No więc dziś wkurw.
Przeczytałam gdzieś, iż uczucie, z którym najwięcej terapeutów ma problem, to znaczy nie przyznaje się, iż go czuje, to właśnie wkurw, przepraszam – gniew.
No więc ja nie mam z tym problemu:D
Wkurw mnie targa dziś od rana, stój, gdzieś tak od godziny pierwszej, kiedy otworzyłam pracowego maila. Bo te szuje …
(tak jak kocham moją pracę, tak z samą instytucją mam relacje, powiedzmy, zróżnicowane)
… napisałam i wycięłam, bo przecież nie będę wchodzić w szczegóły na publicznym blogu. W każdym razie haery grają nieczysto i będę musiała powiedzieć nie, ale to nieprzyjemne jest bardzo, naprawdę nie chce mi się sprawdzać ich co chwila, czy czasem w jakimś dokumencie nie zaszyją coś niefajnego dla mnie, co niechcący podpiszę i wpadnę jak śliwka w kompot. Dirty dicks.
W każdym razie wkurw to interesujące uczucie, wkurw to duży penis, którego musisz pokazać, żeby się odp…lili, wkurw to siła, która jest po to, żeby o coś zawalczyć. Żeby się nie dać, żeby ktoś nie jeździł sobie po tobie walcem. (Czy odpowiednio oceniasz sytuację, to już inna sprawa – wiadomo, iż wszyscy zniekształcamy rzeczywistość, niektórzy mniej, a inni więcej, ale to już bajka na inny wieczór). Wkurw to oczywiście ogień i najpierw pomyślałam sobie, iż mocniej go czuję od kiedy jestem starą babą (bez przesady), ale to chyba nie prawda, bo jako nastolatka nie raz podpaliłabym swoja szkołę. I tak jak dziś – wsiadłabym na konika i pojechałabym na wojenkę z całą instytucją.
Ostatnio mam nowy sposób na uczucia: smakuję je sobie. Niektóre są ohydne, niektóre są ostre.
No i taki gniew – czyli wkurw – to jest rakieta z napędem odrzutowym, paliwo lotnicze, szklanka śliwowicy na raz. Wali w dekiel, wali na oślep. Trudno wkurw wytrzymać i komuś nie załadować plaskacza, nie przywalić dosłownie albo symbolicznie.
Ale gniew nie jest taki najgorszy – parę tygodni temu najadłam się wstydu. No prawie spaliłam się ze wstydu, nie napiszę co zrobiłam, bo się wstydzę:D Nic takiego strasznego, raczej głupota niż coś okropnego, ale poczułam się jak małe, malutkie gówienko. Wstyd jest bardzo trudnym uczuciem do czucia, chyba trudniejszym niż wkurw, jest właśnie takie trochę śmierdzące i odrzucające. Człowiek znowu się czuje jakby miał cztery lata i zrobił kupę w majtki, a pani przedszkolanka z obrzydzeniem patrzy się i mówi ‘a fe! Taka duża dziewczynka i takie rzeczy!’, a inne dzieci się śmieją. (To mi się akurat nie przydarzyło, ale ze swojego przedszkola pamiętam, jak chłopak zrobił kupę na leżakowaniu i do końca przedszola tylko z tym mi się kojarzył. Biedny chłopczyk!)
Z rzeczy ciekawych: depresja to nie zaburzenia neuroprzekaźników w mózgu, zaburzenia neuroprzekaźników (serotoniny, dopaminy itd) to raczej skutek innych zmian, najpewniej w układzie limbicznym. jeżeli te zaburzenia to skutek, to ich regulowanie nie przyniesie trwałej poprawy – choć oczywiście mogą pomóc na jakiś czas. Czyli znowu argument za terapią😊 https://www.psychiatrypodcast.com/psychiatry-psychotherapy-podcast/episode-155-is-depression-a-chemical-imbalance














