Co dzieci opowiadają o rodzicach? "Do mamy przyjechali policjanci na kawę"

gazeta.pl 1 godzina temu
Dzieci są bacznymi obserwatorami. Swoimi obserwacjami, ale i nie zawsze słusznymi interpretacjami, chętnie dzielą się z kolegami, koleżankami czy przedszkolnymi nauczycielkami. A te ostatnie nie zawsze wiedzą, kiedy wyznanie jest prawdą, a kiedy tylko fascynującą historią.
- Wierzyć czy nie wierzyć? Znając mojego syna i jego wybujałą wyobraźnię, czasem naprawdę boję się tego, co opowiada o nas w przedszkolu. Kilka dni temu w przedszkolnej szatni jakieś dziecko uraczyło mnie historią o tacie, który pierdzi i ma już dziurę w majtkach. Było zabawnie, ale potem przyszło otrzeźwienie i pytanie: co opowiada mój pięciolatek o swoich rodzicach? Bo to, iż mówi, jest więcej niż pewne - dodaje moja rozmówczyni.

REKLAMA







Zobacz wideo Czy Roxie Węgiel wciąż czuje się traktowana jak dziecko? "Ta 13-latka dojrzała" [materiał wydawcy kobieta.gazeta.pl]



Fantazja, szczerość? A może coś zupełnie innego?
Nie od dziś wiadomo, iż dzieci mogą pochwalić się bujną wyobraźnią, kreatywnością i szczerością. - To wydarzyło się wiele lat temu, ale pamiętam do dziś. Moja córka powiedziała pani w przedszkolu, iż jesteśmy biedni. Potem nauczycielka wzięła mnie na stronę i wypytywała o nasze problemy. Nie wiedziałam dlaczego. Dopiero po kilku dniach wszystko się wyjaśniło, a z tą biedą to było zupełnie inaczej. Jak była chora głaskałam ją po pleckach i mówiłam: "Biedna Alusia" - opowiada pani Renata, dziś 58-letnia kobieta, która przyznaje, iż ta sytuacja nauczyła ją, żeby nie brać na poważnie tego, co mówią dzieci.
Sobota rano, dopiero co otworzyłam oczy i moje dziecko uraczyło mnie opowieścią o swoim koledze Leonie, a adekwatnie jego mamie. Ponoć do niej na kawę przyjechali policjanci, a jeden z nich zamknął się z mamą Leona w łazience. Szczegółów nie znam, w sumie to choćby nie chce znać, ale naprawdę strach pomyśleć, co te nasze maluchy opowiadają w przedszkolu
- zaznacza pani Ania i dodaje, iż ona co prawda tych rewelacji nie komentuje, ale ma prośbę, a adekwatnie apel do innych rodziców. - Staram się puszczać mimo uszu to, co opowiada mi dziecko. Innych proszę o to samo - dopowiada kobieta.


Złota zasada: "Drodzy Rodzice! Nie wierzcie we wszystko"
- Na jednym z pierwszych spotkań w przedszkolu, takich organizacyjnych, nauczycielka przyszła do nas, rodziców z pewnym apelem. Powiedziała: 'Drodzy Rodzice! Nie wierzcie we wszystko, co mówią wam dzieci o nas, tak jak ja i inne panie nauczycielki obiecujemy, iż nie będziemy wierzyć we wszystko, co mówią nam o was'. Wtedy się z tego śmiałam, dziś twierdzę, iż jednak jest w tym wiele prawdy - opowiada ze śmiechem pani Kinga, mama czteroletniego Tadzia z grupy Motylków.
O tym, iż maluchy opowiadają przeróżne historie, czasem straszne, czasem śmieszne, wiedzą także sami nauczyciele.



Dzieci gadają o wszystkim, ale bez większego ładu i składu. O tym, iż mama maluje się i wraca późno w nocy, iż tata do obiadu pije piwo, iż w domu nie mają lodówki i nie mogą gotować. Takich historii jest naprawdę ogromna ilość
- opowiada w rozmowie z nami pani Gosia, nauczycielka wychowania przedszkolnego pracująca w jednej z toruńskich placówek. - Tu uprzedzam i uspokajam rodziców, iż my, nauczycielki w żłobkach i przedszkolach, nie łykamy wszystkiego jak przysłowiowe pelikany. Dzieci mają naprawdę bujną fantazję, lubią nieco podkolorować sytuację, często dodając dramaturgię i wymyślając niestworzone rzeczy. Coś usłyszą, coś zobaczą, połączą kilka faktów - opowiada moja rozmówczyni.


A Ty? Czy byłaś/eś świadkiem żenującej sytuacji z udziałem Twojego dziecka? Masz ochotę podzielić się swoją historią? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału