Tak weź go już na stałe! Po co te wszystkie ceremonie? rzuciła Zofia, gniewna.
Zapomniałeś zapytać, co mam zrobić! tym samym tonem odpowiedział Nikodem.
Gdybyś chociaż raz w życiu zapytał, nie byłoby tego problemu! sparowało Zofia.
Gdyby miałbym coś zapytać, to już bym zapytał! sfingował Nikodem. Tylko od ciebie nic nie zależy!
Nie ty mi dyktujesz, co mam robić i jak postępować!
Nie masz sumienia, powiedziała Zofia, obrażona. Dobrze, pomyśl przynajmniej o synu!
A ja nie myślę? zakrzyknął Nikodem. Wcale nie, myślę o nim częściej niż o tobie!
Nie tylko myślę, ale i utrzymuję i wychowuję!
A ty możesz dalej grozić, iż wyjdziesz do pracy!
Wyjdę! wykrzyknęła Zofia. Jak tylko coś znajdę!
Najpierw znajdź! nie zmniejszając głosu, odparł Nikodem. A potem otwórz usta!
Nikodem przez chwilę wsłuchał się w zgnębione wzdychanie Zofii, po czym znów zaczął się pakować.
Rozumiesz, Kostekowi jest przykro, iż ciągle jesteś z Romanem powiedziała Zofia stosunkowo spokojnie. A kiedy jesteś z nimi, dostrzegam, iż poświęcasz Romanowi więcej uwagi!
No tak, on jest starszy! Z nim zawsze znajdzie się temat, a chłopiec już zaczyna przejmować się rozważaniami!
Trzeba zrozumieć, co z niego wyrośnie! odparł Nikodem.
A los twojego własnego syna już cię nie interesuje? dopytała Zofia.
On wciąż małe dziecko! Zgodnie z prawem potrzebuje więcej uwagi matki niż ojca!
Zajmij się Kostkiem, dopóki nie dorośnie! A ja
Będę spędzać czas z siostrzeńcem dokończyła Zofia zamiast męża. Słyszysz? Z siostrzeńcem! I przy tym lekceważyć własnego syna!
Nikt na nikogo nie plu! zmarszczył się Nikodem. Daję wszystkim swój czas! Nasz Kostek ma ojca, który zawsze jest przy nim, a moja siostra wychowuje syna razem z mamą, nie z facetem!
Dwie kobiety to nie to, czego potrzebuje chłopiec w dwunastu lat!
Powiedz mi, czy powinnam być zimna wobec tego, jak dwie kobiety łamią psychikę mojemu siostrzeńcowi? Czy wtedy zostanie prawdziwym mężczyzną?
Nikodemie, mam przywołać moją mamę, żebyś zainteresował się Kostkiem? wykrzyknęła Zofia.
Odpłyńcie! ryknął Nikodem. Tylko twojej mamy mi brakowało!
A Kostek? dręczącym tonem zapytała Zofia.
Oczywiście zostanie ze mną! Nie masz mu nic dać! odpowiedział nikczemnie uśmiechnięty Nikodem. Myślałaś, iż zapewnię ci życie na alimenty? Nie dostaniesz! Będziesz sama mi płacić! Przynajmniej w końcu znajdziesz pracę, żeby nie siedzieć bezczynnie!
Zofia musiała połknąć tę ranę, bo Nikodem miał rację. Nie miała nic. Ambicje rozmyły się w małżeństwie, dyplomu już nie było. Po urlopie macierzyńskim nie wróciła już na ławkę akademicką.
Nikodem kontynuował pakowanie w całkowitej ciszy.
Czy kupiłeś wszystkie te zabawki dla Romana? przerwała Zofia, przerywając milczenie. Myślałam, iż i Kostek dostanie coś
Ma już wystarczająco, odrzucił Nikodem, a Roman nie ma na kogo liczyć, oprócz wujka!
Moja matka, jego matka obie nic nie znaczą! zaś siostrzeniec będzie im szkoda! Zginie przy nich!
Zofia nie wiedziała, co rzec, więc po prostu podeszła, by pomóc mężowi.
W tym momencie od spodu konstrukcji odkleiła się kartka.
Zofia podniosła ją automatycznie, otworzyła i przeczytała tekst. Oczy jej się rozszerzyły, a kartka spadła na podłogę.
Nikodemie, co to znaczy dla ukochanego synka?
Kto ci wtrąca nos w swoje sprawy? wykrzyknął Nikodem, odpychając Zofię. Zawsze wtykasz się! Odejdź!
Odejdę mamrotała Zofia. Ale co to znaczy?
Boże, czy naprawdę możesz być taki sztywny? rozległ się głos Nikodema. Normalna kobieta już się domyśliła!
