Karol odszedł do młodszej, zostawiając mnie z dwójką dzieci i kredytem. Ale moją największą obawą nie były pieniądze, ale utrata pani Ireny – mojej teściowej. Przez dwanaście lat była dla mnie bardziej matką niż moją własną.
Gdy Karol wyprowadzał się z walizkami, Irena stała w progu. Nie przytuliła syna na pożegnanie. Spojrzała na niego z pogardą, jakiej nigdy wcześniej u niej nie widziałam.
– Dokonałeś wyboru, Karolu. Ale nie licz na to, iż ja dokonam go z tobą – powiedziała wtedy lodowatym głosem.
Przez kolejne trzy lata to ja dbałam o Irenę. Woziłam ją do lekarzy, robiłam zakupy, spędzałam z nią każdą niedzielę. Karol w tym czasie budował swoje „nowe życie”, zapominając o matce, o dzieciach i o przyzwoitości. Dzwonił tylko wtedy, gdy potrzebował pieniędzy.
Wszystko zmieniło się, gdy Irena zachorowała. Kiedy poczuł, iż koniec jest bliski, Karol nagle przypomniał sobie o matce. „Przypełzł” do niej dosłownie – płakał u jej łóżka, przepraszał za błędy, czule gładził ją po ręce, licząc na to, iż w ostatniej chwili zmieni testament. Był pewien, iż jako jedyny syn dostanie jej luksusowe mieszkanie w centrum miasta.
Widziałam, jak na niego patrzyła. Była spokojna, wręcz nienaturalnie cicha. Słuchała jego kłamstw o tym, jak to „zawsze o niej myślał”, z lekkim uśmiechem, który Karol wziął za przebaczenie.
Pani Irena zmarła nad ranem, trzymając mnie za rękę. Tydzień później spotkaliśmy się u notariusza. Karol przyszedł pewny swego, już planując sprzedaż mieszkania i spłatę swoich długów.
Notariusz zaczął czytać. Głos mu nie drżał, gdy wypowiadał słowa, które brzmiały jak ostateczne uderzenie biczem:
„Mojemu synowi, Karolowi, zapisuję moje stare pamiątki rodzinne i albumy ze zdjęciami. Niech patrząc na nie, przypomni sobie, co stracił. Cały swój majątek, w tym mieszkanie oraz oszczędności, zapisuję mojej jedynej córce – Annie. To ona była przy mnie, gdy on wybrał siebie. To ona jest moją prawdziwą spadkobierczynią.”
Karol zerwał się z krzesła, czerwony z wściekłości.
– Annie?! To moja była żona! Ona nie ma prawa! Mamo, jak mogłaś mi to zrobić?! – krzyczał do pustej przestrzeni.
Patrzyłam na niego i zrozumiałam, iż pani Irena zachowała się jak najmądrzejsza kobieta na świecie. Nie pozwoliła, by owoc jej ciężkiej pracy trafił w ręce kogoś, kto potrafił tylko brać i niszczyć. Zrozumiała, iż macierzyństwo to nie jest darmowy bilet do bezkarności.
Zostawiła mi dom, w którym wychowam jej wnuki. Zostawiła mi bezpieczeństwo, którego jej własny syn chciał mnie pozbawić. Karol wyszedł z biura z albumem zdjęć pod pachą – zdjęć rodziny, którą zdradził. Irena nie mściła się. Ona po prostu wyrównała rachunki, pokazując, iż na miłość i szacunek trzeba zapracować, choćby jeżeli jest się „rodzonym synem”.







