Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co ostatnio mnie naprawdę wyprowadziło z równowagi. Jestem w związku małżeńskim od dziesięciu lat, mieszkam z mężem w Warszawie, mamy mieszkanie na kredyt hipoteczny, który jeszcze spłacamy. Trochę się boimy mieć dzieci, chcemy najpierw się ustabilizować, żeby móc im coś zaoferować. Mam brata, nazywa się Piotr. On też jest żonaty, jego żona to typowa Zuzanna taka, której imię znajdziesz tylko w Polsce.
Oni mieszkają w swoim jednopokojowym mieszkaniu, Piotr zapiernicza w dwóch miejscach, a dodatkowo dorabia jeszcze na pół etatu. Zuzanna nie pracuje ona tylko rodzi dzieci jak króliki. Mają już trójkę, jest w ciąży z czwartym i snuje plan na piąte dziecko.
Oprócz dzieci mają jeszcze narobione długi na AGD. Ja z mężem Michałem często im pomagamy. Raz kasy, raz jakąś paczkę z jedzeniem zrobimy. Czasem Zuzanna ma czelność coś wymagać, zamiast prosić, rozumiesz?
No i wtedy trzeba ją sprowadzić na ziemię i odmówić, choć potem ona z Piotrem się obrażają jak dzieci w piaskownicy, a po kilku tygodniach znów przychodzą z kolejną prośbą. Ostatnio przyszła z tekstem: „Skoro ty i Michał nie macie dzieci, a my zaraz czwórkę, powinniście oddać nam swoje mieszkanie”.
Pytam ją zdziwiona: „To gdzie my pójdziemy, do waszego jednopokojowego?” A ona na to: „Wy wynajmiecie swoje mieszkanie, a my zamieszkamy u was. Wasza rata kredytu i czynsz będą za nas.” Myślałam, iż się przewrócę. „Chcesz powiedzieć, iż my będziemy spłacać kredyt i wynajmować mieszkanie dla was?” „No jasne. Kiedy się wyprowadzicie?” pyta z tą swoją pewnością siebie.
Mówię jej, żeby się opamiętała i iż jej miejsce nie jest w moim domu, tylko chyba w szpitalu psychiatrycznym. Powiedziałam, żeby się wyniosła, na co ona rzuciła, iż wtedy pójdzie i usunie dziecko, a ja będę winna. Wyszła obrażona, a potem rzeczywiście to zrobiła jeszcze tego samego dnia, po cichu, w trzecim miesiącu. Ledwo lekarze ją odratowali.
O drugiej nad ranem Piotr wpadł do szpitala i zaczął mnie obwiniać. Michał od razu zareagował, ochłodził go i wyprosił z mieszkania. Od tamtej pory nie mam już brata. To wszystko przez brak granic do dziś nie wiem, czy to był dobry ruch, ale chyba nie mieliśmy wyjścia.
