Wyobraź sobie, co się stało…
Kasia wyszła ze szpitala z malutkim synkiem na rękach. Nie stał się żaden cud. Jej rodzice nie przyszli na powitanie. Słońce grzało mocno, wiosenne, a ona opatuliła się w za dużą już kurtkę, chwyciła w jedną rękę reklamówkę z rzeczami i dokumentami, a drugą poprawiła dziecko i ruszyła w nieznane.
Nie miała pojęcia, dokąd się udać. Rodzice kategorycznie zabronili jej wracać z dzieckiem do domu, matka wręcz żądała, żeby podpisała zrzeczenie się praw rodzicielskich. Ale Kasia sama wychowała się w domu dziecka, jej matka porzuciła ją dawno temu, więc dziewczyna postanowiła, iż nigdy nie odda swojego dziecka, nieważne jak ciężko będzie.
Dorastała u rodziny zastępczej w małym miasteczku niedaleko Łodzi. Opiekunowie traktowali ją w porządku, jak córkę czasem choćby rozpieszczali, przez co nie nauczyła się samodzielności. Im się nie przelewało, a choroby były na porządku dziennym. Teraz Kasia rozumiała, iż sama jest winna temu, iż jej synek nie ma ojca.
Wydawał się być poważny ten chłopak mówił, iż ją przedstawi rodzicom. A gdy Kasia oznajmiła, iż jest w ciąży, stwierdził, iż to nie czas na pieluchy, wstał i wyszedł. Telefon ucichł, pewnie zablokował jej numer.
Kasia westchnęła ciężko. Nikt nie jest gotowy. Ani ojciec dziecka, ani moi rodzice. Ale ja jestem. Za synka odpowiadam ja pomyślała.
Usiadła na ławce, wystawiła twarz do słońca. Dokąd teraz? Wspominano gdzieś, iż są jakieś ośrodki dla samotnych matek, ale Kasia wstydziła się pytać o szczegóły miała nadzieję, iż rodzice w końcu po nią przyjadą. Ale nie pojawili się…
Planowała, iż pojedzie na wieś do babci, tam ją przygarną. Pomoże w ogródku, póki jest zasiłek, a później jakoś znajdzie sobie pracę. Musi się udać. Tak sobie wymyśliła tylko jeszcze w komórce sprawdzi, skąd jeżdżą autobusy na wieś. Babcie z reguły są dobre, więc chyba jej się poszczęści. Przerzuciła śpiącego maluszka wygodniej i schyliła się po telefon, przez co niemal weszła pod samochód na pasach.
Za kierownicą siedział starszy pan, siwy, postawny. Wyskoczył z auta i zaczął krzyczeć na Kasię, iż nie patrzy dokąd idzie, iż przez nią on pójdzie na starość do więzienia. Kasia wystraszyła się, w oczach stanęły łzy dziecko poczuło jej niepokój i rozpłakało się.
Dokąd idziesz z takim maleństwem? spytał trochę łagodniej. Kasia przez łzy odpowiedziała, iż sama nie wie.
Wsiadaj do auta, pojedziesz ze mną zaproponował. Uspokoisz się, przemyślisz na spokojnie, co dalej. No chodź, maluch płacze. Tak w ogóle to jestem Konstanty Dąbrowski, a ty?
Kasia…
No to wsiadaj, Kasiu, pomogę ci.
Konstanty zabrał ją do swojego mieszkania w Łodzi. Dał jej własny pokój, żeby mogła spokojnie nakarmić synka. Miał duże, trzypokojowe mieszkanie. Pampersów zabrakło, więc Kasia poprosiła Konstantego, żeby poszedł do sklepu i podała mu cienki portfelik ze swoimi ostatnimi złotówkami.
Nie, nie, pieniądze wydaję tylko na was odmówił. Mi i tak już kilka trzeba.
Pobiegł do sąsiadki lekarki na piętrze, licząc, iż jest w domu. Miała właśnie wolny dzień, więc gwałtownie zadzwoniła gdzie trzeba, przygotowała solidną listę rzeczy i dała Konstantemu.
