Czy masz chwilę, aby zabrać walizkę z rzeczami? – zapytała żona

newsempire24.com 1 dzień temu

Czy chcesz, żebym wyniosła teraz walizkę pełną rzeczy? zaproponowała żona.

Zabierz!

Co to znaczy? zdziwiła się dziewczyna, gotowa na długą odmowę, której nie spodziewała się tak szybko…

Tak po prostu, czy mam wynieść ci teraz walizkę? dodała Wanda.

Jaka walizka? Samość weźcie własne! pomyślała Grażyna, potknęła się o dywan w przedpokoju i wyszła: wydawało się, iż wszystko minęło gładko, choć w powietrzu pozostała nuta niepokoju.

Wieczorem w domu rozbrzmiał przerywany szum skan.ład.

Będzie nam dziecko! Będzie nam dziecko! ogłosiła gorąco Grażyna, spoglądając na Leonarda, licząc na wymierny efekt. Czy nie jesteś szczęśliwy, kochany?

Grażyna Kowalska pojawiła się na trzecim roku studiów w medycznym koledżu w Krakowie. Razem z Wiktorem Ryżykiem wyjechali z małej miejscowości na południu.

Ojciec Wiktora, żołnierz, został przeniesiony na nową bazę, a cała rodzina przeprowadziła się do Gdańska. Dziewczyna, z którą Wiktor miał romans, ruszyła za ukochanym: Grażyna stała się prawdziwą towarzyszką broni.

Wiktor jednak nie. Kiedy po przeprowadzce dziewczyna dowiedziała się, iż niedługo zostanie mamą, jej partner po prostu zniknął!

Zniknął z radaru, odjechał od rodziców dokąd, nie wiadomo, Grażynie! Zabrał dokumenty z ostatniego roku studiów i stał się nieosiągalny telefonicznie.

Wtedy pojawił się przystojny wykładowca anatomii, dr Leonard Nowak, który zaczął zwracać na nią uwagę.

Grażyna była bystrą dziewczyną; jej kręcone włosy pracowały jak sprężyny. Powrót z brzuchem do domu rodziców nie wchodził w grę nie zapowiadało nic dobrego.

Dziecko stało się jedyną nadzieją rodziców, a każdy, kto usłyszy o tym, mógłby potrącić ją po tyłek.

Oprócz powrotu przyniosła ze sobą dodatkowy głos nikt w wielodzietnej rodzinie nie przyjmował nieplanowanego gościa.

Wtedy pojawiła się perspektywa trzydziestoletniego, ustabilizowanego mężczyzny, którego wszyscy wiedzieli, iż nie ma własnych dzieci.

Grażyna wszedł w związek z zamężnym Leonardem, a z euforią zauważyła, iż nie przywiązuje wielkiej wagi do antykoncepcji. To znak, iż chce zostać ojcem!

No więc, Leonardzie pomyślała piękna Grażyna spełnię twoje marzenie! Zostaniesz szczęśliwym ojcem!

Po półtora miesiąca mogła przekazać kochankowi radosną nowinę: Dziecko urodziło się po siedmiu miesiącach kto będzie się nim opiekował?. Rozsądny nie powie, a nieostrożny nie zauważy.

Wszystko było przygotowane w najlepszym stylu: najpierw lekka kolacja w uroczystej atmosferze. Grażyna wynajęła pokój od samotnej babci za symboliczną opłatę.

Staruszka była dobrze zorientowana w sprawach intymnych i nie przeszkadzała w spotkaniach dziewczyny z kochankami, wystarczyło, iż płaciła za media i od czasu do czasu przynosiła smakołyki. Życie współczesnego seniora nie było łatwe.

Gdy Leonard wypił kieliszek wina, a Grażyna tylko łykła, podała mu pozytywny test ciążowy, jak w serialach, i wykrzyknęła: Będzie nam dziecko! Będzie nam dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochany?

Mężczyzna nie zareagował tak, jak się spodziewano: nie wciągnął jej w walca, nie podniósł na ręce i nie poprosił o małżeństwo. Po krótkiej chwili ciszy rzekł:

Nie jestem gotowy!

Na co nie jesteś gotowy? zdziwiła się Grażyna. Według niej zawsze był gotowy, jak harcerz!

Na dziecko!

To znaczy, iż na dzieci byłbyś gotowy, a teraz? uśmiechnęła się nieco krzywo, pytając, co dalej?

