Ciocia Rita – Opowieść o 47-letniej samotnej warszawiance, która niespodziewanie odmienia swoje życie, pomagając chorej sąsiadce i jej dzieciom, odkrywając przy tym sens istnienia, euforia z bycia potrzebną i nową rodzinę – historia o przebudzeniu sumienia, drodze do dobra i sile ludzkiej życzliwości.

newskey24.com 1 dzień temu

Ciocia Rita

Mam 47 lat. Jestem zwyczajną kobietą. Można by powiedzieć szara myszka. Ani ładna, ani zgrabna. Samotna. Nigdy nie byłam zamężna i nie mam na to ochoty. Uważam, iż faceci są tacy sami myślą tylko o jedzeniu i o tym, żeby poleżeć na kanapie. Zresztą nikt mi nigdy nie proponował choćby randki, nie mówiąc o małżeństwie. Moi rodzice, już staruszkowie, mieszkają w Olsztynie.

Jestem jedynaczką, bez rodzeństwa. Mam trochę kuzynostwa, ale nie utrzymuję z nimi kontaktu. Nie mam na to ochoty. Od piętnastu lat mieszkam i pracuję w Warszawie. Pracuję w biurze, dzień w dzień praca, dom. Mieszkanie w blokowisku, zwykłe, szare.

Jestem zgryźliwa, cyniczna, nikogo nie kocham. Nie lubię dzieci. Raz w roku na święta jadę do rodziców do Olsztyna odwiedzić ich w Nowy Rok. Tak też było w tym roku. Po powrocie postanowiłam wysprzątać lodówkę. Wywalić wszystkie stare zamrożone rzeczy pierogi, kotlety. Kupowałam czasem, potem stały. Zebrałam wszystko w pudełko, postanowiłam wyrzucić. Zamówiłam windę, a tam stał chłopiec, może siedem lat. Widziałam go kilka razy z matką i jakąś malutką dziewczynką. Pomyślałam o, znowu ktoś „przyniósł sobie z ulicy”. Patrzył na moje pudełko jak zahipnotyzowany. Wyszliśmy, idę do kontenera, a on za mną. Delikatnym głosem pyta: „Czy mogę to wziąć?” Mówię to stare rzeczy. Ale w końcu pomyślałam chce, niech bierze, nie jest przecież zepsute. Odchodząc od śmietnika, spojrzałam przez ramię. Chłopiec ostrożnie zbierał reklamówki i ściskał je do piersi jak skarb. Pytam: „A gdzie mama?” „Chora” odpowiada. „Siostrzyczka też. Nie mogą wstać.” Odwróciłam się i wróciłam do mieszkania. Zrobiłam sobie kolację.

Siedziałam i myślałam. Coś mnie poruszyło. Nie dawał mi spokoju ten maluch. Nigdy nie miałam ochoty nikomu pomagać. Ale coś mnie popchnęło wzięłam wszystko, co miałam w domu: kiełbasę, żółty ser, mleko, ciastka, ziemniaki, cebulę, kawałek mięsa z zamrażalnika. Wyszłam, zorientowawszy się przy windzie, iż nie wiem nawet, na którym piętrze mieszkają. Wiem tyle, iż wyżej. Zaczęłam chodzić po piętrach. Po dwóch piętrach otworzył mi właśnie ten chłopak. Chwilę nie wiedział, po co przyszłam, potem się odsunął bez słowa, wpuszczając mnie do środka. W mieszkaniu było bardzo biednie, ale aż zadziwiająco czysto.

Leżała na łóżku skulona, obok dziecka. Na stole miska z wodą i ścierka. Widocznie gorączka, próbowała zbić okładem. Dziewczynka spała, w piersi coś jej bulgotało. Zapytalam chłopca o leki pokazał garść starych, przeterminowanych tabletek, które dawno powinni wyrzucić. Podeszłam do kobiety, dotknęłam czoła gorące jak piec. Otworzyła oczy, patrzy na mnie nieprzytomnie. Zaraz potem siada nagle: Gdzie Antoś? Wyjaśniłam jej, iż jestem sąsiadką. Zapytałam o objawy jej i dziecka. Zadzwoniłam po pogotowie. W oczekiwaniu na karetkę dałam jej herbatę z kiełbasą. Jadła łapczywie, widać była bardzo głodna. Jak ona jeszcze karmiła piersią?

