Czy mam teraz zabrać twój walizkę z rzeczami? – zaproponowała żona

polregion.pl 2 godzin temu

Czy chcesz, żebym wyniósł walizkę z rzeczami? zaproponowała żona.
Zabierz! krzyknęła nagle dziewczyna, gotowa na długi protest, zdumiona pośpiechem.
No właśnie! Czy mam ci wywieźć walizkę? dodała Świetlana.

Jaka walizka? Niech sami niosą własne walizki! pomyślała Bogna i, zaplątawszy się w dywanik przy wejściu, wyszła, jakby wszystko było w porządku, choć w powietrzu wciąż unosił się delikatny osad.

Wieczorem w domu rozległo się dziwne skandal.
Będziesz miał dziecko! Będziemy mieli dziecko! oznajmiła z wielkim majestatem Bogna, spoglądając na Leona, oczekując efektu. Czyż nie jesteś szczęśliwy, kochany?

Bogna Stepanowa pojawiła się na trzecim roku medycznego liceum w Warszawie, razem z Wojciechem Ryżykiem, który przeniósł się z innego miasta. Ojciec Wojciecha żołnierz został oddelegowany do nowego posterunku, a rodzina przeprowadziła się. Dziewczyna, z którą młody człowiek miał związek, ruszyła za ukochanym; Bogna stała się prawdziwą towarzyszką broni.

Wojciech natomiast zniknął. Po przeprowadzce, gdy dziewczyna odkryła, iż niedługo zostanie mamą, jej partner zrobił to, co nazywa się zniknięciem: zniknął z radarów, odjechał od rodziców ku nieznanej krainie, zabrał ostatnie dokumenty z ostatniego roku studiów i stał się niedostępny pod telefonem.

Wtedy Bogna zauważyła, iż przystojny wykładowca anatomii, Leon Jerzy, zwraca na nią uwagę. Bogna była bystrą dziewczyną; jej kręcone włosy działały jak sprytne mechanizmy. Powrót z brzuchem do rodziców nie wchodził w grę nie wróżyło to nic dobrego.

Dziecko było jedyną nadzieją rodziców, a za ich rozczarowanie mogła przyjść kopa za tył głowy. Bo nie tylko wróciła, ale i przywiozła dodatkowy pyszczek! A w wielodzietnej rodzinie nie było miejsca na pluszowe jednorożce i różowe kucyki.

Pojawiła się więc opcja trzydziestoletniego, stabilnego mężczyzny nikogo nie zaskakiwało, iż w rodzinie Lenka nie było dzieci. Bogna weszła w relację z zamężnym Leonem i z euforią zauważyła, iż nie przywiązuje wielkiej wagi do antykoncepcji. To znaczyło, iż chce zostać ojcem, nie ma innej drogi!

No więc, Lenku pomyślała piękna Bogna spełnię twoje marzenie! Zostaniesz szczęśliwym ojcem!

Po półtora miesiąca mogła dać ukochanemu radosną nowinę: dziecko urodzi się w siedmiu miesiącach kto będzie je pilnował? Mądry nie powie, a głupi nie zauważy.

Wszystko zorganizowano na najwyższym poziomie: najpierw lekka kolacja w uroczystej atmosferze. Bogna wynajęła pokój od samotnej babci za symboliczną opłatę. Staruszka, mimo wieku, była otwarta na intymne spotkania i nie przeszkadzała w relacjach dziewczyny z kochankami, wystarczyło, iż płaciła czynsz i od czasu do czasu dawała słodkości. Życie emeryta nie było łatwe.

Gdy Leon wypił kieliszek wina, a Bogna jedynie łyk, podała mu pozytywny test ciążowy, jak w serialach, i powiedziała: Będziesz miał dziecko! Będziemy mieli dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochany?

Mężczyzna nie zareagował tak, jak się spodziewano: nie podniósł jej w walcu, nie wziął na ręce i nie zaproponował małżeństwa. Po krótkiej ciszy odrzekł:
Nie jestem gotowy!

