Basia od pierwszego dnia mieszkała w przytułku dla dzieci w Warszawie.
Na świat przybyła pod dach starej kamienicy, gdzie wraz z babcią, którą znała od pierwszych wspomnień, spędzała szczęśliwe lata. Mamy nie pamiętała nikt nie wspominał jej imienia. Babcia powtarzała, iż matka wyjechała daleko i nie wróci, więc Basia nazywała ją mamą i z zapałem próbuje dorosnąć, bo babcia mawiała:
Gdy już będziesz duża, razem będziemy prowadzić dom.
Małe rączki Basię nie zniechęcały: zmywała naczynia, zamiatała podłogi. Miała pięć lat, a serce już czuło się dorosłe.
Kiedy babcia nagle zachorowała, przyjechała karetka, a obok niej nieznajoma ciotka z garbem pełnym dokumentów. Zabrała Basję do domu dziecka.
Tam jednak nie było tak źle. Dzieci biegały po korytarzach, a pielęgniarkiopiekunki tuliły je w ramionach. Basia tęskniła jednak za swoim domem, za kotkiem Łukaszem i psem Burek, za zapachem domowego piernika i ciepłem babci. W snach wyobrażała sobie, iż drzwi pokoju otworzą się, a babcia wkroczy z uśmiechem:
No, pomocniczko, jedziemy do domu, bo Łukaszek już na Ciebie czeka!
Lecz pielęgniarka Pani Ania wyjaśniła Basi, iż babci już nie ma i trafiła na niebo. Dziewczynka po raz ostatni pojąła, iż cud powrotu do babci nie zdarzy się nigdy.
Mimo to Basia wciąż wierzyła w cud. Babcia zawsze powtarzała:
Cuda się spełniają, jeżeli naprawdę w nie uwierzemy.
Babcia nazywała wszystko cudem. Kiedy przychodziła sąsiadka, ciotka Aniela, i przynosiła Basi cukierki, babeczki albo zabawki, babcia mówiła:
Widzisz, Basieńko, to cud ludzkości dobroć, które przychodzi niespodziewanie.
Te słowa Basia zachowała w sercu. Gdy pielęgniarka Pani Ania wyciągała z kieszeni karmelkę i podawała ją Basi, dziewczynka promiennie się uśmiechała, całowała opiekunkę w policzek i mówiła:
Dziękuję, Pani Aniu, za cud.
Pani Ania odwzajemniała uśmiech i całowała Basię w skronię:
Nasz cud!
Minęło pół roku. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Basia z innymi wycinała płatki śniegu i ubrała choinkę. Wszyscy śmiali się i bawili.
Pewnego wieczoru, przy przygotowaniach, Pani Ania przyciągnęła Basię na bok i, szeptem, rzekła:
Nowy Rok niesie różne cuda. Napisz na kartce, czego najbardziej pragniesz, połóż pod poduszkę, a spełni się to na pewno!
Basia wzięła starą kartkę, którą uratowała z domu babci razem z zabawkami, i napisała: Chcę do domu. Nie było innego życzenia.
W przytułku było dobrze, ale nie było jej własnego łóżka z babciną kołdrą, nie było pieca, w którym babcia piekła pyszne ciasta, nie było domu. Basia potrzebowała domu natychmiast.
Zgięła kartkę na pół i zamiast pod poduszkę włożyła ją do kieszonki swojego pluszowego misia, którego podarowała jej kiedyś ciotka Aniela.
Najważniejsze, mawiała babcia, to bardzo pragnąć i wierzyć.
Basia wierzyła.
Cud jednak nie nadchodził, a dziewczynka z niedowierzaniem patrzyła w sufit, choć serce biło mocno. W kwietniu, w słoneczny wiosenny dzień, cud w końcu się zjawił.
Basia siedziała przy oknie, patrząc na podwórko, gdzie uliczny sprzątacz, dziadek Jan, zamiatał chodnik. Nagle w progu pojawiła się lekko podniecona Pani Ania:
Basieńko, idźmy, dyrektor nas wzywa do gabinetu.
Basia zeskoczyła z parapetu i podbiegła do opiekunki:
Aniu, czy coś zrobiłam źle? zapytała, drżąc.
Nie, kochanie, nic! Chodź, przyjechali! odpowiedziała, poprawiając Basi włosy.
Basia zadrżała:
Kto?
Zaraz zobaczymy odparła Pani Ania, chwytając dziewczynkę za rękę.
W gabinecie dyrektorki, pani Marii Kowalskiej, Basia natychmiast rozpoznała ciotkę Anielę.
Aniela! krzyknęła, rzucając się w jej ramiona.
Basieńko, moje słoneczko! zawołała ciotka, przytulając ją mocno.
Ciotko, jedziemy do domu? otworzyła szeroko oczy, patrząc na nią.
Oczywiście, jedziemy! I na pewno! wycierała łzy dłonią.
Usiadła Basia na sofie, a Aniela usiadła obok.
Basieńko powiedziała niepewnie, ale z nadzieją w głosie od dzisiaj będziemy mieszkać razem. Wujek Wojtek też na Ciebie czeka. Będziesz naszą córką. Zgadzasz się? spojrzała w dziewczynkę, wyczekując odpowiedzi.
Basia rzuciła się w objęcia ciotki, przyczepiając się do jej płaszcza. Oczywiście, iż się zgodziła. Zawsze kochała zarówno Anielę, jak i wujka Wojtka, traktowała ich jak rodzinę babci.
Następnego ranka Basia i ciotka Aniela ruszyły w drogę do domu. Stały przy wejściu przytułku, czekając na taksówkę.
Tłumy ludzi zbierały się, by pożegnać ich z radością. Pani Ania wycierała łzy chusteczką i uśmiechała się.
Basia podziękowała ciotce, chwyciła misia i podbiegła do Pani Ani:
Dziękuję, Aniu, iż podpowiedziałaś mi życzenie na Nowy Rok! podniosła przed nią starą, złożoną na pół kartkę.
Pani Ania rozwinęła ją i ujrzała wielkimi literami: CHCĘ DO DOMU.
Pani Ania przytuliła Basię, pocałowała w skronię i rzekła:
Widzisz? Mówiłam, iż cuda się spełniają, gdy w nie mocno wierzemy!











