„Człowiek dusza”. Przyjaciele wspominają zmarłą nauczycielkę z Tyszowiec

kronikatygodnia.pl 2 godzin temu
Wiadomość o jej odejściu rozeszła się bardzo szybko. Ewa Marzec nie miała jeszcze 60 lat. W ostatnich miesiącach niemal cała lokalna społeczność próbowała pomóc jej w walce z chorobami, organizując zbiórki, kiermasze i akcje charytatywne. Wszyscy wierzyli, iż się uda. Niestety, życie bywa okrutne. W poniedziałek 9 marca rodzina, znajomi, szkolna społeczność oraz byli uczniowie towarzyszyli jej w ostatniej drodze.WCZEŚNIEJ PISALIŚMY O ZBIÓRKACH: Tyszowce: 22 tysiące złotych zebrali na pomoc emerytowanej nauczycielceWystawa gołębi w Tyszowcach. Ponad 400 ptaków, licytacje i zbiórka charytatywna już w niedzielęZawsze na posterunkuDla wielu osób była po prostu „panią Ewą ze szkoły”. Spokojną, serdeczną, zawsze obecną, którą dzieci uwielbiały. Uczyła w przedszkolu oraz w klasach 1-3.– To była ciepła, serdeczna osoba. Dbała przede wszystkim o innych, a niekoniecznie o siebie. Tym bardziej, iż nie miała swojej najbliższej rodziny, nie miała dzieci. Całą tę swoją miłość i dobroć przelała na dzieci, z którymi pracowała, oraz na osoby z najbliższego swojego kręgu – wspomina Marek Stawarski, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Jana Kilińskiego w Tyszowcach.– Znaliśmy się od czasów liceum – dodaje dyrektor.Pani Ewa była od niego rok starsza. Oboje uczyli się w Tyszowcach, potem studiowali w Lublinie, a w końcu pracowali w tej samej szkole.– Ewa była niezwykle obowiązkową i sumienną osobą. Praktycznie do końca, mimo iż nie zawsze było tak dobrze z jej zdrowiem, dążyła do tej pracy, miała motywację, by po prostu być tu w szkole – mówi Marek Stawarski.Szkoła – jej życieSzkoła była jej codziennością przez 30 lat. Dyrektor opowiada, iż gdy brakowało nauczycieli w okolicznych szkołach, pani Ewa zawsze była chętna do pomocy. Chociaż prawa jazdy nigdy nie miała, odległość nie stanowiła dla niej przeszkody. Do szkoły w Perespie jeździła autobusem.– Czasem trzeba było przez zaspy i pola przechodzić. Nigdy nie zdarzyło się, żeby Ewa nie dotarła – dopowiada. – Była taka praktycznie do samego końca.Gdy przyszedł moment przejścia na emeryturę, nie była na to gotowa.– Ona nie chciała iść na emeryturę. Chciała pracować dalej. Szkoła była całym jej życiem – mówi dyrektor Marek Stawarski.Po odejściu ze szkoły brak codziennej pracy bardzo ją dotknął.– Była bardzo rozgoryczona tym faktem. Później, kiedy już nie mogła spotykać się ze swoimi wychowankami i kolegami z pracy, popadła w jeszcze większą chorobę, może to ją dodatkowo psychicznie podłamało, gdyż szkoła była całym jej życiem. Także... to taka troszeczkę smutna historia – mówi dyrektor Stawarski.PRZECZYTAJ TEŻ: Tomaszów Lubelski: Zmarł Janusz Joniec, wieloletni dyrektor i nauczyciel ZSzTM, były prezes TKS TomasoviaPomoc z całej gminyNajwiększe problemy zdrowotne u pani Ewy zaczęły się od złamania główki biodra lewej nogi. Jej rodzina, która założyła w ubiegłym roku w internecie zbiórkę na rehabilitację, opisywała, iż po operacji wstawienia endoprotezy w biodro wystąpiły komplikacje. Pani Ewa miała sepsę, potem bakterię w żołądku, która nie dawała jej ani jeść, ani pić. Była w stanie krytycznym, ale wykaraskała się z tego. Zaczęła rehabilitację... niestety po paru dniach operowane biodro zostało zwichnięte. Rehabilitację przerwano, panią Ewę wysłano do domu, ale była tam zaledwie dwa dni, bo dostała gorączki i znów trafiła do szpitala. Przetrwała to wszystko. Trafiła na rehabilitację do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Turkowicach. Wtedy to lokalna społeczność, koleżanki i koledzy z pracy postanowili pomóc.– Jej skromna emerytura nie starczała na pokrycie wszystkich kosztów leczenia i pobytu. Więc organizowaliśmy tutaj zbiórki – przypomina dyrektor Stawarski.Pierwsza została przeprowadzona 7 grudnia. Organizacją zajęła się Kinga Dyniec, także nauczycielka z Tyszowiec. W akcję włączyło się wiele środowisk: Klub Seniora, harcerze, szkoła i przedszkole w Tyszowcach, a także lokalni przedsiębiorcy. Tego samego dnia odbył się charytatywny turniej piłki siatkowej z udziałem drużyn z Tyszowiec i Przewala. Równolegle zorganizowano Dzień Dobroczynności w ośrodku zdrowia. Wsparcie napłynęło także z okolicznych miejscowości – m.in. od Koła Łowieckiego nr 14 „Rogacz” w