Dla mojej mamy opieka nad wnuczką to coś wręcz „niemożliwego”.

newsempire24.com 5 godzin temu

Wiesz co, wszyscy moi znajomi mają mamy, które bez problemu opiekują się swoimi wnukami. U mnie jest zupełnie inaczej. Moja mama twierdzi, iż zajmowanie się wnuczką to dla niej po prostu nierealne. Bez końca powtarza mi: To twoje dziecko, ja swoje już wychowałam. Moja córka, Hania, ma pięć lat i chodzi do przedszkola. Dwa lata temu po urlopie macierzyńskim musiałam wrócić do pracy uczę w klasach młodszych, więc niestety nie mam możliwości brania wolnego, kiedy mi się podoba. A w takich sytuacjach aż by się chciało mieć mamę pod ręką.

Co ciekawe, mama ma masę wolnego czasu, zwłaszcza zimą, kiedy nie wyjeżdża do żadnej działki. Siedzi całe dnie w domu, głównie ogląda telewizję i gada przez telefon ze swoimi koleżankami. Żadnych innych zajęć. W zeszłym tygodniu byliśmy u okulisty i dowiedziałam się, iż Hania ma problemy ze wzrokiem. Zadzwoniłam do mamy, powiedzieć, iż będziemy musiały przez dziesięć dni jeździć z Hanią do kliniki. Odbieramy ją z przedszkola koło trzynastej, a rano musimy jechać do przychodni. Wszystko jest praktycznie tuż obok i przedszkole, i klinika, i mieszkanie mamy.

Hania jest naprawdę grzeczna, mama dobrze o tym wie. Nie jest marudna, nie hałasuje, nie robi bałaganu, zjada wszystko, co jej się poda. Mimo to mama ewidentnie nie pała do niej sympatią. Ostatnio potrzebowałam pomocy, bo i ja, i mąż musieliśmy być w pracy.

To by było cudowne, gdyby mama mogła przyjść na kilka dni, posiedzieć z Hanią, ale jak zwykle nie może. Na szczęście mamy blisko rodzinę moja babcia, czyli prababcia Hani, mieszka obok i ostatnimi czasy nie ma dużych zajęć, więc logiczne byłoby, żeby w razie potrzeby ona zajęła się wnuczką. To dla nas ogromna ulga nie musimy za to płacić, bo mieszka kilka kroków dalej, a nam i mężowi odpada stres.

Od kiedy mama przeszła na emeryturę, regularnie ją wspieram finansowo. Cały czas daję jej pieniądze, dwa razy w miesiącu opłacam jej mieszkanie. Jak idziemy z mężem na zakupy, bierzemy mamę ze sobą i wtedy ona płaci za swoje rzeczy sama. Na każde święta daję jej bardzo ładne i drogie prezenty. A mimo tego ona uznaje ten mój pomoc za coś oczywistego. Uważa, iż skoro jestem jej córką, to moim obowiązkiem jest przynosić jej jedzenie i opłacać czynsz. Zupełnie tego nie rozumiem! Moje dziecko to moja sprawa, ale przecież nie chodzi o przymus tylko zwyczajną, ludzką pomoc.

Wygląda na to, iż polskie babcie nie mają żadnego obowiązku pomagania swoim dzieciom, a mimo to większość jednak to robi. Myślisz, iż to jest sprawiedliwe? Szczerze mówiąc, mocno mnie to boli tyle się staram dla mamy, a mam wrażenie, iż ona tego wcale nie docenia.

Idź do oryginalnego materiału