Gdy wrócił z siatkami do mieszkania, Kasia spała na pół-siedząco, z głową opartą o poduszkę, a malec rozbudzony wodził oczkami po pokoju. Konstanty umył ręce i wziął synka na ręce, żeby młoda mama mogła się zdrzemnąć.
Ledwo zamknął drzwi, Kasia się przebudziła i nie widząc dziecka, zaczęła krzyczeć. Konstanty wszedł do pokoju z uśmiechem i zapewnił, iż tylko chciał dać jej się wyspać. Pokazał wszystkie zakupy i pomógł dziecku zmienić pieluszkę.
Za chwilę przyjdzie sąsiadka doktor, wszystkiego was nauczy i umówi jutro wizytę pediatry obiecał.
Konstanty usiadł z Kasią i spokojnie rozpoczął rozmowę:
Żadnej wsi, żadnej babci, zostań tu u mnie. Miejsca wystarczy. Jestem wdowcem, nie doczekałem się dzieci ani wnuków, na emeryturze i jeszcze trochę sobie dorabiam. W tym pustym domu jest mi po prostu smutno a wam będzie bezpiecznie.
A miał pan dzieci? spytała cicho.
Miałem syna, kochał motocykle. Pracowałem na platformach na północy kraju, pół roku w pracy, pół roku w domu. Syn był na studiach, miał dziewczynę. W ostatniej klasie chcieli się pobrać, bo spodziewali się dziecka. Czekali na mnie, żeby zrobić wesele. Ale syn zginął na motorze dosłownie przed moim powrotem. Żona po pogrzebie już się nie podniosła Straciłem kontakt z synową, choć mam jej zdjęcie i wiedziałem, iż miała urodzić moje wnuczę. Szukałem jej długo, bez skutku Dlatego, Kasiu, zostań. Chociaż raz jeszcze poczuję, jak to jest mieć rodzinę. Jak synka nazwałaś?
Nie wiem dlaczego, ale bardzo podoba mi się imię Sawa. Tak nietypowo u nas
Sawa?! To imię mojego syna! A choćby ci nie mówiłem! No to mi niesamowitą euforia sprawiłaś Kasiu, zostajesz?
Z ogromną chęcią! Wychowałam się w domu dziecka, potem rodzina zastępcza, ale przyjęli mnie, a mojego synka już nie. Dlatego zostałam pod szpitalem bez nikogo. Dzięki nim miałam porządne życie, skończyłam technikum, niczego mi nie brakowało Chociaż gdybym wyszła z domu dziecka, dostałabym własne mieszkanko. Moja biologiczna mama zostawiła mnie pod bramą w nocy, owinęła w kocyk, a na szyi zostawiła mi łańcuszek z medalikiem.
To idź się przebierz, w sklepie kupiłem ci też trochę ubrań, potem zajmiemy się maluchem i mieszkaniem. Wanienkę trzeba wyszorować, sąsiadka pokaże, jak kąpać. A potem zjemy coś solidnego, bo mama musi dużo jeść, żeby mieć mleko.
Kasia wróciła w nowej bluzie, a Konstanty zwrócił uwagę na jej medalion.
To ten, który mama ci zostawiła? zapytał.
Tak przyznała i wyciągnęła malutki medalik.
Konstantemu zmiękły nogi, omal się nie przewrócił. Gdy w końcu doszedł do siebie, poprosił Kasię o medalion.
Otwierałaś go kiedyś?
Nie, nie ma żadnych zaczepów
Ten medalik sam zamawiałem dla mojego syna. Otwiera się w nietypowy sposób pokazał jej, jak rozsunąć medalion. W środku była maleńka kępka włosów.
To włosy mojego syna, sam wkładałem. Kasiu, ty to moja wnuczka?
Zrobimy jeszcze badanie DNA, żeby pan był pewien! powiedziała z uśmiechem.
Nie trzeba! Jesteś moją wnuczką, to mój prawnuk i nie wracajmy już do tego tematu. Zresztą coś w twojej twarzy dobrze mi znane Mam zdjęcie twojej mamy, pokażę ci kiedyś rodziców!
Opowiadała ci to Zosia Ławniczak.
















