Czy można nazwać matką kobietę, która oddała chorego synka do domu dziecka? Chłopiec miał tylko 4 lata!

twojacena.pl 7 godzin temu

Czasem naprawdę trudno mi zrozumieć, jak niektóre kobiety mogą być tak obojętne wobec własnych dzieci. Niedawno usłyszałam o matce, która oddała swojego czteroletniego synka do domu dziecka, bo nie chciała podjąć się jego leczenia. Niby brakowało jej pieniędzy, ale chyba przede wszystkim serca.

Ostatnio coraz częściej wracam myślami do mojej długoletniej przyjaciółki Gabrysi. Znamy się już ponad trzy dekady, praktycznie od zawsze była dla mnie jak siostra. Chociaż los poskąpił jej dzieci, ani ona, ani jej mąż, Tomek, nigdy się przez to nie rozstali. Łączy ich prawdziwa miłość i ogromna siła to czuć na każdym kroku.

Ja mam dwie córki Jagodę i Weronikę. Gabrysia została chrzestną obu moich dziewczynek, bo czy można było wybrać lepiej? Zawsze była blisko, zawsze mogłam na nią liczyć. Niejeden raz zostawała z dziewczynkami, kiedy musiałam coś pilnie załatwić. Patrzyłam, jak się z nimi bawi i głęboko czułam jej żal i tęsknotę za macierzyństwem. Nieraz razem płakałyśmy w kuchni nad herbatą, wspominając ten ból, który nosiła gdzieś głęboko.

Wszystko zmieniło się pewnej jesieni, kiedy Gabrysia otrzymała telefon od dalekich krewnych z Poznania. Okazało się, iż kuzynka jej ojca chce oddać swojego czteroletniego synka do domu dziecka. Powód? Chłopiec miał poważne problemy zdrowotne, a matka nie tylko, iż nie miała pieniędzy na leczenie, ale zupełnie nie była nim zainteresowana. Wolała biegać za kolejnymi przygodami i zupełnie nie chciała być matką.

Gabrysia zadzwoniła do mnie tego wieczoru nie spałam potem całą noc. Powiedziała, iż musi tam pojechać, zobaczyć tego chłopca. Widziałam, iż to była dla niej decyzja serca. Gdy wróciła, nie musiała nic mówić widziałam w jej oczach, iż już nie odpuści. Tomek od razu przytaknął.

To nie była łatwa droga rok żmudnej rehabilitacji i ciągłych wizyt u specjalistów w Lublinie i Warszawie. Adaś okazał się być chłopcem ze spektrum autyzmu, ale Gabrysia i Tomek robili wszystko, żeby mu pomóc. Byli wytrwali i kochający, jak nikt.

Mam łzy w oczach, kiedy o tym piszę. Dzisiaj Adaś ma już 24 lata. Jest zdrowym, pogodnym facetem, skończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, zdobył kilka medali w pływaniu. Wczoraj byłam na jego ślubie. Patrzyłam, jak tańczą z Gabrysią, i czułam nieopisaną dumę oraz wdzięczność za to, iż tacy ludzie jeszcze istnieją.

Myślę o tym często. Ile zależy od jednej decyzji, od ludzkiego serca. I jak świat potrafi się zmienić, kiedy kochający człowiek wyciągnie dłoń.

Idź do oryginalnego materiału