Chcę trochę pomieszkać dla siebie i się wyspać oznajmił kiedyś mój mąż, wychodząc z domu.
To szaleństwo trwało trzy miesiące. Trzy miesiące nieprzespanych nocy, gdy mój synek, Maksymilian, płakał tak głośno, iż sąsiedzi zza ściany pukali w sufit. Trzy miesiące, kiedy chodziłam jak zjawa, z zaczerwienionymi oczami i drżącymi rękami.
A Piotr, mój mąż, krążył po mieszkaniu naburmuszony niczym burza.
Wyobrażasz sobie, jak wyglądam w pracy? rzucił mi kiedyś, przeglądając się w lustrze. Worki pod oczami mam aż po kolana jak żul.
Nie odpowiedziałam. Karmiłam synka, usypiałam go, potem znów karmiłam. Zatracony krąg. Piotr zamiast wesprzeć tylko narzekał.
Może twoja mama posiedzi trochę z małym? zaproponował któregoś wieczoru, przeciągając się po kąpieli. Świeży, wypoczęty. Myślę, iż warto bym wyskoczył na tydzień do kolegi na działkę.
Zamarłam z butelką w ręku.
Ja też potrzebuję odpoczynku, Marto powtórzył, pakując rzeczy do sportowej torby. Od miesięcy nie spałem jak człowiek.
A ja co? Spałam? Oczy same się kleją, a dopiero co się położę, Maksymilian wybucha płaczem. I tak już czwarty raz w ciągu nocy.
Też mi ciężko wyszeptałam.
Jest ciężko, wiem odparł, wciskając w torbę swoją ulubioną koszulę. Ale ja mam poważną pracę. Odpowiedzialność. Nie wyjdę do klientów z taką twarzą.
W tej chwili zobaczyłam nas jakby z zewnątrz: ja w znoszonym szlafroku, z rozczochranymi włosami, płaczącym dzieckiem na rękach. On szykujący walizkę, uciekający od nas.
Chcę oddychać, pomieszkać sam, wyspać się burknął choćby na mnie nie patrząc.
Drzwi trzasnęły.
Stanęłam pośrodku mieszkania z płaczącym synkiem i poczułam, jak wszystko we mnie się rozsypuje.
Minął tydzień. Potem następny.
Piotr zadzwonił trzy razy spytał, jak sprawy. Głos miał obcy, chłodny. Jakby rozmawiał z daleką znajomą.
Przyjadę w weekend.
Nie przyjechał.
Jutro będę na pewno.
I znowu się nie pojawił.
Kołysałam płaczącego synka, zmieniałam pieluchy, gotowałam mleko. Spałam po pół godziny między karmieniami.
Wszystko okay? spytała przyjaciółka, Aneta.
Świetnie skłamałam.
Dlaczego kłamię? Wstyd mi. Wstyd, iż mąż zostawił. Że jestem sama z dzieckiem.
Wydawało się, iż nic gorszego być nie może. Ale wtedy w sklepie spotkałam koleżankę Piotra.
A gdzie Piotr? spytała Asia.
Pracuje dużo.
Aha. Faceci już tak mają, dziecko się pojawi od razu zaszywają się w pracy. A Piotr ma teraz dużo delegacji?
Jakich delegacji?
Przecież był ostatnio w Gdańsku na szkoleniu. Zdjęcia choćby pokazywał.
W Gdańsku? Kiedy?!
Przypomniałam sobie w zeszłym tygodniu Piotr nie dzwonił trzy dni. Tłumaczył się: zajęty był.
Nie był zajęty. Odpoczywał.
Piotr przyjechał w sobotę. Z kwiatami.
Przepraszam, iż mnie nie było, pracy mnóstwo.
Byłeś w Gdańsku?
Zamarł z bukietem.
Kto ci powiedział?
Nie ważne kto. Ważne, iż kłamiesz.
Nie kłamię. Bałem się, iż się zdenerwujesz, iż pojechałem bez ciebie.
Bez niej? Przecież z niemowlakiem nigdzie by nie pojechała!
Piotr, potrzebuję pomocy. Rozumiesz? Nie śpię od tygodni.
Zatrudnimy nianię.
Za co? Nie dajesz pieniędzy.
Jak nie daję? Opłacam mieszkanie, czynsz.
A na jedzenie? Na pieluchy, lekarstwa?
Zamilkł. Potem:
Może wrócisz do pracy? Choćby na pół etatu? Po co się męczyć w domu, nianię zatrudnimy.
