Dar Losu – Historia Antoniego, Diny i Olega: O tym, jak po latach samotności, rozwodzie i trudnej drodze do rodzicielstwa, w polskiej rodzinie odnalazła się miłość, wzajemne wsparcie i najmocniej wyczekiwane szczęście w postaci wymarzonej córeczki

newskey24.com 8 godzin temu

Prezent od losu

Przyszedłem do mamy późnym wieczorem, ale nic dziwnego często tak bywa. Po rozwodzie mieszkam sam, a mój synek Michałek został z matką.

Michałek czekał na ciebie, obiecałeś mu wyjście na lodowisko. Właśnie zasnął, nie budź go. Zaraz ci odgrzeję coś do jedzenia, zjesz i połóżesz się spać.

Zjadłem i poszedłem do pokoju Michałka, położyłem się obok niego. Długo nie mogłem zasnąć, a w głowie kołatały wspomnienia o pierwszej żonie Danucie. Były jeszcze dwie potem, ale żadna nie była taka jak ona.

Nie mogłem zapomnieć Danuty. Znaliśmy się od przedszkola, bawiliśmy się razem, mieszkaliśmy po sąsiedzku. W szkole ta sama klasa, później wspólny uniwersytet. Tak naturalnie się pobraliśmy, cały czas blisko siebie. Rodzice z obu stron byli szczęśliwi, bo od zawsze byliśmy dla siebie.

Wszyscy mówili, iż piękną parę stanowimy. Mieszkaliśmy dobrze, w mieszkaniu, które Danuta dostała po babci. Jednak jedno kładło się cieniem na naszym życiu Danuta nie mogła zajść w ciążę. Zdrowi oboje, wszystko mamy, a dzieci nie ma.

Zaproszono Danutę do sanatorium nad morzem na leczenie, ale nie zgodziłem się.

Nie chcę, żebyś wróciła stamtąd z cudzym dzieckiem.

Nie masz do mnie zaufania? spytała przez łzy.

Rodzice sugerowali adopcję, ale nie chciałem słyszeć.

Chcę mieć własne dziecko, i tyle

Na dziesiątą rocznicę ślubu zaprosiliśmy gości. Wszyscy czekali na mnie, a ja nie pojawiałem się. Goście zasiedzieli się ponuro i w końcu się rozeszli. Stół pełen smakołyków pozostał prawie nietknięty.

Nie przyszedłem wtedy na noc do domu. Danucie było bardzo przykro. Sama płakała, ale czuła, iż to musiało się kiedyś wydarzyć. Ostatnio bardzo się zmieniłem. Rano wróciłem i powiedziałem jej brutalną prawdę nocowałem u kobiety z dwójką dzieci, która obiecała urodzić mi dziecko i oddać do wychowania.

Jak mogłeś mi to zrobić? Zdradziłeś mnie Dlaczego nie porozmawiałeś o tym ze mną? Nie wybaczę ci zdrady, odejdź Ale pomóż mi najpierw adoptować dziecko płakała i prosiła.

Jeszcze czego! Żeby dać mu moje nazwisko i potem płacić alimenty?

Danuta bardzo ciężko przeżyła nasze rozstanie. Została sama, na szczęście otoczyła ją rodzina i przyjaciele. Bardzo chciała wziąć dziecko z domu dziecka, ale samotnej kobiecie nikt nie dawał na to szans.

Zamknęła za mną drzwi już na zawsze. Dziesięć lat nadziei, cichego oczekiwania, lekarstw, szpitalnych zapachów i narastającej ciszy. Odchodziłem cicho, prawie rzeczowo.

Przepraszam, Danusiu. Zmęczyłem się.

Po pół roku dowiedziała się od wspólnych znajomych, iż urodził mi się syn. Świat się wtedy nie zawalił on po prostu wyblakł, jak stara fotografia.

Przez rok żyła automatycznie: praca, dom, bezsenność. Aż pewnego dnia, gdy schroniła się przed deszczem w kawiarni, zauważyła Olka mojego kolegę, kiedyś duszę towarzystwa. Teraz siedział przy stoliku z pustą filiżanką, jak cień dawnego siebie.

Olek, cześć odezwała się, bo choćby nie zauważył nikogo wokół.

Olek podniósł zmęczone oczy, zobaczył Danutę i smutno się uśmiechnął.

Danusia?! Skąd się tu wzięłaś?

Rozmawiali długo. Wylał jej całą prawdę:

Rozstałem się z Ritą. Wiesz, ona zawsze goniła za pieniądzem, a mój warsztat spłonął, przyszły długi Wyrzuciła mnie z mieszkania, bo nie przynosiłem już pieniędzy. Rodziców dawno już nie mam, nie miałem gdzie się podziać. Zupełnie nigdzie.

Chodź do mnie zaproponowała, sama się dziwiąc swojemu głosowi.

Nie było w tym litości, tylko postanowienie pomóc przyjacielowi. Nie myślała o ratunku, o romantyzmie. Po prostu w swojej ciszy zamieszkał ktoś, komu było jeszcze gorzej.

To nie będzie dla ciebie kłopot? A co Anastazja na to?

Nie wiesz? Anastazja mnie zostawiła, nie mogłam urodzić jej dziecka Odszedł do tej, która mu urodziła

Olek bardzo się zdziwił.

Przepraszam, Danusia, nie wiedziałem. Mieszkamy pod innymi adresami, dawno się nie widzieliśmy Widać, taki los.

