Na świat przyszła 13 kwietnia 1854 roku w Mławie w rodzinie pochodzącej ze zubożałej szlachty Jadwigi Kołaczkowskiej i Władysława Tomaszewicza, naczelnika żandarmerii w wojsku carskim. Naukę pobierała w pensji Paszkiewiczowej w Warszawie, którą ukończyła z wyróżnieniem, a potem pobierała prywatne lekcje, by ostatecznie w wieku 15 lat oznajmić rodzicom, iż chce studiować medycynę. Jednak ani czasy, w których żyła, ani okoliczności temu nie sprzyjały. W Królestwie Polskim nie było uczelni wyższych dla kobiet, co oznaczało konieczność kontynuowania edukacji za granicą, a to wiązało się ze sporym wydatkiem, na który wychowujący sześcioro pociech Tomaszewiczowie nie mogli sobie pozwolić. Ale Anna była uparta i nie zamierzała się poddać. Gdy żaden z jej argumentów nie okazał się wystarczająco przekonujący, rozpoczęła... strajk głodowy. Jak się gwałtownie okazało, skuteczny.
REKLAMA
Zobacz wideo Michał Janczura: Niedopuszczalne jest, iż lekarka wciska ludziom suplementy rzekomo leczące guzy nowotworowe
Podczas studiów Anna Tomaszewicz nie miała sobie równych. kilka brakowało, by jej marzenia zniweczył tyfus
Zanim Anna poszła na wymarzone studia, musiała poświęcić się odpowiednim przygotowaniom. Zaczęła szlifować łacinę i grekę, uczyła się też niemieckiego i francuskiego, a ponadto pobierała prywatne lekcje z nauk przyrodniczych. Gdy skończyła 17 lat, śpiewająco zdała egzaminy wstępne na Uniwersytet w Zurychu, zdobywając indeks. Skala tego wydarzenia była tak duża, iż pisano o niej choćby w polskich gazetach, ale jej droga do zostania lekarką wcale nie była łatwa. W zdominowanym przez mężczyzn świecie musiała nieustannie udowadniać, iż jej płeć nie ma żadnego znaczenia. Plotkami, które na jej temat krążyły niemal od pierwszych dni na uczelni, zupełnie się nie przejmowała, a konsekwencja i wytrwałość gwałtownie zaczęły przynosić efekty.
Już na trzecim roku studiów została zaangażowana do prac badawczych, a po kolejnych dwóch latach profesor Eduard Hitzig, neurolog i psychiatra, uczynił ją swoją osobistą asystentką. Podczas wspólnych badań nad działaniem mózgu, które przeprowadzali w jednym z tamtejszych szpitali psychiatrycznych, zaraziła się tyfusem, z powodu którego nieomal otarła się o śmierć. Gdy stanęła na nogi, ukończyła pracę doktorską o fizjologii błędnika słuchowego, którą obroniła w 1977 roku. Choć dostała wówczas propozycję praktyki w Japonii, co było dla niej wielką szansą, odrzuciła ją, by wrócić do ojczyzny, w której miała nadzieję rozpocząć pracę w zawodzie.
By zostać lekarką, Tomaszewicz musiała pracować dla sułtana. Potem otworzyła własny gabinet
Wbrew oczekiwaniom Warszawskie Towarzystwo Lekarskie nie przyjęło jej z otwartymi ramionami. W tamtych czasach uważano, iż kobiety nie są dość mądre, by być lekarzami, a ponadto twierdzono, iż są słabe i, o zgrozo, co miesiąc chorują, przy czym "chorobą" w tym przypadku nazywano... menstruację.
Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza! Niech nam przez cały czas słynie chwała kobiet naszych, którą tak ładnie głosi poeta
– grzmiał wybitny chirurg Ludwig Rydygier, dziś patron wielu szpitali i ulic. Jakby tego było mało, nie dostała zgody na nostryfikację dyplomu ani na wykonywanie zawodu dla Czerwonego Krzyża - jednym słowem próbowano związać jej ręce. – Przecież ona nie ma brody – wykrzykiwali mężczyźni, jakby zarost był równoznaczny z posiadaniem wiedzy i odpowiednich kwalifikacji. Czy to ją załamało? Może jedynie chwilowo, ale nie na tyle, by zmusić ją do rezygnacji. Zwłaszcza iż szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie musiała długo walczyć z systemem, przynajmniej przez jakiś czas. W 1879 roku została bowiem dopuszczona do egzaminu państwowego pod warunkiem, iż gdy zda go pomyślnie, zostanie lekarką w haremie sułtana, który zawitał do Petersburga. Zgodziła się. Do Polski wróciła po roku z zupełnie innym nastawieniem. Rozpoczęła własną praktykę skierowaną do kobiet oraz dzieci, choć i tym razem musiała stawić czoła krzywdzącym przekonaniom i patriarchatowi. Trudny czas pomógł jej przetrwać Konrad Dobrski, z wykształcenia laryngolog, który został jej mężem i ojcem jedynego syna, Ignacego.
Wybuch epidemii był dla Tomaszewicz szansą. Nie zmarnowała jej. Dziś nazywana jest "polską doktor Quinn"
Jakiś czas później, początkiem 1882 roku, w warszawskim przytułku położniczym wybuchła epidemia tzw. gorączki połogowej. Podczas gdy wszystkich lekarzy ogarnęła panika, a ciężarne przygotowane były na śmierć, to jej powierzono prowadzenie jednej z placówek, w której dziś mieści się szpital św. Zofii. Anna, zaznajomiona dobrze z tym tematem, wiedziała, iż jedną z przyczyn jest brak higieny ze strony specjalistów, dlatego pracę ze swoim personelem rozpoczęła od objaśnienia dokładnych zasad dezynfekcji. Efekty pojawiły się szybko, bo już po kilku tygodniach śmiertelność wśród pacjentek znacząco się obniżyła, co wywarło ogromne wrażenie choćby na tych, którzy byli do jej praktyki sceptycznie nastawieni. Wciąż co prawda pojawiały się jednostki podważające jej kompetencje, ale już nie poświęcała im uwagi. Miała poczucie misji, więc stale się kształciła, by posiadać możliwie najbardziej aktualną wiedzę. Wspierała głównie ubogie kobiety i samotne matki, edukowała o ciele i płodności, a choćby założyła własną fundację. W 1896 roku wykonała pierwsze cesarskie cięcie w Warszawie i zajęła się kształceniem kolejnych pokoleń medyków. Szacuje się, iż spod jej skrzydeł wyszło ponad 300 położnych, ginekologów oraz ginekolożek. Zmarła we śnie 12 czerwca 1918 roku.











