Córka napisała kartkówkę najlepiej w klasie. Zamiast pochwały, spotkała ją kara

mamotoja.pl 20 godzin temu
Zdjęcie: Kara za dobrą ocenę fot. AdobeStock/


Szkoła powinna być miejscem, które ma wzmacniać dzieci. Tymczasem moja córka wróciła pewnego dnia ze szkoły blada, z drżącym głosem. „Mamo, pani powiedziała, iż muszę dzisiaj jeszcze raz odpowiedzieć – na głos, przy biurku. Bo nie wierzy, iż sama napisałam kartkówkę”.

„Przecież ty nigdy tak dobrze nie piszesz”

Nie będę udawać – moja córka nigdy nie była „tą najlepszą”. Z matematyką jej się nie układało. Trójki, czasem czwórki, sporo stresu i niepewności. Ale tym razem naprawdę siadła. Kilka wieczorów, dużo ćwiczeń, trochę mojej pomocy i jej uporu. Widziałam dumę w jej oczach, kiedy mówiła, iż „chyba pierwszy raz wszystko rozumiała”.

Kiedy przyszła z wynikiem – piątka, najlepsza w klasie – świętowałyśmy. To była ta jedna chwila, kiedy wreszcie uwierzyła, iż może. A następnego dnia poszła do szkoły.

„To niemożliwe, żebyś sama to napisała. Ty nigdy tak dobrze nie piszesz” – usłyszała. I zamiast gratulacji, dostała wezwanie do biurka. Miała jeszcze raz – ustnie – odpowiedzieć na pytania z kartkówki. jeżeli nie odpowie tak samo dobrze, ocena nie zostanie uznana.

To nie była rozmowa. To był egzamin. Sam na sam, z napięciem, jakiego dorosły czasem nie udźwignie.

Sukces, który trzeba było „udowodnić”

Moja córka siedziała przy biurku i odpowiadała. Dłonie jej drżały, głos się łamał. Wiedziała, iż każde potknięcie będzie dowodem winy. I iż cała jej praca może pójść na marne.

„Mamo, czułam się jak oszustka, choć nic złego nie zrobiłam” – powiedziała wieczorem. To zdanie najbardziej rozdarło mi serce.

Bo kara w tej historii nie polegała na tym, iż odebrano jej ocenę. Kara polegała na braku zaufania. Na zawstydzeniu. Na publicznym podważeniu jej wartości. I na tym, iż dziecko musiało udowodnić swoją niewinność tylko dlatego, że… poradziło sobie lepiej niż zwykle.

Dzieci bardzo gwałtownie uczą się, iż lepiej się nie wychylać

Patrzę na to od lat – jako mama, redaktorka, obserwatorka świata rodziców. Dzieci uczą się błyskawicznie:

  • jeśli jesteś słaby – masz wsparcie,
  • jeśli nagle ci wychodzi – budzisz podejrzenia.

To nie jest opowieść o jednej nauczycielce. To historia o systemie, w którym sukces dziecka, które dotąd miało trudności, traktuje się jak błąd w matrycy. A przecież rozwój wygląda właśnie tak: najpierw długo jest trudno. A potem – czasem nagle – zapala się światło. Czy naprawdę chcemy je gasić pytaniem: „Na pewno sama to zrobiłaś?” I czy zdajemy sobie sprawę, jak głęboko zapada w dziecko doświadczenie, w którym zaufanie trzeba dopiero „zarobić”?

Co powiedziałam mojej córce–— i co mówię dziś sobie

Wieczorem usiadłyśmy razem. Powiedziałam jej, iż jej praca ma wartość. Że to, co zrobiła, było prawdziwym wysiłkiem. I iż dorosłym też zdarza się popełniać błędy – także te, które ranią.

Czy ocena została uznana? Tak, po ustnym odpytywaniu. Ale ta historia nie skończyła się wtedy. Skończyła się dopiero, gdy zobaczyłam, iż moja córka przed kolejną kartkówką… nie chciała już się starać. „Bo jak mi wyjdzie za dobrze, to znowu mnie wezmą do odpowiedzi”. I to jest dla mnie najboleśniejsze. Bo szkoła ma uczyć wiedzy – ale też zaufania do siebie. A tego dnia nauczyła jej czegoś odwrotnego: iż choćby kiedy robisz wszystko dobrze, możesz zostać postawiona pod ścianą.

Sukces nie powinien być podejrzany

Dlatego piszę ten tekst – nie po to, by atakować nauczycieli. Piszę go po to, żeby przypomnieć: dzieci rosną w zaufaniu. A kiedy odbieramy im prawo do dumy z własnej pracy, zostawiamy w nich ślad, który zostaje na długo.

Jeśli Twoje dziecko pewnego dnia wróci dumne z piątki – uciesz się razem z nim. Zapytaj, jak do tego doszło, co pomogło, czego się nauczyło. I jeżeli kiedyś ktoś zakwestionuje ten sukces – bądź po jego stronie. Bo dzieci wcale nie potrzebują, żebyśmy je chronili przed porażką. Potrzebują, żebyśmy nie karali ich za to, iż wreszcie im wyszło.

Idź do oryginalnego materiału