Na co nie jesteś gotowy? zapytała zdziwiona Bogna. Dla niej zawsze był gotowy, niczym pionier.

Na dziecko!

Czyli na poczęcie był gotowy, a potem przepraszam, odsuń się? uśmiechnęła się nieciekawie dziewczyna.

Leon Jerzy zignorował pytanie i po prostu wyszedł.

Co za idiota! wykrzyknęła Bogna, nie szczędząc rosyjskich przekleństw, choć w jej rodzinie nie było miejsca na niecenzuralne wyrażenia.

Nie oznacza to, iż Leon był bez serca i podłym człowiekiem po prostu był bezpłodny! A więc dziecko nie mogło być od niego.

Mężczyzna pamiętał, iż Bogna kiedyś była z zaginionym Wojciechem. Układka puzzli się złożyła.

Bezpłodność Leona wywołała się w dzieciństwie po przebytej śwince lub śwince. Po trzech latach małżeństwa badania wykazały, iż w nasieniu jest kilka i porusza się ledwie.

Kiedy nie potrzeba, jeden sprytny plemnik wystarczy, a gdy potrzeba, nie da się wymusić kolejnych. Wiedzieli o tym tylko oni, trzymając to w najtwardszej tajemnicy, udając intensywną pracę nad problemem.

Później mogli przyjąć dziecko ze schroniska, pomyśleli. A póki co żyli dla siebie, co też nie było złe.

O bezpłodności nie wiedział choćby ojciec Leona; jego matka już nie żyła. Ojciec cierpiał na nowotwór, a rodzina żywiła nadzieję, iż niedługo dostanie wnuka. Choroba postępowała, więc Leon i Świetlana postanowili, by ojciec odszedł spokojnie niepotrzebne wiedza tylko potęguje smutek.

Para była szczęśliwa: Leon kochał Świetlanę, a ona kochała go i całkowicie mu ufała. choćby mała zdrada, jak niektórzy mówią, może wzmocnić związek. Po ogłoszeniu ciąży Bogna zauważyła, iż zainteresowanie wykładowcy spadło.

Leon Jerzy zaczął ignorować studentkę Annę Stepanową, a ona, nie mając innego pomysłu, przybyła do niego pod pretekstami. W jego nieobecności napisała list, w którym ujawniła prawdę o ich czystej miłości.

Świetlana, kobieta zrównoważona, zareagowała na słowa Bogny o wielkiej miłości i macierzyństwie krótko i bez emocji:
Zabierz!

Co to znaczy? zdziwiła się dziewczyna, gotowa na długą batalię.

To po prostu pytanie, czy chcesz, żebym wyniósł walizkę z rzeczami? powtórzyła Świetlana.

Jaka walizka? Niech sami noszą swoje! pomyślała Bogna, stukając w dywanik przy drzwiach, i wyszła, jakby wszystko było w porządku, choć w powietrzu wciąż wisiał lekki osad.

Wieczorem w domu znowu rozległo się skandal.

Kogo wierzysz, Świetlino? zapytał Leon z autentycznym oburzeniem. Nie ma miejsca na próbki! Czy mnie nie znasz? Jestem przykładem dobrego gospodarza!

Leon naprawdę był przykładem dobrego gospodarza i nie miał żadnych zdradliwych powiązań. Świetlana całkowicie mu wierzyła; pytanie było wyczerpane. Nikt nie przybył z walizką.

Studentka Stepanowa, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu, by oskarżać wykładowcę o molestowanie rozumiała, iż czasy komitetu i rady się skończyły.

Pójdziemy inną drogą! mawiał niegdyś niezapomniany Iłicz. Bogna postanowiła skorzystać ze słów przywódcy i skierowała swoje kroki ku Yuriiowi Siergiejewiczowi, potencjalnemu teściowi Leona. Adres znalazła w internecie.

Ojciec Yurii, w pewnym stanie po przyjmowaniu leków, spotkał piękną, ciężarną dziewczynę, i w końcu miał wnuka jego marzenie się spełniło! Nie myśląc o skomplikowanej kalkulacji, od razu zaoferował jej wsparcie materialne w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie. Rozważył, iż syn jeszcze się nie zdecydował, więc niech sam wybiera w swoim tempie. Dziadek nie zostawił jej samej i obiecał pomoc.

