Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię mojej koleżanki Justyny typowa polska opowieść o sile, zaciętości i nieustępliwości. Od początku była zdecydowana nie pokazywać emocji, szczególnie przy swoim mężu, bo on aż się tego domagał chciał, by zawsze była chłodna i rzeczowa. Justyna marzyła o spokoju, ale nie miała pojęcia, co ją jeszcze czeka. Wiesz, u nas to częste mnóstwo par się rozpada, gdy uczucia słabną, a życie z tych idealnych okładek gazet zwyczajnie się nie składa.
Gdy rozwód okazał się nieunikniony, Justyna gwałtownie znalazła pracę na nocne zmiany. Ale zaraz pojawił się nowy problem: Michałek, jej synek, potrzebował stałej opieki. Zapisała go do przedszkola, ale to zamykali równo o 19:00 i potem nie miała z kim zostawić małego.
Musiała kombinować poprosiła więc byłego męża, Marka, żeby przejął opiekę od tej siódmej wieczorem, kiedy ona musiała już być w pracy. On oczywiście odpowiedział z zimnym dystansem, jakby to w ogóle nie była jego sprawa zapytał, czemu on miałby się zajmować ich dzieckiem, skoro mogą przecież coś innego wymyślić. Justyna na moment zgłupiała, ale zaraz się ogarnęła i stanowczo mu powiedziała, iż oboje mają te same prawa i obowiązki jako rodzice. Marek powinien jej pomagać, bo to także jego syn. Wyraziła jasno: alimenty to jedno, ale ona nie zamierza poświęcać całego swojego życia tylko dlatego, iż on się wymiguje. Najważniejsze dla niej było to, żeby Michałek był przy niej.
Wcale jej nie było lekko. Lawirowała między zmianami w pracy a wychowywaniem syna. Były chwile załamania, napady paniki, czuła zmęczenie i stres tak silny, iż ciało już nie dawało rady. Gdy w końcu zdała sobie sprawę, iż tak już dalej nie pociągnie, poszła po pomoc do lekarza. Jak się dowiedziała, Marek tłumaczył, iż teraz ma nową rodzinę i to ona powinna błyszczeć, a Michałek? Dla niego nagle stał się tylko zawadą. Ilość wsparcia i pieniędzy z jego strony była mizerna.
Ostatecznie Justyna musiała się zmierzyć z własnym, małym polem bitwy i tak, paradoksalnie, Marek, skupiony tylko na sobie, wygrał tę walkę, ale wyłącznie dla siebie, choć tak naprawdę przegrał w oczach syna. Ich małżeństwo zawsze było dla niej zagadką i starała się zrozumieć Marka, zwłaszcza w kwestii ich syna. Mimo całego tego bałaganu nie pozwoliła byłemu mężowi zdefiniować siebie poprzez jego egoizm. Nauczyła się radzić sobie w ciężkich chwilach, zdeterminowana, by dać Michałkowi miłość i troskę, na jaką zasługuje, i krok po kroku zaczęła budować swoje nowe, spokojniejsze życie.
No i powiem Ci, podziwiam ją za odwagę i wytrwałość. Tyle przeszła, a jeszcze potrafi się śmiać i walczyć o każdy dzień dla siebie i syna.