Lekarze przyjechali, zapisali lekarstwa i zastrzyki dziewczynce. Poszłam do apteki, kupiłam wszystko. Weszłam do sklepu, wzięłam mleko, jedzenie dla dzieci. Kupiłam choćby zabawkę jakąś śmieszną jaskrawożółtą małpkę. Nigdy nie kupowałam prezentów dla dzieci.

Ona ma na imię Weronika, 26 lat. Urodziła się pod Płockiem, choćby dalej, gdzieś na wiosce. Mama z babcią rodowite warszawianki, ale mama wyszła za chłopa spod Płocka. Tam zamieszkała, pracowała w jakimś zakładzie. Ojciec był technikiem. Gdy Weronika się urodziła, ojca zabił prąd w pracy. Mama została z dzieckiem i bez grosza. Zaraz przyszły dobre sąsiadki i znajomi. Mama w dwa lata się stoczyła. Sąsiedzi znaleźli babcię w Warszawie, ta zabrała Weronikę do siebie. Babcia była małomówna, skąpa i dużo paliła.

W wieku 16 lat Weronika poszła pracować do najbliższego sklepu spożywczego najpierw na rozładunek towaru, potem na kasę. Po roku babcia zmarła. Weronika została sama. W wieku 18 lat miała chłopaka obiecywał ślub, ale gdy zaszła w ciążę, uciekł. Pracowała do samego rozwiązania, odkładając każdy grosz, bo wiedziała, iż nie ma nikogo do pomocy. Gdy urodziła, już po miesiącu zostawiała syna samego i sprzątała klatki schodowe. Dziewczynka pojawiła się, gdy jej szef w sklepie, gdy już syn podrósł i wróciła do pracy, zgwałcił ją wieczorem, potem robił to wciąż, grożąc, iż zostanie bez pracy. Kiedy odkrył, iż jest w ciąży, wręczył jej 3 tysiące złotych i kazał nie przychodzić więcej do pracy.

Taką historię opowiedziała mi tego wieczoru. Podziękowała i zapytała, czy może mi się odwdzięczyć sprzątaniem albo gotowaniem. Odpowiedziałam, iż nie trzeba i wyszłam. Tej nocy nie spałam. Myślałam. Po co żyję i dlaczego taka jestem? Czemu nie dbam o rodziców, nie dzwonię do nich? Nikogo nie kocham. Nic nie czuję. Odkładam pieniądze, mam sporą sumę i co z tego, jak nie mam na co wydawać? A tu inni mają pustą lodówkę i chorują.

Rano przyszedł Antoś, podał mi talerz z plackami i wybiegł. Stałam na progu z tym talerzem, a od ciepłych placków coś zaczęło się we mnie odmrażać. Miałam ochotę płakać, śmiać się i jeść naraz.

Niedaleko mojego bloku leży małe centrum handlowe. Poszłam do właścicielki butiku z ubrankami dziecięcymi; nie wiedząc nawet, jaki rozmiar powinna mieć dziewczynka, pozwoliła mi wejść do sklepu razem. Nie wiem, czy chciała zarobić, czy wzruszyła się moją troską. Po godzinie miałam cztery wielkie torby z ubraniami dla dzieci. Kupiłam koce, poduszki, pościel. choćby witaminy. Poczułam się potrzebna.

Minęło już dziesięć dni. Dzieci mówią do mnie ciociu Rita. Weronika jest zdolna moje mieszkanie zmieniło się, stało się przytulne. Zaczęłam dzwonić do rodziców. Wysyłam sms-y o treści POMOC dla chorych dzieci. Nie rozumiem już, jak kiedyś żyłam. Codziennie po pracy biegnę do domu, bo wiem, iż ktoś na mnie czeka. I jeszcze Na wiosnę jedziemy do Olsztyna, wszyscy razem. Bilety na pociąg już mamy…

Idź do oryginalnego materiału