A ty, jak we mgle, przysięgam!
Zofia miała wszelkie szanse stać się drugą żoną Nikodema, ale los miał ją uczynić jego pierwszą żoną. Problem polegał na tym, iż dziewczyna, której przeznaczono tytuł pierwszej żony, nie chciała go nosić. Mieszkała z Nikodemem w wynajmowanym mieszkaniu około rok, po czym zniknęła w nieznanym kierunku. Rodzice nie wiedzieli, a może nie chcieli przyznać, gdzie zniknęła Wiktoria. Przyjaciele i znajomi nie potrafili choćby przypuszcąć, gdzie się podziewała.
Nikodem nie długo opłakiwał jej stratę. W zasadzie nie lamaczył się. Jak mówi przysłowie: Co ma być, to będzie.
Rok później Wiktoria pojawiła się z dzieckiem na rękach. Z wieści wpadła, iż urodziła je z Nikodemem. Natychmiast pojawiły się plotki, iż przyciśnie Nikodema do ściany, wyciągnie alimenty, a może choćby go poślubi. Ale nie tak.
Wiktoria przybyła, by oddać ojcu dziecko do wychowania, a sama odlecieć w nieznane. Gdyby wręczyła Nikodemowi paczkę, nie wiadomo jak by to się skończyło. Nikodem mógłby spokojnie powiedzieć, iż znalazł dziecko na ulicy i oddać je do domu dziecka. Los Romana byłby przesądzony.
Jednak Wiktoria była sprytniejsza. Przyniosła koszyk z dzieckiem na próg mieszkania, w którym mieszkała matka i siostra Nikodema. Do koszyka dodała płaczliwy list, w którym pisała, iż chciałaby wychowywać, ale nie ma pieniędzy, sił ani możliwości. Sama walczy z depresją poporodową i poważną chorobą, która wymaga leczenia do końca życia. Prosiła, by nie zostawiać dziecka, czyli siostrzeńca i wnuka, samemu.
Nikodem został wezwany, by wyjaśnić sytuację.
A ja skąd mam wiedzieć? wzruszył ramionami. Może rozbiegła się gdzieś, przyniosła, a wy w to uwierzyliście! Zrobimy test, potem zdecydujemy!
Test wykazał, iż to syn Nikodema. I wtedy rozpoczęła się szczegółowa rozmowa.
Gdzie mam teraz to dziecko? Co mam z nim zrobić, a kiedy? Właśnie dopiero zaczynam biznes! mówił niedobrze Nikodem. Mam umowy, negocjacje, transakcje! A przy tym muszę sam pracować, bo nie mam pieniędzy na cały personel!
Co proponujesz? wykrzyknęła Anna Kowalska. Oddać własne dziecko do domu dziecka?
To, iż jest nasze, wiemy tylko my i wy, i Wiktoria. A Wiktorii już nie będzie w mieście! wzruszył ramionami Nikodem.
Nikodemie, ale my wiemy! naciskała Anna. Jak będziemy żyć, gdy nasz własny człowiek trafi do domu dziecka?
Przeżyję przyznał Nikodem. Życzenia mam i wam!
Nie masz sumienia, powiedziała siostra Lena. Wysyłać własne dziecko do domu dziecka!
A co cię to obchodzi? Kto cię pyta? wykrzyknął Nikodem. Nie przywiązuj ogona do konia, a potem się martw!
Nie oddałabym mojego dziecka! odpowiedziała Lena. Nigdy nie oddałabym!
Miała dwadzieścia lat. Zaczęła związek, zaszła w ciążę, po czym nieszczęśliwie upadła. Do tego doszedł diagnoza, iż nie będzie już mogła mieć dzieci. Dlatego dzieci były dla niej tematem bolesnym.
To głupota! odrzekła Anna. jeżeli oddasz dziecko do domu dziecka, zemszczą ci się z góry! Nie zostanie ci nic! Ani biznesu, ani szczęścia, ani życia!
Do skutku! uderzył pięścią Nikodem w stół. Skoro tu wszyscy zbieracie się prawy i sprawiedliwi! A przy tym człowiekoczuli, to rozstrzygnijmy tak: Lena przyjmuje dziecko, ja znajdę pieniądze, wszystko załatwimy. Będziecie wychowywać razem! Ja, jako dobry wujek, pomogę i będę uczestniczyć w wychowaniu!
Co masz na myśli pomagać? nie zrozumiała Lena.
**Utrzymywać!** wykrzyknął Nikodem. Czy rozumiesz?
A jeżeli wyjdziesz za mąż? zapytała Anna.
Co się zmieni? wzruszył ramionami Nikodem. Będę dalej pomagał siostrze z siostrzeńcem! Wszystko będzie w porządku!
