Czy przynieść ci walizkę z rzeczami? – zaproponowała żona

twojacena.pl 6 godzin temu

Chcesz, żebym wyciągnęła walizkę i wyniosła ją teraz? zaproponowała żona.
Zabierz ją! odpowiedziała zdziwiona, przygotowująca się do długiego odpoczynku dziewczyna.
No właśnie, wyciągnąć walizkę od razu? dodała Zosia.

Jaką walizkę? No weźcie samodzielnie swoje bagaże! pomyślała Jadzia, tupnąwszy po dywaniku w przedpokoju, i wyszła. Coś przeszło, ale po wszystkim został lekki posmak goryczy.

Wieczorem w domu rozlegał się alarm komputera.
Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! ogłosiła z dumą Jadzia, spoglądając na Leonarda Jerzego w nadziei na reakcję. Czyż nie jesteś szczęśliwy, kochanie?

Jadzia Kowalska podjęła studia na trzecim roku medycyny w Collegium Medico w Krakowie. Przez to przeprowadziła się razem z Władysławem Ryżką, który przybył z małego miasteczka w Beskidach. Ojciec Władysława, żołnierz, dostał przeniesienie, więc cała rodzina przeprowadziła się do Warszawy. Dziewczyna, z którą Władysław miał romans, podążyła za ukochanym Jadzia okazała się prawdziwą towarzyszką broni.

A Władysław? Nie to. Gdy po przeprowadzce Jadzia dowiedziała się, iż niedługo zostanie mamą, jej kochanek po prostu zniknął! Zniknął z radarów odjechał od rodziców, nie wiadomo dokąd, zabrał dokumenty z ostatniego roku studiów i był nieosiągalny telefonicznie.

Wtedy Jadzia zauważyła, iż przystojny wykładowca anatomii, profesor Leonard Jerzy, zaczyna jej zwracać uwagę. Jadzia była bystra, jej kręcone włosy zawsze pomagały w trudnych chwilach. Wrócić do domu z brzuchem wypełnionym nie wchodziło w grę nie zapowiadało nic dobrego.

Dziecko było jedyną nadzieją rodziców, a ich rozczarowanie mogło przyjść w postaci ostrego zadruku po głowie. Z powrotem w domu przywiozła nie tylko dodatkowy mały pysk, ale i niechciane muminki i różowe jednorożce, które w wielodzietnych rodzinach nie były mile widziane.

Wtedy pojawił się pomysł, iż może 30letni, ustabilizowany mężczyzna mógłby wejść w rolę ojca. Nikt nie miał wątpliwości, iż w rodzinie Lencz nie ma żadnych dzieci

I tak Jadzia rozpoczęła romans z zamężnym Leonardem Jerzym. Z euforią zauważyła, iż nie przywiązuje dużej wagi do metod antykoncepcyjnych to znak, iż chce być ojcem, nie inaczej!

No więc, Lenczu spełnię twoje marzenie! Zostaniesz szczęśliwym ojcem! pomyślała piękna Jadzia i ruszyła do czynu.

Po półtora miesiąca mogła już przekazać ukochanemu radosną nowinę: Dziecko przyjdzie na świat po sześciu miesiącach kto będzie mu opiekował się w tym czasie? Mądrzy nie powie a głupi nie zauważą.

Wszystko było przygotowane na najwyższym poziomie: najpierw lekka kolacja w uroczystej atmosferze. Jadzia wynajęła pokój od samotnej babci za symboliczną opłatę. Staruszka, choć nieco z rozumu, nie przeszkadzała dziewczynie w spotkaniach z kochankami, wystarczyło, iż płaciła za media i od czasu do czasu podarowała przysmak w końcu życie emeryta nie jest łatwe.

Wiedząc, iż już nie jest zimna, trzeba było jeszcze coś zjeść i leczyć się. Ceny w aptekach i sklepach pozostawiały wiele do życzenia.

Kiedy Lencz wypił kieliszek wina, a Jadzia jedynie łykła, podała mu pozytywny test ciążowy, jak w serialach, i powiedziała: Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?