Leonard zignorował pytanie i po prostu wyszedł.

A więc pierdolony wykładowco! wykrzyknęła Grażyna, nie krępując się w rodzinie, w której nie szanowano językowych manier.

Nie myśl, iż mężczyzna był zły i podły po prostu Leonard był bezpłodny! Czyli dziecko nie mogło być jego.

Mężczyzna pamiętał, iż Grażyna kiedyś zakochała się w zaginionym Wiktorze Ryżyku. Wszystko się zaczęło układać jak puzzle!

Bezpłodność Leonarda wzięła się z infekcji świnki w dzieciństwie, której wesoła nazwa przerodziła się w smutny los.

Po trzech latach małżeństwa badania wykazały, iż w nasieniu mężczyzny nie tylko mało plemników, ale i one ledwo drgają.

Kiedy trzeba, wystarczy jeden zwinny plemnik, a kiedy nie, tych “kudłatych przyjaciół” nie da się zmusić.

Grażyna i jej mąż trzymali tę tajemnicę w sekrecie, udając, iż intensywnie pracują nad problemem.

Później planowali adoptować dziecko ze szpitala, ale najpierw żyli dla siebie i to nie było złe.

O bezpłodności ich nie wiedział choćby ojciec w tym czasie matka Leonarda już nie żyła.

Ojciec Leonarda miał nowotwór, ludzie go litościwie wspierali, nie chcąc go zasmucić; mężczyzna żył z nadzieją, iż niedługo dostanie wnuka.

Choroba postępowała, więc Leonard i Wanda postanowili, by ojciec odszedł szczęśliwy niepotrzebna wiedza potęgowałaby ból.

Para była szczęśliwa: Leonard kochał Wandę tak, kochał! a Wanda darzyła go całym sercem i ufała mu bezgranicznie.

Niewielka zdrada, jak twierdziła kultura, tylko wzmacnia związek. Czy nie słyszeliście o tym?

Po ogłoszeniu Grażynie ciąży miłość ze strony wykładowcy znacznie osłabła! Co wy na to, bracia moi? Takie kłamstwo każdy by odrzucił!

Leonard zaczął ignorować studentkę Zofię Stepanową, a ona, nie mając innego wyjścia, postanowiła przyjść pod jego dom.

Oczywiście, w jego nieobecności. I wyznać żonie prawdę o ich wielkiej, czystej miłości, licząc, iż ona go wyrzuci!

Wanda była kobietą rozważną. Na słowa niewinnej Grażyny o miłości, macierzyństwie i propozycji uwolnienia Leonarda zareagowała chłodno i bez emocji:

Zabierz!

Co to znaczy? zdziwiła się dziewczyna, gotowa na długą odmowę, której nie przewidziała.

Tak po prostu, czy mam wynieść ci teraz walizkę? dodała Wanda.

Jaka walizka? Sam weźcie własne! pomyślała Grażyna, potknęła się o dywan przy wejściu i wyszła: wszystko wydawało się w porządku, choć w powietrzu pozostała lekka mgła.

Wieczorem w domu rozbrzmiał przerywany szum skan.ład.

Komu wierzysz, Wando? zapytał szczerze rozgniewany Leonard. Nie mam już gdzie wstawić prób! Czy mnie nie znasz? Jestem przykładowym ojckiem rodziny!

Tak, Leonard naprawdę był przykładowym ojckiem! Nie miał żadnych romansów, albo przynajmniej nie był ich świadkiem.

Wanda całkowicie ufała mężowi i w tę noc uwierzyła mu, iż sprawa jest zamknięta. Nikt nie przyniósł walizki.

Studentka Stepanowa, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu walczyć o prawa i nie oskarżała wykładowcę o molestowanie, jak mogłoby się wydawać. Grażyna nie była głupia i doskonale rozumiała, iż czasy partii i lokali minęły.

Pójdziemy inną drogą! mawiał niegdyś niezapomniany Ilich. I Grażyna postanowiła skorzystać z jego słów.

Wyruszyła więc w stronę Jurija Siergiejewicza potencjalnego teścia, ojca Leonarda którego adres można było znaleźć w Internecie.

Ojciec Leonarda znajdował się w pewnym odrętwieniu po przyjmowaniu leków, więc spotkanie z piękną, ciężarną dziewczyną, z sercem pełnym nadziei, było jak spełnienie marzenia w końcu miał wnuka!