Nikodem nie mógł odmówić, bo pieniądze przelewał uczciwie. Wystarczyło. Sam jednak przez trzy lata nie pojawiał się przy dziecku. Gdy matka lub siostra pytały, odpowiadał, iż zajmuje się nie tylko biznesem, ale i prywatnym życiem.
Wszyscy poznali się na weselu. To pozostawiło pewien cień, ale Nikodem wszytał w uszy to, co zaspokajało pytających.
Matka i siostra zajmowały się wychowaniem siostrzeńca. Z kolei Zofia uczęszczała na studia i była w ciąży. Po narodzinach syna Kostka Nikodem zaczął się zmieniać. Widząc, jak jego mały potomek rośnie, denerwowały go krzyki, więc przypomniał sobie o Romanie.
Ten już się rozkrzyknął!
Zaczął jeździć do siostry i matki, by budować kontakt z siostrzeńcem. Ojcowskie uczucia, pobudzone narodzinami Kostka, wylewały się częściej na Romana, bo tam był odzew. Kostek natomiast ciągle pozostawał w tle.
Tak trwało osiem lat. Nie można powiedzieć, iż Kostek był całkowicie pozbawiony ojcowskiej uwagi też dostawał ją od czasu do czasu. Ale, według Nikodema, tego wystarczało. Do Romana przyciągała go jednak większa więź.
Cztery lata to spory okres w życiu dziecka i duża różnica. Co można robić z chłopcem w dwunastu lat, nie pasuje do ośmiu. A z Romanem Nikodem już wszedł w temat, który nie interesował Kostka. Kostek nie był więc atrakcyjny.
Zofia widziała, iż ich syn zostaje odsunięty na drugi plan na rzecz siostrzeńca. Oczywiście mieszały się tam żal, zazdrość i irytacja, ale nie mogła nic zrobić. Została całkowicie zależna od męża finansowo. Kiedy myślała o pracy, ofiarowano jej nisko płatne, mało wymagające zajęcia. A przecież była żoną biznesmena, przyzwyczajoną do wygody.
Nie mogę pracować jako sprzątaczka ani zmywarka!
Zofia mogła jedynie wymamrotać kilka złośliwych uwag, mając nadzieję, iż mąż przypomni sobie o synu! Albo przynajmniej poświęci mu taką samą uwagę, jak siostrzeńcowi.
***
Więc to twój syn? zapytała zdziwiona Zofia. Twój własny syn? Dlaczego wychowuje go twoja siostra?
Tak, Zofia, Roman jest moim synem! Lena nie jest jego matką, ale wychowuje go jak własne dziecko! I Roman już wie, iż nie jest jej biologicznym synem! rzucił Nikodem ze złością. Czego jeszcze ode mnie chcesz?
Myślisz, iż to dla mnie łatwe? Od ucha do ucha!
Zofia przetarła czoło, potem rękę położyła pod usta, wzięła głęboki oddech. Gesty wyrażały zagubienie i przytłoczenie, a także przeżywanie usłyszanego.
Nikodemie, może go weźmiemy? zaproponowała spokojnie. Niech bracia mieszkają razem! Postaram się być matką Romana.
Co? Nie rozumiem! odpowiedział Nikodem, wciąż zirytowany.
Mówię, weźmy Romana do nas! Niech bracia będą razem! Będę matką Romana, a jeżeli mnie nie przyjmie, przynajmniej ojciec zawsze będzie obok! I nie będziesz się rozdzielał między synami!
Czy jesteś gotowa przyjąć moje dziecko? zapytał nieufnie Nikodem.
Dlaczego nie? wzruszyła ramionami Zofia. Mogę go choćby adoptować!
Zofia trochę podkręciła, nie będąc pewną, czy podoła obcemu dziecku. Myślała jednak, iż gdy obaj synowie Nikodema będą razem, ojciec poświęci im równą uwagę. A ona zadba, by każdy dostał miłość i troskę.
Nikodem rozmyślał tydzień, po czym podjął decyzję. Zabrał Romana, uznał go oficjalnie za syna, a Zofia go adoptowała, tak jak obiecała.
Dbaj o nią! podpowiadała Anna Kowalska. To święta kobieta! Inna by cię w proch posłała! A ona wszystko zrozumiała, wybaczyła i przyjęła!
Patrząc na żonę po takim czynie, Nikodem dostrzegł w niej prawdziwą miłość i wdzięczność. Roman przyjął Zofię. Nie od razu nazywał ją mamą potrzebny był cały rok, by przyzwyczaić się. W końcu stała się zwykłą, szczęśliwą rodziną.













