Czasami nie masz słów i wtedy pozostaje milczeć. Bo mowa jest srebrem, a milczenie wiadomo czym. Czyli zasada jest taka: zamiast mówić głupio, lepiej milczeć. Z zastrzeżeniem: byle nie za długo. Niech to będzie godzina, dwie, żeby ochłonąć, ale nie dzień, a już na pewno nie więcej. Bo ciche dni w związku to najgorsza opcja, to przemoc psychiczna. To jak C jak cisza, która nie buduje zrozumienia, ale hierarchię, czyli: ja nie mówię, a Ty płaszcz się w taki sposób, żeby było jak dawniej, normalnie. Dlaczego ciche dni w związku to objaw niedojrzałości relacji i kto najczęściej stosuje tę formę biernej agresji?

Ciche dni w związku czyli bierna agresja
Agresja nie wygląda zawsze jak uderzenie pięścią w miękkie podbrzusze. Nie zawsze jest to przemoc w wersji fizycznej. Czasami jest to bierna przemoc.
Bierną agresję często stereotypowo przypisuje się kobietom. Tymczasem obrażanie się, demonstracyjne milczenie czy wycofywanie kontaktu nie są zachowaniami zarezerwowanymi dla jednej płci. Sięgają po nie zarówno kobiety, jak i mężczyźni. O tym, czy milczenie staje się narzędziem manipulacji, nie decyduje płeć, ale intencja, powtarzalność zachowania i sposób traktowania drugiej osoby.
Jest bowiem tak, iż w świecie dorosłych, w których przemoc nie jest dopuszczalna po bierną agresję sięgają też mężczyźni. I to nie tak, iż obrażają się tylko kobiety, ale również panowie. To jeden z objawów i mechanizmów niedojrzałości, który szerzej pokazałam w scenie z życia w Alfabecie mężczyzny, który nie dorósł.
Oczywiście nie każda kobieta i nie każdy mężczyzna stosuje bierną agresję, ale są tacy, którzy właśnie to robią. I postępując tak, nieświadomie ranią lub całkiem świadomie próbują uderzyć w miękką tkankę związku. Konsekwencje niestety są przykre.
Do czego prowadzą ciche dni w związku?
Ciche dni w związku niszczą to, co przez lata się budowało. Nie w sposób dramatyczny, ale jednak znaczący, nadszarpują zaufanie, oddalają od siebie, uczą przemilczania, a nie rozwiązywania.
Taki mechanizm jest w wielu relacjach. Gdy coś się dzieje, nie ma rozmowy, jest milczenie. Zamykanie się na siebie.
To pewna forma odpuszczenia, w której zaczynamy rozumieć, iż się nie dogadamy, nie ma szans na porozumienie. Działa to jak skreślanie drugiej osoby i całej relacji też. Odmówienie wejścia do czyjegoś świata. Tego, który do tej osoby przecież należał, bo tak się umówiliśmy. To jak zatrzaśnięcie drzwi przed nosem.
Każdy kryzys, każda kłótnia może być szansą na pogłębienie relacji. Gdy pojawia się jednak odmowa, by pewne rzeczy przegadać, zrozumieć, to związek traci i to realnie, a nie fikcyjnie. Relacja nie wspina się na wyższe piętra, nie osiąga głębi, ciągle jest przed istotną próbą, której notorycznie nie zdaje.
Ciche dni, które stają się schematem w nie-rozwiązywaniu problemów to niestety smutny mechanizm niedojrzałości.
Jak objawia się cisza, która oddala?
Problemy należy rozwiązywać na bieżąco, mówić o kłopotach od razu. gdy coś nie pasuje, nie milczeć, artykułować i to jeszcze nie tak, żeby kogoś na siłę obwiniać i mówić mu przykrości, nie po to, aby wygrać spór, ale po to, aby wygrać relację.
Trzeba mieć naprawdę wiele pokory i samoświadomości, żeby potrafić to zrobić.
To umiejętność, której nie buduje się od razu. To się kształtuje przez lata dorosłego życia. I jeżeli nauczymy się tego, można mówić wtedy o wysokiej inteligencji emocjonalnej.
W przeciwnym razie mamy:
- trzaskanie drzwiami,
- głośne wzdychanie,
- znaczące miny,
- przewracanie oczami,
- niemówienie,
- podejście na zasadzie – jak kocha, to się domyśli,
- a może zgadnie,
- to również pojawiające się testy, czy będzie pamiętał/pamiętała.
Całkiem inny poziom jest wtedy, kiedy mówi się wprost, czego się potrzebuje i co jest ważne. Nie owija się w bawełnę, tylko się mówi. Wtedy mamy komunikację, a nie ciszę, która odbiera szansę na naprawdę dobry związek, a daje coś znacznie gorszego samotność we dwoje.
Ile mogą trwać ciche dni w związku?
Ważne pytanie, które warto tu zadać to ile mogą trwać ciche dni w związku. I dobrze dać odpowiedź, niestety nie wprost, ale myślę, iż taką, która wiele wyjaśnia.
Nie istnieje uniwersalna liczba godzin, po której milczenie automatycznie staje się przemocą. Istotniejsze jest to, czy ktoś jasno komunikuje potrzebę ochłonięcia i wraca do rozmowy, czy też celowo ignoruje drugą osobę, aby ją ukarać, wymusić przeprosiny albo przejąć kontrolę.
Milczeć też można bowiem znacząco. Można łagodnie, ale też agresywnie, widać to różnice po mowie ciała i po innych sygnałach, które w tym momencie się wysyła.
Mur budowany z ciszy
Gdy mamy w sobie zbyt wiele złości, to powiedzenie stop jest ok. Ale wtedy nie milczysz uparcie, przeciwnie mówisz, na przykład tak: “słuchaj, teraz jestem zdenerwowana, muszę odetchnąć, przemyśleć pewne rzeczy, wrócimy do tej rozmowy za kilka godzin”. To dobry krok.
Dajemy sobie czas, po to, aby nie wypowiedzieć tych kilku zbędnych słów, które później wracają latami.
Jednak jeżeli milczenie jest formą manipulacji, pokazaniem, kto tu rządzi, ostatnim argumentem, iż jesteś winny/winna, a teraz żebrz o wybaczenie, to mamy do czynienia z bardzo niedojrzałym i wyjątkowo szkodliwym mechanizmem.
I to jest sposób rozwiązywania sporu, który najczęściej nie rośnie w próżni. Pochodzi z okresu dzieciństwa, bywa też obserwowany jako mechanizm powielany po rodzicach. Uświadomienie sobie jego bardzo destrukcyjnego wpływu to pierwszy krok do lepszego i bardziej trwałego związku.
Milczenie może równie mocno niszczyć jak kłótnie, których nie chce się rozwiązywać w dorosły, dojrzały sposób.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o mechanizmie ustawiania hierarchii ciszą, zajrzyj do Alfabetu mężczyzny, który nie dorósł.
A o ile zależy Ci na naprawdę dobrych, głębokich relacjach, zapisz się do Listów Doroty i otrzymuj raz w tygodniu wiadomość na swoją skrzynkę pocztową. Tu możesz się zapisać.
Buduj dobry związek i pozbądź się destrukcyjnych mechanizmów!









