Tak, rozumiem, iż nie musicie! Ale to przecież wasza krew! Naprawdę zostawicie chłopca zimą bez ciepłej odzieży? Szymon, czy tego cię nauczyłam w dzieciństwie? naciskała teściowa.
Telefon leżał na stole. Po kilku rodzinnych awanturach Szymon zrozumiał: gdy dzwoni jego matka, lepiej włączyć głośnomówiący i rozmawiać z Lidią Janową razem. Inaczej po prostu złamie ich po kolei.
Lidio Janowo, nie odmawiamy pomocy sprzeciwiła się Katarzyna. Ale jeżeli tak ci ciężko z Maćkiem, oddaj go nam. Justyna się zgadza, rozmawiałam z nią.
Teściowa milczała przez chwilę. Pewnie ważyła, co jest korzystniejsze: zrzucić z siebie niechciane obowiązki czy zachować kontrolę nad córką. Wygrała druga opcja.
choćby nie wiecie, o co prosicie! I w co się pakujecie! odparła pogardliwie Lidia. Nigdy nie mieliście ani dziecka, ani choćby kota. Oboje pracujecie całe dnie, kto się nim zajmie? Myślicie, iż dzieci rosną jak chwasty? Dziecko potrzebuje opieki, uwagi, ciepła!
Rozumiem to spokojnie powiedziała Katarzyna. Ale jeżeli już tak wyszło, jakoś byśmy sobie poradzili. Mogłabym rzucić pracę. Traktuj to jak urlop macierzyński zamiast Justyny.
Tak? A na co będziecie żyć, bogacze?
Sami mówiliście, iż zarabiam grosze. Jakoś byśmy się bez tych groszy obeszli.
Teściowa zamilkła. Szymon westchnął ciężko: Katarzyna była w rodzinie nowa, ale on już miał dość tego ciągłego nacisku.
Aha, już wiem. Stawiacie mi ultimatum w końcu burknęła Lidia. No proszę, proszę. Jesteście młodzi, głupi, nie wiecie, w co się pakujecie. Ja chcę wam pomóc, biorę na siebie cały ciężar. Ale nie, upierajcie się dalej. Pamiętajcie: gdy wy tu swoją dumę pokazujecie, dziecko marznie i choruje przez was.
Po tych słowach teściowa się rozłączyła. Katarzyna przysiadła obok, przytuliła Szymona i przypomniała sobie, jak to wszystko się zaczęło.
…A przecież na początku Lidia Janowa wydawała się miłą, gościnną, choć bardzo upartą kobietą. Przyjmowała Katarzynę w swoim domu z uśmiechem, choć ta jeszcze nie była jej synową. Stół uginał się od jedzenia, a gdy młodzi wyjeżdżali, teściowa wręczała im torby pełne produktów.
Szybko weszła w życie Katarzyny. Dzwoniła codziennie, pytała, czy wszystko w porządku, czy Szymon jej nie krzywdzi, zapraszała w gości. Pewnego razu choćby pomogła załatwić miejsce w szpitalu dla matki Katarzyny przez znajomych lekarzy. Katarzyna była jej za to ogromnie wdzięczna.
Ale dostrzegała też coś innego. Wystarczyło nie odebrać telefonu lub przerwać rozmowę w pośpiechu, a przyszła teściowa stawała się zupełnie inną osobą. Wtedy przez tygodnie nie dzwoniła pierwsza, rozmawiała z góry i wyraźnie oczekiwała przeprosin.
No tak, teraz tacy zajęci, iż już mnie nie potrzebujecie mówiła w takich chwilach urażonym tonem.
Katarzyna wtedy śmiała się, próbowała żartować, ale czuła, iż ta troska jest dziwnie przytłaczająca.
Lidia miała nie tylko syna, ale i córkę, Justynę. Siostra Szymona też budziła w Katarzynie mieszane uczucia. Justyna prawie się nie uśmiechała, wzdrygała się przy głośniejszych dźwiękach, zawsze starała się jak najszybciej zamknąć w swoim pokoju.
Katarzyna zrzucała to na wiek. Justyna miała wtedy zaledwie szesnaście lat. Pewnie nudziło jej się wśród starszych.
Czym Justyna się interesuje, jeżeli mogę spytać? zapytała raz Katarzyna przed świętami. Głowę sobie łamię, nie wiem, co jej dać w prezencie.
Niczym się nie interesuje odparła zirytowana Lidia. Całe dni wpatrzona w telefon. Wszystko jej nie tak, wszystko za trudne. Nic jej w życiu nie pasuje. Leń…
Wtedy Katarzyna zrozumiała, iż coś jest nie tak w relacji matki i córki. Jej własna mama nigdy by tak nie powiedziała. Zawsze chwaliła córkę i doskonale wiedziała, co jej się podoba.
Później Katarzyna utwierdziła się w przekonaniu, iż Lidia nie lubi Justyny. Teściowa potrafiła uśmiechać się do synowej, by zaraz krzyczeć na córkę za źle umyte naczynia. Złe towarzystwo, nieodpowiedni sposób bycia, niewłaściwa muzyka… A to tylko to, co Katarzyna widziała.
Nic dziwnego, iż w wieku osiemnastu Justyna nagle wyszła za mąż. Nie z miłości, ale by uciec z domu.
Co za głupia! oburzała się wtedy Lidia. Związała się z jakimś karłem. Myśli, iż szczęście tam znajdzie. Porzuci ją w miesiąc!
Ponieważ Justyna wyrwała się spod kontroli matki, cała uwaga teściowej skupiła się na Katarzynie i Szymonie. jeżeli wcześniej wydawała się synowej dobrą kobietą z dziwactwami, teraz Katarzyna nie wiedziała, gdzie się schować. Natrętne rady, niespodziewane wizyty, ciągłe pytania: kiedy wreszcie wnuki?. Pełen zestaw.
Kasiu, może pora rzucić ten twój sklep? Grosze ci płacą powiedziała raz Lidia. Załatwiłabym ci lepszą pracę przez znajomych. Lepsze warunki, wyższa pensja.
Katarzyna już wtedy wiedziała: wystarczy raz się zgodzić, a będzie wiecznie winna. Oczywiście niewdzięczna, bo teściowa będzie oczekiwać całkowitego podporządkowania. A w razie czego może równie łatwo zadbać, by Katarzynę zwolniono.
Nie, dziękuję, lubię swoją pracę. Mam fajny zespół odpowiedziała.
Lidia od razu nadęła się, zacisnęła usta i odwróciła do okna.
No, jak chcesz burknęła. Chcę dla was dobrze, żebyście nie żyli od pensji do pensji. Ale jeżeli nie chcesz iść do przodu, nic nie poradzę. Siedź dalej.
Co do Justyny, Lidia miała niemal rację. Małżeństwo nie rozpadło się w miesiąc, ale w półtora roku. I w tym czasie Justyna zdążyła urodzić.
Choć Katarzyna i Justyna nie były blisko, pewnego dnia siostra Szymona nie wytrzymała. Najpierw poprosiła o rady dotyczące małżeństwa, a potem rozpłakała się i zaczęła się zwierzać.
On prawie nie nocuje w domu skarżyła się. Mówi, iż u przyjaciół, ale nie jestem głupia…





