasta. ale tym razem jej serce było ciężkie jak kamień.

Wynoś się i nie pokazuj mi się więcej!
Ciociu Wiesławo, ale chociaż
Mówiłam już!
Mariola wzięła walizkę i wyszła na upalne południe. Jak to się stało, iż znalazła się w takim położeniu? Upokorzona, odrzucona, z ledwo widocznym brzuszkiem przyznała się do ciąży, nie chciała kłamać.

Musiała znaleźć dach nad głową. Szedła ze spuszczoną głową, pochłonięta myślami, gdy nagle zatrzymał ją głos:
Napij się wody, kochana?

Korpulentna kobieta, około pięćdziesiątki, przyglądała się jej uważnie.
Wejdź, jeśliś spokojna dusza.
Podała jej dzban zimnej wody. Mariola usiadła na ławce przed domem i piła łapczywie.

Mogę tu chwilę posiedzieć? Straszny upał
Siedź, dziecko. Skąd jesteś, widzę iż masz bagaż.
Skończyłam studia, szukam pracy w szkole. Ale nie mam gdzie się zatrzymać Może zna pani kogoś, kto wynajmuje pokój?
Kobieta, miała na imię Genowefa, zmierzyła ją spojrzeniem. Ubrana skromnie, ale czysta, tylko cienie pod oczami niepokoiły.

U mnie możesz zostać. Dużo nie chcę, ale czynsz na czas. o ile się zgodzisz, pokażę ci pokój.
Cieszyła się z towarzystwa i dodatkowego grosza na uboczu miasteczka, a więc zaprowadziła ją do niewielkiego pokoiku z oknem na sad. Łóżko, stary kredens, stół wystarczy.

W następnych dniach Mariola zadomowiła się i zaczęła pracować. Złapały z Genowefą nić porozumienia, pomagając sobie przy gospodarstwie. Wieczorami siadały pod winoroślą, popijały herbatę i rozprawiały o życiu.

Ciąża przebiegała dobrze. Dziewczyna zwierzyła się ze swojej historii: o Tadeuszu, ukochanym ze studiów, synu zamożnych nauczycieli, który zniknął, gdy tylko dowiedział się o dziecku. Zostawił trochę pieniędzy wiedziała, iż przydadzą się jej w przyszłości.

Dobrze, iż tego dziecka nie usunęłaś, mruknęła Genowefa. Niewinne dziecko przyniesie ci szczęście.

W lutym zaczęły się bóle. Genowefa zawiozła ją do szpitala. Mariola urodziła zdrowego chłopczyka Antka. Na oddziale usłyszała o niemowlęciu, córce kobiety, która uciekła zaraz po porodzie.

Ktoś pomoże ją nakarmić? Jest słabiutka mówiła pielęgniarka.
Mariola wzięła maleńką na ręce. Mała była blada jak śnieg.
Dam ci na imię Jagna, wyszeptała.

Kiedy kapitan Damian Majewski, ojciec dziewczynki, zjawił się w szpitalu, wszystko się odmieniło. W dzień wypisu na podjeździe czekał samochód przyozdobiony niebieskimi i różowymi balonami. Wojskowy pomógł jej wsiąść, wręczając dwa pakunki: jeden niebieski, drugi różowy.

Miasto jeszcze długo szeptało o weselu, które niedługo potem się odbyło. Kapitan, poruszony dobrocią dziewczyny, poprosił ją o rękę. Mariola, z Antkiem w ramionach i adoptowaną Jagną, rozpoczęła nowe życie.

Któż by pomyślał, iż tamten upalny dzień i dzban wody od obcej osoby, odwrócą losy tylu ludzi? Tak już w życiu strony historii przewracają się nieznacznie, nim człowiek zdoła je przeczytać.

Idź do oryginalnego materiału