Dar Losu – Opowieść o Antonie, Dzinie, Olegu i Drogą do Rodzinnego Szczęścia po Latach Samotności, …

newsempire24.com 3 godzin temu

Dziennik Prezent od Losu

Dziś znowu odwiedziłem mamę późnym wieczorem. Ona nie była zdziwiona, bo tak już mam od czasu rozwodu mieszkam sam, a mój syn Michaś został z matką.

Michaś na ciebie czekał, obiecałeś mu, iż zabierzesz go na lodowisko. Przed chwilą zasnął, więc go nie budź. Zaraz ci coś podgrzeję, zjesz i połóżesz się spać.

Zjadłem w milczeniu, a potem położyłem się obok śpiącego Michałka w jego pokoju. Nie mogłem zasnąć myśli wracały do mojej pierwszej żony, Danusi. Po niej były jeszcze dwie, ale żadna z nich nie była tą adekwatną.

Danuty nigdy nie potrafiłem zapomnieć. Dorastaliśmy razem na jednym podwórku już od przedszkola. W szkole zawsze siedzieliśmy w jednej ławce, potem razem poszliśmy na studia na politechnikę w Gdańsku. Wszystko się układało naturalnie rodzice nasi byli zachwyceni, bo od lat widzieli nas jako parę.

Wszyscy chwalili naszą zgodność i szczęście. Zamieszkaliśmy w kawalerce, którą Danusia odziedziczyła po babci. Byliśmy zdrowi, mieliśmy wszystko oprócz jednego dzieci. Lekarze nie widzieli problemów, a jednak Danusia nie mogła zajść w ciążę.

Zaproponowano jej wyjazd do sanatorium nad morzem, kurację. Nie puściłem jej wtedy.

Jeszcze byś mi przywiozła od kogoś dziecko, ha? próbowałem żartować, choć sam nie rozumiałem, czemu to mówię.

Andrzeju, nie ufasz mi? zapytała ze łzami w oczach.

Rodzice mówili, iż możemy adoptować dziecko z domu dziecka, ale choćby nie chciałem o tym słyszeć.

Chcę mieć własne dziecko i tyle

W dziesiątą rocznicę ślubu zgromadziliśmy całą rodzinę i przyjaciół. Czekali na mnie, ale długo nie wracałem, więc atmosfera siadła i w końcu się rozeszli, zostawiając stół pełen potraw.

Nie wróciłem na noc. Danusia dużo płakała, mimo iż gdzieś w głębi się tego spodziewała. W ostatnim czasie bardzo się zmieniłem. Rano wróciłem i powiedziałem jej, iż nocowałem u kobiety, która ma już dwójkę dzieci i zgodziła się urodzić ze mną trzecie, które odda nam na wychowanie.

Andrzeju, jak mogłeś mi to zrobić? Dlaczego nie porozmawiałeś ze mną?! Nie wybaczę ci tego, odejdź! Ale proszę cię pomóż mi załatwić adopcję z domu dziecka błagała.

Żebyś jeszcze nadała mu moje nazwisko i wyciągała ode mnie alimenty? odburknąłem, zamykając tym temat.

Rozstanie było dla niej bardzo bolesne. Tylko dzięki wsparciu przyjaciół, rodziny i koleżanek z pracy przetrwała najgorsze. Tak bardzo chciała adoptować dziecko ale samotnej kobiecie wtedy nikt go nie powierzył.

Zamknęła przede mną swoje mieszkanie już na zawsze. Dla niej rozpoczęło się dziesięć lat czekania i pustki. Ja odszedłem po cichu, niemal z biurową beznamiętnością.

Przepraszam, Danusiu. Nie mam już sił…

Po pół roku od znajomych dowiedziała się, iż mam syna. Świat się nie zawalił po prostu wypłowiał, jak wyblakłe zdjęcie.

Przez rok działała jak robot: praca, dom, bezsenność. Aż pewnego dnia, kiedy przyszła schronić się przed deszczem do małej kawiarni w centrum Sopotu, zobaczyła Olka, dawnego przyjaciela, zawsze duszę towarzystwa. Teraz siedział skulony nad pustą filiżanką, zgaszony.

Olek? zagadnęła niepewnie.

Podniósł wzrok, uśmiechnął się smutno.

Danusia? Skąd się tu wzięłaś?

Zaczęli rozmawiać, wszystko nagle się wylało

Rozstałem się z Ritą powiedział. No wiesz, ona zawsze kochała pieniądze Miałem pożar w warsztacie, potem długi, wyrzuciła mnie z mieszkania, bo nie przynosiłem już pieniędzy. Rodzice dawno nie żyją. Nie miałem dokąd iść.

Jedź do mnie zaproponowała, sama zaskoczona swoją reakcją.

Nie było w tym litości po prostu trzeba było pomóc przyjacielowi. Nie myślała o wybawieniu czy romantyźmie, ale w jej pustym mieszkaniu pojawił się ktoś, komu jeszcze bardziej było ciężko.

To nie będzie dziwne? A Andrzej? zapytał niepewnie.

Nie wiesz? Andrzej mnie zostawił, nie mogłam dać mu dziecka Odszedł do tamtej, która mu urodziła

Olek bardzo się zdziwił.

Przepraszam, ale nie wiedziałem. Los tak się z nami obszedł

Olek zamieszkał na rozkładanej kanapie. Przez pierwsze dni chodził cicho, przepraszając za kromkę chleba. Z czasem powoli wracał do życia: naprawił cieknący kran, skręcił rozlatujący się regał, ugotował zupę. Okazał się czuły i spokojny. Dzięki niemu cisza w domu stała się łagodna, nieprzerażająca.