Hrubieszowie; zbiórki prowadziły również Koła Gospodyń Wiejskich z Perespy i Marysina. Zebrano ponad 22 tys. zł. Pieniądze zostały przekazane pani Ewie i pozwoliły na kontynuowanie pobytu oraz rehabilitacji w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Turkowicach.PRZECZYTAJ: Mieszkańcy Mikulina i Stowarzyszenie Arka-Tyszowce odsłonili cmentarz z 400-letnią historią [ZDJĘCIA]– Jesteśmy dobrej myśli. Mamy nadzieję, iż na wiosnę pani Ewa będzie już chodzić o własnych siłach i cieszyć się spokojną emeryturą – mówiła nam przed świętami Bożego Narodzenia Kinga Dyniec.W styczniu tego roku podjęto kolejną inicjatywę. Tym razem zbiórkę organizowało Stowarzyszenie Hodowców Gołębi Wysokolotnych Ziemi Zamojskiej – nowe stowarzyszenie, którego prezesem jest dyrektor szkoły Marek Stawarski. Pieniądze zbierano 15 lutego podczas I Wystawy Gołębi Wysokolotnych w Tyszowcach. Udało się zgromadzić kilka tysięcy złotych, w tym z licytacji gołębi, które miały pomóc w dalszym leczeniu i rehabilitacji.Trudno uwierzyć, iż to koniec– Tak się stało, jak się stało... Ewa cierpiała od dawna na wiele chorób, może to się skumulowało... – rozmyśla Marek Stawarski. Wspomina te ostatnie gorsze czasy:– Psychicznie bardzo ciężko znosiła chorobę, która ją ograniczyła. Na początku nie mogła się pogodzić z tym, iż znalazła się w ośrodku. Jeździliśmy tam kilka razy, staraliśmy się ją wspierać, być jak rodzina. Ale były takie momenty, iż choćby przestawała się cieszyć, może troszeczkę się wstydziła tego, iż musimy ją widzieć w tym stanie. Nie było to łatwe, ale próbowaliśmy za wszelką cenę jej pomóc, bo ona na to zasługiwała – mówi dyrektor.– Szczerze mówiąc, nie mogłem uwierzyć, gdy dowiedziałem się, iż zmarła... choćby ostatnio, gdy były u niej koleżanki, opowiadały, iż miała taki dobry dzień, iż tak ochoczo rozmawiała, wspominała tamte dobre czasy, próbowała się choćby śmiać. Była w lepszej kondycji niż wtedy, gdy ja u niej byłem – wówczas miała pesymistyczny nastrój i nie bardzo chciała rozmawiać – opowiada dyrektor.W ostatnich dniach pani Ewa przebywała w szpitalu. Tam zmarła 4 marca.W poniedziałek 9 marca odbył się jej pogrzeb. Żegnała ją rodzina, szkolna społeczność, byli uczniowie, przyjaciele oraz znajomi. Wśród nich członkowie zespołu Bell Canto, w którym śpiewała jeszcze w ubiegłym roku.Drugi świat – muzykaBo śpiew był pasją pani Ewy. Od 2008 roku była związana z zespołem wokalnym Bell Canto, ale i wcześniej śpiewała w scholi oraz w chórze kościelnym.– Ewa śpiewała u mnie w zespole od samego początku. Cóż o niej można powiedzieć – ktokolwiek powiedziałby o niej coś złego, byłby niesprawiedliwy. Człowiek dusza. Ewa nikomu nigdy przykrości nie zrobiła, niczego złego nie powiedziała – mówi Grzegorz Piliszczuk.PRZECZYTAJ: Lubycza Królewska: Samochód z 5 osobami wjechał pod pociąg. Śmigłowce LPR zabrały rannych [ZDJĘCIA]Przyjaciółki z zespołu zapamiętają ją przede wszystkim jako osobę pogodną i pełną życzliwości, taką, na którą w każdej sytuacji mogły liczyć, która potrafiła zauważyć drugiego człowieka.– Była dobrym duchem naszego zespołu. Jak Ewa powiedziała, iż nam wyszło, to znaczy, iż wyszło. A jak powiedziała, iż mamy nie śpiewać tej piosenki, to mamy nie śpiewać, bo nam na pewno nie wyjdzie – wspomina pani Agnieszka w rozmowie z nami.– Lubiła śpiewać do mikrofonu. Kiedyś choćby dostała od nas mikrofon. Wprawdzie taki zabawkowy, plastikowy, jak dla dzieci, tylko owinięty sreberkiem. Srebrny mikrofon był na Mikołaja. Miała z tego bardzo dużo radości. Ewa była taka, iż umiała się cieszyć ze wszystkiego. Była bardzo kochana. Ciepła, wspaniała. Można było zawsze na nią liczyć. Bardzo nam jej brak – usłyszeliśmy od pozostałych pań z zespołu.Ostatni raz całym zespołem widzieli się w styczniu w zakładzie w Turkowicach. Zespół kolędował najpierw u pacjentów, a na koniec zostawił sobie wizytę u przyjaciółki.– Bardzo się ucieszyła, była bardzo wzruszona i powiem tak szczerze, iż do końca miałyśmy nadzieję, iż jednak wróci, iż będzie śpiewała. Obiecała nam, iż da radę. Ona chciała, tylko organizm nie dał rady... – mówi pani Joanna. – Takie jest życie, teraz już tam śpiewa chyba z aniołkami po prostu i tyle... To już nasza druga koleżanka, która odeszła z naszego zespołu, także w ciągu pół roku.Na pogrzebie Bell Canto pożegnał ją śpiewem.
Idź do oryginalnego materiału