Dekada po odejściu Sary: ojciec i pięcioro dzieci stawiają czoła pustce w sercu rodziny

polregion.pl 1 godzina temu

Dziesięć lat po odejściu Kasi: ojciec i pięcioro dzieci mierzą się z jej nieobecnością

Gdy Kasia postanowiła odejść, zostawiając męża i pięcioro małych dzieci, nie przyszło jej do głowy, iż Piotr, jej mąż, nie tylko przetrwa bez niej, ale i odnajdzie w tym siłę. Gdy po dekadzie wróciła, by odzyskać swoje miejsce, zastała rzeczywistość, która dawno ją przerosła dzieci, które ledwie pamiętały matkę.

Tego deszczowego ranka krople delikatnie uderzały o szyby ich skromnego domu ukrytego wśród wysokich klonów. Piotr Nowak rozstawiał cztery nierówne miseczki z płatkami, gdy w drzwiach stanęła Kasia, z walizką w jednej dłoni i milczeniem, które bolało bardziej niż słowa.

Nie mogę już tego ciągnąć szepnęła.

Piotr podniósł wzrok znad kuchennego blatu:

Czego nie możesz ciągnąć?

Spojrzała w stronę korytarza, skąd dolatywały dziecięce śmiechy i krzyki.

Tego. Pieluch, nieustającego hałasu, brudnych talerzy. To samo dzień w dzień. Duszę się w tym życiu.

Ciężar opadł Piotrowi na serce.

To twoje dzieci, Kasia.

Mrugnęła szybko, zirytowana:

Wiem, ale nie chcę już być matką. Nie w ten sposób. Chcę znów oddychać.

Drzwi zamknęły się za nią z mocą, niszcząc wszystko po drodze.

Piotr zastygł, a chrupnięcia płatków w mleku wydawały się teraz głośniejsze niż kiedykolwiek. Pięć małych twarzy wyjrzało z zaciekawieniem.

Gdzie jest mama? zapytała Ola, najstarsza.

Przyklęknął i otworzył ramiona:

Chodźcie tu wszyscy.

Tak zaczęła się ich trudna droga.

Pierwsze lata nie były łatwe. Piotr, nauczyciel biologii w liceum, rzucił pracę, by zostać nocnym kurierem i móc zajmować się dziećmi w dzień. Nauczył się pleść warkocze, pakować drugie śniadania, uspokajać nocne koszmary i liczyć każdą złotówkę.

Były noce, gdy po cichu płakał przy zlewie pełnym naczyń. Chwile, gdy myślał, iż pęknie: gdy jedno dziecko chorowało, drugie potrzebowało pomocy w szkole, a najmłodsza miała gorączkę wszystko w jeden dzień.

Ale Piotr się nie złamał.

Przystosował się do poświęceń.
Porzucił karierę, by być obecnym.
Nauczył się matczynych umiejętności dla swoich dzieci.
Przetrwał najtrudniejsze chwile z odwagą.

Minęło dziesięć lat.

Teraz, w dresie z dinozaurami, który uwielbiali bliźniacy, stał przed domem przesiąkniętym słońcem. Siwizna w brodzie zdradzała lata dźwigania plecaków, zakupów i śpiących dzieci.

Wokół niego pięcioro dzieci śmiało się, pozując do zdjęcia:

Ola, 16 lat, bystra i odważna, z plecakiem obwieszonym przypinkami o fizyce.
Zosia, 14 lat, cicha artystka z plamami farby na dłoniach.
Marcin i Marysia, nierozłączni 10-latkowie.
Emilka, 6 lat, która gdy Kasia odeszła, była ledwie niemowlęciem.
Na wiosenne ferie wybierali się na wycieczkę, na którą Piotr zbierał cały rok.

Wtedy wjechał czarny samochód.

Tylko ona.

Kasia wysiadła w okularach przeciwsłonecznych i z idealną fryzurą. Wyglądała, jakby czas się dla niej zatrzymał jakby spędziła te lata na wakacjach.

Piotr zdrętwiał, a dzieci patrzyły na nieznajomą z ciekawością.

Tylko Ola ją rozpoznała, ale niepewnie.

Mama? spytała wahająco.

Kasia zdjęła okulary i drżącym głosem powiedziała:

Cześć, dzieci. Cześć, Piotrze.

Bez zastanowienia Piotr zasłonił je sobą:

Czego tu szukasz?

Przyszłam was zobaczyć odparła ze łzami. I ciebie też. Straciłam tak wiele.

Bliźniacy przywarli do nóg Piotra, a Emilka zmarszczyła brwi:

Tato, kto to jest?

Kasia zadrżała.

Piotr wziął Emilkę na ręce i rzekł:

To ktoś z przeszłości.

Kasia poprosiła o rozmowę w cztery oczy.

Odsunęli się nieco od dzieci.

Przyznała:

Wiem, iż na nic nie zasługuję. Strasznie się pomyliłam. Myślałam, iż wolność da mi szczęście, a znalazłam samotność.

Piotr odparł:

Zostawiłaś pięcioro dzieci. Błagałem, byś została. Ja nie miałem wyboru po prostu przetrwałem.

Wiem szepnęła. Ale chcę to naprawić.

Nie da się skleić tego, co rozbiłaś. Oni już nie są zranieni są silni. Zbudowaliśmy coś z tego, co zostało.

Spójrzał na dzieci sens swojego życia i walki.

Będziesz musiała zdobyć ich zaufanie. Krok po kroku. Tylko jeżeli oni zechcą.

Skinęła, a łzy spływały jej po policzkach.

Gdy wrócili do dzieci, Ola skrzyżowała ramiona:

I co teraz?

Piotr położył dłoń na jej ramieniu.

Teraz idziemy powoli.

Kasia przykucnęła przed Emilką, która patrzyła na nią zaciekawiona.

Jesteś ładna powiedziała dziewczynka ale ja już mam mamę. To Zosia, moja siostra.

Zosia zdziwiła się, a serce Kasi pękło.

„Wychował pięcioro wspaniałych ludzi i bez względu na to, co się stanie, on już wygrał.”

Następne tygodnie były jak chodzenie po linie po dziesięciu latach milczenia.

Kasia odwiedzała ich ostrożnie, tylko w soboty, za zgodą Piotra. Dzieci nazywały ją po imieniu, nie „mamo” była obcą osobą z znajomym uśmiechem i niepewnym głosem.

Przynosiła drogie prezenty, ale dzieci pragnęły odpowiedzi, których ona nie miała.

Z kuchni Piotr obserwował, jak Kasia próbuje rysować z Emilką, która wciąż uciekała do niego.

Emilka szepnęła:

Jest miła, ale nie umie warkoczy tak jak Zosia.

Zosia usłyszała i uśmiechnęła się dumnie:

Bo tata mnie nauczył.

Kasia zamrugła, uświadamiając sobie, ile straciła.

Pewnej nocy Piotr zastał ją samą w salonie po usypianiu dzieci, z czerwonymi oczami:

Nie ufają mi wyszeptała.

Nie powinni odparł.

Przyznała, iż Piotr był lepszym ojcem, niż ona matką.

Gdy spytała, czy ją nPiotr westchnął, patrząc na odbicie ich wspólnej walki w jej łzach, i rzekł: „Dopóki będziesz ich kochać tak, jak ja ich nauczyłem, czas może jeszcze wybaczyć to, co ty nam zabrałaś.”

Idź do oryginalnego materiału