Dimi, Dimi, wstawaj, Księżniczko znów płacze!

twojacena.pl 2 godzin temu

Dymek, Dymek, wstawaj, Grażynka znowu płacze!
Dymek czuł, jak mały Saszek ciągnie go za rękaw koszulki, ale oczy nie chciały się otworzyć. Śniło mu się tak bardzo, iż wolałby wykrzyknąć na brata, a potem wcisnąć głowę pod poduszkę i zatonąć w przytulnej ciemności i to bez żadnych snów, bo wczoraj znowu śnił się ojciec, który usiadł na ganku babci w domu na Pradze, pogłaskał po głowie i zapytał:
Jak tam, synu? Ciężko? Przepraszam, iż tak wszystko… Nie chciałem Grażynka znowu płacze Ty

Dymek wyłonił się z półdrzemki i ledwie nie spadł z łóżka. Grażynka krzyczała tak głośno, iż w końcu wstał i sam się rozbudził. Saszek siedział na swoim łóżku i patrzył, jak starszy brat wyrywa się z kołdry.

Już dawno tak krzyczy? Dymek pogładził nieogarnięte włosy, które wyglądały, jakby nie widziały grzebienia od pięciu lat, i podszedł do koszyczka siostry. Jesteś naszą małą krzykaczką! Mamo jeszcze nie ma, a ona o tej porze przyjdzie dopiero rano. Podejdź tutaj!

Grażynka była już czerwoną jak burak od krzyku. Dymek zręcznie wyciągnął ją z łóżeczka, skinął Kasiowi, który już trzymał czystą pieluszkę i przyciskał dziecko do siebie.

Och, jak pachniesz! Dobrze krzyczysz, ale może trochę ciszej? Nie słyszeli jeszcze wszyscy sąsiedzi? Zaraz to ogarnę, poczekaj chwilę.

Dziewczynka, słysząc znany głos, nieco ucichła, a po kilku minutach już z zapałem wypijała mieszankę z butelki, którą przygotował brat.

Łakomczuch! Dymek pocałował czoleczko Grażynki tym samym gestem, którym kiedyś przywitał się z mamą. Nie musiał sprawdzać termometru, bo wiedział, iż to nie pierwsza gorączka. Nie czekałaś na mamę? Dobrze, iż nie. Przyjdzie zmęczona, a my już tu jesteśmy. Jedz dalej, a potem zdrzemniemy się, póki jeszcze możemy. Saszek! spojrzał na brata i uśmiechnął się. No i masz nasz mały śpioch! Nie jak my, co?

Grażynka, mając pół roku, jeszcze raz przyssała smoczek i Dymek ostrożnie, żeby nie wywołać kolejnego widowiska, położył ją na swoje ramię i podszedł po pokoju, głaszcząc jej pleckiem.

Brawo! Teraz możesz i do łóżeczka! ułożył ją delikatnie i zerknął na zegar.

Czy iść spać, czy nie? Do wstawania został jeszcze trochę ponad godzinę, a on ma piątkę z biologii i dwójękę z fizyki. Odpowiedzialny za to jest to, iż w czasie lekcji grał w Morski pojedynek z Walkiem zamiast słuchać nauczycielki. Szkoda, iż trzeba to jakoś wyjaśnić. Za dwa tygodnie zebrań rodzicielskich nie chciałby, żeby mama się zawstydziła.

Dymitrze! To nie do przyjęcia! Znowu spóźniasz się! Jeszcze raz i wpadniesz do gabinetu dyrektora!

Jakby mu wyjaśnić, iż spóźnienia nie są jego kaprysem, a dzieje się tak, bo mama czasem zostaje w pracy. Dlatego Dymek zostaje z Grażynką, a potem biegnie odprowadzić Saszka do przedszkola. Nie można zostawiać dzieci samych w domu choć o tym nie wolno mówić, bo mama miałaby kłopoty. Gdyby ojca było, nie byłoby problemu. Mama siedziałaby w domu, tak jak kiedyś, a nie musiałaby pracować, żeby nie wyprzedać mieszkania, które rodzice wynajmowali od czasu, gdy babcia wyrzuciła ich z domu.

O babci Dymek nie chciał myśleć. Nie wiedział, co wywołało kłótnie z mamą, ale domyślał się. Babcia zawsze była krzykliwa i nie bała się wyrażać emocji. Po pogrzebie przyjechała, a gdy matka wypędziła dzieci z pokoju, rzuciła się na nią z obelgami.