Mężczyzna nie zareagował tak, jak się spodziewano: nie podrygnął jej w walcu, nie wziął na ręce i nie zaproponował małżeństwa. Po krótkiej chwili ciszy odezwał się:

Nie jestem gotowy!

Na co nie jesteś gotowy? zdziwiła się Jadzia. Według niej zawsze był gotowy, jak pionier!

Na dziecko!

Czyli na dzieci był gotowy, a dalej przepraszam, krok w tył? uśmiechnęła się nieco ironicznie. Leonard jednak zignorował pytanie i po prostu wyszedł.

No i co za kiepski nauczyciel! wykrzyknęła Jadzia, bo w jej rodzinie nie liczyły się językowe formy grzeczności.

Nie myślcie, iż mężczyzna był bez serca i podłym żartowniszem po prostu Lencz był bezpłodny! A więc dziecko nie mogło być od niego

Dodatkowo Leonard pamiętał, iż Jadzia wcześniej chodziła z zaginionym Władysławem Ryżką. Puzzle się ułożyły! Bezpłodność Lence przydarzyła się po przechorowaniu świnki, a w badaniu męskim nie tylko było mało plemników one ledwo się ruszały!

Jedna sprawna komórka wystarczała do zajścia w ciążę, a brak kolejnych sprawił, iż nikt nie mógł ich dopytać. Wiedzieli tylko oni dwoje i trzymali to w najściślejszej tajemnicy, udając, iż intensywnie pracują nad rozwiązaniem.

Później rozważali adopcję dziecka z domu dziecka ale póki co żyli dla siebie, co też nie było złe.

O bezpłodności Lence nie wiedział choćby ojciec jego matka już nie żyła. Ojciec cierpiał na raka i ludzie współczuli mu, nie chcąc go rozczarować. Marzył o wnuku, który niedługo mógłby mu się przyjąć pod skrzydła.

Choroba się nasilała, więc Leonard i Zosia postanowili, iż ojciec odejdzie w spokoju niepotrzebny smutek tylko mnożyłby żal.

W małżeństwie wszystko układało się dobrze: Lencz kochał Zosię naprawdę! Zosia kochała Lencza i całkowicie mu ufała. Mała zdrada jedynie wzmacniała ich związek nie? Po tym, jak Jadzia ogłosiła ciążę, uczucia profesora do niej osłabły. Co z tego? Wszyscy wiedzą, iż kłamstwo w rodzinie to zawsze dobry przepis na kłopoty.

Leonard przestał zwracać uwagę na studentkę Stefankę, a ona, nie mając lepszego pomysłu, postanowiła przyjść do niego do domu. Oczywiście, przyjść do niego w nieobecności i wyznać żonie prawdę o ich wielkiej miłości. Zobaczyliśmy wtedy, jak Zosia, spokojna i wyważona, na prośbę Jadzia o dużą miłość, przyszłe macierzyństwo i pozwolenie na odejście Lencza odpowiedziała krótko i bez emocji:

Zabierz ją!

Co? zdziwiła się dziewczyna, gotowa na długą odpoczynek.

No właśnie! Czy wyciągnąć walizkę od razu? zaproponowała Zosia.

Jaką walizkę? No weźcie sami swoje! pomyślała Jadzia, stąpając po dywaniku i wychodząc. Wszystko wydawało się w porządku, choć w duszy pozostał lekki posmak.

Wieczorem w domu rozległ się alarm.

Komu wierzysz, Zosiu? zapytał zirytowany Leonard. Nie ma co, nie podskakuję! Czy nie znasz mnie, czy co? Jestem przecież przykładem rodzicielskim!

Tak, Lencz był przykładem rodzicielskim, nie miał skandali. Zosia ufała mężowi i w tę chwilę uwierzyła w jego słowa pytanie zostało wyczerpane. Nikt nie przyjechał z walizką.

Studentka Stefanka, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu wyciągać praw, nie oskarżała wykładowcę o molestowanie bo to nie było jej celem. Jadzia nie była głupiutka i doskonale rozumiała, iż czasy komitetów i partii skończyły się.