Ojciec Yurii lubił też Świetlanę i nie chciał jej gnębiać, więc postanowił utrzymać wszystko w tajemnicy.

Bogna, czując się zwycięską, ruszyła dalej. Zapisano ją na kurs akademicki, chociaż mogła jeszcze studiować przed urlopem macierzyńskim, ale po co się męczyć, gdy co miesiąc spływały pieniądze? Dla niektórych to mała suma, dla Bogny, wyrosłej z biednej rodziny, to ogromny wkład w lepsze życie.

Ciąża przebiegała bez większych dolegliwości, niemal bez nudności. Bogna kupowała w sklepach różowe rzeczy dla maleństwa; USG pokazało, iż będzie dziewczynka. Czasem odwiedzała dziadka Jurzę, który radośnie przyjmował przyszłą mamę i podawał jej smaczne owoce, na które Bogna nie mogła sobie pozwolić.

Kiedy nadszedł termin porodu, Jurz przyjechał po nią z szpitala, choć sam potrzebował opiekunki, bo już trudno mu chodzić. Obiecał, iż nie zostawi jej po swoim odejściu.

Oczywiście, nie zostawi! myślała żując wiśniowy sok Bogna. A ten Lenek jeszcze się ulży!

Jurz odszedł, gdy dziewczynce skończyło się pół roku; choroba, jak to zwykle bywa, zwyciężyła. Bogna przybyła na pogrzeb, a sąsiadka zgodziła się opiekować malutką, nie podnosząc jej z kołyski.

Po co ona to zrobiła? Kto to wie! Może myślała, iż zaraz zostanie odczytane testamentu, w którym znajdzie się wnuczka Jurza, bo obiecał! ale nie było żadnego testamentu, a słowa Jurza nie zostały dotrzymane.

Rodzina patrzyła na Bognę przy pogrzebie z zadumą, ale nie zrobiła z niej obelgi, bo często na takich spotkaniach nie zaprasza się nieproszonych gości.

Opiekunka na pogrzebie wyjawiła całą prawdę, ukrywaną przez Yuriego. Gdy Bogna próbowała wsiąść do autobusu na obiad pożegnalny, kierowca, na prośbę małżonków, zamknął przed nią drzwi. Autobus ruszył i nabrał prędkości, mimo iż Bogna biegła za nim i waliła pięścią w drzwi.

Miała już trochę oszczędności: z trzechdziesięciu tysięcy złotych udało się odkładać, plus miała kapitał macierzyński i zasiłek jako samotna matka wystarczyło na życie.

Postanowiła podjąć pracę i później kontynuować naukę na odległość. Teraz mogła łatwo zrobić to online. Czy zostanie pielęgniarką? To już inna, interesująca historia!

Zatrudniono ją w centrum medycznym, gdzie odbierała telefony przychodzące jej wykształcenie medyczne wystarczyło do tego zadania.

Siedmiodniową córkę Bogna wsunęła do żłobka.

Rok po pogrzebie świętując, Świetlana zaszła w ciążę! Znowu ożyły w niej plemniki Leona!

Na słońcu tak się dzieje: ludzie wariują od podniecenia! Dlaczego plemniki nie mogą się podniecać? One też są żywymi istotami!

Para doczekała się cudownego chłopca; ich euforia nie znała granic!

Wszystko było jak zwykle w porządku, choć Świetlana od czasu do czasu przywoływała wspomnienie o Bognie, jakby ta nagle była w ciąży od jej męża. Może jednak dziewczyna nie kłamała?

Żona odrzucała te myśli: Boże, co to ma znaczyć? Poza tym Leon okazał się niezwykłym ojcem troskliwym, kochającym i delikatnym, dokładnie takim, jakiego potrzebowała.

Reszty nie trzeba było oglądać.

Idź do oryginalnego materiału