Bez zastanawiania się, zaproponował jej pomoc materialną w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie. Rozważył, iż syn jeszcze nie podjął decyzji, więc niech decyduje spokojnie. A on, jako dziadek, nie zostawi jej w potrzebie!

Jednocześnie ojciec Jurij lubił Wandę i nie chciał jej skrzywdzić, więc też postanowił utrzymać wszystko w tajemnicy.

Zadowolona Grażyna odleciała z poczuciem zwycięstwa życie się ułożyło!

Od razu wzięła się za studia, choć mogłaby jeszcze kontynuować naukę do urlopu macierzyńskiego, ale po co się męczyć, gdy co miesiąc wpływała przyzwoita suma?

Dla niektórych to drobny grosz, ale dla Grażyny, wychowanej w skromnej rodzinie, to znaczące pieniądze. Rozpoczęła nowe, lepsze życie

Ciąża przebiegała bez większych komplikacji praktycznie bez mdłości. Grażyna chodziła po sklepach i kupowała różowe ubranka dla maleństwa; USG pokazało, iż to dziewczynka.

Czasem odwiedzała dziadka Jurija; on witał przyszłą babcię z euforią i podawał jej pyszne owoce, na które Grażyna nie mogła sobie pozwolić.

Gdy nadszedł termin porodu, Jurij przyjechał odebrać ją z szpitala, choć sam potrzebował opiekuna nie mógł już sam chodzić. Obiecał, iż po wyjeździe nie zostawi jej samej.

Oczywiście, nie zostawi! myślała przeżuwająca wiśniowa pestka Grażyna. A ten podły Leniek jeszcze łzami się umyje!

Jurij odszedł, gdy dziewczynce skończyło pół roku; choroba, jak to w życiu bywa, wygrała.

Grażyna przyjechała na pogrzeb; starsza sąsiadka zgodziła się zasiąść przy niej, mówiąc: Nie wezmę dziecka z łóżeczka, ale niech leży, będę pilnować!

Po co to zrobiła? Czy ktoś wie! Może myślała, iż od razu ujawnią testament, w którym zostanie wspomniana wnuczka Jurija obiecał! a ona zobaczy twarze krewnych

Jednak testamentu nie było, ani teraz, ani później; Jurij nie dotrzymał słowa

Krewne zareagowały na pojawienie się Grażyny na pogrzebie zaskoczeniem, ale nie wykrzyknęły, bo na żałobach często nie zapraszają nieproszonych!

Ponieważ opiekunka przy pogrzebie wyjawiła całą prawdę, którą długo ukrywała na prośbę Jurija, drzwi autobusu, którym mieli jechać na uroczysty obiad, zostały zamknięte przed Grażyną. Kierowca, po prośbie małżonków, zamknął przed nią drzwi. Autobus ruszył i nabrał prędkości, choć Grażyna biegła za nim i pukała pięścią w drzwi

Miała jednak trochę oszczędności: z tych trzydziestu tysięcy złotych udało jej się odłożyć część. Dodatkowo miałaby kapitał macierzyński, zasiłek dla samotnej matki wszystko, co potrzebne do życia.

Zdecydowała się podjąć pracę, a potem dokończyć naukę na odległość; tak dziś łatwo to zrobić.

Prawda, jaką później uzyska jako pielęgniarka, to już inna historia!

Zatrudnili ją w centrum medycznym odbierała telefony przychodzące; wykształcenie medyczne wystarczyło.

Siedmio­miesięczną córeczkę Grażyny przyjęto do żłobka.

Rok po pogrzebie, Wanda zaszła w ciążę! W końcu męskie komórki znów się odrodziły!

Co się dzieje pod słońcem? Ludzie wariują z podniecenia! Dlaczego plemniki nie reagują na podniecenie? One też są żywymi istotami!

Para urodziła cudownego chłopca euforii nie znały granic!

Wszystko było, jak zawsze, w porządku. Czasem Wanda wspominała tę scenę, gdy Grażyna przyszła przywiedzioną, jakby była w ciąży od jej męża. Może dziewczyna nie kłamała?

Wanda odgoniła te myśli: Boże, co już to ma znaczenie?. Leonard okazał się wyjątkowym ojcem: troskliwym, kochającym i czułym, tak jakby był naprawdę jej mężem.

Reszty nie trzeba było już rozważać.

Idź do oryginalnego materiału