
Często słyszę, iż wnuki kocha się bardziej niż własne dzieci. W takim razie ja jestem inna i tego nie zmienię. Szczerze ? Zastanawiam się jak w ogóle można tak powiedzieć? A może to efekt nieprzepracowanych relacji z własnymi dziećmi u osób, które tak twierdzą? Moje dzieci były i są moim największym skarbem. Wnuki są przede wszystkim skarbem moich dzieci. A to znaczy, iż nie próbuję zagrabić sobie ich skarbu. Kochając i szanując swoje dzieci w naturalnej konsekwencji kocham też ich dzieci a moje wnuki ale to nie oznacza żadnego "bardziej". Będąc babcią, dodajmy do tego nie jedyną w rodzinie a i wśród znajomych także...siłą rzeczy mam dość szerokie pole obserwacyjne. I zauważam w zachowaniu tychże babć dziwny trend do rywalizacji. Rywalizują o sympatię wnuków, rywalizują między sobą o miano tej "lepszej", często rywalizują też i z rodzicami dzieci. Nie wiem czy te babcie nie zrealizowały się w swoim czasie macierzyńsko? Czy może wynika to z jakiegoś problemu natury psychologicznej, który należało by przerobić na kozetce u psychoterapeuty? A może ta rywalizacja wynika z chęci dominacji, z zazdrości o relacje z wnukami, z poczucia bycia "tą lepszą" a może z kompleksów, z lęku przed odrzuceniem, z chęci bycia potrzebną? Nie wiem... pewnie każdy taki przypadek należy traktować indywidualnie. Wiem jedno, takie zaślepione babcie przepełnione tzw. "małpią miłością" są jak "odbezpieczony granat". Mniej lub bardziej świadomie wyrządzają i wnukom i ich rodzicom ogromną krzywdę. Ich działalność w rodzinie prowadzi do kłótni, napięć, wybuchów złości i poczucia bezradności u rodziców. One potrafią zepsuć relacje w całej rodzinie. Kluczem wydaje się być wyznaczenie im jasnych granic...