Nic, już przywykłam.

Olek zamieszkał na kanapie. Na początku chodził przygaszony, przepraszał za każdy kromkę chleba. Potem powoli wracał do życia: naprawił cieknący kran, złożył rozchwiany regał, zrobił kolację. Okazał się opiekuńczy i spokojny. I w jego obecności cisza w domu Danuty stała się przyjazna.

Każdego wieczoru rozmawiali. Danuta pomogła mu znaleźć pracę w biurze, gdzie sama pracowała. Olek był wdzięczny. Krok po kroku zaczęli żyć wspólnie. W końcu wzięli ślub.

Kiedyś spotkali Ritę, byłą żonę Olka. Przeszyła ich ironią i rzuciła:

Korzystaj śmiało, mnie już dawno niepotrzebny Może tobie zrobi dziecko jakby Olka w ogóle nie było.

Bóg zapłać odpowiedziała spokojnie Danuta dzięki za dobre życzenia.

Przy Olku Danuta znów poczuła się szczęśliwa, ważna dla kogoś. Znowu śmiała się prawdziwym śmiechem, a nie z uprzejmości. Zaczęła żyć prawdziwie: wspólne plany, sprzeczki o filmy, poranna kawa w kuchni.

Pewnego wieczoru Olek poruszył temat, nad którym Danuta sama długo milczała.

Danutko, może adoptujemy dziecko z domu dziecka?

Nie dowierzała uszom, zaskoczona i poruszona.

Tak, tak, kochanie, nie przesłyszałaś się uśmiechnął się.

Po chwili odpowiedziała z radością:

Dla mnie to wielkie szczęście, zupełnie jak spełnienie moich marzeń. Olku, nie wiem jak ci dziękować, od dawna o tym myślę, ale bałam się, iż nie zgodzisz się

Olka ucieszyło, iż udało mu się ją zaskoczyć.

To ruszajmy, nie czekajmy ani chwili dłużej. Już jutro pojedziemy wszystkiego się dowiedzieć!

Jesteś najlepszy na świecie! Danuta roześmiała się głośno, myśląc, iż z Olkiem los rzeczywiście jej się odmienił.

Zaczęli gromadzić dokumenty, długo czekali na decyzję i jeździli do domu dziecka. Wtedy nagle Danuta zauważyła, iż od miesiąca żyje w nowym, nieznanym rytmie. Nic nie mówiła Olkowi, poszła do apteki. Test dwie kreski. Dwie wyraziste, prawie szydercze, jakby mówiły:

To twoja droga. Własna, a nie cudza.

Jeszcze nie dowierzając szczęściu, pobiegła do pokoju męża.

Olek, nie uwierzysz podała mu test Będziemy mieć dziecko!

Boże, Danusia, naprawdę? Jutro koniecznie pójdziemy do lekarza

Lekarz potwierdził radosną nowinę i Danuta została objęta opieką.

W ich domu zagościło święto największe i najszczęśliwsze w życiu. Czternaście lat czekania zamieniły się w radość.

Olek traktował żonę troskliwie, nie pozwalał jej dźwigać, dogadzał jej smakołykami i kupował wszystko, czego potrzebowała.

I narodził się ich skarb córeczka.

W terminie urodziła się Alinka jasnooka, zdrowa dziewczynka. Olek nie wstydził się łez, gdy brał ją na ręce przy wyjściu ze szpitala. Wreszcie wszyscy idziemy do domu. Czeka nas długie, szczęśliwe życie, mamy największy skarb naszą córeczkę.

Dom wypełnił się nowym sensem: śmiechem, płaczem, zapachem pudru dziecięcego i bezsennymi nocami, które przetrwali razem. To nie było szczęście idealne bywały spięcia, zmęczenie, trudności. Ale było trwałe, jak stary dąb zakorzeniony w skalistej ziemi.

Pewnego letniego popołudnia spacerowali po parku z wózkiem. Alinka spała, oni trzymali się za ręce. Nagle niemal wpadli na Antoniego. Był sam, postarzały, zgaszony. W ręku miał butelkę piwa. Zatrzymali się na chwilę w milczeniu.

Cześć wykrztusił w końcu Antoni.

Rzucił okiem na promienną Danutę, Olka i wózek.

Słyszałem iż u was wszystko dobrze.

Tak odparła spokojnie Danuta. Naprawdę dobrze. A u ciebie?

Wzruszył ramionami, patrząc gdzieś w dal.

No Jeszcze dwa razy byłem żonaty. Nie wyszło. Syn mieszka z moją mamą, odwiedzam ich. Ja sam Cóż Tak jakoś.

Nie było w nim choćby złości, tylko przyzwyczajona gorycz. Zerknął na Olka, coś sobie przypomniał, przewrócił oczami i pokręcił głową.

Dobra, nie będę wam przeszkadzał. Trzymajcie się.

Oddalił się, przygarbiony, samotny w letnim parku pełnym życia.

Olek objął Danutę za ramiona.

Chodźmy, kochanie powiedział cicho. Alinka zaraz się obudzi, pora do domu.

Danuta ujęła rączkę wózka i ruszyli swoją drogą. Do miejsca, gdzie czekał na nich prawdziwy dom, zbudowany nie na wyśnionym szczęściu, a na jego gruzach. Ale to ich prawdziwe życie nie do podważenia, nie do zburzenia.

Dziękuję za przeczytanie tej historii i życzę wszystkim szczęścia oraz dobra!

Idź do oryginalnego materiału