Siedzę dziś wieczorem przy biurku i wylewam myśli na papier może kiedyś będę mógł spojrzeć na te zapiski innymi oczami. Wszystko zaczęło się tuż przed ślubem, kiedy kumpel z pracy, Tomek, ostrzegał mnie, iż po ślubie wielu facetów uważa żonę za swoją własność i pokazuje wtedy swoje prawdziwe oblicze. Uśmiechałem się, bo byłem przekonany, iż mnie to nie dotyczy Justyna była dla mnie całym światem, dbałem o nią, nie chciałem jej nigdy urazić i traktowałem jak najdelikatniej. Cóż, życie szykuje czasem nieprzyjemne niespodzianki.
Kilka miesięcy po ślubie zacząłem mieć coraz większe pretensje do mojej teściowej no ile razy można dzwonić i wtrącać się w nasze sprawy? Po co przychodzi co sobotę? Justyna, zaniepokojona moimi uwagami, zaczęła unikać kontaktu z matką i dzwoniła do niej tylko ukradkiem wierzyłem wtedy, iż dbam o swoje małżeństwo, a tak naprawdę zwyczajnie ją raniłem. Potem przyszły kolejne zmiany. Justyna zaszła w ciążę, a przez komplikacje musiała zrezygnować z pracy, bo zaległa na zwolnieniu lekarskim. Skończyła jej się umowa i nie mieli powodu jej przedłużać. Wtedy zacząłem rzucać pod nosem te straszne słowa:
„Siedzisz cały dzień w domu, nic nie robisz, wszystko na mojej głowie.” Justyna milczała była w ciąży i chyba bała się, co by było, gdyby mnie naprawdę zabrakło.
Kiedy nasza córeczka, Kasia, miała półtora roku, zacząłem zachowywać się już jak pan i władca. Spodziewałem się, iż gdy wrócę z pracy, Justyna będzie stała w przedpokoju, trzymała mi kapcie w ręku i podawała obiad do stołu. Dom zawsze musiał być posprzątany, żebym mógł odpocząć po pracy, a córką zajmować miała się tylko jej mama. Nie obchodziło mnie zmęczenie żony.
W końcu Justyna nie wytrzymała. Spakowała rzeczy i wyjechała z Kasią do swojej mamy do Krakowa. Przez dwa miesiące nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Justyna wróciła do pracy, z dnia na dzień była coraz piękniejsza i pogodniejsza. Ja zostałem w pustym mieszkaniu w Warszawie, pogrążony w ciszy i swoich myślach.
Pewnego popołudnia postanowiłem pojechać do nich. Byłem wyraźnie chudszy, w znoszonym swetrze, i z pokorą uklęknąłem przed Justyną prosząc o wybaczenie. Wtedy ona powiedziała stanowczo, iż jeżeli chcę przez cały czas z nią być muszę zapisać się na kurs gotowania i sprzątania. Od tej pory, jeżeli wróci do domu, to ja mam dbać także o dom, gotować i sprzątać razem z nią.
Zgodziłem się, bo wiedziałem, iż nie chcę stracić rodziny. Teraz rozumiem, iż partnerstwo to podstawa, a wsparcie i szacunek nie kończą się na pustych słowach. Dziś wiem, iż rodzina to gra zespołowa i warto ją wygrać razem, nie w pojedynkę.