To ty jesteś winna! Wydałaś naszą rodzinę jak króliczki, a co nam zostało? Musieliśmy pracować! Co ma twoje serce wytrzymać? Nie masz sumienia! To ty jesteś przyczyną, iż mój syn już nie żyje! Ty!

Dymek nie wytrzymał. Wyskoczył z pokoju, nie zwracając uwagi na płaczącą mamę, i podbiegł do babci.

Nie mów tak! Nic nie wiesz! Nie obrażaj mamy! Tata nas kochał! Rozumiesz? Kochał Grażynkę, Saszka i nas. To on chciał, nie mama. Ona go odciągała! Mówiła, iż nie ma pomocy, tylko krytyka i krzyki! Nie można tak wychowywać dzieci! Ty ciągle tylko krzyczysz! Po co przychodzisz? Nie mieszkamy z tobą! Nie wracaj!

Dymek wciąż pamiętał ciężkie spojrzenie babci, jak otwierała i zamykała usta, zastanawiając się, co odpowiedzieć. W końcu powiedziała:

Jeszcze mało, żeby podnosić głos na mnie

Teraz już nikt nie zaopiekuje się mamą. Ja jej nie dam się obrazić, rozumiesz? dodał i spojrzał przez głowę na matkę. Babcia patrzyła dziwnie, jakby była smutna, po czym pokręciła głową i odszła, nie chcąc więcej się pojawiać. Dymek czasem widywał ją w mieście, ale udawał, iż jej nie zna. Ona za to zawsze się zatrzymywała, patrząc na niego, nie rzucając słowa. Rozmowy z nią były wykluczone bał się, iż przyjdzie, gdy go nie będzie w domu, a mama i tak nie ma nerwów na dodatkowy stres. Po odejściu ojca nie mogła już karmić Grażynki, bo przestało być mleka. Gdyby dalej płakała, byłoby naprawdę źle.

To było tak, jak w przypadku Polinki z mieszkania 43. Jej matka ciągle piła, sąsiedzi dzwonili, a komisje wchodziły, potem Polinka trafiła do domu dziecka. Dymek kiedyś wpadł tam z braćmi, przeskoczył przez słabą ogrodzoną barierkę i ukrył się w krzakach, czekając, aż wyjdą na spacer. Gdy Polinka wydała się, krzyczała, a on nie wiedział, jak ją uspokoić. Dał jej wszystkie cukierki, które mama kupiła dla niego i Saszka. Mama pogłaskała go po głowie i powiedziała, iż jest dumna z syna, choć nie wiedziała, co zrobić dla Polinki.

Mama Dymka nie pije, ale można wymyślić pretekst. Ciocia Ania, sąsiadka, znowu narzeka, iż Grażynka krzyczy mocno. Co zrobić? Siostra pozostało mała, ma ból brzuszka, ząbki wyrzynają się lekarz powiedział, iż ma już trzy zęby. Przypadkiem ugryzła Dymka w palec, ledwie nie krwawił. Dobre ząbki, czyli mocne! Teraz trzeba pilnować, bo wciąga wszystko, co znajdzie. Wczoraj zasnęła z króliczym pluszakiem w objęciach, a brat najpierw się rozzłościł, a potem już nie marudził.

Budzik cicho zadzwonił, a Dymek wyłączył go. Czas się zbierać. Musi iść do szkoły, Saszek do przedszkola. Mama zaraz wpadnie i musi przygotować śniadanie.

Dymek kończył kanapki, gdy w przedpokoju otworzyły się drzwi i weszła mama, zrzucając na sobie starą kurtkę. Objęła Dymka, przytuliła policzki i spojrzała w oczy:

Dzień dobry, mój rycerzu!

Dzień dobry, moja królowa!

To ich sekretny powitanie od czasów, kiedy Dymek odkrył w bibliotece powieści Waltera Scotta.

Co u Ciebie?

Grażynka w nocy znowu krzyczała. Dałem jej butelkę i żel na dziąsła. Uspokoiła się.

Czy wyrzyna się nowy ząb?

Jeszcze nie, ale dziąsło już spuchło. Temperatury nie było.

Dobrze. Dymiu, co bym bez Ciebie zrobiła?

Mamo wczoraj znowu widziałem babcię.

Zofia zamarła, zanurzając ręce w nosie syna.

Co ona mówiła? Rozmawialiście?

Nie. Stała przy naszym wejściu i patrzyła na okna. Kiedy podszedłem, odwróciła się i odszła.

