O świcie, mój ojciec jechał samochodem przez mglistą Warszawę, kierując się do pracy, gdy zatrzymał się przy stacji benzynowej z neonową kasą. Pośród dziwnie migoczących świateł, dostrzegł młodą dziewczynę imieniem Zuzanna, lat dziewiętnaście, z brzuchem pełnym nowego życia, która siedziała na krawężniku i błagała o wsparcie. Poprosiła go o pomoc, ale ojciec odparł, iż niestety nie ma przy sobie drobnych złotych monet, po czym już miał wsiąść z powrotem do auta, by odjechać w oniryczną dal.
Jednakże, w tajemniczy sposób, coś go zatrzymało i po chwili ponownie wysiadł z auta, pytając Zuzię, jak znalazła się w tej dziwnej sytuacji, jakby to była scena ze starego polskiego filmu. Dziewczyna opowiedziała o kłótni z rodzicami, którzy nie zaakceptowali jej wyborów zaszła w ciążę poza małżeństwem, przez co wyrzucili ją z domu. Ojciec spytał, czy ma jakąś pracę albo czy ktoś ją wspiera. Zuzanna odpowiedziała smutno, iż jest sama, bez grosza przy duszy i bez pomocy.
Po tej rozmowie w chłodnym wietrze, tata podjął surrealistyczną decyzję podarował jej wizytówkę i polecił zadzwonić nazajutrz. Następnego dnia Zuzanna wykręciła numer, a ojciec zaprosił ją do biura, gdzie przeprowadzili osobliwą rozmowę przypominającą senny teatrzyk. Po tygodniu Zuzanna rozpoczęła pracę; na początku jej obowiązkiem było odbieranie telefonów i drobne sprawunki, ale wszystko działo się jakby w marzeniu kartki, telefony, kręcący się ludzie.
Z czasem Zuzanna, prowadząc życie jak na falach Wisły, została jednym z zastępców dyrektora, a dziś ma swoją własną, małą rodzinę i radzi sobie znakomicie, jakby czar snu wciąż nad nią czuwał.






