Dar Losu: Historia Długo Wyczekiwanego Szczęścia Dla Diny, Która Po Latach Samotności i Prób Zbudowa…

twojacena.pl 4 godzin temu

Dar losu

Antoni przychodzi do matki z wizytą już późno wieczorem, ale ona nie jest zdziwiona tak bywa z jej synem. Po rozwodzie Antoni mieszka sam, a jego syn Michał jest na co dzień z matką.

Michał na ciebie czekał, obiecałeś mu przecież, iż pojedziecie razem na lodowisko. Dopiero co zasnął, więc nie budź go. Ogrzeję ci coś do jedzenia, a potem połóż się spać.

Antoni je w kuchni, potem cicho wchodzi do pokoju Michała, kładzie się obok. Nie może od razu zasnąć, wspomina swoją pierwszą żonę Danutę. Po niej były jeszcze dwie, ale to nigdy nie było to samo.

O Danucie nie potrafi zapomnieć. Znali się od przedszkola: bawili się razem, mieszkali po sąsiedzku. Do tej samej klasy chodzili w szkole, po maturze poszli razem na studia. W końcu się pobrali, zawsze blisko siebie. Ich rodzice byli szczęśliwi od dawna zdążyli przywyknąć do tej pary.

Wszyscy podziwiali ich związek byli zgodni, mieszkali w mieszkaniu, które Danuta odziedziczyła po babci. Mijały lata, ale ich wspólne życie mącił jeden brak Danuta nie mogła zajść w ciążę. Wszystko mieli, byli zdrowi, a dzieci nie było.

Lekarze polecali Danucie wyjazd nad morze do sanatorium, na kurację, ale Antoni był temu przeciwny.

Jeszcze by tego brakowało, byś przywiozła jakieś cudze dziecko żartował półgębkiem.

Nie ufasz mi? zapytała cicho, ze łzami w oczach.

Rodzice proponowali, by zaadoptować dziecko z domu dziecka, ale Antoni nie chciał o tym choćby słyszeć.

Chcę mieć swoje dziecko i koniec dyskusji

Na dziesiątą rocznicę ślubu zjechali się goście. Wszyscy czekali na Antoniego, ale on się spóźniał. Goście długo czekali, siedząc w milczeniu, aż w końcu rozeszli się do domów, a stół pełen jedzenia praktycznie nie tknięty.

Antoni tej nocy nie wrócił do domu. Danuta rozpacza, płacze w samotności, czując, iż przeczuwała taki finał od dawna. Ostatnio Antoni bardzo się zmienił. Rano przychodzi i oznajmia, iż spał u znajomej z dwójką dzieci; obiecała, iż urodzi mu dziecko i odda do wychowania.

Antoni! Jak mogłeś?! Zdradziłeś mnie… Dlaczego nic ze mną nie uzgodniłeś? Nie wybaczę ci zdrady. Odejdź. A nie, poczekaj pomóż mi najpierw zaadoptować dziecko z domu dziecka płacze i błaga żona.

Jeszcze czego! Żebyś potem nadała mu moje nazwisko i żądała ode mnie alimentów?!

Danucie bardzo ciężko pogodzić się z rozstaniem. Zostać porzuconą to wielka rana dobrze, iż dopisuje jej wsparcie rodziny, znajomych i koleżanek z pracy. Bardzo pragnie adoptować dziecko, jednak samotnej kobiecie w Polsce nikt łatwo nie powierzy dziecka.

Danuta zamyka za Antonim drzwi na zawsze. Dziesięć lat. Dziesięć lat oczekiwań, nadziei, rozczarowań i bolesnych leków, zastrzyków, zapachu szpitali i narastającej ciszy. Antoni odszedł cicho, jakby załatwiał sprawę służbową.

Wybacz, Danka. Jestem już zmęczony.

Po pół roku dowiaduje się od wspólnych znajomych, iż Antoni ma syna. Świat się wtedy nie zawalił. Po prostu zbladł, wyblakł jak stara fotografia.

Przez rok żyje mechanicznie: praca, dom, bezsenność. Pewnego dnia, w małej kawiarni, do której wchodzi schronić się przed deszczem, dostrzega Olgierda kolegę Antoniego, zawsze dowcipnego duszę towarzystwa. Teraz siedzi naprzeciwko niej zmęczony, przygnębiony mężczyzna, kręcący pustą filiżanką.

Olgierd, cześć podchodzi, bo nie zauważył jej w tłumie.

Podnosi wzrok, rozpoznaje Danutę, uśmiecha się smutno.

Danka?! Skąd ty tu?

Rozmawiają szczerze i długo. Wszystko wypływa na wierzch.

Z Ritą się rozeszliśmy, pewnie wiesz zawsze kochała pieniądze, a mnie biznes padł. Spalił się warsztat, potem długi. Żona wyrzuciła mnie za drzwi, bo nie miałem już pieniędzy. Rodziców już dawno straciłem, nie mam gdzie iść.

Chodź do mnie wyrywa się Danucie zanim pomyśli, iż to niestosowne.

To nie litość. To decyzja: pomóc przyjacielowi. Nie liczy na romantyzm czy ratunek. Po raz pierwszy od lat w jej pustym mieszkaniu pojawia się ktoś, komu pozostało gorzej.

Jesteś pewna? A Antoni…

Przecież nie wiesz? Antoni mnie zostawił, bo nie mogłam mu urodzić dziecka. Odszedł do tej, która mu je urodziła

Olgierd jest zaskoczony.

Przepraszam, Danka. Ale nie wiedziałem, mieszkamy w innych dzielnicach, długo się nie widzieliśmy. Widać los tak zdecydował.

