Chociaż Lucyna była wzorową synową i żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale także samą siebie – historia dziewczyny z domu dziecka, która trafiła pod skrzydła teściowej, wierząc w jej dobre intencje, a przez lata podporządkowywała się złotym radom o idealnej żonie, aż w końcu wyczerpana walką o perfekcję straciła zdrowie, wsparcie bliskich i zdecydowała się na rozwód

twojacena.pl 7 godzin temu

Chociaż Jagoda była idealną synową i oddaną żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale również samą siebie.

Jagoda dorastała w domu dziecka w Poznaniu. Miała zaledwie osiemnaście lat, gdy wyszła za mąż za Pawła Nowickiego. Nie miała pojęcia, co znaczy być żoną, nie miała wokół siebie kobiet z rodzin. Gdy przekroczyła próg bloku na Jeżycach, gdzie mieszkał jej mąż, łaknęła każdej wskazówki o tym, jak powinna się zachowywać jako żona. Najważniejszym autorytetem stała się dla niej teściowa, pani Danuta.

Jagoda słyszała masę anegdot o surowych polskich teściowych, ale naiwnie wierzyła, iż bez własnej mamy Danuta zastąpi jej matkę, da jej wsparcie i ciepło. Po części się nie myliła Danuta faktycznie nie chciała źle dla Jagody. Ale… los bywa przewrotny. Z werwą zabrała się za nauczanie synowej reguł rodzinnych, powtarzając na przykład: To żona jest winna, kiedy mąż zdradza.

A dlaczego? myślała Jagoda. Przecież to ten, kto zdradza, jest winny. Jednak logika okazała się inna. Według Danuty żona jest winna niewierności męża, bo zaniedbała siebie, straciła kobiecy czar. Teściowa nalegała, żeby Jagoda, choćby mając czterdzieści lat, trzymała talię jak osa, więc dziewczyna od razu zanotowała w zeszycie nie przytyć. Zapisała się na fitness do lokalnego klubu na Wierzbięcicach.

Chociaż Jagoda była szczupła, zaczęła odmawiać sobie wszystkiego, żeby czasem nie przytyć. Gdy uznała, iż zaliczyła ten sprawdzian, teściowa podrzuciła kolejną perłę mądrości: W porządnej rodzinie wszyscy pracują.

Jagoda nie śmiała protestować sama bardzo chciała mieć pracę. Była gotowa złapać każdą robotę. Gdy spytała Danutę, jak pogodzić pracę z urlopem macierzyńskim, ta wzruszyła ramionami: Urlop jest dla ciebie. Sama zdecyduj, co zrobisz!.

Tego nie zapisała, ale po kilku latach, gdy urodziła drugie dziecko, zaczęła na pół etatu pracować jako opiekunka w przedszkolu na Wildzie. Jagoda była zadowolona, ale Paweł i Danuta zaczęli narzekać, iż przynosi do domu za mało pieniędzy.

Wydawało się jej, iż jeżeli z tej niedużej wypłaty (1300 zł) odłoży na fryzjera, to świat się nie zawali. Ale wtedy usłyszała kolejne: W domu nie trzeba się stroić! Ładnie wyglądaj, gdy wrócisz do prawdziwej pracy. Teraz oszczędzaj!.

Całe swoje zarobki Jagoda oddawała Pawłowi. Przez wszystkie lata małżeństwa powtarzała się fraza: Dobra żona wszystko robi sama!.

I tak właśnie wyglądało jej życie Jagoda szorowała łazienkę, gotowała obiady, sprzątała po dzieciach, wieczorami szyła ubrania na maszynie. Padała z nóg, ale ogarniała wszystko samotnie. Zdarzało jej się zasłabnąć ze zmęczenia. Kiedy o 21 usypiała najmłodszą córkę Martę, szła jeszcze na dwie godziny do kuchni, szykować obiad na jutro. Paweł w tym czasie chrapał po swojej ciężkiej pracy, bo nosił kasę do domu.

Nic dziwnego, iż w końcu Jagoda wylądowała w szpitalu. Zbagatelizowała bóle brzucha, zlekceważyła objawy poważnej choroby. Przeleżała na oddziale interny ponad dwa tygodnie, a przez ten czas ani Paweł, ani Danuta choćby nie odwiedzili jej w szpitalu na Lutyckiej. Miała szczęście miała ze sobą telefon, zadzwoniła do swojej przyjaciółki, Basi, która przyniosła jej piżamę i kilka kanapek.

Gdy wróciła do domu po leczeniu, bez słowa złożyła w sądzie pozew o rozwód.

Idź do oryginalnego materiału