Zofia skinęła głową, ale gwałtownie zdała sobie sprawę, iż nie widzi twarzy syna. Chwyciła go za podbródek i spojrzała:

Dymku, nie gniewaj się na nią, dobrze? Jest trudna, ale to nasza babcia. choćby jeżeli mnie nie lubi, jesteśmy jej wnukami ty, Saszek i Grażynka.

Po co ona wtedy narzeka, iż nas jest tak dużo?

Synku ludzie czasem myślą, iż trzeba żyć tak, jak oni uważają za słuszne.

Dlaczego? Dlaczego myślą, iż wiedzą lepiej?

Nie wiem. Może bo mają lata i doświadczenie, więc czują się uprawnieni. Czasem to prawda, ale młodzi też muszą się uczyć na własnych błędach.

To wszystko jest nie do końca logiczne!

Zgadza się! uśmiechnęła się Zofia. Czas leci, już wiesz, iż kiedyś byłeś jak Saszek, a teraz w siódmym klasie. Niedługo będziesz dorosły.

Zofia pogłaskała Dymka po policzku i dodała:

jeżeli znów zobaczysz babcię, nie kłóć się z nią. Posłuchaj, co ma do powiedzenia, a potem zdecyduj, co zrobić. I zapomnij, co usłyszałeś tego dnia. Kiedy przychodzi smutek, człowiek się zmienia, mówi straszne rzeczy, bo boli go strata. To nie zła wola, a ból.

Dymek nie do końca zrozumiał, ale poczuł, iż mama jest naprawdę dobra. Spojrzał na zegarek i podskoczył:

O rety, pani Walentyna dziś ma mnie pożreć z moimi kartami! Już spóźniłem się na pierwszą lekcję!

Idź na drugą! Zofia złapała go za starą koszulkę i wsadziła do stołu. Nie jadłeś śniadania!

Nie ma czasu, mamo!

Nie martw się, szkoła nie ucieknie! niedługo wiatr Cię poniesie! Patrz, jak przybiera na wadze, iż aż strach!

Zofia przesunęła talerz z kanapkami bliżej syna, wyszła z kuchni, by obudzić Saszka. Po pół godzinie Dymek biegł już do szkoły, mocno trzymając za rękę skaczącego za nim brata.

Dymku, dzisiaj po południu pobawimy się razem?

Oczywiście.

Nauczysz mnie rysować motocykl?

Nauczę.

A samochodzik?

I samochodzik.

A

Saszu! Nauczę Cię wszystkiego, ale teraz zamknij buzię, bo mróz na dworze, i biegnij szybciej, zgoda?

Tak!

Perspektywa, iż przez cały wieczór będzie miał starszego brata pod swoją opieką, zachwyciła Saszka, więc Dymek milczał, od czasu do czasu zerkając na poważnie wyglądającego Dymka.

Dymku, gniewasz się na mnie?

Dymek wyrwał się z myśli i zdziwiony spojrzał na Saszka.

Nie. Skąd wiesz?

Nie wiem. Mówisz cicho i patrzysz jak dwa czarne krążki.

Tylko myślę. Dobra, biegnij i nie kombinuj, rozumiesz? Nie powiem mamie. Sam się tym zajmę.

Postawisz mnie w kącie? Saszek zapytał z taką żywą ciekawością, iż Dymek wskazał mu palcem.

Nie będę Cię uczyć rysować samochodzik!

Nie chcę! Saszek zakręcił głową. Dymku, naprawdę będę się zachowywał, jeżeli Grażynka nie nalewa mi wody do łóżka. Wtedy dam jej, a samochodzik narysujemy jutro, dobra?

Saszu, nie można obrażać dziewczyn.

Grażynka to nie dziewczyna! To łobuz!

I tak nie wolno. Nie wiemy, jaką Grażynkę wyrastamy. Może będzie łobuzem i chłopcy będą ją dręczyć? Co wtedy?

Będziemy bić? Saszek podniósł brew.

Kogo?

Nie Grażynki! wykrzyknął Saszek. Chłopców!

A! To już inna sprawa. Lepiej jednak unikać pięści. Tata mówił, iż walczą tylko dziwacy. Normalni najpierw myślą i rozwiązują inaczej.

Dymek wziął bratu sweter, podrzucił koszulę i popchnął go w stronę klasy.

Ruszaj! Wieczorem przyjdę!

A dlaczego nie mamaDymek wziął Saszka pod ramię, ruszył w stronę przedszkolnego busa i z uśmiechem pomyślał, iż choć dzień był pełen chaosu, to w końcu wszyscy wrócą razem do domu, a w sercach zostanie ciepło rodzinnych przygód.

Idź do oryginalnego materiału