Pójdziemy inną drogą! mawiał kiedyś nieśmiertelny Ilich. I Jadzia postanowiła posłużyć się słowami przywódcy.

Zatem skierowała swój plan w stronę Jurija Siergiejewicza potencjalnego teścia Lencza, którego adres można było znaleźć w Internecie. Ojciec był w lekkim odurzeniu lekami, więc przyjęcie pięknej, ciężarnej przyszłej synowej nie sprawiło mu problemu: niedługo miał wnuka! Jego marzenie spełniło się.

Niezbyt skomplikowanie, od razu zaoferował pięknej matce pomoc w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie. Rozważając, iż syn jeszcze się nie zdecydował, dał mu czas. Dziadek oczywiście nie zostawił jej samej i przychodził z pomocą.

Dodatkowo Jurij lubił Zosię i nie chciał jej kłopotać, więc długo trzymał wszystko w tajemnicy.

Jadzia, czując się zwycięsko, ruszyła dalej. Zapisano się na studia podyplomowe, choć mogła jeszcze kontynuować edukację po urlopie macierzyńskim. Dlaczego nie korzystać z przyznanych pieniędzy, które co miesiąc wpadały na konto?

Dla niektórych to był znikomy drobny zysk, ale dla Jadzi, wychowanej w skromnej rodzinie, to był poważny wkład w lepsze życie. Ciąża przebiegała dobrze, bez mdłości. Jadzia chętnie chodziła po sklepach i kupowała różowe wstążki dla maluszka ultrasonografia pokazała, iż to dziewczynka.

Czasem odwiedzała dziadka Jurija, który z euforią witał przyszłą babcię i podawał smaczne owoce, na które Jadzia nie mogła sobie pozwolić. Kiedy nadszedł termin porodu, Jurij przyjechał odebrać ją ze szpitala, choć sam miał już problem z chodzeniem. Obiecał, iż nie zostawi jej po swoim odejściu.

Oczywiście, nie zostawi! pomyślała żując wiśnię Jadzia. Ten leniwy Lencz jeszcze się łzami wygnie!

Jurij odszedł, gdy dziewczynce skończyło pół roku; choroba go pokonała, jak to często bywa. Jadzia przybyła na pogrzeb, a sąsiadka zgodziła się opiekować małą. Nie wyciągnę jej z kołyski, ale będę przy niej, powiedziała.

Po co to wszystko? Może myślała, iż przyjdzie testament, w którym zostanie wskazana wnuczka Jurija przecież obiecał! Niestety, nie było żadnego testamentu. Rodzina, widząc Jadzi przy pogrzebie, była zdumiona, ale nie zaprosiła jej.

Opiekunka, będąc przy pogrzebie, wyznała całą prawdę, którą długo ukrywał Jurij. Gdy Jadzia próbowała wsiąść do autobusu na obiad pożegnalny, kierowca, na prośbę małżonków, zamknął przed nią drzwi. Autobus ruszył, a Jadzia biegła za nim, stukając pięścią w drzwi.

Z tej trzydziestu tysięcy złotych Jadzia udało się odłożyć jeszcze trochę do tego dochodził kapitał macierzyński i zasiłek dla samotnej matki. Życie miało się układać.

Znalazła pracę w centrum medycznym, przyjmując telefony. Medyczne wykształcenie wystarczyło jej do tego. Siedmiomiesięczną córeczkę umieściła w żłobku.

Rok po pogrzebie teścia Zosia zaszła w ciążę! Aktywność jego komórek znów się wybudziła. Na słońcu ludzie szaleją z pożądania i jajeczka też się budzą!

W końcu para doczekała się cudownego chłopczyka. euforia nie miała granic.

Wszystko było, jak zawsze, dobrze. Czasem Zosia wspominała ten incydent z Jadzią, jakby była w ciąży od jej męża. Może dziewczyna nie kłamała? Ale Jadzia gwałtownie odrzuciła te myśli: Co tam, nie ma już znaczenia. W końcu Lencz okazał się niesamowitym ojcem troskliwym, kochającym i delikatnym, zupełnie takim, jak jej mąż.

Na resztę już nie było co patrzeć.

Idź do oryginalnego materiału