Siedzi w domu jakby odpoczywała!
Spojrzałam na Piotra, na synka i zrozumiałam: ten człowiek mnie nie kocha.
Nigdy nie kochał.
Wyjdź.
Gdzie niby?
Po prostu wyjdź. Nie wracaj, póki nie zdecydujesz, co ważniejsze: rodzina czy wolność.
Zabrał klucze i wyszedł. Dwa dni nie było go w domu, potem napisał: Zastanawiam się.
A ja wtedy też nie spałam. I myślałam.
Wyobraźcie sobie pierwszy raz od miesięcy samotność i własne myśli.
Mama zadzwoniła:
Martusia, jak tam? Piotr w domu?
Na delegacji.
Znowu skłamałam.
Może wpadnę pomóc?
Poradzę sobie.
Ale mama przyjechała sama.
Jak tu u was? rozejrzała się. Boże, Martusia, spójrz na siebie!
Spojrzałam w lustro. Faktycznie, marnie wyglądam.
A Piotr gdzie?
Pracuje.
O ósmej wieczorem?
Milczałam.
Co się dzieje?
Zaczęłam płakać, jak dziecko: głośno, rozpaczliwie.
Odszedł. Powiedział, iż chce żyć dla siebie.
Mama milczała, potem powiedziała:
Skuyn syn. Człowiek bez serca.
Zdziwiłam się, mama nigdy nie przeklinała.
Zawsze myślałam, iż Piotr jest słaby, ale żeby aż tak
Może jestem niesprawiedliwa? Może powinnam była zrozumieć?
Martusia, a tobie nie jest ciężko?
Z tej prostoty nagle zrozumiałam przez cały czas myślałam tylko o Piotrze. O jego zmęczeniu, wygodach.
O sobie ani słowa.
Co mam zrobić?
Żyć. Bez niego. Lepiej sama niż z kimś takim.
Piotr wrócił w sobotę. Opalony. Widać myślał na działce.
Pogadamy?
Tak.
Usiedliśmy przy stole.
Wiesz, Marto, rozumiem, jest ci ciężko, ale mi też nie jest lekko. Może ustalimy? Będę płacić, czasem odwiedzać. Ale na razie chcę mieszkać osobno.
Ile?
Co, pieniędzy?
Tak.
No, z dwa tysiące złotych.
Dwa tysiące. Na dziecko, jedzenie, lekarstwa.
Piotr, idź do diabła.
Co?!
Jak słyszysz. Nie wracaj.
Marto, to rozsądna propozycja!
Rozsądna? Ty chcesz wolności, a gdzie moja wolność?
I wtedy Piotr rzucił zdanie, które wszystko wyjaśniło:
Jaką możesz mieć wolność? Jesteś matką!
Spojrzałam na niego: oto prawdziwy Piotr. Dzieciak, który uważa, iż macierzyństwo to kara.
Jutro składam wniosek o alimenty. Ćwierć pensji. Zgodnie z prawem.
Nie zrobisz tego!
Zrobię.
Wyszedł trzaskając drzwiami. A mnie po raz pierwszy od miesięcy zrobiło się lżej.
Maksymilian zapłakał. Ale już wiedziałam dam sobie radę.
Minął rok.
Piotr dwa razy próbował wrócić.
Marto, może spróbujemy jeszcze raz?
Za późno.
Piotr narzekał, iż jestem potworem. Żałośnie.
Znalazłam nianię, zatrudniłam się w szpitalu jako pielęgniarka.
W pracy poznałam lekarza Andrzeja.
Masz dzieci?
Synka.
A ojciec gdzie?
Żyje dla siebie.
Poznałam ich. Andrzej przywiózł Małemu autko. Bawili się, śmiali razem.
Często chodziliśmy razem do parku na spacery.
Piotr się dowiedział. Zadzwonił:
Dziecko ma rok, a ty z innym facetem!
A czego chciałeś? Żebym czekała na ciebie?
Ale jesteś matką!
Tak, i co z tego?
Więcej nie zadzwonił.
Andrzej był inny. Gdy Maksymilian chorował od razu przyjeżdżał. Gdy wyjątkowo byłam wykończona zabierał nas na wieś.
Dziś Maksymilian ma dwa lata. Mówi do Andrzeja wujku. Piotra nie pamięta.
Piotr się ożenił. Alimenty płaci.
Nie mam już do niego żalu.
Też w końcu żyję dla siebie. I to jest najpiękniejsze.