Codziennie rozmawiali wieczorami. Danusia załatwiła mu pracę w swoim biurze w Gdyni. Tak stopniowo zaczęli wspólnie żyć. W końcu wzięli ślub.

Pewnego dnia choćby spotkali na ulicy Ritę, byłą żonę Olka. Uśmiechnęła się złośliwie i rzuciła:

No, bier nowego Może ci dziecko zrobi, bo mi dawno niepotrzebny

Oby odpowiedziała Danusia. Dzięki za życzenia.

Przy Olku znowu poczuła się szczęśliwa, poczuła się kimś ważnym, potrzebnym. Po raz pierwszy od lat śmiała się szczerze, nie z grzeczności. Znowu żyła nie tylko z dnia na dzień mieli wspólne plany, kłócili się o filmy, pili poranną kawę w kuchni.

Aż pewnego wieczoru Olek zaczepił temat poważny. Zauważył, jak cierpi przez to, iż nie może mieć dziecka.

Danusia, może spróbujemy adoptować dziecko z domu dziecka?

Początkowo nie mogła uwierzyć, umilkła z wrażenia patrząc na męża.

Tak, Danusiu, nie przesłyszałaś się, oniemiałaś?

W końcu przemówiła:

To byłoby dla mnie ogromne szczęście, wychować dziecko O Olek, nie wiem jak ci dziękować. Od lat o tym marzę, chciałam ci to choćby zaproponować, ale bałam się, czy się zgodzisz Dziękuję, iż sam to poczułeś…

Olek się tylko uśmiechnął, zadowolony, iż sprawił jej niespodziankę.

No to nie ma co czekać, zaczniemy załatwiać formalności. Jutro pojedziemy się wszystkiego dowiedzieć.

Najlepszy jesteś śmiała się Danusia, czując, iż z Olkiem naprawdę dopisało jej szczęście.

Zbierali dokumenty dla sądu rodzinnego, czekali na decyzję. Zaczęli odwiedzać dom dziecka w Gdańsku, poznawać dzieci. I nagle Danusia zauważyła, iż już od miesiąca żyje w całkiem nowym rytmie. Nic nie mówiła mężowi. Poszła do apteki. Test wyświetlił dwie, wyraziste kreski. Jakby wołały wszystkie jej nadzieje: “To teraz twoja droga”.

Nie wierząc szczęściu, wybiegła do pokoju.

Olek, nie uwierzysz podała mężowi test. Będziemy mieli dziecko!

Boże, Danusia, to prawda? Jutro idziemy od razu do przychodni!

Lekarka potwierdziła ciążę, Danusia trafiła pod opiekę ginekologiczną.

Dla Olega i Danusi nadszedł prawdziwy święto w życiu. Najważniejsze i najradośniejsze. Czternaście lat oczekiwania zamieniło się w szczęście.

Olek pilnował żony jak oka w głowie, nie pozwalał jej dźwigać, przynosił przysmaki, rozpieszczał jak mógł.

Wreszcie pojawił się ich największy skarb córeczka.

O czasie przyszła na świat ich Alinka jasnowłosa, zdrowa dziewczynka. Olek płakał jak dziecko, kiedy trzymał ją na rękach od pierwszej chwili po porodzie i chrypiał:

Nareszcie jesteśmy w domu Mamy największy skarb na świecie naszą córeczkę.

Dom nagle wypełnił się nowym sensem: krzykami, śmiechem, zapachem pudru, nieprzespanymi nocami, przez które przechodzili razem, tuląc się w łóżku. Szczęście nie było idealne zdarzały się kłótnie, zmęczenie, wyzwania. Ale było silne jak dąb, który przetrwał niejedną burzę.

Pewnego letniego popołudnia spacerowali w parku z wózkiem. Alinka przysypiała, a oni trzymali się za ręce, wybierając alejkę. Prawie wpadli na Andrzeja. Był sam, posiwiały, ze zgaszonym wzrokiem i butelką piwa w ręce.

Zatrzymali się, w milczeniu.

Cześć wykrztusił wreszcie Andrzej.

Spojrzał na rozpromienioną Danusię, na Olka, na wózek.

Słyszałem, iż dobrze wam się wiedzie…

Tak odpowiedziała cicho Danusia Wszystko u nas wspaniale. A u ciebie?

Machnął ręką, patrząc gdzieś w bok.

Eee Dwa razy jeszcze żeniłem się. Też nie wyszło. Syn mieszka z moją matką, odwiedzam ich. Ja… Sam sobie jakoś

Nie było w nim złości, tylko zmęczenie. Rzucił okiem na Olka, jakby coś sobie przypomniał. Skinął głową.

No, nie zatrzymuję was. Trzymajcie się.

Odszedł skulony, sam, zniknął w tłumie, obcy, wśród letniej, pogodnej codzienności.

Olek objął Danusię.

Chodź, kochanie szepnął. Zaraz Alinka się obudzi, czas wracać do domu

Chwyciłam za rączkę wózka i ruszyliśmy swoją drogą. Do domu nieidealnego, ale prawdziwego, zbudowanego na szczątkach dawnych marzeń. Ale to właśnie jest najprawdziwsze życie twarde, ale nasze.

Dziękuję każdemu, kto czyta, wspiera, zostawia dobre słowo. Życzę wszystkim dużo szczęścia i serdeczności.

Idź do oryginalnego materiału