Już się z tym pogodziłam.

Olgierd śpi na kanapie. Na początku chodzi po domu jak cień, przeprasza za każdą kromkę chleba. Potem zaczyna powoli wracać do życia: naprawia kapiący kran, składa szafkę, gotuje obiad. Okazuje się niezwykle opiekuńczy i spokojny. Jego obecność łagodzi ciszę w mieszkaniu, czyni ją przyjazną.

Codzienne rozmowy zbliżają ich coraz bardziej. Danuta zatrudnia Olgierda w swoim biurze, cieszy się, iż mu się powodzi. Krok po kroku zaczynają znowu żyć. Po pewnym czasie biorą ślub.

Kiedyś spotykają Ritę, byłą Olgierda. Rzuca na nich szydercze spojrzenie i cedzi przez zęby:

No, korzystaj sobie, dla mnie już się nie liczył może tobie dziecko zrobi!

Oby tak było odpowiada Danuta łagodnie dziękuję za życzliwość.

Przy Olgierdzie Danuta znowu czuje się szczęśliwa, zaopiekowana, komuś potrzebna. Po latach naprawdę się śmieje nie z uprzejmości, ale dlatego, iż już znowu potrafi. Ma dla kogo żyć: plany, rozmowy o filmach, wspólna poranna kawa w kuchni.

Pewnego wieczoru poważnie rozmawiają. Olgierd widzi, jak bardzo Danutę boli bezdzietność.

Danka, może zaadoptujemy dziecko z domu dziecka?

Danuta początkowo oniemiała z wrażenia, patrzy na męża z zaskoczeniem.

Naprawdę myślisz?

Tak, Danusiu, nie przesłyszałaś się. Aż odebrało ci mowę? uśmiecha się.

Gdy ochłonęła, odpowiada przez łzy:

To byłoby dla mnie wielkie szczęście. Od dawna o tym marzę. Olgierdziku, choćby nie wiem jak ci dziękować długo się do tego zbierałam i nie śmiałam prosić. Dziękuję, iż sam zrozumiałeś

Olgierd cieszy się, iż zaskoczył żonę.

Nie marnujmy czasu. Jutro pojedziemy wszystkiego się dowiedzieć i zacząć formalności.

Jesteś najlepszy i najukochańszy, wybucha śmiechem Danuta. Naprawdę czuje się szczęściarą z Olgierdem.

Zbierają dokumenty do adopcji, czekają na decyzję, odwiedzają dom dziecka. I nagle Danuta zauważa, iż żyje już od miesiąca innym rytmem. Na początku mężowi nic nie mówi, idzie do apteki i robi test. Dwie kreski, wyraźne, jakby zdumiewająco ironiczne.

Jeszcze z niedowierzaniem biegnie do pokoju:

Olgierd, nie uwierzysz zobacz, podaje test mężowi będziemy mieć dziecko!

Boże, Danka, naprawdę?! Jutro z samego rana idziemy do lekarza

Lekarz potwierdza ciążę i zapisuje ją na opiekę.

W życiu Danuty i Olgierda zaczyna się prawdziwe święto. Po czternastu latach oczekiwania Danuta jest szczęśliwa to najważniejsza euforia życia.

Olgierd otacza żonę troską, pilnuje, żeby nie dźwigała niczego ciężkiego, rozpieszcza ją smakołykami, spełnia zachcianki.

W końcu rodzina się powiększa rodzi się Alinka, śliczna, wesoła dziewczynka. Olgierd płacze bez skrępowania, tuląc córeczkę przy wyjściu ze szpitala:

Wreszcie wszyscy jesteśmy razem. Przed nami długie, szczęśliwe życie. Alinka nasz największy skarb świata.

Dom nabiera nowego sensu: krzyków dziecka, śmiechu, zapachu pudru i nieprzespanych nocy. Szczęście nie jest idealne są kłótnie, zmęczenie, problemy. Ale to trwały fundament, jak stary dąb wyrastający z twardej ziemi.

Latem spacerują po parku z wózkiem. Alinka śpi, a oni zastanawiają się, dokąd iść dalej, trzymając się za ręce. I wtedy niemal wprost wpadają na Antoniego. Jest sam. Posmutniały, z przygaszonym wzrokiem i butelką piwa w dłoni. Zatrzymują się na krótko.

Cześć wyrzuca z siebie Antoni.

Jego wzrok sunie po rozpromienionej Danucie, Olgierdzie i wózku.

Słyszałem, iż u was wszystko w porządku.

Tak odpowiada cicho Danuta. Wszystko dobrze. A u ciebie?

Machnął ręką, patrząc gdzieś w dal:

A u mnie Jeszcze dwa razy się żeniłem, ale nie wyszło. Syn mieszka z moją matką, odwiedzam ich. Sam Nie mam szczęścia.

W jego głosie nie ma żalu, tylko smutek codzienności. Patrzy na Olgierda, jakby coś sobie przypomniał, uśmiecha się gorzko i kiwa głową.

Dobra, nie będę przeszkadzał. Trzymajcie się.

Idzie dalej, przygarbiony, samotna postać na pełnym życia parku.

Olgierd przytula Danutę.

Chodź, kochanie mówi cicho. Alinka zaraz się obudzi, wracajmy.

Danuta bierze wózek, idą przed siebie. Tam, gdzie czeka nie idealny, ale prawdziwy dom zbudowany nie ze złudzeń, ale z pokonanych trudności. I właśnie w tym tkwi prawda ich życia trwałego i niezaprzeczalnego.

Dziękuję za przeczytanie, wszystkie lajki i wsparcie. Szczęścia i dobra dla Was wszystkich!

Idź do oryginalnego materiału